To właśnie my, czyli jak przegapiliśmy walentynki i zaręczaliśmy się lizakiem

Jak już pewnie zauważyliście, nie jesteśmy z Pawłem najmłodsi. On w tym roku skończy 33 lata, ja 32, więc okazji do wzięcia ślubu trochę po drodze już było. Zauważyliście też pewnie, że od blisko roku mamy razem dziecko – najcudowniejsze i najfajniejsze, jakie tylko mogliśmy sobie wymarzyć. Ba, od ponad roku mamy też razem kredyt, a podobno nic tak nie łączy ze sobą ludzi, jak wspólny kredyt. No chyba, że chwila nieuwagi i dobry klej.

ZARĘCZYNY W WALENTYNKI. HIT CZY KIT?

W każdym razie, regularnie pytaliście nas, kiedy w końcu ten ślub. Co gorsza, regularnie wypytywały też o to nasze ciocie i matki. I to nie jest tak, że zdecydowaliśmy się na niego pod jakąkolwiek presją – my po prostu powolutku to sobie planowaliśmy i stwierdziliśmy, że jeszcze będzie dobry moment na to, żeby dać wszystkim o tym znać. No i to jest właśnie ten czas ;-)

Zacznijmy od tego, że jesteśmy mało romantyczni i raczej nie lubimy niespodzianek (tak, tak, jestem tym typem panny młodej, którą pan młody ogląda przed ślubem, bo pomaga jej wybierać sukienkę). Dlatego najpierw wyznaczyliśmy datę ślubu, później znaleźliśmy salę, fotografów, wodzirejów, nawet wybraliśmy zaproszenia…, a dopiero potem postanowiliśmy się zaręczyć. Może to zabrzmi jak głupia wymówka, ale wcześniej naprawdę nie mieliśmy kiedy! Zwłaszcza, że od dziecka marzę o pierścionku, którego nie sposób kupić w Polsce.

Pamiętam, jak któregoś dnia siedzieliśmy na kanapie, rozmawialiśmy o zaręczynach i palnęłam, że kurczę – nie potrzebujemy przecież super romantycznych zaręczyn podczas walentynek w Paryżu i możemy zaręczyć się kiedykolwiek i gdziekolwiek. Mina Pawła nie była wtedy najszczęśliwsza – bez słowa wstał, po czym pokazał mi bilety na samolot – okazało się, że już wcześniej zaplanował nam walentynki w Rzymie. Dla niego +100 punktów do zajebistości, dla mnie -50 do taktu!

zaręczyny w walentynki

ZARĘCZYNY W RZYMIE. OCZEKIWANIA VS. RZECZYWISTOŚĆ

Dlaczego akurat Rzym? Bo nie jest oklepany jak Paryż, a do tego jest jednak ciut bezpieczniejszy i równie wspaniały. Paweł był w nim wcześniej, znał już trochę to miasto, a my potrzebowaliśmy jednak miejsca, w którym będziemy czuli się pewnie – bo od początku było wiadomo, że na nasz wielki romantyczny wyjazd pojedzie z nami ktoś jeszcze. Tak, tak – Staśko był z nami przez calutki tydzień. Nie wyobrażam sobie, że mielibyśmy go na tyle zostawić, zresztą – po co? To dziecko jest stworzone do podróży, a poza domem jest jeszcze grzeczniejsze, niż w domu!

Do tego dochodził jeszcze jeden argument – ważny, jeśli nie najważniejszy. Musieliśmy celować w takie miasto, w którym dałoby się kupić mi ten wymarzony pierścionek. A marzył mi się… Tiffany. Naprawdę, o ile nigdy nie marzyłam jakoś specjalnie o domku z ogródkiem czy o karierze jak u Rihanny, tak zawsze chciałam, żeby najważniejszy pierścionek w moim życiu był właśnie stamtąd. Natomiast w Polsce Tiffany nie ma ani jednego salonu, a najbliższe są w Pradze, Berlinie, Londynie czy właśnie Rzymie.

A uprzedzając ewentualne pytania: nie, nie miałam wybranego konkretnego modelu, natomiast tutaj też woleliśmy oszczędzić sobie niespodzianek i do salonu poszliśmy… razem! Tak, tak, widziałam pierścionek przed zaręczynami, bo po prostu chciałam, żeby był idealny. Na codzień nie noszę zbyt wiele biżuterii – jedynie bransoletkę i maleńkie kolczyki. Skoro więc od teraz przez resztę życia miałam nosić na palcu jeden i ten sam pierścionek, to wszystko musiało tam być „moje” – i kolor, i model, i w końcu sam diament.

zaręczyny w walentynkizaręczyny w walentynki

DLACZEGO ZARĘCZALIŚMY SIĘ DZIEŃ PO WALENTYNKACH, LIZAKIEM?

No i teraz przechodzimy do najlepszego. Do Rzymu przylecieliśmy 11 lutego. 12 lutego od razu zrobiliśmy rundę po dwóch salonach i wybraliśmy mi ten ukochany pierścionek. Problem jednak w tym, że wszędzie był tylko jeden rozmiar, uznawany za w miarę uniwersalny. A ja mam bardzo drobne dłonie i chudziutkie palce. Za namową obsługującej nas pani zdecydowaliśmy się na zmniejszenie pierścionka do rozmiaru, który jej zdaniem powinien pasować jak ulał. Niestety, w całym salonie nie było ani jednej rzeczy w tym rozmiarze, więc odpadało jakiekolwiek przymierzenie i porównanie.

Co gorsza, zmiejszenie pierścionka trwa standardowo około tygodnia. Ponieważ byliśmy tam tylko przelotem, udało się załatwić ekspresowe tempo, ale termin odbioru i tak wyznaczono na czwartek – podczas gdy walentynki były przecież w środę! Więc tak pierwszy raz plany miały wziąć w łeb. Natomiast dla nas data to tylko data, więc machnęliśmy ręką i stwierdziliśmy, że skoro już tyle czekamy, to jeszcze ten dzień zaczekamy. Walentynki i tak spędziliśmy na przepysznej kolacji, a następnego dnia poszliśmy po odbiór pierścionka. Który okazał się… ponownie za duży.

I to za duży do tego stopnia, że bez większego wysiłku potrafiłam zrzucić go z palca. Nie pomogły zapewnienia pani, że ciało czasem puchnie, ani że przyjdą zaraz cieplejsze miesiące. Znam swoje ciało – nie puchło nigdy (no, ok – w szpitalu, po znieczuleniu i porodzie), poza tym było plus 10 stopni Celsjusza – to nie było więc tak, że skurczyły mi się palce, bo nadeszły jakieś wielkie mrozy.  Co gorsza, następnego dnia w południe już wylatywaliśmy z powrotem do Polski, a czwartkowa kolacja miała być tą zaręczynową – w cudnej restauracji z widokiem na skąpany w światłach Rzym…

Na szczęście okazało się, że tryb ekspresowy może być jeszcze bardziej ekspresowy i pierścionek będzie gotowy tuż przed naszym odlotem. Tylko co dalej? Naprawdę, nie zazdroszczę tego stresu Pawłowi, bo zadziałało tutaj ogólne prawo Murphy’ego, zgodnie z którym jeśli coś tylko może się nie udać – nie uda się na pewno. No ale poszliśmy na tę kolację, byliśmy my, był szampan i Rzym. I były też najpiękniejsze oświadczyny na świecie – wcale nie moim słynnym pierścionkiem od Tiffany’ego, ale… zwykłym lizakiem.

Czy warto było tyle czekać? Na pewno! A czy da się zaręczyć bez pierścionka? Jak widać: da się! ;-)

zaręczyny w walentynkizaręczyny w walentynki

Zdjęcia: Rafał Barański

10
Dodaj komentarz

avatar
10 Comment authors
Dotdziadowskaniesłychana.plAnnaJulia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Iwona Przybyłek
Gość
Iwona Przybyłek

Gratuluję serdecznie :) i szczęścia życzę. Osobiście nie zaręczałam się nigdy, i obym nie musiała tego robić, chociaż podobno 29 lutego jeśli kobieta oświadczy się mężczyźnie, to ten nie może odmówić (tak chyba jest w Irlandii – dziwny kraj). Pierścionek piękny (jestem fanką wszelakich pierścionków, mam ich ponad 20). A jeszcze tak coś było o kleju… nie polecam używać superglu w pobliżu innych ludzi, strasznie ciężko się rozdzielić, zwłaszcza, gdy się kogoś nie lubi :D
Pozdrawiam wiosennie :)

Ania
Gość
Ania

Looo matko. Historia jak z filmu. 😍

Ania Kalemba
Gość
Ania Kalemba

Piękna historia! Też tak chcę! :)))))

Dominika
Gość
Dominika

Dwa dni po Was na Sycylii :) ja za to zupelnie sie nie spodziewalam, zaczelam podejrzewać jak TŻ ubrał koszulę, ale też nie błysnęłam inteligencją- powiedziałam mu żeby się przebrał bo jestem w bluzie i głupio będziemy wyglądać :P

Natalia Kościńska
Gość
Natalia Kościńska

Kurczę, fajne te zaręczyny – bo były wspólną decyzją i żadna ze stron nie wywierała presji na drugą. Gratuluję! :)

Julia
Gość
Julia

Jeszcze raz gratulacje 😘 choć najbardziej chyba luzu i uśmiechu! Ja od kilkunastu dni planuje z niespełna 2 miesięczną córą u boku ślub i wesele, pierścionek z Tatą wybraliśmy i grzecznie na niego czekam 😁 najważniejsze żeby ten moment, ten dzień i wszystkie wybory były nasze wspólne, a że jak to słyszałam niejednokrotnie nie w tej kolejności…a co komu do tego!

Anna
Gość
Anna

Uwielbiam Cię za to! Moje zaręczyny też były zaplanowane – wybrałam sobie przed dwa pierścionki, które mi się podobały. Powiedziałam swojemu, że ma dwa lata na oświadczyny i dwa tygodnie po czasie spytalam, czy w końcu się decyduje czy nie, bo ja nie mam czasu bawić się w związki bez przyszłości :D Po dwóch tygodniach poszedł, kupił jeden z wymarzonych pierścionkow i zareczylismy sie w miejscu, w którym sie poznaliśmy. Było normalnie, bez romatyzmów i też dokładnie wiedziałam, że to bedzie w ten dzień. I bardzo go za to kocham, i dziękuję za to, bo absolutnie nie lubię niespodzianek!l. Życzę… Czytaj więcej »

niesłychana.pl
Gość
niesłychana.pl

NIESAMOWITY wpis :D Uśmiałam się sama do siebie, a dodatkowo to wszystko brzmiało na swój sposób bardzo romantycznie :) Świetna relacja między wami, a przynajmniej tak wnioskuję, z tego co napisałaś :) Pozdrawiam was gorąco i życzę wszystkiego dobrego, buziaki :)

dziadowska
Gość
dziadowska

Świetna historia. Dzięki za nią, bo właśnie uświadomiłam sobie, że ja też mam swój wymarzony pierścionek zaręczynowy, mimo że trulam dupę narzeczonemu przez długi czas, o tym, że chcę wreszcie taki prawdziwy, złoty, a przecież mam to czego zawsze chciałam, o czym marzyłam, jak z filmu. Moje zaręczyny odbyły się 3 miesiące od poznania się, pierścionkiem z bursztynem, zakupionym na straganie nad morzem, w ostatnią noc festiwalu FAMA, po finale. Taka szybka, niby sztampowa akcja, na plaży, przy znajomych. Śmiałam się z tego, ale skoro teraz mamy już ustalony ślub i jeseśmy od tej pory ze sobą juz 3 lata,… Czytaj więcej »

Dot
Gość
Dot

Pewnie, że się da! Najważniejsze są emocje i te dwie osoby, które się zaręczają.
Udanego ślubu i 100 lat pełnych miłości! :)

PS Taki pierścionek od Tiffany to pewnie bardzo drogi, co?