Friends with benefits, czyli przelotne znajomości. Czy to w ogóle ma sens?

Napisanie tekstu na temat friends with benefits zaplanowałem jakiś rok temu. Życie chciało jednak inaczej i usiadłem do niego dopiero teraz. Trochę pod wpływem impulsu, trochę dlatego, że głupio mi było patrzeć na notatkę sprzed roku z przypomnieniem, a trochę dlatego, że to ważny temat, dość mocno polaryzujący społeczeństwo. I oczywiście, zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy mają swoje kamienne argumenty, które odważą się podważać w dyskusji tylko masochiści. Ja dziś nie będę nikogo ewangelizował ani rozliczał, ale spróbuję na chłodno spojrzeć na to z boku. Bo i co innego zostało głowie szczęśliwej rodziny? ;-)

CZYM JEST ZWIĄZEK TYPU FRIENDS WITH BENEFITS?

Sex friends, fuck buddies, friends with benefits, seks przyjaciele, a w najpopularniejszym skrócie FWB – czyli przyjaźń, połączona z seksem. No nie da się tego prościej opisać. 

Aha, nie pomylcie proszę skrótu FWB z popularnym ostatnio FBW, czyli full body workout. Co prawda oba wiążą się z wysiłkiem fizycznym, ale tylko jeden powinno się uprawiać z kimś bliskim, najlepiej bez znajomych z siłowni. 

PO CO NAM ZWIĄZKI FRIENDS WITH BENEFITS?

Może odpowiem jak naukowiec: to skomplikowane. Albo jak polityk: to zależy. Jak to zwykle bywa w tego typu zagadnieniach, prawda leży gdzieś pośrodku, a ten środek jest zawsze bliżej tego, który mówi, niż tego, który słucha, Według mojej teorii, związki tego typu to taki substytut dorosłego życia, a jednocześnie wypełniacz jakiejś pustki. To nie przypadek, że są popularne w dużych miastach, wśród ludzi, którzy życiowo są już w jakiś sposób ustawieni. Mają co robić, mają gdzie mieszkać. I to nie jest najważniejsze, czy robią licencjat i mieszkają w wynajętym pokoju, czy robią korpo karierę oglądając zachód słońca z apartamentowca na Powiślu. Dochodzą do pewnego etapu, w którym jest wszystko, co powinno być w danym momencie, poza partnerem. 

Jedni oczywiście zakasają rękawy, pójdą na parę randek, znajdą swoją połówkę i będą dalej układać swoje klocki już we dwójkę, budując fajną relację. Inni nie będą mieć tyle szczęścia, ale czasem i chęci. Wedle badań, do których się dokopałem, wielu młodych ludzi traktuje związki friends with benefits jako substytut małżeństwa i tego właśnie „dorosłego życia”. Nie mają pewności, czy nadają się do budowania relacji, czy potrafią się zaangażować, czy to dla nich. Czasami zwyczajnie uważają, że nie jest to ich czas, i chcą zostać „na rynku” bez większych, długofalowych zobowiązań. Są też tacy, którzy zwyczajnie chcą zaspokajać podstawowe potrzeby i pragnienia, ale wedle z góry ustalonych zasad. Można i tak.

CZY TAKI ZWIĄZEK TO COŚ ZŁEGO?

Nie. Przy założeniu, że oboje się godzicie na coś takiego, oboje wiecie, czego chcecie, a czego nie, oboje gracie względem siebie fair. Proste, prawda? No prawda, tym razem ta z gatunku „gówno prawdy”. 

To nigdy nie jest tak bardzo zerojedynkowe. To nie jest przelotny seks po dobrej imprezie z kimś, kogo widzisz pierwszy raz w życiu. Kogoś, kto po śniadaniu zniknie. Bo przecież jeśli nie chcesz, to nie masz jego numeru telefonu. Jeśli nie chcesz, to nie będziecie mieć więcej kontaktu, a cały epizod zapiszesz we wspomnieniach. Tych, co to się nawet mężowi nie opowiada. No bo przyjaciółce po winku to oczywiście. 

Tutaj seks to dodatek do relacji. Często wbrew pozorom i negacji z obu stron – dość poważnej. Bo nawet jeśli znacie się od niedawna, albo dopiero co poznaliście, wylądowaliście w łóżku i to powtarzacie, to chyba w jakiś sposób ta znajomość się rozwija. Rozmawiacie, wychodzicie gdzieś razem, przed pójściem do łóżka wypijacie drinka, wychodzicie na papierosa. No błagam, nie mówcie mi, że rzucacie się na siebie w drzwiach jak zwierzęta. 

I CO Z TEGO?

Ano to, że to wszystko powoduje, że rozwija się sfera emocjonalna. W normalnym związku to z tego pewnie biorą się przysłowiowe „motylki w brzuchu”. A tutaj? Tutaj najczęściej ten wspólnie spędzony czas i świetny seks owocują jakimś przyzwyczajeniem, a z czasem jest duże ryzyko, że i zauroczeniem. 

W takiej relacji bardzo łatwo jest zostać skrzywdzonym. Bardzo łatwo też można skrzywdzić kogoś. I to nie jest tak, że w taki układ wchodzi najgorszy dupek, albo pierwsza wredna zołza dzielni. Czasami dzieje się tak, bo ta relacja nie jest prosta, zasady nie są jasne dla obu stron. W końcu to „związek” dwóch osób, które coś przyciąga, ale obie wiedzą, że nie chcą tworzyć czegoś poważnego. To jak wożenie nitrogliceryny rowerem – wszyscy wiedzą, że to kiedyś jebnie.

A jeśli nie? Jest jakiś procent szans, że tak się stanie. Że ten seks zaowocuje jednak czymś więcej. Szansa na to, że friends with benefits staną się przyjaciółmi z innymi benefitami. Dziećmi, kredytem hipotecznym, cerowaniem skarpetek i oglądaniem Familiady. Ale spokojnie, seks też powinien być. Już nie tak szalony i żywiołowy jak kiedyś, ale jednak!

NA CO UWAŻAĆ, WCHODZĄC W RELACJE FRIENDS WITH BENEFITS?

Oj, naczytałem się trochę przygotowując konspekt tego tekstu. I serio, no jakie ja głupoty widziałem w sieci. Prym wiodą, a jakże – kołczowie. Wiecie, jaka jest rada numero uno kołcza miłości? Nie zakochuj się. Serio, muszę poważnie rozważyć zmianę ścieżki zawodowej. 

A teraz na poważnie – relacje typu friends with benefits są wymagające i nie każdy zdaje sobie sprawę z ich mankamentów. Dlatego zebrałem kilka prostych, ale nie zawsze oczywistych aspektów, na które warto postawić. 

1. Szczerość – nawet, jeśli na początku to niewinny flirt i zabawa, to przyjdzie czas deklaracji. Albo robicie z tego coś poważniejszego, albo każdy zabiera zabawki z piaskownicy i idzie w swoją stronę. Innej drogi nie ma. 

2. Transparentność – są jakieś zasady, do których oboje dopasować się musicie. Choćby tak bardzo prozaiczna, jak bycie jedynym „przyjacielem tego typu”.

3. Świadomość – bądźcie świadomi tego, że wszystko może się zdarzyć. Nie ma przecież żadnych deklaracji. Nie zakładajcie niczego, ale też nie traćcie okazji i nie zamykajcie się na innych. I nie pozwólcie, aby przez taką relację obok przeszła Wam okazja na prawdziwą miłość.

4. Prywatność – warto, aby Wasz układ był Wasz. Bez wtajemniczania znajomych, bliskich czy rodziny. 

5. Ryzyko – te relacje to często handlowanie z diabłem. Często podejmujemy ryzyko zmiany wieloletniej relacji typowo przyjacielskiej w przyjaźń na sterydach. Najczęściej z tej sytuacji nie ma już odwrotu. Jeśli się nie uda, tracimy nie tylko benefity, ale i przyjaciela.

6. Bezpieczeństwo – o mentalnym już pisałem. Nie zapominajcie o fizycznym. Od niechcianej relacji gorsza jest niechciana ciąża. Albo niechciany HIV.

PAWLE, CO RADZISZ?

Nic. Tu nie ma miejsca na porady, bo nie ma też jednej słusznej drogi. Nie powiem Wam, że te relacje są dobre, bo nie są. Nie powiem Wam też, że są złe i do szpiku zepsute, bo jeśli opierają się na szacunku i zasadach, to mają prawo działać. My też jakoś musimy siebie poznać, dowiedzieć się, czego chcemy, a czego nie. Co nam się podoba, co nas pociąga, a co zupełnie nam nie odpowiada. Tego nie da się nauczyć z książek, czy poradników na youtube. Pewne rzeczy trzeba sprawdzać empirycznie. 

Relacja friends with benefits wydaje się być do tego stworzona. Niestety, tylko tak się wydaje. To nie jest hodowanie Tamagotchi, żeby sprawdzić, czy potrafimy się o coś troszczyć. To wchodzenie w relację z innym człowiekiem, który ma swoje uczucia, swoje emocje, którego możemy skrzywdzić. Który też bardzo mocno może skrzywdzić nas. To miecz obosieczny, i większość z nas nie wie, po której stronie ostrza się znajduje. Oraz kiedy nim dostanie. 

Bądźcie ostrożni – to jedyna rada, którą mogę Wam dać. Bądźcie szczęśliwi – to jedyne, czego mogę Wam życzyć. Jeśli nie w tym, to w następnym związku. Albo w pojedynkę. Bo najważniejsze, to nikogo nie krzywdzić. A już zwłaszcza nie siebie.


Zdjęcie główne: Tola Piotrowska

13
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment authors
HaniaPawełPaulina JasnoszXYZMar Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Kornelia
Gość
Kornelia

Jakby nie, znaczy może źle zrozumiałam, ale z tego tekstu bije taka skryta pogarda. Niby można, ale to substytut, niby można ale w sumie to złe. Tylko że nie, nie jest złe. Jasne, jest ryzykowne, jak każda relacja, każda. Przyjaźń to też ryzyko, związek to ryzyko, ale to nie powód, żeby nie wchodzić w nie. Oczywiście, tak długo jak obie strony są chętne i w pełni świadome. Nie rozumiem tego mówienia czy pisania że to substytut prawdziwej, co brzmi jakby jedynej właściwej, relacji partnerskiej. I mówienia, że to dla niegotowych osób. Przecież nie jest tak, że związki, rodzina, monogamia sa… Czytaj więcej »

Asia
Admin
Asia

Chyba jednak żle zrozumiałaś, bo akurat Paweł jest ostatnią osobą, która by gardziła takimi relacjami :)) Poza tym pisze przecież, że „Są też tacy, którzy zwyczajnie chcą zaspokajać podstawowe potrzeby i pragnienia, ale wedle z góry ustalonych zasad. Można i tak” – no to gdzie tu pogarda?

Mar
Gość
Mar

A ja się zgadzam z przedmówczynią. Może nie wyczuwam tutaj pogardy, ale takie postrzeganie tego typu relacji jako gorszej. Zwłaszcza to „można i tak” brzmi jak taka krytyka – „no można i tak, ale kto by tak chciał” czy coś podobnego. Oczywiście to tylko subiektywne wrażenie.

Patrycja
Gość
Patrycja

Kurde. Chociaż temat kompletnie mnie nie dotyczy to cieszę się, że to przeczytałam. Po pierwsze dobrze, że poruszasz takie tematy. Żyjemy w społeczeństwie, które najchętniej odstawiłoby emocje na bok. No a tak się nie da. A po drugie uderzyło mnie jedno zdanie „Jak to zwykle bywa w tego typu zagadnieniach, prawda leży gdzieś pośrodku, a ten środek jest zawsze bliżej tego, który mówi, niż tego, który słucha…” Niby takie oczywiste, a dopóki tego nie przeczytałam to nie zdawałam sobie sprawy z tego, że będąc wiecznym słuchaczem, cichutko zgadzam się z rozmówcą. Mimo, że czasem w głowie brzmi głośne” co Ty… Czytaj więcej »

Monika
Gość
Monika

Siódmy rok spotykam się z jednym w układzie FWB. Przez te 7 lat mieliśmy różne zawirowania- to znaczy on jako przyjaciel i bolcownik jest cudowny, natomiast nigdy przenigdy nie chciałabym z nim tworzyć związku. Jednakże on wielokrotnie proponował mi związek. Zgodnie z zasadą, że lepsza gorzka prawda niż słodkie klamstwo, wyjaśniałam mu, że nic z tego nie będzie. W końcu znalazł sobie kobietę, ja tez miałam kogoś przez dłuższy czas, wiem ze to nie uczciwe wobec naszych partnerów, ale będąc w związkach tez spotykaliśmy się na seks. Nie żałuje jednak niczego, nie żałuje tej relacji i znajomosci z nim. Zrobiłabym… Czytaj więcej »

XYZ
Gość
XYZ

To zachowanie jest obrzydliwe. Chciałabyś, żeby Twój partner tak Cię potraktował?

Paulina Jasnosz
Użytkownik
Paulina Jasnosz

Współczuję twojemu partnerowi. Zostaw go lepiej, niech sobie znajdzie kogoś wartościowego, a ty wracaj do przyjaciela jesteście siebie warci. Nie pozdrawiam