Dom nie pachnie dla mnie Chanel N°5. Pachnie ciepłym łóżkiem i kawą

– Wiesz, to dziwne, za czym się tęskni poza domem. Na przykład brakuje mi zapachu porannej kawy… i smażonego bekonu – kojarzycie ten cytat? Tak, tak, to Fannie Flagg i jej „Smażone, zielone pomidory”. Och, jak doskonale wpisuje się to w moją definicję domu i domowego szczęścia! I jak dużo czasu zajęło mi dojście do tego! Jeszcze 10 lat temu byłam pewna, że szczęście pachnie tak, jak Chanel N°5 i jest nieosiągalne niczym buty od Manolo Blahnika. Do znudzenia oglądałam wtedy „Seks w wielkim mieście” i każdą komórką swojego ciała zazdrościłam Carrie, że ma Mr. Biga, pracę felietonistki i własną garderobę. A dzisiaj? Dzisiaj się z tego śmieję, bo wiem już, że proste życie też może być szczęśliwe i dobre.

Żeby nie było – nadal kocham drogie perfumy i jeszcze droższe buty, ale bardzo rzadko odczuwam potrzebę, by tej miłości nadać wymiar inny niż platoniczny. Dlaczego? Bo okazało się – uwaga, leci banał – że za szczęście nie da się jednak zapłacić, trzeba najpierw znaleźć je w sobie. I dlatego dziś – razem z marką Nivona, która jest partnerem tego wpisu – opowiem Wam o czerpaniu radości nie z tych dużych rzeczy, bo to każdy z nas umie, ale właśnie z tych małych. Z tych, które może nie są dla nas nagłym zastrzykiem adrenaliny, ale które sprawiają, że każdego dnia budzimy się spełnione i szczęśliwe. A zatem – jakie drobne rzeczy dają mi radość i wytchnienie każdego dnia? Zobaczcie moją listę!


1. BYCIE TU I TERAZ

Super jest być dorosłym. Mieć poważną pracę, poważne życie i poważne plany. Ale znacie pewnie to hasło: Don’t grow up, it’s a trap? Ja w swoim pracoholizmie zapędziłam się tak daleko, że każda chwila odpoczynku kończyła się dla mnie poczuciem beznadziei i ogromną frustracją. Czułam, że ciągle muszę robić rzeczy ważne i ambitne, a jednocześnie spalałam się. Jakby całe to dorosłe życie było jedną, wielką, metalową klatką, a ja – pedałującym w karuzeli chomikiem. Dopiero moje dziecko przywołało mnie do porządku. Pokazało, że prawdziwe życie dzieje się tu i teraz, a szczęście nie czai się za kolejnym deadline’em. Dlatego dziś pozwalam sobie na odpoczynek, wygłupy, zabawę. Na tulasy i na turlanie.


2. RANDKI Z WŁASNYM MĘŻEM

Ale nie, że w kółko tylko teatry, filharmonie i drogie restauracje. Przeciwnie. Dzisiaj najlepsze randki to dla mnie granie w Scrabble, jajecznica z boczkiem na sobotnie śniadanie, jeszcze jeden odcinek „Doktora Who”, obejrzany przed spaniem. Bo naprawdę w życiu nie chodzi o ładne stroje, makijaże i dekoracje. Chodzi o miłość, dobroć i czułość. O to, żeby się kochać i słuchać nawzajem. I nie wierzcie, kiedy ktoś Wam mówi, że na coś jesteście już w życiu za stare. Jak powiedział kiedyś Mark Twain, ludzie nie dlatego przestają się bawić, że się starzeją, lecz starzeją się, bo przestają się bawić. No więc nie wiem, jak Wy, ale my chętnie dobijemy setki, otoczeni przez „Chińczyka”, „Monopoly” i bierki ;-) 


3. CZYTANIE KSIĄŻEK W SAMOTNOŚCI

Kiedy byłam dzieckiem, wydawało mi się, że mam najnudniejsze hobby na świecie. Kiedy inni wspinali się na drzewa i trzepaki, dla mnie sportem ekstremalnym było… nieoddanie na czas książki do biblioteki albo wymacanie wszystkich nowości w miejscowej księgarni. Dopiero później natknęłam się na cytat z Wisławy Szymborskiej, że czytanie książek to najpiękniejsza zabawajaką sobie ludzkość wymyśliła. I do dziś powtarzam to wszystkim tym, którzy nie rozumieją, jak mogę przekładać czytanie nad zakupy, narty czy imprezowanie. No i ja kocham jednak samotność – ale tylko tę krótką, kontrolowaną. Kiedy wiesz, że cały świat gdzieś tam sobie istnieje, ale przez chwilę żyjesz całkiem innym tempem.


4. NAŁOGOWE OGLĄDANIE SERIALI

Tak, tak, wiem, że teraz szalenie modne jest oglądanie nowości na Netflixie. Ale co poradzę, że o wiele bardziej kręci mnie nałogowe oglądanie „Przyjaciół”, wspomniany już „Doctor Who” czy choćby odkryta niedawno „Plotkara”? Przecież ja nie wiedziałam, jaki jest mój ideał mężczyzny – no, może poza własnym mężem i Bogusławem Lindą w „Sarze” – dopóki nie zakochałam się w Chucku Bassie! No jeśli to nie jest najwyborniejsza guilty pleasure, jaką można sobie wyobrazić, to ja nie wiem już, co nią jest! A tak przy okazji – wiecie, że po raz pierwszy określenie to ukazało się w „New York Timesie” w 1860 roku w opisie… domu publicznego? Nie wiem, jak Wy, ale Chuck na pewno uznałby to za zabawne! ;-)


5. KAWA. DUŻO KAWY

Kiedyś pisałam Wam, że dla mnie przepis na szczęście zawiera trzy całkiem proste składniki: czułość, czekoladę i dobrą kawę. Od tamtej pory nic się tu nie zmieniło. Możecie więc albo pogratulować mi konsekwencji i wytrwałości, albo uznać mnie za ostatnią nudziarę ;-) Natomiast po pół roku od tamtego wyznania mogę podtrzymać tezę, że życie staje się o niebo piękniejsze, kiedy urzeczywistnisz marzenie o własnym, dobrym ekspresie. U nas na dobre zadomowiła się już Nivona CafeRomatica 859 – jej szczegółową recenzję znajdziecie pod tym linkiem, a dziś powiem Wam, które jej funkcje czynią nasze życie o wiele bardziej smakowitym i milszym!

Po pierwsze, uwielbiam ten ekspres za system Aroma Balance. To on pozwala uwolnić z ziaren różne smaki i aromaty. I to dzięki niemu uzyskacie taką jakość kawy, po jaką wcześniej musieliście chodzić do baristów do najlepszych kawiarni. Po drugie, genialny tryb „Moja kawa”. Raz zapisujemy rodzaj, intensywność i wielkość naszej ulubionej kawy i więcej nie musimy już bawić się w ustawieniach. Wciskamy jeden przycisk i w naszym kubku zaczyna dziać się magia! Po trzecie – opcja przyrządzenia dwóch mlecznych kaw jednocześnie. A to z kolei pozwala nie tylko zaoszczędzić czas, ale i jest niezwykle przydatne, kiedy człowiek zaczyna funkcjonować w małżeństwie ;-)


DO SIEDMIU RAZY SZTUKA, CZYLI ZA CO JESZCZE KOCHAM NASZ EKSPRES

Po czwarte, uwielbiam go za intuicyjną obsługę. Z domowymi sprzętami dogaduję się tak, że pokonuje mnie nawet nasza stara drukarka, więc doceniam fakt, że w tym ekspresie kawa robi się sama. Po piąte – za wygląd. Uwielbiam naszą kuchnię, więc szukałam ekspresu, który najlepiej się w nią wpasuje. A Nivona, ze swoim świetnym designem, frontem ze stali nierdzewnej i podświetlanym wyświetlaczem, była strzałem w dziesiątkę. Po szóste – pracuje na tyle cicho, że po kawę mogę powędrować nawet w środku nocy. I w końcu po siódme – dbanie o ten ekspres nie wymaga od nas żadnego wysiłku. Cały proces czyszczenia, płukania czy usuwania kamienia uruchamiamy przez dotknięcie jednego przycisku.

Jeśli więc tak, jak ja, macie słabość do dobrej, aromatycznej kawy, to ten ekspres sprawi, że każdy dzień – z poniedziałkami włącznie! – wyda Wam się od razu lepszy i łaskawszy. Sama jestem zwolenniczką rozpieszczania siebie i hołdowania zasadzie, że nie warto tracić małych przyjemności życia w pogoni za tymi większymi. Dlatego pamiętajcie, żeby czerpać radość nie tylko z tych wielkich rzeczy, bo to akurat jest łatwe. Ale by cieszyć się także z tych mniejszych, bo to one składają się na to, że każdego dnia postrzegacie swoje życie jako szczęśliwe i dobre. A kiedy już to zrozumiecie, to idę o zakład, że kawa w domu będzie smakować Wam bardziej niż ta, wypita w najbardziej prestiżowym Hiltonie! ;-)

Wpis powstał we współpracy z marką Nivona

Zdjęcia: Martyna Tola Piotrowska

28
Dodaj komentarz

avatar
16 Comment authors
AsiaOlaKonessoMinisterstwo GadżetówPaula Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Marcin Kamyk Kamiński
Gość
Marcin Kamyk Kamiński

Wygodnie ogląda Ci się seriale na małym parunastocalowym ekranie laptopa? Przyznam, że kiedyś kilka razy próbowałem się przesiąść na małe ekrany, ale nie umiałem się skupić przy oglądaniu filmów i seriali na takich ekranach. Macie jakieś sposoby na oglądanie seriali na laptopach bez zewnętrznego monitora? Nie zawsze jest niestety możliwość zabrania ze sobą dużego monitora.

Madzix
Gość
Madzix

Nie wiem, czy bardziej kocham kawę, czy Chucka Bassa, ale widzę w Tobie siostrę :D

Anna
Gość
Anna

To ten sam ekspres, co kiedyś? Czy jakiś nowy model?