Alfabet udanego związku. R jak romantyzm

– No kocham Cię, no. Nie wiem, dlaczego, ale Cię kocham.
– Jak to dlaczego? Bo jestem wspaniała.
– Nie. To na pewno nie to.

Co zrobić po takim tekście? Obrazić się? Obrócić na pięcie? Wyrzucić za próg sypialni kołdrę i poduszki? A może od razu wskazać mu drogę na kanapę? Pewnie wiele z nas miałoby chęć. Przyzwyczaiłyśmy się do tego, że potrzebujemy adoracji, zupełnie innego traktowania. Że miłość musi być romantyczna, a mężczyzna – czuły, troskliwy i wiecznie w nas zapatrzony. Chcemy być kochane, uwielbiane, adorowane.

Przynajmniej w weekendy dostawać śniadania do łóżka, bez okazji kwiaty. Wypłakiwać z naszymi mężczyznami morza łez podczas oglądania ckliwych seriali, codziennie słuchać o tym, jak bardzo jesteśmy kochane i regularnie spędzać weekendy nad romantycznym jeziorem, a najlepiej od razu na plaży nad morzem, gdzie będziemy podziwiać świat z grzbietu pięknego, białego konia. Tymczasem smutna prawda jest taka, że znakomita większość z nas nie odróżnia prawdziwego życia od scenariusza komedii romantycznej, a ta mała część od konia ewidentnie zainspirować się musiała Old Spice’em (dla niewtajemniczonych – polecam obejrzeć słynną reklamę).

PRAWDA JEST ZUPEŁNIE INNA

No więc, nie. Życie tak nie wygląda, a przynajmniej – nie musi. Mimo rozmaitych teorii, dotyczących ewolucji, nigdy nie pojawiła się taka, która mówiłaby, że ludzie biorą się z wielkiej fabryki, w której odlewa się ich z wcześniej zaprojektowanych już form. Nie dostają też takiej samej puli genów, koloru włosów czy oczu. Co więcej, różnicuje ich nie tylko wygląd zewnętrzny, ale także usposobienie, pragnienia i cele, lęki i słabości, temperament, charakter. Wszyscy jesteśmy inni i zwyczajnie, po ludzku, możemy (a nawet powinniśmy!) się między sobą różnić. I tak samo możecie się różnić Twój facet i Ty.

Ja wiem, że w książkach i na filmach to naprawdę bajecznie wygląda. Czułe słówka, objęcia, prezenty, całusy. Wyznania miłości, pisane palcem na zaparowanym lustrze albo – jeszcze lepiej – patykiem na piasku. Wysyłane co 5 minut wiadomości z przypomnieniem o dozgonnej miłości, spacery po parkach, smażone w serduszkowych foremkach jajka i pikniki za miastem. Ale jak już się człowiek tak naogląda i naczyta, to później przychodzi prawdziwe życie. I wszystkie te bzdury skutecznie wybija nam z głowy.

Oczywiście, wierzę, że są na tym świecie kobiety, które mają takie właśnie związki – których mężczyźni odznaczają się podobną wrażliwością i o których z pełną odpowiedzialnością można powiedzieć, że są na wskroś romantyczni. Natomiast znakomita większość z nas nie może się z takimi parami identyfikować. Nie dlatego, że ma w życiu mniej szczęścia – ale dlatego, że taki scenariusz jest raczej rzadki, a szczytem romantyzmu dla większości facetów jest dobrowolne wyniesienie ze trzech worków śmieci z rzędu.

DLACZEGO MÓJ MĘŻCZYZNA NIE JEST ROMANTYCZNY?

Pewnie wiele z Was zadaje sobie to pytanie. Ja bym je jednak odwróciła i zapytała: a dlaczego Ty jesteś? Bo taka Cię wychowała kultura. Bo od małego kultywuje się w nas stereotyp księżniczki, którą pewnego pięknego dnia na jej zamku powinien odwiedzić szarmancki, przystojny i dobrze wychowany książę – rzecz jasna, na białym koniu. Później tak wychowane dziewczynki trafiają do szkoły i czytają już nie tylko bajki, ale i mniej i bardziej ambitne powieści, których fabuła niejednokrotnie też oscyluje wokół tematu miłości. Miłości – dodajmy to – zwykle odrealnionej. To znaczy takiej, która w prawdziwym życiu zwyczajnie się nie zdarza.

Miłości – co więcej – wyidealizowanej i zafałszowanej, a jednak tak podanej, aby każda z czytelniczek chciała się z bohaterką móc utożsamiać. Podobnie działają przecież komedie romantyczne – chociaż sama mam ogromną świadomość tego, jaki to chłam, trzy razy poszłam na „Dlaczego nie” tylko i wyłącznie dla sceny z jeziora (tak, Maciej Zakościelny prezentuje się równie dobrze suchy, co i mokry).

I jaki jest tego efekt? Przychodzi do nas w życiu taki typowy Jacek i on biedny nie wie, czego ta rozmarzona i roszczeniowa dziewczyna tak właściwie od niego chce. Przecież romantyczny to on jest wtedy, jak zostanie w domu, zamiast iść na piwo z kumplami. Albo kiedy posprząta z podłogi swoje ciuchy zaraz po tym, jak ona o mały włos się przez nie nie przewróciła. Albo kiedy przyniesie ze sklepu nie tylko chipsy dla siebie, ale i wafle ryżowe dla niej. A już na pewno nie wie, dlaczego miałby codziennie wyznawać jej miłość, skoro wyznał ją raz i nic się u niego w tej kwestii nie zmienia. I wiecie, co? Jacek naprawdę jest super. A już na pewno jest całkowicie normalny.

NIE MA LUDZI IDEALNYCH

Otóż faceci nie mają takich charakterów, jak my. Wielu z nich nie wie, co to wrażliwość, sentymentalność, uczuciowość, romantyzm. Ba – szczęśliwe te z nas, których mężczyźni wiedzą, co to w ogóle jest troska albo empatia. Ale to nie znaczy jeszcze, że na wskroś są oni źli. To znaczy, że w workach z cechami wytargali od losu całkiem inne przymioty. Osobiście lubię, kiedy znajduje się wśród nich opiekuńczość, stanowczość, konsekwencja, szacunek do drugiego człowieka, ambicja i determinacja. Słowem: mój chłop nie może być miękki.

Jeden, jedyny raz dałam się złapać we własną pułapkę i związałam z mężczyzną, który z punktu widzenia chyba każdej kobiety wydawałby się idealny. Który rozklejał po całym mieszkaniu karteczki z napisem „kocham Cię”, wszędzie mnie odprowadzał i zewsząd odbierał, nosił na rękach i tulił równie często i mocno, jak typowa właścicielka typowego yorka. A ja z dumą mogłam opowiadać wszystkim, że jestem z najlepszym człowiekiem na świecie, który będzie też najlepszym mężem i najlepszym ojcem dla moich nieplanowanych nawet jeszcze wtedy dzieci. Tylko wiecie, co? Ostatecznie nic z tego nie wyszło.

Bo to, że był idealny z tego, co wydawało mi się wówczas obiektywnym punktem widzenia, nie znaczyło wcale, że był idealny dla mnie. Bo ja wcale nie jestem księżniczką, która spuszcza z wieży warkocze i pragnie przy tym adoracji. Bo mam zupełnie inne potrzeby i bzdurą jest mówienie, że mogą być one u wszystkich takie same, uniwersalne. Uniwersalną potrzebą to może być seks, sen, jedzenie czy oddychanie. Natomiast potrzeby w związkach mamy zwykle mocno indywidualne.

ROMANTYZM MOŻE MIEĆ RÓŻNE OBLICZA

Niestety, krążące nam po głowach schematy każą nam wciąż za czymś tęsknić, zamiast cieszyć się tym, co tak właściwie mamy. Twój facet świata poza Tobą nie widzi? Staje na głowie, żebyś była szczęśliwa? I jedyne, o co masz do niego pretensje, to że wciąż zapomina o walentynkach i nie wie, kiedy wypada Wasza rocznica? Że nie nazywa Cię kotkiem, misiem, królewną? Że czasem zapomni otworzyć przed Tobą drzwi albo – co gorsza – wciśnie się przed Ciebie pierwszy i lekko Cię nimi przytrzaśnie? Dobra, żarty żartami, ale życie życiem.

Osobiście wolę inną definicję romantyzmu, czy też – szerzej – miłości. Dla mnie dbanie o drugiego człowieka zawiera się w zupełnie innych gestach. To nie czułe słowa ani żadne podarki, ale autentyczna troska. To świadomość tego, że mój mężczyzna chce dla mnie jak najlepiej. To nakrywanie mnie kołdrą, kiedy się w nocy odkopię. To chodzenie na palcach, kiedy on musi wcześniej wstać, a ja jeszcze śpię. To ugotowany obiad, posprzątane mieszkanie, przytargane do domu zakupy. To każda z tych pozornie błahych, nudnych i codziennych czynności, która sprawia, że dzięki temu ja zaoszczędzę czasu i siły i dzięki niemu odpocznę.

To każda minuta spędzona nie w eksluzywnej restauracji czy sklepie z diamentami. Ale każda poświęcona mi godzina, oznaka uwagi, zainteresowanie. Mam w nosie pompowany na siłę romantyzm. Chcę wiedzieć, że mojemu mężczyźnie na mnie zależy i że – obsypana tymi różami czy nie – jutro też będę dla niego całym światem.

PRAWDZIWE WOJNY TOCZĄ SIĘ GDZIE INDZIEJ

Bo wiecie, co jest prawdziwym problemem w związku? Brak szacunku. Agresja. Zazdrość. Nieufność. Przemoc. Wyzysk i niesprawiedliwość, rutyna, brak zainteresowania i czasu. Ale nie romantyzm czy jego brak. Wspólne życie to przede wszystkim wzajemne wsparcie, ciepło i ogromne pokłady miłości, wierności i cierpliwości. To poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Świadomość tego, że znalazło się przy kimś swój dom. To pewność jutra, brak strachu. Wspólne cele, marzenia i pragnienia, ale też świadomość wzajemnych potrzeb i nieprzeciętne pragnienie zaspokajania ich.

A wszystko inne? Te misternie układane bukiety, pompatyczne i wzniosłe hasła? Te oglądane razem wschody i zachody słońca, wspólne piosenki i zjadane przy świecach kolacje? To wszystko, proszę Państwa, to jest bardzo miły dodatek.

Natomiast nigdy nie zapominajmy, że ważniejsza od dodatku jest jednak wersja bazowa.


konkurs yves rocher


Wpis jest częścią cyklu, którego kolejne odsłony ukazują się na blogu zawsze w piątek, co dwa tygodnie. W „Alfabecie udanego związku” wspólnie porozmawiamy o miłości, zaufaniu, partnerstwie i seksie. Zastanowimy się nad elementami, składającymi się na fajną, satysfakcjonującą relację i – literka po literce – spróbujemy odpowiedzieć na słynne pytanie „jak żyć”. Pytanie tym trudniejsze, że rozbudowane do wersji: „jak żyć we dwoje”?

Do tej pory ukazało się szesnaście tekstów z cyklu:

A jak ambicja

B jak bezpieczeństwo

C jak czułość

D jak dobroć

E jak emocje

F jak fascynacja

G jak granice

H jak humor

I jak intymność

J jak jakość

K jak kryzys

L jak lęk

M jak marzenia

N jak nuda

O jak orgazm

P jak przyzwyczajenie


 fot. studiostoks/fotolia.com

Instagram