Prasuje się ubrania, a nie twarz. Świadoma pielęgnacja i moje rytuały [+KONKURS DLA WAS]

Też tak macie, że odkładacie wszystko na później? Że obiecujecie sobie wziąć się za siebie od poniedziałku, od nowego miesiąca albo od nowego roku, tylko zapominacie sprecyzować, którego? Ja jeszcze w liceum obiecałam sobie, że na 20. urodziny kupię sobie krem przeciwzmarszczkowy. Zwłaszcza, że już wtedy śmiałam się dużo, nałogowo marszczyłam czoło i wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że zmarszczek mimicznych dorobię się szybciej niż domku z ogródkiem i kredytu na 30 lat. I wiecie, co? To z tym kremem, to był naprawdę świetny plan. Tyle, że kremu nie kupiłam, choć lat mam dziś TRZYDZIEŚCI DWA.

Żeby nie było – nie mam problemu ze swoimi zmarszczkami. Ze wszystkich możliwych kompleksów, ten mnie szczęśliwie omija. Zresztą, to dla mnie zapis tych wszystkich lepszych i gorszych momentów, które doprowadziły mnie do miejsca, w którym dzisiaj jestem. A przecież to miejsce jest piękne! Dlatego nie jestem fanką prasowania sobie twarzy ani przy pomocy skalpela, ani nawet Photoshopa. Natomiast nadszedł ten moment, kiedy moja skóra zaczęła nie tyle się starzeć, co po prostu coraz gorzej wyglądać.

Dlatego postanowiłam zweryfikować swoje dotychczasowe nawyki i wprowadzić proste, codzienne rytuały, które stopniowo by mi tę twarz nawilżały i wygładzały. Wybór padł przy tym na kosmetyki Dermedic Hydrain 3 Hialuro. Dlaczego akurat te? Bo ta seria dedykowana jest wyjątkowo wysuszonej skórze, która wymaga intensywnego nawodnienia. A to jest w tym momencie moja podstawowa potrzeba. Poza tym nie chciałam ryzykować i wybierać byle czego z półki w drogerii, a Dermedic to jednak marka apteczna, co jest dla mnie synonimem gwarancji i bezpieczeństwa.

dermedic hydrain 3


POSTANOWIENIE: JUŻ ZAWSZE ZMYWAM MAKIJAŻ

Pierwsza zmiana, jaką wprowadziłam, to codzienny demakijaż przed snem. Dla większości z Was to pewnie zupełnie oczywiste, dla mnie – niekoniecznie. Przez większość życia miałam zupełnie bezproblemową cerę, która wybaczała mi zarwane noce i niezmyte makijaże. Bo a to egzaminy i zakuwanie do rana, a to impreza, a to nocny dyżur w redakcji. A to teraz Stasiek bywa nieodkładalny i padam razem z nim ze zmęczenia, a to kończę pisanie o 5 nad ranem i ostatnia rzecz, na którą mam ochotę, to jakieś tam demakijaże… Natomiast mam świadomość tego, że to było bardzo, bardzo złe. Dlatego teraz nie szukam już wymówek i posiłkuję się dwoma produktami. 

Pierwszy to płyn micelarny Dermedic Hydrain 3, który służy mi do demakijażu całej twarzy. Można go kupić w całkiem sporej butelce, dzięki czemu wystarcza na długo i jest naprawdę opłacalny. Co ważne, oczyszcza skórę bez tego fatalnego uczucia ściągnięcia, które inne płyny regularnie mi fundowały.

dermedic hydrain 3

dermedic hydrain 3 dermedic hydrain 3


DO CZARNYCH KRESEK: TYLKO PŁYN DWUFAZOWY

Drugi produkt to dwufazowy płyn micelarny Dermedic Hydrain 3, który służy do zmywania makijażu wodoodpornego oraz do demakijażu oczu. Jak pewnie zdążyliście zauważyć, uwielbiam mocne makijaże, a bez czarnej, ciężkiej kreski, właściwie nie wychodzę z domu. Wszystko to oczywiście robione solidnym, wodoodpornym eyelinerem i ukoronowane solidną, równie wodoodporną maskarą. Można więc próbować zmyć to pierwszym lepszym płynem i od szorowania zostawić połowę rzęs na płatku kosmetycznym, a można też sięgnąć po coś innego. Ja póki co, spośród wszystkich płynów micelarnych (a miałam co najmniej 5), nie znalazłam lepszego.

Jego dodatkowym atutem jest to, że chroni i wzmacnia rzęsy, a regularnie stosowany – pobudza ich wzrost. Co jest nie bez znaczenia dla osób z tak lichymi rzęsami, jak moje, które jednak nie chcą sięgnąć po sztuczne przedłużanie. I kolejna sprawa – żaden z tych płynów nie podrażnia oczu, a przy większości drogeryjnych płynów aż do bólu zaciskałam powieki – tak bardzo dokuczało mi wtedy szczypanie.

dermedic hydrain 3 dermedic hydrain 3


NA RATUNEK: KREM-ŻEL

Kolejna ważna sprawa: dobry krem pod makijaż. A wiecie, jaki to był dla mnie wcześniej „dobry” krem? Taki, który akurat leżał pod ręką. Nie czytałam składów, nie sugerowałam się niczyimi opiniami, brałam cokolwiek, bo przecież krem to krem. No więc… nie. Teraz moim numerem 1 jest krem-żel ultranawilżający, też z serii Dermedic Hydrain 3 Hialuro. Uwielbiam go głównie za konsystencję i za to, że idealnie przygotowuje twarz pod makijaż. I, co ważne, nie schnie przez wieki, tylko wchłania się, zanim zdążę wypić kilka łyków herbaty :)

Od razu się Wam do czegoś przyznam: o ile nie wstydzę się zmarszczek, o tyle moją zmorą są już wysuszone skórki. Wiecie, te takie małe płateczki skóry, rolujące się w najbardziej obciachowych miejscach: na nosie, brodzie i czole. I powiem Wam, że z nimi ten krem ekspresem sobie poradził. Nie odnotowałam, kiedy dokładnie, ale używamy się od jakichś 3 tygodni, a problemu już nie ma. Dlatego jeśli też potrzebujecie dogłębnego i intensywnego nawilżenia, to ten krem naprawdę może Wam pomóc. Zwłaszcza, że nie tylko uzupełnia niedobory wody w skórze, ale i widocznie poprawia jej stan.

dermedic hydrain 3 dermedic hydrain 3dermedic hydrain 3


ZAMIENNIE: KREM NAWILŻAJĄCY 

Mój drugi ulubiony krem z całej serii. Poza składem od kremu-żelu różni się też konsystencją i bardziej przypomina typowy, aksamitny krem. Sama stosuję te produkty zamiennie – zwłaszcza, że obydwa mają podobne działanie i poza nawilżeniem i wygładzeniem, ograniczają uciekanie wody z naskórka. A moja skóra ma z tym spory problem. Nie, żeby nie było w tym mojej winy – długo o nią nie dbałam, a do tego od kiedy zrobiło się chłodniej, to piję też drastycznie mniej wody. Ostatnio złapałam się na tym, że przez cały dzień wypiłam ledwie herbatę i dwie kawy. Dlatego teraz zaznaczam sobie w notesie, ile szklanek wody wypiłam i będę robić to tak długo, aż picie min. 1,5 litra wody znowu nie wejdzie mi w nawyk.

A wracając do kremów: nie wiem, dlaczego trafiłam na te nie tak późno, ale na pewno odpuszczę sobie dalsze strzały na oślep w pierwszym lepszym sklepie w galerii handlowej. Różnica między marką apteczną a drogeryjną okazuje się bowiem tak duża, jak duża jest różnica między zamkiem królewskim a zamkiem błyskawicznym. To znaczy: KOLOSALNA.

dermedic hydrain 3 dermedic hydrain 3


ZESTAW NAPRAWCZY NA DZIEŃ I NA NOC

Nie samym makijażem człowiek jednak żyje. Co zatem robię, żeby dodatkowo tę twarz odratować? Zaraz po przebudzeniu oraz przed samym spaniem nakładam na nią kremy przeciwzmarszczkowe, także z serii Dermedic Hydrain 3. Bo nawilżanie to jedno, a ochrona przed efektami starzenia to drugie. Naprawdę, to bardzo miłe, kiedy kasjerzy w marketach pytają mnie jeszcze o dowód, ale mam za dużo lat, żeby widzieć w tym szczerość zamiast kokieterii :) Dlatego nie, nie boję się przyznać: w mojej kosmetyczce zawitał pierwszy w życiu krem przeciwzmarszczkowy. A nawet dwa takie kremy! A dlaczego akurat te?

Bo robią to, na czym mi najmocniej zależy, czyli redukują liczbę i głębokość zmarszczek. Do tego obydwa mają w składzie wodę termalną i kwas hialuronowy, dzięki czemu widocznie poprawiają jędrność i napięcie skóry. Ktoś zapyta: ok, ale po co kolejne kremy tej samej marki? Bo wierzę, że ktoś sensownie je ze sobą zestawił i przygotował taki plan pielęgnacji, który da mi maksimum efektów. Tak samo mam zresztą z kosmetykami do włosów. I jasne, że można kompletować kosmetyczkę na zasadzie przypadku. Ale to jak z pójściem do przypadkowego fryzjera – chęci są dobre, a później już tylko lament.

dermedic hydrain 3dermedic hydrain 3 dermedic hydrain 3


W WEEKENDY I ŚWIĘTA

No, dobra, nagłówek bardziej z przymrużeniem oka. Ale jak już znajdę te 2 minuty w ciągu dnia więcej, to sięgam jeszcze po serum. A konkretnie po serum nawadniające na twarz, szyję i dekolt, też z serii Dermedic Hydrain 3. Co Wam przychodzi w ogóle do głowy, kiedy słyszycie to słowo? Bo ja przed oczami miałam zawsze coś super skondensowanego, a przez to super tłustego. A do tłustych kosmetyków nie mam ani serca, ani – tym bardziej – cierpliwości. To natomiast mile mnie zaskoczyło. Jego konsystencja jest tak delikatna, że nawet nadaje się pod makijaż! Do tego natychmiast wygładza skórę i zawiera aż 15-procentowe stężenie kwasu hialuronowego. Czyli najwyższe, jakie dopuszcza się w kosmetykach.

W ogóle nie wiem, czy wiecie, ale to właśnie kwas hialuronowy utrzymuje odpowiedni poziom nawilżenia w skórze. To on sprawia, że skóra jest mocna i to on utrzymuje ją w doskonałej kondycji. Ja jeszcze niedawno tego nie wiedziałam. To znaczy: jasne, że gdzieś mi tam migały reklamy. Ale ciągle tłumaczyłam się brakiem czasu, żeby w ogóle się tym tematem zainteresować. A okazuje się, że do zmiany i rozpoczęcia pielęgnacji wystarczą proste, trwające po kilka minut dziennie rytuały. Poza tym, jeśli mogę dogłębnie nawilżyć swoją skórę, a do tego opóźnić trochę starzenie, to za odpowiedź od razu przychodzi mi tytuł (uwaga, leci sekret!) mojego ulubionego filmu z Maćkiem Zakościelnym: „Dlaczego nie”? ;-)

dermedic hydrain 3 dermedic hydrain 3


A NA KONIEC: MOJE ODKRYCIE

O tym, że Stasiek miewał problemy ze skórą, wspominałam Wam już kilkakrotnie. Nasza lekarka wciąż kazała ją natłuszczać. Niestety, polecane zarówno przez nią, jak i przez znajome mamy specyfiki, nie sprawdzały się u nas w ogóle. Albo były tak delikatne, że w ogóle nie działały, albo tak tłuste, że nie dało się po nich włożyć Staśkowi komfortowo ubranka. A nie wiem, jak Wy, ale ja nie cierpię wkładania ubrań na tłustą, lepiącą się skórę! Dlatego nigdy nie używałam oliwki i wzdrygam się na samą myśl o tym, że ktoś dobrowolnie może się nią smarować przed spaniem. I jeszcze nakładać na siebie piżamę…

W każdym razie, za namową znajomej sięgnęliśmy po masło intensywnie natłuszczające z serii Linum Baby. I wiecie, co? Od tamtej pory sama regularnie podkradam je swojemu Staśkowi! Można je stosować do twarzy i ciała (i tak też robimy w przypadku Staśka), a ja sama nawilżam nim okropnie przesuszone dłonie. Niestety, mam jakąś manię mycia rąk i potrafię wędrować z nimi pod kran po kilkadziesiąt razy dziennie. Z higienicznego punktu widzenia to pewnie dobrze, ale z punktu widzenia wiecznie suchej, a zimą aż pękającej skóry – już mniej. A tak, smarując Staśka, smaruję przy okazji własne dłonie i nawet nie muszę specjalnie odczekiwać, aż całość się wchłonie ♥


UWAGA, KONKURS DLA WAS!

Razem z marką Dermedic mamy też dla Was cudny konkurs – do wygrania jest aż 15 zestawów nagród! W skład każdego z nich wchodzą: płyn dwufazowy, płyn micelarny 200 ml i mój ulubiony krem-żel ♥ Aby wziąć udział w konkursie, wystarczy odpowiedzieć na pytanie:

Jakie postanowienie chciałabyś zacząć realizować, ale ciągle coś Ci w tym przeszkadza? To może być wszystko! Dbanie o siebie, kurs angielskiego, nauka gotowania? Opowiedz nam o tym!

Na Wasze zgłoszenia czekam tutaj, w komentarzach pod wpisem, do poniedziałku 5 listopada do godz. 23:59. A już 8 listopada opublikuję wyniki! POWODZENIA!


WYNIKI KONKURSU

Dziewczyny! Wasze odpowiedzi były wspaniałe, jak zwykle zresztą! Dlatego gorąco Wam za nie dziękuję i jak zwykle żałuję, że nie mogę nagrodzić wszystkich. Ale zasady to zasady, więc tym razem nagrody otrzymują:

Elizka – żeby przestała się gubić na własnym osiedlu

Marta Z. – żeby była jak ten chłopiec z pocztówki

Alicja – żeby w końcu udało jej się przestać garbić

Ewa G. – żeby buzia sama jej się uśmiechała, jak wychodzi do pracy

Martyna – żeby rzadziej wychodziła spod kocyka w gwiazdki

Julia – żeby bez wyrzutów sumienia pozwalała sobie na drzemki z dzieckiem

Anna Parużyńska – żeby nauczyła się trochę wyciszać

Paulina – żeby przestała podchodzić do wszystkiego tak zero-jedynkowo

ada tk – żeby wróciła do planu „minimum godzina pisania dziennie codziennie”

Karolina – żeby nauczyła się kiedyś nie spóźniać

Emilia Mielczarek – żeby postanowiła mniej postanawiać 

Marta – żeby wyrobiła z planami, zanim jej dzieci dorosną

Agata – żeby pamiętała o wnioskach, jakie dopiero co wyciągnęła

Karolina – żeby rzuciła palenie i częściej przekonywała się do sukienek

Marysia – żeby nauczyła się doceniać te wszystkie drobnostki, świadczące o czyjejś miłości

Zwyciężczynie proszę, żeby napisały do mnie na adres joanna.pachla@gmail.com w ciągu 5 najbliższych dni roboczych. A za Was wszystkie mocno trzymam kciuki – tak, żebyście dały w końcu radę zrealizować wszystkie swoje postanowienia! Powodzenia!


PS. A Stasiek się już połapał, że mu matka masło podbiera, więc ostentacyjnie mi z nim ucieka ;-)

Wpis powstał we współpracy z marką Dermedic

Zdjęcia: Martyna Tola Piotrowska

123
Dodaj komentarz

avatar
111 Comment authors
AsiaLilaAgaKarolinaAnia Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Agata
Gość
Agata

Psia ślina na twarzy – niektórym wyda się to obrzydliwe, ale właśnie taki demakijaż fundowała mi często moja ukochana psica. Odkąd odeszła, bardzo brakuje mi psów, a to skłoniło mnie do zainteresowania się zawodem związanym z czwronogami. Postanowiłam zacząć od kursów korespondencyjnych i regularnie pisać prace zaliczeniowe. Niestety, największe przeszkody najczęściej tworzymy sobie sami… Świadomość, że muszę napisać pracę końcową, towarzyszyła mi dwa lata. Kiedy kilka dni temu w końcu do tej pracy usiadłam, napisałam ją w kilka godzin… W wielu postanowieniach, co do których stwierdzamy, że ktoś lub coś nam przeszkadza, ważny jest ten pierwszy krok zmiany myślenia na… Czytaj więcej »

Pati :)
Gość
Pati :)

hmm… moim niekonsekwentnie realizowanym postanowieniem jest coś co dla wielu wyda się czymś wręcz naturalnym, odruchowym… a mianowicie chciałabym wyrobić w sobie nawyk picia wody. Niby proste prawda? ale nieeee:) bo najgorzej jak tym ciągle przeszkadzającym w realizacji ‚cosiem’ jesteś ty sam. Wymyślę sobie tysiąc rzeczy w ciągu dnia do zrobienia i jakoś tak myśl o piciu wody gdzieś się oddala… tylko kawa z rana (bo to przecież musi być i jakaś herbatka po południu) co prawda raz na jakiś czas przez parę dni uda mi się kontrolować, ale co z tego skoro po tych paru dniach wszystko wraca do… Czytaj więcej »

Karolina
Gość
Karolina

Mam to samo, masakra:) ale co zrobic jak mi sie nie chce pic? :D

Karolina
Gość
Karolina

Moją zmorą i jednocześnie największą porażką są poranki. Pięć drzemek w telefonie, nieprzytomny wzrok i nerwowe owijanie się kocem- to właśnie ja o 6 rano. Zawsze chciałam mieć idealne poranki, takie z prysznicem, układaniem włosków i zdrowym, pożywnym śniadaniem („które zajmie Ci tylko 15 minut!”- ja w tyle potrafię się ogarnąć i wybiec z domu :’)). Chciałabym sobie wyrobić nawyk wstawania z pierwszym budzikiem, o dokładnie wyznaczonej porze. No cóż, największym sukcesem jest fakt że czasem wystarczają jedynie trzy drzemki. Trzymajcie kciuki, żeby było mniej! :D

Karolina
Gość
Karolina

Ja jak nie wstanę z pierwszym budzikiem to nie wstanę w ogóle :D życzę Ci maksymalnie jednej drzemki i poranków jakich sobie wymarzysz :)

Karolina
Gość
Karolina

Dzięki <3