Alfabet udanego związku. S jak szacunek

Ludzie uwielbiają być ranieni. Odruchowo i posłusznie idą tam, gdzie jest ból. Kojarzą go z bezpieczeństwem. Mylą z miłością. To nawet nie jest smutne, to banalne jak cykl dobowy i prawie wszyscy są do tego przyzwyczajeni.

Jakub Żulczyk, „Ślepnąc od świateł”

Kiedy jesteśmy dziećmi, wpaja się w nas całą listę oczekiwań – powinniśmy być mądrzy, grzeczni, uprzejmi, bystrzy, zdolni. Te cechy mnożą się na potęgę, zasłaniając nam jedną, w której tak naprawdę wszystko się zawiera. Powinniśmy być przede wszystkim dobrzy. Dla siebie i dla innych, bo to właśnie z dobra bierze się szacunek, czyli absolutna podstawa – tak związków, jak i wszelkich innych relacji: biznesowych, rodzinnych czy przyjacielskich.

Problemu zdefiniowania szacunku dostarcza już sam język polski. Według słownika PWN, oznacza on ni mniej, ni więcej, jak „stosunek do osób lub rzeczy uważanych za wartościowe i godne uznania”. Czy oznacza to zatem, że jeśli uznam drugą osobę za niewystarczająco wartościową i niegodną uznania, to mogę przestać ją szanować? A jeśli tak, to w czym mój brak szacunku może się objawiać? Czy dotyczyć ma tylko pogardy, przemocy słownej, może fizycznej?

Oczywiście, te rozważania są absurdalne – ale mają jeden, podstawowy cel. Uświadomić, że tak naprawdę szacunek to nie jest towar reglamentowany, nie wymaga też spełnienia żadnych warunków, przedstawiania uzasadnień. Szacunek należy się każdemu. Jak psu buda.

SZACUNEK, CZYLI CO?

Wiecie, z czym mamy w życiu największy problem? Wobec kogo mamy największe wymagania, jesteśmy najbardziej krytyczni? Kogo oceniamy najsurowiej i wobec kogo codziennie wyżej podnosimy poprzeczkę? Komu w końcu – przy najmniejszym choćby niepowodzeniu – nie szczędzimy gorzkich słów? Naturalnie, sobie. To, jak traktujemy innych, to jedno. Ale przerażające jest głównie to, jak fatalnie potrafimy traktować samych siebie. Tymczasem od tego wypadałoby zacząć – od zaakceptowania siebie, swojego ciała, charakteru, temperamentu. Swojej fizyczności i swojej psychiki, wraz z jej wszystkimi potrzebami, lękami, celami i ograniczeniami. Nie można myśleć o stworzeniu szczęśliwego, satysfakcjonującego dwie strony związku tak długo, jak długo nie stanowi się takiego związku z samym sobą. Dlatego hasło, które zawsze powtarzam wszystkim naokoło – choćby i brzmiało jak z amerykańskich poradników – brzmi po prostu: żyj w zgodzie ze sobą.

Dlaczego to ważne? Bo inaczej każdego dnia w naszym życiu będzie toczyć się wojna. Nie lubisz siebie, tu i ówdzie centymetrów i kilogramów Ci z wiekiem przybyło? W takim razie zrób coś, aby się ich pozbyć, ale zanim to nastąpi, nie patrz na siebie zbyt krytycznie i nie odmawiaj sobie przyjemności. Moim największym życiowym absurdem było niemal kompletne wyłączenie się z życia towarzyskiego właśnie po przybraniu na wadze. A za tym stała też cała lista innych wyrzeczeń, gdzie na czele czynności zakazanych znalazły się oczywiście zakupy i… seks. Wciąż obiecywałam sobie, co zrobię za 5 kg, za 10 kg… Ze sklepami przeprosiłam się dopiero wtedy, kiedy w ostatnich jeansach pękł mi szew.

Co myślę o tym z perspektywy czasu? Że było to szalenie głupie. Sama nałożyłam na siebie ograniczenia. Sama dla siebie byłam największym wrogiem. Nie lubiłam siebie, nie akceptowałam, nie znajdowałam dla siebie za grosz usprawiedliwienia (choć skacząca waga miała wówczas podłoże psychologiczno-medyczne), a tym samym – także za grosz szacunku. Natomiast nie mam też teraz o to dzisiaj do siebie żalu ani pretensji. Nie miałam wtedy tamtej wiedzy, dystansu i doświadczenia, które mam dzisiaj. Więc jeśli mogę wystosować tu do Was jedną, prostą prośbę, to uczucie się, proszę, na moich błędach.

KIEDY MYŚLISZ, ŻE NIE ZASŁUGUJESZ NA SZCZĘŚCIE

I nie chodzi tu tylko o to, żeby bez wyrzutów móc patrzeć każdego dnia w lustro. Chodzi też o to, że wszelkiego rodzaju kompleksy, uprzedzenia i frustracje rzutują na Wasz stosunek względem otoczenia. Zauważcie, jacy jesteście wtedy dla innych. Ile kobiet rezygnuje z seksu, bo przestały czuć się atrakcyjne? Ile z nich każe swoim partnerom gasić światło i szerokim łukiem omija w sklepach seksowną bieliznę? Ile z nich wstydzi się jechać na wakacje, bo wie, że będzie musiało wyjść w stroju kąpielowym na plażę?

Pół biedy, kiedy relacja z partnerem jest na tyle bliska, że bez zażenowania da się mu o tych swoich wstydach i lękach powiedzieć. Ale co, jeśli nie? Jeśli jest się dopiero na początku relacji, związku? Wówczas byle drobnostka wywołuje kłótnię. Jedna strona wstydzi się powiedzieć, co naprawdę ją boli, a druga pozostaje zdziwiona i zagubiona. Zwłaszcza, że najlepszą formą obrony jest atak, więc – nie lubiąc siebie – przenosimy naszą złość i to nielubienie na innych. To nie jest dobra droga. Ba, to droga najgorsza z możliwych. Grunt to pamiętać, że ludzie przychodzą i odchodzą, a Ty jesteś jedynym człowiekiem, z którym spędzisz każdy dzień, już zawsze. Aż do końca świata – Twojego albo jego.

Co gorsza, taka postawa generuje nam kolejny problem – przez brak samoakceptacji, tracimy też szacunek do siebie. I mniej lub bardziej świadomie godzimy się na to, by robiono nam krzywdę. Nie dziwimy się i nie protestujemy, kiedy jesteśmy zdradzani, oszukiwani i poniżani. Godzimy się na to, by miotać w nas inwektywami, bo myślimy, że na nie zasłużyliśmy. I to jest właśnie najgorsze: przez to, że nie umiemy sami być dla siebie dobrzy, nie wierzymy, że inni też mogliby traktować nas dobrze. I tkwimy tak w paskudnych, toksycznych relacjach – z własnymi matkami, mężami, przyjaciółkami, szefami. Nieszczęśliwi, pełni żalu i kompleksów, z wiecznym poczuciem niższości. Tymczasem ugruntowana w nas potrzeba okazywania i otrzymywania szacunku wskazałaby nam zupełnie inną drogę – kazałaby nam walczyć o swoje i podpowiedziałaby, kiedy się z takiej relacji wycofać. Bo – jak głosi stara mądrość ludowa – najważniejsze to czuć się bezpiecznie: w bezpiecznym związku lub… w bezpiecznej odległości.

SZACUNEK W ZWIĄZKU. JAK O NIEGO DBAĆ?

Pamiętacie tę słynną rymowankę z dzieciństwa, kiedy obrywało się płatki kwiatkom i wyliczało: „kocha, lubi, szanuje…”? Zacznijmy od tego, że z logicznego punktu widzenia to był ogromny błąd, bo partner nie ma nas albo kochać, albo lubić, albo szanować – ma robić te wszystkie rzeczy naraz. Nie dlatego, że tak mówi etykieta czy że tak napisała teraz pewna blogerka. Ale dlatego, że to także jest podstawą budowania udanej relacji. Tak samo jak poczucie bezpieczeństwa i bezwzględne, obopólne zaufanie. Natomiast dziś skupiamy się na szacunku, a – jak pisał Terry Pratchett – „Kiedy ludzie przestają okazywać szacunek, zbliżają się kłopoty”.

I – żeby była jasność – szanowanie drugiej osoby nie oznacza tylko bycia wobec niej szczerym, lojalnym, wiernym i oddanym. Nie oznacza wyłącznie braku przemocy fizycznej czy psychicznej, braku kłamstw, oszustw i przekrętów. Oznacza także zaakceptowanie drugiej osoby i robienie wszystkiego, aby była z nami szczęśliwa. To dbanie o jej potrzeby i to rozumiane zarówno jako obejrzenie wreszcie filmu we dwoje, jak i zapewnienie bezpieczeństwa, kiedy w ciemnej uliczce pojawi się podejrzany typ. To sprawienie, że niczego tak bardzo, jak nas, nie będzie w życiu pewna. To w końcu zbudowanie swojego autorytetu przy jednoczesnym uznawaniu cudzej autonomii. Bo bzdurą jest twierdzenie, że ludzie są jak dwie połówki pomarańczy – każdy z nas jest zupełnie osobną pomarańczą, w pełni już ukształtowaną, kompletną i wartościową. I najważniejsze, co ma do zrobienia, to – będąc już w związku – z tą drugą pomarańczą się sensownie dogadać.

Tymczasem my, kobiety, mamy skłonność do kastrowania naszych mężczyzn. Porównujemy ich do naszych poprzednich partnerów bądź partnerów naszych przyjaciółek. Do kolegów z pracy, znajomych, ojców. Umniejszamy im, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto zarabia więcej, ma lepsze ciało, lepiej gra w golfa albo nie wygląda w żółtym t-shircie jak spuchnięty banan. Natomiast pamiętać trzeba o tym, że nikt nie musi być ideałem – grunt, żeby idealny był dla nas.

Szacunek to także niematkowanie partnerowi, nierozliczanie go z jego pieniędzy i czasu, brak absurdalnych zakazów, jak wieczorne wyjścia z kumplami. To zaufanie, okazywane na każdym kroku, ale i otwartość na nowe. To elastyczność w planowaniu wspólnej przyszłości, zaufanie w zarządzaniu domowym budżetem, wspieranie w sytuacjach kryzysowych i codziennie płynący od nas komunikat: kocham Cię, więc jestem dla Ciebie dobry. Bo związek, jeśli ma być trwały, to musi opierać się też na trwałych, solidnych fundamentach. A tam wzajemny szacunek bywa silniejszy nawet od miłości. Zdarza się bowiem, że – kochając i nawet będąc kochanymi – musimy niekiedy od siebie odchodzić. Nie przez brak dobrych chęci, ale właśnie dlatego, że gdzieś, na którymś etapie, nam tego szacunku od drugiej strony zabrakło.

SZACUNEK: 10 PRZYKAZAŃ

A zatem:

1. Kochaj.

2. Akceptuj.

3. Wspieraj.

4. Szanuj.

5. Nie ośmieszaj.

6. Pomagaj.

7. Bądź dobry.

8. Wierz.

9. Ufaj.

10. Wybaczaj.

Oczywiście, każde z tych słów mogłoby wymagać dalszego rozwinięcia, ale chyba wszyscy mamy jasność co do tego, co się pod którym z haseł zawiera i jak bardzo istotne jest przestrzeganie pewnych granic. Kochać to nie znaczy godzić się absolutnie na wszystko. Nie z uporu, ale właśnie z szacunku do samego siebie oraz szacunku dla drugiego człowieka. Bo kiedy kończy się szacunek, kończy się tak naprawdę wszystko – i możemy mieć pewność, że na prawdziwy emocjonalny armagedon nie przyjdzie nam już zbyt długo czekać.


Wpis jest częścią cyklu, którego kolejne odsłony ukazują się na blogu zawsze w piątek, co dwa tygodnie. W „Alfabecie udanego związku” wspólnie porozmawiamy o miłości, zaufaniu, partnerstwie i seksie. Zastanowimy się nad elementami, składającymi się na fajną, satysfakcjonującą relację i – literka po literce – spróbujemy odpowiedzieć na słynne pytanie „jak żyć”. Pytanie tym trudniejsze, że rozbudowane do wersji: „jak żyć we dwoje”?

Do tej pory ukazało się siedemnaście tekstów z cyklu:

A jak ambicja

B jak bezpieczeństwo

C jak czułość

D jak dobroć

E jak emocje

F jak fascynacja

G jak granice

H jak humor

I jak intymność

J jak jakość

K jak kryzys

L jak lęk

M jak marzenia

N jak nuda

O jak orgazm

P jak przyzwyczajenie

R jak romantyzm


fot. studiostoks/fotolia.com