Życzę Wam samych dobrych wspomnień, bo to one ogrzewają człowieka od środka [+KONKURS]

Wspomnienia ogrzewają człowieka od środka. Ale jednocześnie siekają go gwałtownie na kawałki.

Haruki Murakami, Kafka nad morzem

Wiecie, jaki mamy problem ze wspomnieniami? Podchodzimy do nich wybiórczo i niesprawiedliwie. Tracimy godziny, ba – całe dni czy tygodnie życia – na kontemplowanie tego, co było złe. Na rozdrapywanie ran, na przeżywanie tego wszystkiego na nowo. Kłótnia z matką, spięcie z szefem, nieudany projekt, fatalny dzień – to rzeczy, które gnębią nas, choć tak naprawdę nie mamy już na nie wpływu. Wydarzyły się, po prostu. Możemy przejść nad tym do porządku dziennego, a możemy też usiąść w kącie i rozczulać się nad nimi skrawek po skraweczku, niemal namacalnie doświadczając tamtych emocji raz jeszcze. Problem w tym, że wyjście numer dwa jest zupełnie bez sensu, chociaż na pewno o wiele łatwiejsze. Natomiast ja zawsze z tyłu głowy mam cytat z „Bezdechu” Andrzeja Barta: Najważniejsze to nie wpadać w panikę, a przede wszystkim nie litować się nad sobą. Bo wszyscy zgodnie potrzebujemy nie litości, a siły.

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że w natłoku rzeczy smutnych i nieważnych tracimy z oczu to, co radosne i ważne. Zapach gorącej kawy o poranku. Uśmiech naszego faceta, gdy założymy nową sukienkę. Słońce, wpadające nam leniwie przez okno. Mocniejszy uścisk dziecka, wtulającego się w nas po zrobieniu kolejnego samodzielnego kroku. Jest tyle rzeczy, którymi można by się zachwycać: tyle słów, gestów, widoków. Tyle cudownych rzeczy na zewnątrz i cała paleta naszych odczuć wewnątrz – na tyle istotnych, żeby powodować szybsze bicie serca i na tyle przez nas lekceważonych, żeby już po chwili o nich nie pamiętać.

Kiedy chodziłam do podstawówki, panowała moda na pisanie do siebie w zeszytach, takich jakby wspólnych pamiętnikach. Razem z moją najlepszą przyjaciółką wklejałyśmy tam sobie też różne rzeczy. I ona raz wkleiła taką kolorową karteczkę: na karteczce był chłopiec z psem, nad nimi tęcza, a nad tęczą napis: Nie trać małych przyjemności życia w pogoni za tymi większymi. To było jakieś 15 lat temu, a ja wciąż wzruszam się, ilekroć pomyślę, ile dzięki tym słowom udało mi się wyciągnąć z życia magii.

star book

WSZYSTKO JEST KWESTIĄ PRIORYTETÓW

Bo widzicie, nie wszystko jest kwestią czasu, pieniędzy czy okoliczności, natomiast wszystko jest kwestią priorytetów. To od nas zależy, jakim zdarzeniom przypiszemy najwyższe oceny w naszej prywatnej hierarchii ważności. Dlatego czasem warto zastanowić się, co tak naprawdę jest dla nas ważne: czy to, co złe i niszczące, czy to, co sprawia nam autentyczną przyjemność, choć z pozoru jest mało istotne.

Pamiętam, jak kilka lat temu trafiłam na SOR w środku nocy i kompletnie zwijałam się z bólu. Zmieściłam się w tym magicznym przedziale 2-4 procent pacjentów, u których po wykonaniu pewnego zabiegu wystąpiły naprawdę mocne komplikacje. Dość powiedzieć, że w tym samym szpitalu spędziłam dwa kolejne tygodnie, pełne bólu i strachu. Czy rozpamiętywałam to później wciąż na nowo i nowo? Mogłabym, bo to było ważne, bo rozwaliło mi plany, wyłączyło z pracy, napędziło strachu.

A wiecie, co dziś pamiętam najmocniej? Moją przyjaciółkę, która spędziła tam ze mną całą noc, prosząc pielęgniarkę, żeby nie tylko nie wyganiała jej ze szpitala, ale i pozwoliła przespać się na korytarzu, na pierwszym lepszym łóżku. Chociaż z samego rana miała wylot do Oslo, była ze mną przez cały ten straszny czas. Głaskała, pocieszała i powtarzała, że będzie dobrze. I było. Bo jak Kaśka coś obieca, to tak po prostu jest. I wiecie, co? Komplikacje po zabiegu okazały się nie takie znowu groźne, a Kaśka została w końcu matką chrzestną mojego dziecka.

star book

FOTOKSIĄŻKA NA PAMIĄTKĘ? TAK, ALE TYLKO DOBRA

Naszego Staśka chrzciliśmy w październiku – pokazywałam Wam już nawet, w czym go wystroiliśmy na chrzest i jak prawie wywołaliśmy zgorszenie ubrankiem z… przemiłego dresu. Tak, tak, obce nam wszelkie kaszkiety i błyszczące garniturki, w jakie niektóre mamy z takim zamiłowaniem wbijają swoje bobasy. My zamiast tego stawiamy na luz, dystans i wygodę. Z tego samego powodu nie inwestowaliśmy w żadne krzyżyki, medaliki ani inne pamiątki z chrztu, bo – nie oszukujmy się – komu przydałby się taki medalik za 10 czy 20 lat? Moda się zmienia, biżuteria szarzeje, a poza tym sama mam zerowy sentyment do biżuterii nawet z własnej komunii świętej, a co dopiero z chrzcin. Dlatego stwierdziliśmy, że zainwestujemy w zupełnie inną pamiątkę. Taką, która rzeczywiście będzie przypominać nam o tym dniu, a przy okazji pozwoli choć odrobinkę odwdzięczyć się dziadkom i rodzicom chrzestnym za czas i serce, jakie nam wciąż okazują.

Tą pamiątką okazał się Star Book, czyli fotoksiążka w wersji premium. Z cudną, aksamitną okładką, i pięknymi, błyszczącymi jak tafla wody stronami. Na zdjęciach nie udało się tego idealnie uchwycić, ale musicie uwierzyć mi na słowo, że to zupełnie inna jakość wydruku. Kocham i za pomysł, i za wykonanie, i za genialnie nasycone kolory. Bo – nie czarujmy się – na rynku dostępnych jest sporo firm, oferujących fotoksiążki, ale na kilku z nich mocno się już przejechałam. Tym razem musiało być idealnie – raz, że chcieliśmy uwiecznić jeden z najważniejszych dni w życiu naszego Staśka, a dwa, że to miał być też prezent, a nie tylko kolejna, rodzinna pamiątka. Musiało być więc idealnie – i wyszło tak, że po otrzymaniu próbnego wydruku zamówiłam takich fotoksiążek jeszcze… pięć. Dwie dla rodziców moich i Pawła, dwie dla rodziców chrzestnych i jedną dla mojej babci, która z racji wieku i chorób nie mogła być wtedy z nami. I naprawdę, jestem oczarowana efektami.

Nie wiem, czy też tak macie, ale ja – choć na co dzień jako styl życia (i pracy) preferuję chaos, to kiedy dochodzi do sytuacji oficjalnych, typu chrzest, ślub czy wesele, to wszystko musi być po prostu idealnie. Dlatego długo szukałam dla Staśka najpiękniejszego tortu (który też Wam muszę tu w końcu pokazać!), długo też zastanawiałam się nad tym, czy na pamiątkę chrztu świętego kupować mu cokolwiek innego, bardziej namacalnego. I wtedy zadałam sobie jedno, proste pytanie: jakie wspomnienie z tamtego dnia sprawia, że oboje z Pawłem od razu się uśmiechamy?

star book

star book

star bookstar book

star book

CZY MOŻNA PRZESPAĆ SWOJE ŚWIĘTO? MOŻNA

No więc był to… śpiący sobie w najlepsze Stasiek. Nie uwierzycie, ale przespał CAŁY chrzest! Ale tak minutę po minucie, bez wybudzeń choćby na polewanie wodą święconą, po prostu spał sobie jak bąk! Czy go wyciągaliśmy z wózka, czy ściągaliśmy mu czapeczkę, czy w końcu śpiewało wokół niego kilka setek ludzi – on to wszystko miał w wielkim poważaniu i uciął sobie drzemkę. Serio – codziennie wybudza go wiele rzeczy, jak choćby dzwonek telefonu czy przyjście kuriera. A w momencie, kiedy właśnie go chrzciliśmy i kiedy fotograf miał zrobić mu masę wspaniałych zdjęć, on sobie po prostu smacznie spał. No ale cóż – słabość do spania ma widać po matce, a skoro to był jego dzień, to nie śmieliśmy jego wysokości wybudzać.

Kolejne wspomnienie? Przepyszny tort. Kremowy, otulony żywymi kwiatami i ozdobiony płatkami jadalnego złota. Absolutnie piękny i smakowo wspaniały. Do tego szczęśliwie zrehabilitował wszystkie obiadowe wpadki naszej restauracji. Bo chyba nie mówiłam Wam o tym nigdy wcześniej, ale naprawdę, ten obiad to było spore rozczarowanie. Czy byłam wtedy zła? Jasne! Ale tego już nie zmienię i nie chcę, żeby taka drobnostka zepsuła mi te lepsze wspomnienia. A o tym, że tort był wybitny, najlepiej świadczy chyba fakt, że na nasze wesele wybieramy niemal identyczny.

Kolejne wspomnienie? Tulaski! Cała rodzina w jednym miejscu, uwieczniona na cudnych zdjęciach mojej znajomej. Nie wiem, czy znacie Angelikę Paruboczy, ale ja uwielbiam jej wrażliwość i estetykę – te wszystkie kolory sprawiają, że na zdjęciach naprawdę dzieje magia. Angelika jest przy tym mistrzynią reportażu i szczerze mówiąc, nawet nie wiem, kiedy zrobiła nam te wszystkie zdjęcia – była zupełnie niewidoczna, a jednak wszędzie obecna! Od przygotowań w domu, przez ceremonię w kościele, aż po obiad dla całej, nie tak znowu małej rodziny. Uchwyciła dla nas wszystko to, co ważne. Te wszystkie pocałunki, spojrzenia i przytulenia. Zamknęła w setkach kadrów to, czego nie zarejestrowało oko i co prędzej czy później wymazałaby pamięć. I to dzięki niej nasza fotoksiążka wyszła naprawdę przepiękna.

fotoksiążka na pamiątkę

fotoksiążka na pamiątkęfotoksiążka na pamiątkęfotoksiążka na pamiątkęfotoksiążka na pamiątkę

STAR BOOK, CZYLI MERCEDES WŚRÓD FOTOKSIĄŻEK

Dlatego jeśli zastanawiacie się, czy fotoksiążka na pamiątkę chrztu świętego (czy jakiekolwiek ważnego dla Was wydarzenia) okaże się trafionym pomysłem, to od razu rozwiewam wątpliwości: ten pomysł jest po prostu genialny! Tylko niech to rzeczywiście będzie Star Book (my wybraliśmy szablon Miłość i rodzina, na pamiątkę jest idealny!), z tą swoją pulchniutką okładką i pięknie lśniącymi stronami, a nie pierwsza lepsza fotoksiążka, jaka wyskoczy Wam w wyszukiwaniach Google’a. Naprawdę są rzeczy, na których nie warto oszczędzać i jedną z nich powinny być chyba wspomnienia. Star Book zresztą nie bez powodu nazywany jest gwiazdą wśród fotoksiążek – to wersja zdecydowanie bardziej luksusowa, a w sumie niewiele od nich droższa.

A skoro wychodziliśmy od cytatu, to i cytatem ten wpis zamknijmy. Czytaliście „Rzeźnię numer pięć” Kurta Vonneguta? Pięknie podsumował to, o czym tu dzisiaj pisałam: Jest to coś, czego Ziemianie mogliby się nauczyć, gdyby się rzeczywiście postarali: sztuki kontemplowania dobrych chwil i ignorowania złych.

I tego Wam właśnie życzę. A jeszcze lepiej: żeby tych dobrych było jak najwięcej, a tych złych tyle, co nic!

fotoksiążka na pamiątkęfotoksiążka

fotoksiążka na pamiątkę

fotoksiążka na pamiątkęfotoksiążka


 UWAGA, KONKURS!  

Teraz Wy też możecie przekonać się, jakie wrażenie robi na żywo Star Book! Wystarczy, że weźmiecie udział w naszym szybkim konkursie. Aby to zrobić, odpowiedzcie w komentarzu na poniższe pytanie:

Pierwszy rok studiów, szalony weekend z przyjaciółmi, podróż życia, a może coś jeszcze innego? Jakie ważne wydarzenie zamknąłbyś na kartach Star Booka i dlaczego? 

Konkurs trwa do 19 kwietnia, do godz. 23:59. Do wygrania jest Star Book w dowolnym formacie, liczący aż 40 stron oraz 3 fotoksiążki (format A4, pion, też 40 stron)! Wyniki znajdziecie tutaj, w zaktualizowanym wpisie, już 23 kwietnia. Powodzenia!


WYNIKI KONKURSU  

Kochani! Bardzo dziękuję za wszystkie dodane komentarze i ogromnie żałuję, że nie mogę nagrodzić ich więcej. Natomiast zasady to zasady, więc tym razem nagrody otrzymują:

Star Book:

ohmydag – za pomysł i śniadania, jadane na podłodze

fotoksiążki:

Katarzyna Linard – za odwagę mówienia o rzeczach trudnych

Monika – za 21 lat tańca i prasowania koszul

Monika G – za spontaniczność i przegryzione kable

DZIEWCZYNY, GRATULUJĘ!

I bardzo proszę, napiszcie do mnie w ciągu 5 najbliższych dni roboczych na adres joanna.pachla@gmail.com – powiem Wam, co dalej :) A wszystkim pozostałym dziękuję za udział w konkursie i przypominam, że niżej czeka na Was super zniżka!


 I… NIESPODZIANKA!  

A dla wszystkich – już niezależnie od konkursu – mamy specjalny kod rabatowy, z którym kupicie powiększonego Star Booka (format A4, poziom, 40 stron) za 99 zł (cena regularna to 129 zł).

Kod jest wielokrotnego użytku i pozostaje ważny aż do 30 czerwca 2018 roku. Aby z niego skorzystać, wystarczy, że w koszyku – w chwili finalizowania zamówienia – wpiszecie hasło WYRWANE. A projektujecie i zamawiacie oczywiście na stronie colorland.pl ;-)


Wpis powstał we współpracy z marką Colorland


Zdjęcia: Agnieszka Wanat