Alfabet udanego związku. I jak intymność

W każdym razie mamy do siebie jakąś słabość, to jest ważne.

Agnieszka Osiecka

Słyszeliście o trójskładnikowej koncepcji miłości Roberta Sternberga? Nie jest może najnowsza, ale wciąż aktualna. Otóż ten znany amerykański psycholog wyróżnił 3 elementy, potocznie nazywane składnikami miłości. Były to kolejno: namiętność, intymność i zaangażowanie. Wszystkie w czasie trwania związku ulegają ciągłej przemianie, ale wszystkie też są niezbędne, aby o udanym związku mówić. I dziś po kolei się im przyjrzymy.

PO PIERWSZE: NAMIĘTNOŚĆ

Namiętność, czy inaczej pasja, najsilniejsza jest na samym początku relacji. Kryje się za nią nasze pożądanie, seks, typowo fizyczne przyciąganie. To na tym etapie rozgrywa się wszystko to, co jedni nazywają chemią, inni – motylami w brzuchu. Pragniemy wtedy naszego partnera 24h na dobę i wydaje nam się on najatrakcyjniejszy na świecie. Relacja jest świeża, a zatem wszystko jest nowe. Słowem – tyle rzeczy jest do odkrycia!

Ale namiętność to nie tylko cielesność, to także bardzo intensywne emocje. Podniecenie, zachwyt, zafascynowanie, silne pragnienie bliskości. Oraz kwestie mniej pozytywne, jak tęsknota, zazdrość, nieufność czy podejrzliwość. Hormony nam tutaj szaleją, blokady puszczają, a Wy macie ochotę kochać się do utraty tchu i krzyczeć: hej, świecie, dziś nas dla Ciebie nie ma.

PO DRUGIE: INTYMNOŚĆ

Intymność, inaczej nazywa bliskością, pojawia się znacznie później. Wtedy, kiedy cielesność schodzi już na drugi plan, a buduje się więź duchowa, emocjonalna. Buduje się tu też zaufanie. Składnik ten odnosi się więc mocniej do naszej psychiki i stoi za nim potrzeba szczerości, zrozumienia, okazywania i odbierania szacunku, budowania więzi. Świadomie chcesz już być z tą jedną, konkretną osobą. To z nią chcesz dzielić się swoimi marzeniami i obawami, z nią realizować swoje plany i zaspokajać potrzeby.

Emocje, jakie tu dominują, to pragnienie bliskości, opiekuńczość, troska, empatia. To dbałość o partnera, gotowość niesienia mu pomocy, okazywanie miłości i oddania, wsparcie. Ponieważ intymność wymaga cierpliwości i otwartości, wytwarzanie jej trwa niekiedy długo – zwłaszcza, gdy partner zraził się po poprzednich związkach. To, co tutaj jest najważniejsze, to zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Które okazujesz i które sama chcesz mieć.

PO TRZECIE: ZAANGAŻOWANIE

Z kolei zaangażowanie, nazywane także zobowiązaniem, to kolejny etap wtajemniczenia. Tutaj zadajemy sobie jedno, kluczowe pytanie: czy naprawdę chcę z tą osobą być? Czy właśnie to jest relacja, w którą chcę się zaangażować? Czy to jest ta długo wyczekiwana stabilizacja (choćby na poziomie emocjonalnym)? Przejawem tego składnika może być nie tylko codziennie działanie, ale także podejmowanie bardziej sformalizowanych kroków, takich jak zaręczyny, małżeństwo czy proste oświadczenie: tak, jesteśmy ze sobą w związku.

Tutaj kryją się też takie wartości jak wierność, lojalność, wzajemna uczciwość. O ile namiętnością nie zawsze jesteśmy w stanie kierować, a budowanie intymności zależne jest od obojga partnerów, o tyle zaangażowanie jest świadomym postępowaniem jednej jednostki wobec drugiej. To tak, jakby nieustannie powtarzać drugiej osobie: tak, jestem z Tobą i chcę z Tobą być.

I dopiero połączenie wszystkich tych trzech składników sprawia, że możemy mówić o kompletnej i spełnionej miłości. To one są jej fundamentem, budulcem. To od nich należy zaczynać i na nich wszystko budować. Bo ze związkami jest jak z domkiem z kart – wyciągniesz jedną i wali się cała reszta. I dziś będzie o intymności, bo ze wszystkich tych składników wydaje się do zrozumienia chyba najtrudniejsza. 

JAK BUDOWAĆ INTYMNOŚĆ W ZWIĄZKU

Czym zatem jest intymność w związku, mówiąc najprościej? To niezwykła bliskość i więź. Warto też pamiętać, że intymność nie odnosi się przy tym wyłącznie do sfery seksu, jak co niektórym mogłoby się wydawać. To spoiwo, które Was łączy i które sprawia, że tak dobrze, pewnie i swobodnie czujecie się tylko przy sobie. Oznacza także, że sobie nawzajem ufacie, znacie się, akceptujecie, jesteście na siebie nawzajem otwarci.

Co sprzyja jej budowaniu? Oczywiście, rozmowy. Czas, który spędzacie razem. Wymiana poglądów, odkrywanie potrzeb, wspólność przeżyć. Słowem: doświadczanie siebie nawzajem. W większości przypadków ta intymność buduje się sama, jest to naturalny proces, rozwijający się w miarę trwania relacji. Co jednak, kiedy zostaje on zaburzony? Przez choćby uprzedzenia partnera? Wtedy pozostają Wam małe rytuały:

1. Jeszcze więcej rozmów. Ale nie takich o codzienności, tylko poruszających kwestie zaufania, bliskości, otwartości w związku. Pytaj, czego Twój partner potrzebuje, jakie są jego oczekiwania względem Ciebie. Im lepiej go zrozumiesz, tym ta więź będzie mocniejsza, a jego przywiązanie do Ciebie – silniejsze. Ale pamiętaj – pytaj, a nie oceniaj. Człowiek, który otwiera się przed drugim człowiekiem, daje mu ogromny kredyt zaufania. Nie zepsuj tego śmiechem/pretensją/wyrzutem.

2. Jeszcze więcej czułości. Takiej na codzień i takiej po seksie. Czy wiesz, że przytulanie sprawia, że w naszym organizmie produkowana jest oksytocyna, zwana hormonem miłości? Tym samym odpowiada ona za wytwarzanie się między Wami więzi emocjonalnej. Poza tym to tylko pogłębia i umacnia tę intymność, jaka w czasie zbliżenia stała się Waszym udziałem. Pamiętajcie przy tym, że przytulanie zapewnia zupełnie inny wymiar bliskości. Seks zakłada aktywność, tulenie – spokój, wyciszenie i relaks w ramionach ukochanej osoby.

3. Jeszce więcej uczuć. Komunikowanych zarówno za pomocą słów, jak i zachowań. Okazuj to, co aktualnie czujesz, nie bój się tego nazywać. Jeżeli chcesz, żeby partner otworzył się na Ciebie, Ty także musisz być na niego otwarta. Mówcie sobie także o tym, co dla Was ważne, które z zachowań w sobie lubicie, a które już niekoniecznie. Szczerość i autentyczność to podstawa, jeśli zależy Wam na długotrwałym budowaniu relacji.

GRANICE INTYMNOŚCI W ZWIĄZKU

Pamiętajcie przy tym o jednej bardzo ważnej rzeczy: intymność w związku nie musi oznaczać golenia przy sobie nóg, robienia siku czy puszczania bąków. Chociaż w żartach wiele razy tak właśnie oceniane jest studium zaawansowania relacji, to wcale nie musicie wcielać tego w życie. Jeśli nie czujecie się komfortowo, wiedząc o sobie absolutnie wszystko i znając na pamięć wszystkie odgłosy i wydzieliny Waszych ciał, to nie odzierajcie się na siłę z resztek intymności.

Twój facet naprawdę nie musi wiedzieć, jak obfita była ostatnia miesiączka ani jak dokładnie badał Cię Twój ginekolog. Ty z kolei nie musisz akceptować bekania po każdym łyku piwa ani wchodzenia do łazienki, kiedy w wiadomym celu akurat zdjęłaś spodnie. Jasne, że są pary, dla których to nie jest problemem. Ale jeśli któreś z Was czuje, że chciałoby zostawić dla siebie margines prywatności, do niech drugie się poza niego nie wprasza.

Śmiało też mówcie sobie, co Wam przeszkadza w takim intymnym zachowaniu – wstydzisz się zwrócić mu uwagę, że znowu nie opuścił deski? A może on Tobie, jak nieatrakcyjnie pachniesz z ustami wymalowanymi sosem czosnkowym? Ludzie, jesteście dorośli! Jeśli macie odwagę ściągać z siebie ubrania i chodzić ze sobą do łóżka, to znajdźcie ją także na to, aby powiedzieć to jedno zdanie więcej.

ZŁOTA RADA

Jeśli zechciałby podsumować to wszystko, co zostało tu powiedziane, to przekaz byłby krótki: dbajcie o siebie nawzajem. Im intymniejsza jest Wasza relacja, im bliżej siebie jesteście, im więcej o sobie nawzajem wiecie, tym lepiej czujecie się w swoim towarzystwie. Znałam parę, gdzie kobieta przez pół roku wstawała przed mężczyzną, myła zęby, brała prysznic i wracała z powrotem do łóżka, już z pełnym makijażem. Dlaczego? Bo tak bardzo bała się, że bez niego już mu się nie spodoba. Jak on zareagował, kiedy o tym usłyszał? Tak, jak każdy normalny człowiek. Śmiechem.

Inna ze znajomych mi kobiet podczas dwutygodniowych wakacji zrezygnowała z wizyt w toalecie. Siku? W porządku, ale ani razu nic więcej. Pokój w hotelu był mały, a drzwi do łazienki liche, więc bała się, że jej ukochany może za dużo usłyszeć. Oczywiście, on nie miał podobnego problemu, ale i to nie przemówiło jej do rozsądku. Kiedy po powrocie o mało nie popłakała się z bólu i powiedziała, w czym tkwił cały jej problem, skrzyczał ją przeokrutnie. Dziwicie się? Męczyła się dwa tygodnie, chodziła zła i markotna, bo nie docierało do niej, że jej facet wie, że kobiecie też zdarza się czasami kupa!

Dlatego dbajcie o swoją własną strefę komfortu, ale nie kosztem zdrowia czy zdrowego rozsądku. Nie mylcie intymności z ekshibicjonizmem, a bliskości z porno. No chyba, że oboje macie na to ochotę – wtedy śmiało, droga wolna. W końcu nie bez powodu mówi się, że miłość jest jak autostrada bez zjazdów. 


Wpis jest częścią cyklu, którego kolejne odsłony ukazują się na blogu zawsze w piątek, co dwa tygodnie. W „Alfabecie udanego związku” wspólnie porozmawiamy o miłości, zaufaniu, partnerstwie i seksie. Zastanowimy się nad elementami, składającymi się na fajną, satysfakcjonującą relację i – literka po literce – spróbujemy odpowiedzieć na słynne pytanie „jak żyć”. Pytanie tym trudniejsze, że rozbudowane do wersji: „jak żyć we dwoje”?

Do tej pory ukazało się osiem tekstów z cyklu:

A jak ambicja

B jak bezpieczeństwo

C jak czułość

D jak dobroć

E jak emocje

F jak fascynacja

G jak granice

H jak humor

A już 20 maja – j jak jakość. Bądźcie z nami!

Instagram