Wojna płci: Kiedy zaczyna się zdrada?

Czy całowanie to zdrada? A może zdradą jest już założenie konta na Tinderze? Czy może zdrada to pozazwiązkowy seks? Ilu ludzi, tyle opinii, więc dzisiaj poznajcie kolejne dwie: moją i Janka z bloga Stay Fly, z którym po raz kolejny spotkaliśmy się w ramach cyklu Wojna płci. 

wojna płci

 

Jan Favre: Pocałunek w usta to już zdrada?

Joanna Pachla: Pewnie! W szyję też. I we wszystkie miejsca poniżej – również. Ewentualnie piętę bym darowała.

Jan Favre: W obojczyk to wiadomo, bo na kościach bardziej czuć, a poniżej pasa w ogóle czuć podwójnie, więc z tą piętą to bym się nie zapędzał. Ale na przykład w policzek?

Joanna Pachla: W naszej kulturze to normalny sposób na przywitanie czy pożegnanie, więc tu bym się nie czepiała.

Jan Favre: To czego byś się doczepiła? Jaki kontakt cielesny Twojego partnera z inną kobietą mógłby doprowadzić do zakończenia Waszej współpracy?

Joanna Pachla: Pewnie każdy. Nie wiem, czy doprowadziłby do „zakończenia współpracy”, jak to ładnie nazwałeś, ale na pewno mógłby doprowadzić do mojego dyskomfortu. Bo kiedy mój facet dotyka inną kobietę, to ja się zastanawiam, dlaczego. To nie jest fajne. Sama przywiązuję ogromną wagę do bliskości i długo się oswajam. Nie daję się tak po prostu dotykać. I tego samego oczekuję od drugiej strony. Człowiek to nie koala, żeby owijał się wokół każdego drzewa.

Jan Favre: Czyli sam kontakt cielesny, tak? Nie jest tak jak w 12 przykazaniach, że można zdradzić myślą, uczynkiem i zaniedbaniem?

Joanna Pachla: Ok, punkt dla Ciebie. Tak, żeby zdradzić, nie trzeba używać ciała. Zbyt intensywny flirt czy kłamstwa to także jest zdrada. A czasem po prostu – nielojalność.

Łap przykład. Jedna z bardzo bliskich mi osób jest w związku od kilku lat. Na pierwszy rzut oka – para z nich jak z obrazka. Razem mieszkają, mają jakieś wspólne plany. Mało kto wie, że tak im się ten związek rozjeżdża, że oboje by go skończyli, gdyby tylko mieli do tego jaja. I ostatnio ona powiedziała mi, że go nie zostawi, bo jest jej w miarę dobrze. Ale jeśli nagle pojawi się facet, który powie jej, że z miejsca porywa ją na drugi koniec świata, to ona się nawet nie pakuje i jedzie. I jak to nazwać? Zdradą niedokonaną? Fair to na pewno nie jest.

Jan Favre: To nazywamy układem ekonomicznym i masturbacją żywym organizmem.

Mimo że w myślach zdradzamy o wiele częściej, głębiej i intensywniej niż w rzeczywistości, to czyny bolą nas zdecydowanie mocniej, bo zostają. Myśli mają to do siebie, że bywają chwilowe, przemijają i jeśli ich nie zwerbalizujesz, nie dowie się o nich nikt, poza Tobą. Na przykład, mnie w podstawówce zdarzyło się fantazjować o zamordowaniu wychowawczyni przez rzucenie jej na pożarcie tygrysom w zoo. Albo heroinistom. Mimo to, nie poszedłem do poprawczaka, ani później do więzienia, bo tylko o tym myślałem, to nie zostało urzeczywistnione. Kiedy jednak ta myśl o włożeniu penisa w inną kobietę staje się stosunkiem seksualnym, a nie tylko fantazją o nim, to już jest czymś, co miało miejsce i czemu nie da się zaprzeczyć, bo zdarzenie to miało przynajmniej dwóch świadków. Przez to zdrada dla mnie jest tylko wtedy, kiedy „coś” się stanie.

Joanna Pachla: A kiedy Twoja kobieta spotka się z kolegą z pracy i Ci o tym nie powie, a Tobie doniesie o tym życzliwa przyjaciółka? Poczujesz się zdradzony czy nie?

Jan Favre: Rozumiem, że mówimy tu o celowym ukryciu tego faktu, a nie o sytuacji, że wyjątkowo nie wyspowiadała mi się z ostatnich 24 godzin kwadrans po kwadransie?

Joanna Pachla: O bardzo celowym.

Jan Favre: Zdradzony nie. Raczej zaskoczony i rozczarowany.

Ale wróćmy do flirtu, o którym mówiłaś. Co to znaczy, że może być „zbyt intensywny”?

Joanna Pachla: No wiesz, jak Twoja dziewczyna mówi innemu facetowi, że ma zajebiste plecy i trzepocze przy tym rzęsami, to jeszcze jesteś w stanie to przełknąć. Nawet, jak wczoraj delikatnie sugerowała, żebyś sam ruszył się na siłownię. Ale jak od pleców przechodzą do omówienia pozycji, które nie wymagają opierania ich o łóżko, a kończą niewinnym „może kiedyś”, to nie trafia Cię szlag?

Jan Favre: W sensie, że ktoś wprost komuś mówi, że chce z nim uprawiać seks?

Joanna Pachla: Nie wprost, bo wtedy to by była propozycja, a nie flirt. Mówimy raczej o podtekstach, a nie o bezpośrednim podrywie.

Jan Favre: Jeśli rozmawiamy o pozycjach seksualnych i mówimy, że chcemy je wykonać w takim duecie, w jakim prowadzimy dialog, to to już nie jest flirt. Dla mnie flirt jest do momentu, kiedy nie można stwierdzić, czy któraś wypowiedź miała podtekst seksualny, czy nie, a omawianie kamasutry i werbalizowanie chęci do wykonania ćwiczeń z tego podręcznika jest jednoznaczne.

Joanna Pachla: Dobrze. Załóżmy, że flirtują z pominięciem jasnych nawiązań do seksu. Rozumiem, że Ci to nie przeszkadza?

Jan Favre: Flirt, a nie podryw, nieprowadzony przy mnie, nie przeszkadza mi.

Joanna Pachla: Tylko czemu służy?

Jan Favre: Zabawie? Utwierdzeniu się w przekonaniu, że wciąż jest się atrakcyjnym? Że wciąż się to potrafi?

Joanna Pachla: Ha! Czyli Twoja partnerka Cię w tym nie utwierdza. I musisz tego potwierdzenia szukać u kogoś innego.

Jasne, że flirt może być tylko zabawą, rozrywką, sztuką dla sztuki. Ale równie dobrze może być punktem wyjścia dla czegoś więcej. Nigdy nie wiesz, gdzie leży granica i jak szybko zacznie się przesuwać.

Jan Favre: Jak Twój partner ma Cię utwierdzać w poczuciu, że jesteś atrakcyjna dla innych? Ma Ci założyć konto na ShowUpTv?

Joanna Pachla: A po co mam być atrakcyjna dla innych? Mam być atrakcyjna dla niego, z innymi przecież nie sypiam. Ale że ShowUpTv? Chyba nie wiem za bardzo, co to, ale nazwa wydaje się mieć potencjał.

Jan Favre: Nie nadążasz za trendami panującymi w swoim medium, ale wybaczam.

ShowUpTv to amatorskie porno na żywo, gdzie za eurogąbki możesz zdecydować, czy Marek skończy Gosi na twarzy, czy na stopach.

A właśnie, a oglądanie porno i masturbowanie się do niego, będąc w związku, to zdrada?

Joanna Pachla: A skąd! Zdrada wymaga udziału drugiej osoby. Żywej, a nie takiej z komputera. W ogóle masturbacja jest ok – to znaczy wtedy, jeśli nie przeszkadza Ci w normalnym seksie z partnerem. Gorzej, jeśli wolisz ją zamiast seksu. Ale! Mam tutaj piękną historię. Wyobraź sobie dwie siostry. Powiedzmy, Kasię i Zosię. Mieszka z nimi chłopak Kasi, Piotrek. Para jest szczęśliwa, są ze sobą kilka lat, w seksie doszli już do takiego etapu, że jako gadżet do łóżka kupują sobie przezroczysty kostium płetwonurka (nie pytaj, po co). Ale pewnego dnia Kasia wyjeżdża na tydzień czy dwa, Piotrek masturbuje się przy ostrym porno, a Zosia go na tym nakrywa. I jak tylko Kasia wraca, to przybiega do niej w histerii, że Boże, co Piotrek Ci zrobił.

Dla niej to była zdrada. I obrzydliwość. Wiesz, nie do pomyślenia – facet jej siostry, masturbujący się przy innych kobietach.

Jan Favre: Wyobraziłem sobie te dwie siostry. Niestety, w pewnym momencie pojawił się Piotrek w stroju płetwonurka. Dzięki.

Joanna Pachla: Sam widzisz, jak różnie pojmowane są granice zdrady. Ale ok, to szybka zmiana tematu. Słyszałeś o portalu Ashley Madison, który proponował skok w bok? Swojego czasu reklamował się hasłem: „Życie jest krótkie. Nawiąż romans”. Kiedy w sierpniu wyciekły ich dane, konta tam miało 39 milionów ludzi.

39 milionów ludzi, którzy byli w związkach małżeńskich i deklarowali gotowość do zdrady.

Jan Favre: O portalu nie słyszałem, ale obił mi się o uszy Tinder – nie, żebym ja, tylko znajomy szwagra córki księdza z sąsiedniej parafii kiedyś używał. Czy posiadanie tej aplikacji, jak się już ma partnera, to zdrada?

Pytam, bo moja koleżanka miała duże nieprzyjemności z tym związane. Mimo, że jest w wieloletnim związku, założyła sobie tam konto i – ze względu na to, że ma i czym oddychać, i na czym siadać – wyklikała ponad 40 par. Był tam z tymi Tinderowiczami prowadzony zdecydowanie bardziej flirt niż podryw i żadne deklaracje zdrady, ani nawet sformułowania ocierające się o to, nie padały, ale jej partner dowiedział się o tym, gdy na wyjeździe padła mu bateria i chciał zadzwonić do ojca z jej telefonu. Skończyło się bez powoływania biegłych i dzielenia majątku, ale było blisko.

Miał o co robić dym?

Joanna Pachla: Znowu wyjdzie na to, że jestem nowa w internecie, ale nigdy z Tindera nie korzystałam. Nie wiem, czy dobrze rozumiem. Chcesz powiedzieć, że ona spodobała się 40 mężczyznom i tych samych 40 mężczyzn spodobało się jej?

Jan Favre: Tak.

Postscriptum: z internetowych niusów, Nasza Klasa nie jest już najpopularniejszym portalem społecznościowym.

Joanna Pachla: Zawsze burzysz kobietom marzenia?

Jan Favre: Tylko w środy.

Joanna Pachla: No to wróćmy do wątku z Tinderem. Dla mnie to znowu jest szukanie atrakcji poza związkiem. Nie jestem jakimś związkowym nazistą, który uważa, że między dwoje ludzi nie można szpilki włożyć, ale kurczę. Szukanie sobie innych pasujących do mnie ludzi, choćby dla zgrywy, wydaje mi się mocno przegięte. Po co to robisz? Żeby zobaczyć, ilu laskom się spodobasz? Żeby mieć kogoś w zanadrzu, jak Ci z obecną nie wyjdzie? Dla zabicia nudy? Nie ma argumentu, który by mnie przekonał, że to jest ok.

Pytanie, czy to już jest zdrada. Pewnie nie. Niemniej, nie życzyłabym sobie, żeby mój facet miał tam konto.

Jan Favre: Mój również.

fot. Katie Salerno/pexels.com