Czasami potrzebujesz tylko, aby ktoś Cię mocno przytulił…

…i powiedział: zrobiłem Ci przelew. Kojarzycie pewnie tego mema, prawda? W końcu sporo już czasu krąży po internecie. Tak samo, jak cała masa innych memów, naśmiewających się z kobiecej rozrzutności. Jak choćby ten, który mówi, że celem kobiety jest wydawać tyle pieniędzy, żeby jej mężczyzny nigdy nie było stać na kochankę. Albo ten, zgodnie z którym prawdziwa kobieta nigdy nie ma: a) czasu, b) pieniędzy, c) w co się ubrać. Albo ten, który mówi, że kobiety po to łapią mężczyznę za serce, aby później mogły go złapać za portfel. O, albo jeszcze ten z hasłem, że kobiety wydają pieniądze z rozsądkiem i w efekcie nie mają ani pieniędzy, ani rozsądku. Śmieszne? Raczej wcale.

Nie wiem, skąd wzięło się to myślenie, ale doświadczenie moje i znajomych mi kobiet pokazuje, że ma ono niewiele wspólnego z rzeczywistością. Natomiast stereotyp jest prosty: mężczyzna zarabia, kobieta wydaje. Tak samo zresztą postrzegane jest oszczędzanie: oszczędza mężczyzna, a kobieta to ta, która wiecznie jest na zakupach. Faceci, jak idą już na zakupy, to dlatego, że mają coś do kupienia. A kobiety? Bo mają taki kaprys, bo uważają to za rozrywkę, bo umówiły się z przyjaciółką, bo potrzebują rzeczy na specjalną okazję, bo akurat zaczęły się wyprzedaże, bo przyszła wypłata, bo muszą poprawić sobie humor, a zakupy traktują jako najlepszą psychoterapię… Czy któraś z nas chociaż raz nie spotkała się z takim myśleniem? No właśnie.

No i następna rzecz – zaglądanie nam do portfeli. Spora część mężczyzn ma skłonność do pytania: a po co to kupiłaś? A czy na pewno było Ci potrzebne? Stać Cię na to? A ile to kosztowało? A dlaczego to nie jest w porządku? Bo jeśli jesteśmy pełnoletnie i chodzimy do pracy, to mamy prawo wydawać nasze własne, samodzielnie zarobione pieniądze dokładnie tak, jak chcemy. Tymczasem nasi mężczyźni i ojcowie (a czasem nawet nasze matki) mają skłonność do kontrolowania nas niczym dzieci w przedszkolu. Dlatego zamiast się potulnie tłumaczyć, czasem warto powiedzieć „stop” i udowodnić im, jak bardzo nie mają racji.

chatolandia


DLACZEGO NIE LUBIMY OSZCZĘDZAĆ?

Natomiast prawda jest taka, że nam się wszystkim nie chce oszczędzać. To znaczy: nam, młodym (o ile wciąż mogę się uznawać za młodą jako trzydziestolatka). Od kiedy mam dziecko i kredyt na mieszkanie, moje życie (także finansowe) wygląda oczywiście zupełnie inaczej. Ale jeszcze te dwa, trzy lata temu żyłam od przelewu do przelewu i śmiałam się, że na koniec wypłaty zawsze zostaje człowiekowi za dużo miesiąca. Problem w tym, że to był śmiech przez łzy. Bo jak tu być autentycznie szczęśliwą, kiedy na koncie wieje halny, a nas nagle rozboli ósemka? Pożyczać? Nie pożyczać? Iść do dentysty? Czekać do wypłaty? Życie bez oszczędności nie jest i nigdy nie będzie dobre, a niespodziewane wydatki najlepiej na świecie pokazują nam, że to nieprawda, że pieniądze nie są w życiu ważne. Oczywiście, że są. Jedyne, czego się warto trzymać, to tego, że nie są najważniejsze.

Ale nie wierzę ludziom, którzy mówią, że mogą się bez nich obejść. To znaczy: może i mogą tu i teraz, kiedy jako tako sprzyjają im ku temu okoliczności. Jak jesteś studentem, nie masz rodziny i zobowiązań, to naprawdę niewiele Ci do tego szczęścia

potrzeba. Ale spróbuj zachorować. Już nie mówię o fatalnych, przewlekłych chorobach – dzisiaj byle przeziębienie oznacza zostawienie w aptece połowy zawartości portfela. A jak pojawia się dziecko, to kurczy się nie tylko stan konta, ale i doba. Co w praktyce oznacza, że jak człowiek nie ma zapasu gotówki, to jest w ciemnym lesie, bo nie ma też szans na to, żeby sobie dorobić.

Dlatego dobrze czasem zastanowić się, dlaczego nie oszczędzamy. Moim zdaniem, z czterech podstawowych braków. Po pierwsze, z braku mody – bo nie ma przecież mody na oszczędzanie, zwłaszcza wśród młodszych pokoleń. Oszczędzać to sobie mogą nasi rodzice, ale nie my, prawda? Za to modne jest wydawanie. Na ciuchy, sprzęty, wycieczki.

Po drugie, z braku wiedzy. Nie wiemy, jak moglibyśmy zacząć oszczędzać i wcale nam się tej wiedzy zgłębiać nie chce. A co o oszczędzaniu wiemy? Jakie znamy sposoby? Odkładanie do świnki skarbonki, albo – w wersji dla tradycjonalistów – do skarpety. Nie muszę chyba mówić, że od nadmiaru gotówki jeszcze nigdy ani taka świnka skarbonka, ani skarpeta raczej nikomu nie pękła?

chatolandia


HALO, PROMOCJA BYŁA!

Po trzecie, brak nam też motywacji. Nie wiemy, po co tak właściwie mielibyśmy zacząć oszczędzać. Nie myślimy o przyszłości, trzymamy się tu i teraz. Dlaczego miałabym odmówić sobie kawy na mieście? Nowej sukienki? Przecenionej z 800 na 600 zł torebki? Wydawane pieniądze dają nam poczucie szczęścia w tym danym, konkretnym momencie – czyli wtedy, kiedy wydaje nam się, że naprawdę tego potrzebujemy. Oszczędności z kolei kojarzą nam się jako pieniądze zamrożone, a wizja odroczonej przyjemności jawi nam się jako równie atrakcyjna, co radiowe reklamy leków na potencję.

No i po czwarte, nie oszczędzamy z braku nawyku. Do wydawania przyzwyczajeni jesteśmy przecież wszyscy. Codziennie kupujemy jedzenie, bilety, paliwo, ubrania. Regularnie opłacamy rachunki. Takie rzeczy weszły nam w nawyk, bo zwyczajnie musiały. Natomiast jak miało nam wejść w nawyk oszczędzanie? Gdzie mieli nas tego nauczyć? W domu, w szkole? Kiedy mieliśmy zacząć? Jak długo powinno to potrwać?

Efekt? Ile byśmy nie zarabiali, zawsze zarabiamy za mało. Bo i nie ma takiej ilości gotówki, jakiej by człowiek nie wydał. I nawet, jeśli robimy sobie noworoczne postanowienia i wreszcie wydaje nam się, że oto zaczniemy oszczędzać na poważnie, to entuzjazm mija nam stosunkowo szybko, czyli gdzieś tak w okolicach 2 stycznia. Bo, jak ładnie powiedział kiedyś Woody Allen, „łatwiej jest wydać dwa dolary, niż zaoszczędzić jednego”.

chatolandia


SPOSÓB NA OSZCZĘDZANIE? BARDZO PROSZĘ!

I dlatego dzisiaj chciałam pokazać Wam prosty sposób na oszczędzanie. A przy okazji – na utarcie nosa tym wszystkim śmieszkom i pokazanie im, że dzisiejsza kobieta nie tylko nie zostaje już w domu, na utrzymaniu męża, ale jest aktywna zawodowo i niezależna finansowo. Ba, że często to właśnie ona sprawuje kontrolę nad domowym budżetem – wybiera operatorów, robi zakupy, planuje wakacje, opłaca wszelkie rachunki, składki i ubezpieczenia. Może dlatego, że lepiej ogarnia całą tę domową codzienność. A może i dlatego, że mężczyznom często się po prostu nie chce.

A przechodząc do konkretów – sprawdźcie sobie smartDOM. Nie wiem, czy wcześniej o nim słyszałyście, ale to taki Domowy Program Oszczędnościowy, który obejmuje 9 produktów i usług, dzięki któremu można oszczędzić nawet 1000 zł rocznie. Nie czarujmy się – każdy z nas płaci rachunki i dlatego dobrze jest wiedzieć, jak można na nich oszczędzać. Dlatego w programie znalazły się takie rzeczy jak telewizja, internet, telefon, usługi  bankowe, ubezpieczenia, prąd, gaz, AGD czy monitoring.

A najważniejsze w tym jest to, że smartDOM jest stałym programem, a nie żadną tam jednorazową akcją promocyjną. Jego podstawą jest łączenie kategorii usług w ramach dwóch grup, jakimi są Plus i Cyfrowy Polsat, a każda kolejna dobrana usługa daje nam niższe ceny. Ale wcale nie oznacza to, że musimy zdecydować się od razu na wszystkie. Tu sami wybieramy, co ma wchodzić w skład naszego programu, a sprytny kalkulator pokaże nam, ile dokładnie jesteśmy w stanie w ten sposób zaoszczędzić.

Więcej informacji wraz z kalkulatorem znajdziecie bezpośrednio na stronie programu. A to dobry sposób, żeby nie tylko zatrzymać w portfelu trochę gotówki, ale i przekonać się, że oszczędzanie nie jest ani damskie, ani męskie – za to jest mądre i wygodne!

chatolandia

chatolandia

Partnerem wpisu są Plus i Cyfrowy Polsat

Zdjęcie główne: studiostoks/fotolia.pl

27
Dodaj komentarz

avatar
18 Comment authors
Saint SaintBarbara Romer KukulskaModest VagabondKociołek Panoramixa #2 – PoliandriaHreindyr Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Alina
Gość
Alina

Jak mnie to denerwuje! Takie gadanie, że kobiety nie potrafią utrzymać przy sobie pieniędzy, że nic, tylko by wydawały. Mam 35 lat, nie żyję od wypłaty do wypłaty i potrafię odłożyć więcej niż mój super-zdolny-męski-i-taki-oszczędny-partner, który… zarabia więcej ode mnie!

Oszczędzanie to nie jest kwestia płci, tylko samodyscypliny. Dlatego bardzo cieszę się, że ktoś wreszcie postanowił się z tymi stereotypami rozprawić. O smartdomie nie słyszałam, ale zbliża się koniec roku, więc to dobry moment na takie zmiany. Już widzę minę mojego Piotrka… :-)

Saint Saint
Gość
Saint Saint

Nomen omen mam na imię Piotrek xD I muszę przyznać Ci rację. Moja kobieta oszczędza więcej niż ja. Tylko że ja kupuję jedzenie, place za restauracje itp… Nic nie mogę Ci udowodnić, ale… ;-)
Ale żeby nie było, ja to akceptuje i mam tego świadomość, więc niech oszczędza bo i tak będzie statystyczne dłużej żyła xD

dziadowska
Gość
dziadowska

Nie słyszałam nigdy tekstu, że nikt nas nie uczył oszczędzania, brakuje nam motywacji i wolimy wydawać całą pensję. Wydaje mi się, że w Polsce oszczędzanie jest popularne. Od zawsze moi rodzice mieli oszczędności i wiedziałam, że w nagłych wypadkach będą mieli pieniądze. Wiedziałam też, że ja powinna mieć, więc jak tylko coś dostawałam od dziadków, cioć, czy rodziców to odkładałam. Dokładnie zastanawiałam się nad każdym wydatkiem, już od dziecka. Mam rodzeństwo, byłam przyzwyczajona do tego, że nie można wszystkiego mieć, trzeba zapracować, odłożyć, zaplanować. Już na studiach zaczęłam odkładać na podróże i przyszłość, dlatego wchodząc w dorosłość miałam na koncie… Czytaj więcej »

Gosia
Gość
Gosia

O Jezu, tak!!! Całe studia dorabiałam, chociaż studiowałam dziennie. Teraz pracuję na etacie, a po godzinach biorę dodatkowe zlecenia. Nie mam prawie wcale czasu dla siebie, ale oszczędzam na własne mieszkanie, więc wiem, że muszę zagryźć zęby. A tymczasem patrzę na swoje koleżanki z torebkami Korsa i perfumami Chanel i zastanawiam się, czy im nie żal przepierniczać miesiąc w miesiąc całej wypłaty. Poza tym ja biegam po promocjach w Lidlach i Rossmannie, one czekają na wyprzedaże co najwyżej w Zarze… I jak ktoś taki ma mieć pieniądze? Ale jak o tym rozmawiamy, to mówią dokładnie to, co napisałaś – nikt… Czytaj więcej »

MAK
Gość
MAK

Z twojej wypowiedzi można wywnioskować, że bardzo zazdrościsz swoim (jak mówisz) koleżankom i robisz wszystko żeby im zaimponować. Żyłowanie się na mieszkanie tylko po to żeby komuś pokazać swój „status” ma jakikolwiek sens? Troszkę dystansu i uśmiechu na twarzy :) Bo co z tego, że za 30 lat spłacisz mieszkanie jeżeli przez cały ten czas będziesz zmierzłą kobietą, która nie potrafi się cieszyć z szczęścia innych ?

Hreindyr
Gość
Hreindyr

Cóż, na mieszkanie można żyłować się nie po to by pokazać status, ale aby… mieć gdzie mieszkać. Oczywiście można wynająć, ale jest taki moment w życiu kiedy ma się dość wspólnej kuchni i łazienki dzielonej z obcymi ludźmi. Zaś jeżeli chcemy wynająć całość dla siebie, stawka przewyższa ratę kredytu.