Jak znaleźć faceta i dlaczego lepiej wybić sobie z głowy swój ideał?

Jak znaleźć faceta i być wreszcie szczęśliwą? Jak i w kim się zakochać, żeby było to i fajne, i mądre, i jednocześnie bezpieczne? Jak szukać, czego unikać? O tym w dzisiejszym tekście. Szczerze do bólu, ale i pomocnie do bólu. Mam nadzieję, że niejednej z Was ten tekst otworzy oczy i naprawdę się przyda. A zatem – zaczynamy!

WHO THE FUCK IS THOMAS SHELBY?

Thomas Shelby to gangster. Cholernie charyzmatyczny i magnetyzujący, stanowczy i bezwzględny, a jednocześnie zdolny do wielkiej, prawdziwej miłości. Oczywiście, jest też przy tym niesamowicie męski i niesamowicie przystojny i – kiedy trzeba – w obronie najbliższych skoczyłby choćby lwu do gardła albo prosto w ogień. Ale spokojnie, nie będziemy tu mitologizować żadnego przestępcy. Przeciwnie, przywołanie go ma bardzo konkretny i jasno określony cel – pozwoli mi udowodnić, na jakiej zasadzie dobieramy sobie partnerów. I dlaczego ta zasada jest bardzo, bardzo zła.

Otóż dobierając sobie partnerów, często mamy gdzieś z tyłu głowy nasze oczekiwania, potrzeby, ideały. Pewien zbiór cech – fizycznych i psychicznych – przesądzających o tym, czy dana osoba wydaje nam się odpowiednia na potencjalnego partnera. Niestety, rzadko kiedy przy pierwszym spotkaniu analizujemy z wnikliwością godną Sherlocka Holmesa, czy dany facet rzeczywiście jest wystarczająco czuły i delikatny, żeby być idealnym kochankiem, czy jest na tyle zaradny i opiekuńczy, żeby być idealnym mężem i ojcem oraz na tyle cierpliwy, żeby w chłodne, zimowe wieczory odgrywać z nami raz po raz kolejne partie „Chińczyka”, najlepiej grzejąc przy tym stópki w cieple domowego kominka.

DOKTOROWI FRANKENSTEINOWI JUŻ PODZIĘKUJEMY

Najczęściej oceniamy ludzi – a jakże – po prostu, po wyglądzie. Kiedy już wiemy, jak znaleźć faceta i decydujemy się wreszcie zacząć to robić, przychodzi moment zapoznania oraz weryfikacja. A ta, niestety, jest zwykle powierzchowna i szybka. I często dla takiego kandydata nieubłagana. Bo jednak ten chłopak z baru już na pierwszy rzut oka okazuje się nie mieć tyle wzrostu, co Tomasz Kot, tyle urody, co Tom Hardy, ani nawet takich ciuchów, jak Robert Downey Jr. w kolejnych częściach „Iron Mana”. Ba, nie ma też takiego samochodu, jak Hank Moody w „Californication” ani nawet spojrzenia Michaela Fassbendera. A to spojrzenie zna każdy, kto oglądał „Wstyd”.

I co z tym zrobić, jeśli nie popaść w czarną rozpacz? Ano… nic. Bo prawdziwego człowieka nie sposób skonstruować z masy rozmaitych cząstek. Żeby nie było – był już taki, co próbował. Nazywał się doktor Frankenstein i na szczęście nie zdziałał nic poza kartami powieści Mary Shelley i paroma jej średnimi adaptacjami. Dlatego szukanie kogoś, kto łączy w sobie wszystkie upragnione przez Ciebie cechy, jest z góry skazane na niepowodzenie. Ta wiara w dwa puzzle, w dwie połówki pomarańczy, w miłość spadającą na nas jak grom z jasnego nieba, najlepiej od pierwszego wejrzenia.

JAK ZNALEŹĆ FACETA I DLACZEGO ROBISZ TO ŹLE?

Ja sama nigdy nie wierzyłam w miłość od pierwszego wejrzenia, za to od zawsze – od konkretnego momentu. Najczęściej: żartu, opowieści, spojrzenia, gestu. Mężczyźni, z którymi się wiązałam (albo chciałam wiązać) robili po prostu pewne rzeczy intrygująco, inaczej. I to mnie do nich przyciągało, to przykuwało uwagę. Nigdy nie przepuszczałam ich przez żaden filtr, nie dopasowywałam do żadnego wzoru, nie szukałam w nich niczego konkretnego. Jeśli wydawali mi się interesujący – pozwalałam, aby rzeczy działy się same. I dlatego też nie popadałam w skrajne zdumienie, jeśli lądowałam na randce z anemicznym blondynem, zamiast z jakimś śniadym Enrique.

Słowem: nie wzorzec, a intuicja. Czasem wystarczy moment, aż coś między Wami zaskoczy. Wierzę w magnetyzm, we wzajemne przyciąganie się ludzi. A nie w ocenianie ich na podstawie wcześniej sporządzonych w głowie list i tabel. Czy jest wystarczająco umięśniony? Wystarczająco wysoki? Wystarczająco przystojny? Potrafiłam być z mężczyzną, bo podobały mi się jego szerokie barki i świetnie zbudowane plecy. Zakochiwać się w ułamku sekundy, bo ktoś miał cudownie smutne oczy. Albo dłonie – dłonie to jedna z najbardziej niedocenianych części męskiego ciała. Dobrze, jeśli są duże i silne, ale wystarczy, by w odpowiednim momencie złapały za Twoją dłoń, aby stały się momentalnie też piękne.

PRZESTAŃ W KÓŁKO OCENIAĆ

Dlatego kolejna złota rada brzmi: nie skreślaj ludzi zbyt szybko, nie oceniaj ich zbyt surowo. To, że ktoś na pierwszy rzut oka nie wydaje się bystry jak Sheldon Cooper ani zabawny jak Joey Tribbiani, nie oznacza jeszcze, że nie jest w stanie ukraść Ci serca. Życie to nie jest „Jaka to melodia”, żebyś musiała odgadywać wszystko już po pierwszej nutce. Czasem wystarczy, że pozwolisz, żeby zagrano też drugą. Trzecią, czwartą. Przecież zrezygnować możesz zawsze, nie tylko na samym starcie.

Nierozerwalnie z tą radą związana jest też rada kolejna, by nie oceniać zbyt surowo też siebie. Ile ja się nasłuchałam historii kobiet, które przeczytały setki artykułów i porad na temat tego, jak znaleźć faceta, a nigdy w życiu żadnej z nich nie zastosowały. Które nigdy do nikogo nie podeszły, nie zagadały, nie odważyły się. Które miesiącami siedziały w pracy biurko w biurko z ucieleśnieniem swoich najskrytszych marzeń i nie zrobiły z tym zupełnie nic, bo… nie śmiały. Bo czuły się nie dość ładne, nie dość zgrabne, nie dość chude, nie dość fajne. Na litość boską, my nie mamy być idealne tylko w swoich oczach, w końcu patrzeć na nas mają też cudze. Dlatego nie skupiaj się tylko na tym, żeby się w kimś zakochać, ale pozwól też sobie na bycie kochaną. Nie wiem, dlaczego kobiety to sobie robią, ale robią nieustannie. Oceniają się i zadręczają, jakby tak trudno było uwierzyć, że hej, ze wszystkich dziewczyn na tym parkiecie on chce właśnie Ciebie!

ELASTYCZNOŚĆ ZAWSZE W CENIE

Kolejna sprawa – pytasz, jak znaleźć faceta? Nie szukaj gotowego ideału typu George Clooney w lokalnej bieda-wersji. Ja wiem, że są ciała i twarze, które na wszystkich robią piorunujące wrażenie, ale smutna wiadomość jest taka, że większość z nich mieszka w Hollywood, a niestety z Polski nie kursują tam autobusy. Dlatego o niebo łatwiej będzie Ci w życiu, jak już zaczniesz wybierać spośród tego, co jest rzeczywiście dostępne. Powiem więcej: większa elastyczność w kwestii kryteriów zwiększa też Twoje szanse powodzenia. Bo jeśli wychodzisz z domu z założeniem, że Twój idealny facet musi być chudy, wysoki, zabawny i inteligentny, to jest jednak większe prawdopodobieństwo, że rzeczywiście go spotkasz, niż jeśli założysz, że musi znać na pamięć wszystkie teksty Scorpionsów, mieć w szafie tęczowe mokasyny, w weekendy grywać w quidditcha, a do tego najlepiej być rudy.

Właściwie, to wszystko można by sprowadzić do krótkiego i wymownego: daj szansę. To najprostsza odpowiedź na pytanie, jak znaleźć faceta. Po prostu daj szansę temu chuderlakowi, nieśmiało spoglądającemu na Ciebie znad ledwie nadpitego drinka. Daj szansę koledze z liceum, skoro już wtedy o Ciebie zabiegał i mimo upływu lat, nadal jakieś to zainteresowanie Ci okazuje. Daj szansę temu facetowi spod piątki, którego odkurzacz budzi Cię w każdą sobotę w okolicach szóstej nad ranem. Bo tak naprawdę, dajesz wtedy szansę też sobie. To, że żaden z nich na pierwszy rzut oka nie jest Twoim ideałem, nie znaczy jeszcze, że nie zechcesz spędzić z nim życia. Tylko jak masz się o tym przekonać, jeśli nie dopuszczasz go nawet do słowa?

SMUTNA PRAWDA NA DZIŚ: IDEAŁY SĄ PRZEREKLAMOWANE

Kolejna rzecz: czy jesteś pewna, że chciałabyś być z ideałem? Czy umiałabyś rozpiąć bluzkę, gdyby faktycznie stanął przed Tobą Ryan Gosling? Czy dałabyś być radę taka elokwentna i bystra, gdyby w kolejce po lody zaczepił Cię Bogusław Linda? Czy – zakładając, że jesteś wielką fanką poezji – dobrze czułabyś się na randce, gdyby naprzeciw Ciebie usiadł sam Marcin Świetlicki? Przykro mi to mówić, ale z ideałami jest dokładnie tak, jak z yeti – wszyscy o nich mówią, ale raczej nikt nie chciałby ich spotkać. Ba, idę o zakład, że gdybyś już kogoś takiego spotkała, i tak nie odezwałabyś się do niego słowem – bo w końcu byłby tak doskonały, że nie byłabyś w stanie uwierzyć, że woli akurat Ciebie od wszystkich możliwych kobiet tego świata.

Przypadek z życia wzięty: pracowałam kiedyś z naprawdę piękną dziewczyną. Do tego dowcipną, przebojową, z gatunku tych, z którymi łapiesz kontakt już w pierwszej minucie, a po chwili myślisz, że możesz z nimi konie kraść. I z gatunku tych, które doskonale wiedzą, jak znaleźć faceta. I faktycznie, znalazła. Do tego swój ideał. Słuchałyśmy o jej – powiedzmy – Mareczku – przez wiele, wiele tygodni. Bo Mareczek był z zawodu modelem, miał dokładnie tyle wzrostu, ile powinien mieć, dokładnie takie kości policzkowe, dokładnie taką karnację, dokładnie takie oczy. Nosił też dokładnie takie ubrania, był dokładnie taki zabawny, uroczy i kulturalny. I tak im zeszły dwa lata. Dwa lata, po których ta dziewczyna odeszła, bo powiedziała, że nigdy jeszcze… nie czuła się tak sfrustrowana.

UWAŻAJ, CZEGO SOBIE ŻYCZYSZ

Okazało się, że bez przerwy świeciła światłem odbitym od niego. Nagle przestała być najładniejszą dziewczyną w towarzystwie, a zaczęła być dziewczyną najprzystojniejszego faceta. Nagle przestała opowiadać najlepsze dowcipy, a zaczęła być dziewczyną tego faceta, który opowiada najlepsze dowcipy. Ba, nawet jej matka przyznała, że przy nim wcale nie wydaje się już tak idealna! I zanim ktoś powie, że ona przez to zerwanie chciała uleczyć swoje kompleksy, to od razu uprzedzę – jasne, że chciała. Ale znałam ją na długo przed tym związkiem i zapewniam, że nigdy wcześniej ich zwyczajnie nie miała.

To trochę jak ze starą prawdą, żeby uważać, czego sobie człowiek życzy. Bo co, jeśli się spełni? Ona zawsze chciała mieć idealnego faceta i kiedy już go znalazła, nagle entuzjazm jej opadł. To ona musiała adorować, zamiast być adorowaną. To ona – zamiast jak zwykle być w centrum – została zepchnięta na dalszy plan i w końcu spakowała walizki, bo nie chciała dłużej mierzyć się z tą jego zajebistością. Co ciekawe, wyszła za mąż za mężczyznę kompletnie nieatrakcyjnego. Kogoś, na kogo jeszcze kilka lat wcześniej nawet by nie spojrzała. I kiedy jedna z naszych wspólnych znajomych chciała dogryźć jej, że daleko mu do jej niegdysiejszego ideału, ona wypaliła z dumnie podniesioną głową: grunt, że dla niego to ja jestem idealna.

TYTUŁEM WYJAŚNIENIA

Po co w takim razie już na wstępnie pojawił się tutaj Thomas Shelby? Ano po to, żeby pokazać Ci,  że tak naprawdę nie chcesz życia ze swoim ideałem i że są pragnienia, które lepiej trzymać głęboko w szafie. Czy Thomas Shelby funkcjonuje w mojej głowie jako ideał? Pewnie. Bo jest silny, małomówny (uwielbiam, kiedy mężczyźni mało mówią – w myśl zasady, że prawdziwy mężczyzna nie mówi, a działa), stanowczy i niebezpieczny. Bo ma też te wszystkie wspomniane przeze mnie na początku cechy. Czy w takim razie związałabym się z nim, gdybym tylko mogła? Oczywiście, że nie.

Na szczęście dla mnie – Thomas Shelby w ogóle nie istnieje.


PS. A na deser – piosenka:

„Jak znaleźć faceta”, zdjęcie główne: Yoann Boyer/unsplash.com

10
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment authors
NataliaKasiaAngieAsiaMagda Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Magda
Gość
Magda

Czyli po prostu: otwórz umysł.

Kasia
Gość
Kasia

Do pewnego momentu byłam niesamowicie wymagającą osobą. Nie potrafiłam wejść w żadną relację, bo nieustannie doszukiwałam się jakiegoś „ale”. Przez długi czas byłam więc samotna (chociaż otoczona przyjaciółmi, ale pozbawiona partnera u boku) i nieszczęśliwa. Pewna, że nigdy nie znajdę „tego jedynego”, który spełni. moje wymagania. W głowie miałam wyobrażenie idealnego związku, oraz tego jak ów wybranek powinien wyglądać i się zachowywać. To wszystko niesamowicie zaburzało mi postrzeganie mężczyzn, których poddawałam ocenie i bardzo szybko dyskwalifikowałam. Miłość przyszła niespodziewanie, dokładnie wtedy, kiedy przestałam jej szukać. Znajomość szybko przerodziła się w przyjaźń, a następnie w coś jeszcze piękniejszego. I co najlepsze,… Czytaj więcej »

Natalia
Gość
Natalia

Naprawdę pięknie to napisałaś. Jakbym czytała swoje myśli, to jakie mam spojrzenie na ten temat. Sama też jestem wymagająca, tak naprawdę byłam w jednym prawdziwym związku, trwającym prawie 2 lata. Za każdym razem, nawet w nim szukałam zawsze jakiegoś „ale”. Dopiero po pewnym czasie gdy już je wyłączyłam to czułam takie chyba prawdziwe wyluzowanie, a w nim potrafiłam odnaleźć szczęście. Później zaczęło się psuć, ale to już inna bajka. Też mi się wydaje, a przynajmniej dzięki temu tekstowi i dzięki też Twoim słowom zaczynam wierzyć i przekonywać się, że naprawdę prawdziwe uczucie trzeba umieć rozwinąć w czasie, owszem może ktoś… Czytaj więcej »

Kasia
Gość
Kasia

Jejku! Dziękuję za miłe słowa! Ostatnio mam sporo przemyśleń na temat związków i relacji. Obserwuje związki znajomych, zastanawiając się dlaczego naprawdę fajne pary się rozpadają, a mi udało się stworzyć coś pięknego, co trwa już trzeci rok :) Tak naprawdę atuty wizualne szybko bledną, zwłaszcza kiedy zamieszka się razem i kiedy widzi się człowieka w każdej sytuacji. Ale jak dla mnie to własnie ta codzienność jest najpiękniejsza :) A najlepsza droga do miłości, to przyjaźń, czyli te właśnie luźne spotkania, rozmowy, kumplowanie się :) Z tego zawsze wychodzi coś fajnego. Każde uczucie jest na początku malutką iskierką, a to od… Czytaj więcej »

Natalia
Gość
Natalia

Proszę ;) No właśnie my widzimy coś z zewnątrz, dane momenty, sytuacje, ale jednak to nie jest wszystko. Nie wiemy co dzieje się w ich życiu, w tych błahych momentach, co przeżywają od środka. Czy nie ma tam irytacji, smutku, jakiegoś zawodu. Gratuluję i trzymam kciuki żeby było jak najwięcej tych „dobrych” momentów. No właśnie fizyczność przemija, ale jednak coś musi przyciągnąć, myślę, że nieraz może być tak, że nie koniecznie zauważymy to od razu. Jak sądzisz? No i nie którzy nie są tacy śmiali, więc nie koniecznie od początku muszą to być fantastyczne rozmowy, spotkania. Jednak jeśli będzie chciało… Czytaj więcej »

Kasia
Gość
Kasia

Fizyczność jest istotna, dlatego nie ma co się oszukiwać – przy pierwszym kontakcie z daną osobą, zwracamy na nią uwagę ;) Myślę jednak, że nie chodzi tutaj o bycie „ładnym”, ale raczej o to przysłowiowe „coś”, co sprawia za zatrzymujemy wzrok na danej osobie. Może to być uśmiech, wystający podbródek, czy piękne dłonie. W moim przypadku to było coś niesamowitego, spojrzałam na NIEGO, i normalnie wiedziałam, że to ON. Przydarzyło mi się coś, z czego zawsze się śmiałam. Kompletnie nie wierzyłam w przeznaczenie czy inne takie… no a jednak :) Jednak specjalistką od związków nie jestem ;) Każda z nas,… Czytaj więcej »

Angie
Gość
Angie

ok dziewczyny, a z drugiej strony:
co jeśli wasz ideał – i z wyglądu i z charakteru – właśnie z wami zerwał? Załóżcie, że miałyście przy sobie bratnią duszę, która nie dosłownie czyta wam w myślach. rozumiecie… był ideałem, który naprawdę przeszedł przez wszystkie wasze check boxy, niechcący spełnił wszystkie wymagania i teraz jesteście same… i wiecie, jesteście wręcz pewne, że nikt nigdy nie będzie już was tak rozumiał i nigdy nie znajdzicie kogoś równie idealnego? jak obniżyć poprzeczkę, skoro doświadczyliście czegoś o czym nawet nie marzyłyście? :/

Kasia
Gość
Kasia

Bardzo trudna sytuacja do rozwiązania, ale wydaje mi się, że jeśli On z Tobą zerwał… no to może nie do końca był ideałem. Na pewno był kimś mega ważnym, kto pozwolił zasmakować Ci czegoś cudownego <3 Ale jeśli związek się zakończył, to coś tam jednak nie zadziałało do końca, tak jak powinno… Czegoś widocznie w nim zabrakło…. Bardzo przykro mi z tego powodu ;( Przesyłam moc dobrej energii i serducha! Ale, pomyśl o tym, że przynajmniej teraz dokładnie wiesz czego chcesz i czego oczekujesz od partnera. Ten związek, nauczył Cię na pewno wielu dobrych rzeczy…. Może więc, nie ma sensu… Czytaj więcej »

Natalia
Gość
Natalia

ciesze się, że udało Ci się doświadczyć takiego Twojego „ideału”. Myślę, że powinnaś zapamiętać wszystkie te wspaniałe momenty, które z nim przeżyłaś, być za to wdzięczna. Oczywiście nie łatwo pogodzić się ze stratą tym bardziej jeśli byłaś szczęśliwa w tym związku. Nie wiem jak wyglądają fakty, nie zagłębiam się, ale dobrze też spróbować wyciągnąć wnioski i po prostu na przyszłość może coś z tego wykorzystasz, a tak to o prostu zaakceptować ta sytuację (biorąc pod uwagę jakieś wasze wcześniejsze rozmowy o tym, wszelkie możliwości uratowania tego itp.). Myślę też, że myślenie, że nigdy takiego nie spotkacie jest chwilowe, potrzebujesz czasu… Czytaj więcej »

Asia
Gość
Asia

U mnie za to zadziałał nieco inny mechanizm. Od zawsze były cechy, które niesamowicie mnie irytowały, które mnie tak blokowały, że jeżeli widziałam w potencjalnym partnerze chociaż jedną z nich, to był koniec, ja nie byłam w stanie ciągnąć relacji. Odblokowało się dopiero niedawno, przy obecnym partnerze. M. pierwszy spowodował, że blokada runęła a cechy i zachowania, których wcześniej nie tolerowałam stały się powodem żartów, przyczyniły się do mojego wyluzowania i po prostu odpuszczenia (i sobie i jemu). Chwilami zastanawiałam się jakim cudem ten mur runął, ale zadziałała tu chyba zasada, którą wielokrotnie przytaczasz w swoich postach- „Kobieta wie, kto… Czytaj więcej »