Wojna płci: Co nas kręci, co nas podnieca, czyli jak dobieramy sobie partnerów

Czy to prawda, że faceci patrzą głównie na pupę i biust, a kobiety na kaloryfer na brzuchu i choinkę na plecach? Czy i jak duże znaczenie ma wygląd? Na ile ważne jest ciało, a na ile ubranie? Dziś razem z Jankiem z bloga Stay Fly w ramach kolejnej Wojny płci rozmawiamy o tym, na co zwracamy uwagę u płci przeciwnej i co stanowi o tym, że drugi człowiek wydaje nam się interesujący. Enjoy!

wojna płci

 

Joanna Pachla: Dotąd mieliśmy raczej ciężkie tematy. Czy spotykać się z byłym, czy do siebie wracać, czy powinniśmy wiedzieć coś o swoich eks. To może dajmy na chwilę spokój tej psychologii i weźmy coś bardziej przyziemnego. Porozmawiajmy o dupach.

Jan Favre: O mojej konkretnie?

Joanna Pachla: Nie no, Twoją już widziałam. Porozmawiajmy tak bardziej ogólnie. Jak widzisz pierwszy raz jakąś dziewczynę, to gapisz się na jej tyłek? Bo że na cycki, to wiem.

Jan Favre: Na cycki tylko jak widać, a tak to raczej całościowo, od głów do stóp. Z racji tego, że jestem krótkowidzem, najpierw dostrzegam całą sylwetkę, a niestety dużo później twarz, na czym zdarzyło mi się przejechać boleśniej niż na skórce od banana. Ale jeśli pytasz o pojedynek „piersi kontra pośladki”, to zdecydowanie większą uwagą darzę pośladki.

Joanna Pachla: O, czyli jednak wygląd ma znaczenie. Zawsze bawią mnie ludzie, którzy mówią, że nie.

Jan Favre: Decydujące. To, czy ktoś w Twoim odczuciu jest atrakcyjny wizualnie, ma wpływ na to, czy w ogóle się poznacie. Bo po co miałabyś zagadywać do brzydala?

Joanna Pachla: Nie no, zagadać mogę. To nie jest tak, że nie lubię ludzi brzydkich. Poza tym to by było okrutne, oceniać ludzi po wyglądzie. Natomiast jeśli zaczynamy mówić o związku i o tym, z kim chcę się spotykać czy spędzić życie, to aspekt wizualny ma kolosalne znaczenie. Jeśli ktoś mi się nie podoba i na dzień dobry mnie od siebie odstręcza, to miłości z tego nie będzie. Choćby miał wielkie serce i przebojowość 15 na 10.

Jan Favre: Tak, tak, tu rozgraniczmy, czy mówimy o normalnych ludziach, czy o ludziach do związku, bo wiadome jest, że wobec tych drugich mamy inne wymagania, również w kwestiach estetycznych. Siłą rzeczy, będziemy patrzeć na tę osobę nieporównywalnie częściej niż na pozostałych przedstawicieli homo sapiens, więc trzeba byłoby być masochistą, żeby wybrać sobie do związku kogoś, kto nam się nie podoba.

Ale czy to okrutne oceniać ludzi po wyglądzie? Zależy o jakiej ocenie mówimy, bo to, czy ktoś w naszym mniemaniu jest ładny, czy brzydki, nie decyduje o jego wartości jako człowieka. Ale to dość naturalne, że ze względu na aparycję oceniamy, czy dany człowiek nam pasuje, czy nie, bo ten świat jest tak skonstruowany, że najpierw kogoś widzisz, a dopiero potem poznajesz jego wnętrze.

Joanna Pachla: Miło, że ktoś to wreszcie głośno powiedział, bo osobiście jestem lekko znudzona tą poprawnością polityczną i hasłami, że liczy się wnętrze. Wnętrze to się liczy portfela, jak na koniec wypłaty zostaje Ci jeszcze za dużo miesiąca. Natomiast człowiek może mieć najpiękniejsze wnętrze na świecie, a i tak nie przesądzi to o tym, czy ktoś go pokocha, czy nie. Jakkolwiek niesprawiedliwe by to nie było, ludziom ładnym żyje się lżej.

Natomiast na atrakcyjność nie wpływa tylko bycie ładnym czy brzydkim. Poza twarzą mamy też całą resztę. Dla mnie na przykład kolosalne znaczenie mają ręce. Uwielbiam męskie ręce! I ramiona. I plecy. I to, czy chcę się do nich tulić, czy nie.

Jan Favre: Oczywiście osobowość, charakter i światopogląd jest bardzo istotny, bo na dłuższą metę nie da się być z tamagotchi w ładnym opakowaniu, ale bez pociągającej cielesności taka relacja też będzie kulała, bo to poczucie niezaspokojenia jednego z wymagań będzie się odbijać czkawką.

No, ale rozumiem, że te ręce i plecy w Twoim odczuciu też muszą być ładne?

Joanna Pachla: Oczywiście, tak samo jak twarz. Może nawet nie tyle ładne, co zadbane i zwyczajnie mi odpowiadające. Bo co z tego, że ktoś ma twarz Ryana Goslinga, skoro plecy jak grizzly, a spod paznokci wystaje mu brud?

Jan Favre: Czyli wracamy do tego samego, że w Twoim mniemaniu, musi być ładny.

Joanna Pachla: Zadbany!

Jan Favre: Lubisz chudych?

Joanna Pachla: Nie.

Jan Favre: To pociągałby Cię zadbany anorektyk?

Joanna Pachla: Nie, choćby był najładniejszy na świecie. Nie lubię za chudych facetów, bo raz, że to mi się trochę mija z moim wyobrażeniem męskości (tak, tak, idealny to typ wikinga), dwa, że tacy zwykle nie mają zbyt wiele siły (a siła to dla mnie synonim bezpieczeństwa), a trzy, że bałabym się, że mi się w seksie połamie. A w seksie łamać się powinno co najwyżej łóżko.

Jan Favre: Ej, nie trzeba być Pudzianem, żeby mieć siłę, pogadaj z typem z „Karate Kid”! Ale rozumiem, że Ciebie pociąga, gdy jest ona bezpośrednio widoczna.

A coś jeszcze poza dłońmi, brodą, siłą i brakiem Pajączka między łopatkami jest dla Ciebie istotne? Wzrost, kolor włosów, kompletność uzębienia?

Joanna Pachla: Nie no, facet nie musi mieć od razu postury Pudziana, znowu popadamy w skrajności. Wystarczy mi zdrowy, fajny chłop. Ale źle bym się czuła z filigranowym chłopcem, który w talii ma mniej ode mnie.

Zresztą wiesz, gadanie o ideałach też nie ma najmniejszego sensu. Kiedyś wydawało mi się, że nie cierpię blondynów. Później byłam z jednym przez cztery lata. Tak samo, jak nie szanowałam zbytnio klubowych znajomości – wychodziłam z założenia, że nic wartościowego się w takim klubie nie znajdzie. No i proszę, znalazł się właśnie ten blondyn.

Natomiast o ile jestem w stanie wykazać elastyczność w kwestii koloru włosów, to uzębienie musi się mieścić w standardzie. Ty chyba też byś nie chciał dziewczyny, której jedynka się obłamała podczas otwierania zębami piwa?

Jan Favre: Dwójkę jeszcze jakoś bym przeżył, ale jedynki muszą być całe. Bez nich wspólne samojebki słabo wychodzą.

Joanna Pachla: To jaki jest Twój typ dziewczyny, poza tym, że musi mieć całe jedynki?

Jan Favre: Nie mam sprecyzowanych upodobań co do koloru włosów, oczu, czy długości paznokci – byleby tylko nie miała tipsów – i z takich czysto fizycznych cech istotne jest dla mnie tylko, żeby była szczupła i niższa ode mnie. U kobiet najbardziej kręci mnie filigranowość, tak że nie odnalazłbym się w sytuacji, kiedy byłaby mi bliska pod kątem gabarytów.

A poza kwestiami związanymi z ciałem, też dużą rolę odgrywa to, co lubi nosić i ogólnie pojęta stylówa. Żakietowa biurwa zdecydowanie nie wzbudziłaby we mnie pożądania.

Joanna Pachla: E, tam. Nie ma takiego ubrania, którego facet by z kobiety nie zerwał!

Jan Favre: To chyba za rzadko wchodzisz na „faszyn from raszyn”. Nie ma takiej kobiety, której tragiczne ciuchy by nie oszpeciły.

Dla Ciebie nie jest istotne, czy na stopach ma Hakery, Nike, czy Gino Rossi?

Joanna Pachla: Dopóki nie wystaje mu z nich słoma – nie.

Widzisz, teraz wchodzimy na grząski grunt i zaczynamy gadać o kasie. Zaraz ktoś nam powie, że za małe pieniądze też się można świetnie ubrać. I to, czy masz na nogach buty od Gino Rossi, czy nie, nie czyni nikogo lepszym.

Jan Favre: Ja Ci to powiem. Nie musisz wydawać na polówkę pół tysiąca, żeby wyglądać jak milion złotych, bo to kwestia posiadania poczucia estetyki i umiejętności szukania, ale przede wszystkim dbania o siebie. Jak widzę, że – już niezależnie, czy kobieta, czy mężczyzna – kompletnie nie przykłada uwagi do tego, czy to co ma na sobie jakoś się komponuje, tylko wygląda jakby włożył losowo wygrzebane ciuchy z kosza PCK, to od razu budzi we mnie zimniejsze uczucia.

Oczywiście fakt, czy ktoś o siebie dba, czy nie, nie ma wpływu na jego wartość jako człowieka, ale jako potencjalną partnerkę już tak.

Joanna Pachla: Tak, całkowicie się z Tobą zgadzam. Nieważne, czy masz na sobie skarpety za 5 zł, czy za 35 – byle były całe i wyprane. Tymczasem nigdy nie zapomnę jednej z moich największych traum – faceta, który przyszedł do mnie na noc w… dziurawych skarpetach. Ale nie, że o coś zahaczył, tylko normalnie, chamsko wytarte, na piętach i na paluchach. A najbardziej słabe było to, że zarabiał świetnie, w pracy od stóp do głów prezentował się nienagannie, a tymczasem wystarczyło, żeby zdjął buty, żeby cały czar prysnął. No i siedział biedak tak naprzeciwko mnie na tym łóżku, jego palce krzyczały zza skarpet „hello”, a ja zastanawiałam się, czy lepiej, żeby całkiem je zdjął, czy żeby włożył z powrotem te buty i polazł, skąd przyszedł. Bo to nie była bieda, to było zwykłe niechlujstwo. A nikt nie chce iść do łóżka z brudasem.

Jan Favre: Tak to bywa z absolwentami politechniki.

Ale wracając jeszcze na moment do tego, o co pytałem Cię wcześniej – ma dla Ciebie znaczenie, czy gość wygląda jak z nowego katalogu Misbehave, czy jak Don Draper?

Joanna Pachla: Przy pierwszym wrażeniu na pewno, ale nie jest to decydujące. Zdarzało mi się biegać po biurze w elegancko odprasowanej spódniczce i lecieć na wytatuowanego kolesia z IT. Nie dobieram sobie partnerów pod względem ich szafy i równie często lecę na garnitur, co mięciutki, szarawy dres.

Ale tak, ładny prezent powinien mieć ładne opakowanie. A brzydkie prezenty zostawmy brzydkim dzieciom.

fot. Adrianna Calvo/pexels.com

Instagram