Życie po gali. I te momenty, w których zapominasz oddychać

Chociaż od gali minęło już kilka dni, to emocje wciąż nie opadły. Bo wiecie, jak to jest kolejny rok czekać na wyniki? Człowiek czuje się jak skazaniec z kulą u nogi tudzież księżniczka na ziarnku grochu, której wszystko, ale to absolutnie wszystko przeszkadza. Nagle nie jesteś w stanie spać, jeść, pracować. Funkcjonować, jak gdyby nigdy nic. Bo zależy Ci tak bardzo, bardzo mocno, że chociaż wiesz, że to tylko konkurs, to dałabyś milion złotych dukatów, byle już było po.

CZY BYŁO WARTO

Natomiast gdybym miała odpowiedzieć Wam jednym słowem na pytanie, czy warto było brać udział w konkursie na Blog Roku, to mimo tych wszystkich nerwów, stresu, strachu i nieprzespanych nocy, byłoby to głośne TAK. A mówię to jako osoba, która startowała już w tamtym roku i zatrzymała się na etapie TOP3. To znaczy: nie została do finałowej trójki wybrana.

Czy byłam wtedy zła i rozgoryczona? Jezu, i to jak! Blog już wtedy miewał się świetnie, a mnie się wydawało, że zaraz podbiję nim cały świat. Startowałam wtedy w kategorii Kultura, gdzie jurorem był Tomasz Raczek. Ze zdobyciem głosów nie miałam większego problemu, niemal cały czas trzymałam się na szczycie listy. Dlaczego zatem nie przeszłam dalej? Nie wiem i nie muszę wiedzieć, bo wierzę w skuteczność metody kija i marchewki.

a4

KTO JEST KIM?

Moją marchewką jesteście Wy – dodajecie mi siły i wiary w to, że to wszystko ma sens. To dla Was piszę, a nie dla nagród ani szampana z truskawką. Każdy komentarz, każdy szer, każdy lajk – to jest zapłata za moją pracę. Natomiast czasem potrzebny jest także kij. Czyli ktoś, kto pokaże, że halo, daleka jeszcze droga. Tak było też z Blogiem Roku. I można się było wtedy obrazić – na konkurs, na zasady, jurora. Ba – nawet na cały świat. A można też było wziąć się w garść i pracować ciężej, więcej i mocniej. A do tego tym trudniej, że ze świadomością, że znów się może nie udać.

I choć rok temu byłam zła na decyzję, której nie rozumiałam, to z perspektywy czasu uważam, że wyszło mi to na dobre. Przez cały rok dawałam z siebie jeszcze więcej i jeszcze częściej. Jak część z Was już wie, blog nie jest moim źródłem utrzymania. Ba, nie byłby nawet źródłem utrzymania mojego chomika, gdybym takiego miała. Wciąż pracuję więc na etacie, produkując masowe ilości tekstów każdego dnia. I choć czasem bywam zmęczona, to nie zamieniłabym bloga na nic innego. Bo mocno, mocno wierzę, że moje miejsce na świecie to nie tylko przytulne M2. To także adres, pod którym właśnie jesteście.

a3

DZIĘKUJĘ!

Dlatego z tego miejsca chciałabym wszystkim Wam gorąco podziękować. Gdybyście nie dawali mi tej siły i wiary, pewnie nie byłabym tu, gdzie teraz jestem. Wszystkie wiadomości od Was, wszystkie słowa wsparcia, wszystkie te gratulacje, które od piątku nie cichną – to najpiękniejsza nagroda świata.

Ogromnie wdzięczna jestem też samemu jurorowi, którego miałam ogromną nadzieję poznać. Nie wiem, jak Wy, ale ja od dawna jestem fanką Roberta Biedronia. Niezależnie od werdyktu w konkursie, na polskiej scenie politycznej od dawna ma u mnie miejsce w ścisłym TOP3. I choć na gali go jednak nie było, to momentu jego przemówienia z ekranu nie zapomnę nigdy.

Nigdy nie zapomnę też tych wszystkich pisków, oklasków i krzyków, które rozległy się w momencie odczytywania werdyktu. To trochę tak, jak stać na najważniejszym balu w życiu, gdzie nagle z nieba zaczyna lecieć nam na głowę konfetti. To była taka malutka chwila tylko dla mnie, kiedy nic się nie słyszy i nic się nie widzi, a serce wyrywa się z piersi. Moje absolutne TOP1, jeśli chodzi o kolekcję wspomnień.

CHCIAŁABYM WAM KOGOŚ PRZEDSTAWIĆ

Na koniec jeszcze odrobina prywaty Jak widzicie na zdjęciach, na gali nie byłam sama. Był ze mną mężczyzna, który codziennie wykazuje się ogromną cierpliwością zarówno do mnie, jak i do WordPressa. Który nie wypomina mi wieczorów, spędzonych przed komputerem, bo tak samo jak mnie, tak i jemu zależy na tym blogu oraz na jego sukcesie.

Panie, Panowie – to jest właśnie Paweł. Mam nadzieję, że zgodzi się bywać tutaj częściej, a póki co, regularnie bywa bohaterem moich statusów na fejsie. Ja nienawidzę, jak on je żelki, on nienawidzi, jak ja jem chipsy. A przecież od nienawiści do miłości jeden już tylko krok!

my

aa2

PAMIĘTAJCIE: GŁOWA ZAWSZE DO GÓRY!

Natomiast dla wszystkich tych, którzy dają się zniechęcać po pierwszej porażce, przegranej czy jakiejkolwiek odmowie, mam jedną, malutką podpowiedź. Nie wolno Wam tego robić. Nie wolno, bo każda ta porażka, każda przegrana czy każda odmowa jest tylko jednym, niewiele znaczącym zdarzeniem. Jest sytuacją odwracalną i – jak to ktoś kiedyś ładnie powiedział – lokalną, a nie globalną.

Co to oznacza? Ano to, że to, nie wyszło Ci tu i teraz, nie znaczy, że jesteś beznadziejny w ogóle. Znaczy co najwyżej tyle, że to nie był jeszcze Twój czas. I chciałabym, żebyście wszyscy to sobie zapamiętali – nie tylko na te lepsze, ale przede wszystkim na te gorsze w życiu dni.

Dlatego bądźcie tu ze mną już zawsze, a w chwilach zwątpienia pamiętajcie, że każdemu z nas może się czasem nie udać. Bo gdy się w końcu uda, będzie jednak pięknie! ♥


Autorem zdjęć jest nieoceniony Krzysztof Kotkowicz.
Całą jego relację z gali możecie zobaczyć tutaj. 

Instagram