Jak wpędzić markę do grobu? Adrian stawia na nekromarketing

Fot. Piotr Socha. Szacunek za spójność.

Piękne, długonogie blondynki mają to do siebie, że potrafią sprzedać wszystko. Tym bardziej potrafiłyby sprzedać pończochy, rajstopy i wszystkie inne seksualnie rozkoszne gadżety, gdyby tylko ustawić je… ciut dalej od grobu.

Tymczasem na ulicach zaczęły pojawiać się billboardy, utrzymane w czarno-białej stylistyce, na których pogrążona w smutku modelka opiera się o nagrobek. Całości dopełnia słynny cytat z ks. Jana Twardowskiego, a mianowicie – „Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”.

Nie wiem, jak zacząć ten wpis, żeby nikogo nim nie obrazić, natomiast mam chyba pewne ku temu prawo, skoro ta reklama tak skutecznie obraża mnie. A obraża w sposób potrójny, jako kobietę, katolika i konsumenta. Nie jest ani mądra, ani pomysłowa, ani choćby poprawna. Jest obrazoburcza i stanowi tak wielki gwałt na na moim poczuciu estetyki, że gdybym kiedykolwiek była klientką firmy, właśnie skierowałabym swoje kroki do konkurencji, zasłaniając twarz papierową torbą.

Nie wiem, może ja nie umiem w grobbing, a może tłamsi mnie polski, letni temperament, ale do głowy by mi nie przyszło, żeby się pokładać po nagrobkach z pończochami wystawionymi do wiatru. To nie jest wyzywające, prowokujące czy intrygujące. To jest zwyczajnie tanie i głupie.

Próbowałam znaleźć racjonalne wytłumaczenie tej akcji, niestety – bez skutku. W ręce wpadła mi za to wypowiedź właścicielki firmy, Małgorzaty Rosołowskiej-Pomorskiej, która próbowała umotywować swoje działanie. Efekt?

– Nie reklamuję rajstop. Starałam się powiedzieć, że życie biegnie nieubłaganie. Że gonimy często za rzeczami, które z pewnej perspektywy nie mają najmniejszego znaczenia – tłumaczyła w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl. A mnie w tym momencie wszystko opadło.

Billboard, o ile mnie wiedza nie myli, jest jednym z nośników reklamy. Na tymże billboardzie – jeśli tym razem nie myli mnie wzrok – widnieje kosmicznych rozmiarów logo marki. Pod tymże logo zaś widnieje jej hasło reklamowe, mówiące o tym, że „Adrian kocha wszystkie kobiety”. Co więcej, zupełnie przypadkowo jesteśmy przed 1 listopada. W rzeczy samej, to nie jest reklama, a przesłanie, mówiące o ulotności ludzkiego życia. Czy ktoś tu myśli, że nam spomiędzy uszu uleciał dzisiaj mózg?

I żeby to był jeszcze jednorazowy wybryk. A przecież nietrudno przypomnieć sobie poprzednie kampanie Adriana. Nie tak dawno mijaliśmy billboardy, na których widniała kobieta po mastektomii, której towarzyszyło hasło „Uwierz! Rak. To się leczy”. Nie wiem, w którym momencie właścicielka firmy wpadła na pomysł łączenia reklamy rajstop z kampanią społeczną, ale niech już będzie, że przyświecał jej szczytny cel. Tylko jak można było pokazać tę kobietę półnagą, w niby komunijnych, białych pończoszkach? Jak można było przełożyć przez nią jedynie kawałek materiału? W o wiele lepszym smaku była już Monika Kuszyńska, która do zdjęcia pozowała na wózku, ale – na szczęście – ubrana.

Nie zrozumcie mnie źle – nie mam nic przeciwko niepełnosprawnym modelkom. Szanuję i podziwiam marki modowe, które w sposób mądry i przemyślany potrafią zaangażować je do swoich kampanii. Które są w stanie pokazać ich piękno, siłę i determinację – nawet, gdy są one po najcięższych przejściach. Adrian nie jest jedną z tych marek.

Przypomnijmy sobie też wisienkę na torcie, czyli Ilonę Felicjańską, która równie roześmiana, co roznegliżowana, witała nas nas z billboardów hasłem „Uzależniona, ale nie gorsza”. A dlaczego miałaby być gorsza, u licha? Alkoholizm to choroba, jak każda inna. Czy istnieją rajstopy dedykowane uzależnionym? Chorym? Niepełnosprawnym? Czy w kampaniach – choćby i społecznych – chodzi o to, aby podkreślać odrębność takich ludzi? Nie. Chodzi o to, aby pokazać, że są pełnowartościowi, jak ja czy Ty. Adrian tego nie rozumie.

Chciałabym napisać, że ta afera pogrzebie markę. Tylko czy jest co grzebać? W moim osobistym odczuciu istnieje tylko Gatta, a później długo, długo nic. To ona jest marką z klasą, opinią, renomą. A Adrian? Adrian kojarzony jest nie z jakością, tradycją czy dobrymi cenami. Konsekwentnie i uparcie buduje swój wizerunek na dość słabym skandalu. Skandalu, który sprawia, że spaliłabym się ze wstydu, gdyby z torebki przy ludziach wypadła mi ta ich nieszczęsna pończocha.

Oczywiście, nie jestem w internecie nowa i znam stare, dobre hasło, że nieważne, co o nas mówią, byle w ogóle mówili. Przejrzałam jednak komentarze i pozwolę je sobie Wam zacytować. Odbiór kampanii jest dość jednoznaczny.

Komentarze pochodzą przy tym z trzech profili: Pawła Tkaczyka, Fashion PR Girl i Słabej Reklamy Bloga. Szanując prywatność, pomijam nazwiska autorów. Kto zechce, ten znajdzie. Enjoy:

Nekrofil też człowiek

Wpędzą markę do grobu

Skojarzenie marki z cmentarzem chyba sugeruje jej szybki pogrzeb

Rozumiem, że w handlu przygotowania do 1 Listopada ruszyły pełną parą.

To nie jest fake? To jest tak nieprawdopodobne, że widziałam to rano, ale nie uwierzyłam

Nekromarketing ? Gratuluję

Za każdym razem myślę, że u Adriana nie może być już gorzej. I niestety za każdym razem się mylę

Ale jak to ma Adriana reklamować w ogóle? Jedna sprawa, że ta reklama totalnie bez gustu (i estetycznie brzydka), a druga, że jej nawet nie rozumiem.

Ałć! Chcą sprzedawać rajstopy przez nekro-seksomarketing?

Do Wszystkich Świętych jeszcze trochę czasu

Kiedy rajstopa może zabić

Trochę się zagalopowali, tylko czekać aż wypuszczą rajstopy do trumny… Bo przecież „Adrian kocha wszystkie kobiety” …

Rajstopy trumienne?

Adrian kocha martwe kobiety

A na koniec mój ulubiony: Śpieszmy się kochać rajstopy, tak szybko pękają.