Cześć, mam na imię Asia i nie jestem bucem

Nie lubię pomidorów, śmietany, a już najbardziej – pomidorów w śmietanie. Trochę jak słynny detektyw Monk, który spośród swoich 312 fobii najbardziej bał się pszczół, mikserów, no i – wiadomo – pszczół w mikserze. Zawsze się śmiałam, że wielcy ludzie tak mają, ale mój Paweł szybko skwitował, że mają tak po prostu dziwacy.

Odkąd pamiętam, jestem dla ludzi miła. To znaczy: nie obrażam ich, nie kłócę się z nimi, uśmiecham się, witam w windzie i nawet na blogu nie rozdaję prawie nigdy banów. Ba, jeszcze rok temu nie dawałam ich wcale, bo wychodziłam z założenia, że hejter to taki smutny człowiek, którego wystarczy przytulić. No i ja ich wszystkich tak wirtualnie tuliłam, nawet gdy pisali, że mam zeza, choć nie publikowałam wtedy swoich zdjęć i nie wiedzieli nawet, jak mam na imię, a oni rzeczywiście się wycofywali i mówili, że no tak, zły dzień albo nie ta faza Księżyca i oni ogólnie przepraszają, bo jednak z moimi oczami wszystko ok.

Później niestety zaczęłam wypowiadać się na bardziej kontrowersyjne tematy i wówczas zdarzało się, że przychodziło do mnie z internetu całe zło, czy może raczej złoto, które na przykład pisało, że facet mnie zdradza, Tusk wyprał z moralności, a generalnie to mam kredyt we frankach. Wtedy musiałam wprowadzić na blogu nowy rodzaj bana, to jest ban za bycie idiotą, ale na szczęście taki egzemplarz nieczęsto mi się tutaj trafia. (Z całym szacunkiem dla idiotów, bo im też należy się swój kawałek świata).

życie bez ściemyżycie bez ściemyżycie bez ściemyżycie bez ściemyżycie bez ściemy


MÓW PRAWDĘ, MÓWILI. TAK JEST NAJLEPIEJ, MÓWILI

Oczywiście, od zawsze mówię też prawdę. To znaczy: zupełnie nie umiem kłamać. Być może dlatego, że jak byłam mała, to mi dziadkowie wmówili, że mi wtedy dym z uszu leci. I ja się tego tak panicznie wystraszyłam, że od tamtej pory nawet nie próbowałam. Dlatego jak ta głupia mówiłam rodzicom o tych wszystkich strasznych rzeczach, które lepiej przemilczeć, jak na przykład, że trafiła mi się na dyktandzie pała. A to pamiętam jak dzisiaj: czasy podstawówki, ja kujon nad kujony, błędem nawet interpunkcyjnym dyktand nie skalam, aż tu nagłe, jak obuchem w łeb, napisało mi się, że „wilk w krzakach czychał”. Pamiętam, że polonistka wtedy wypomniała mi przy całej klasie, że on czyhał raczej przez samo „h”, na co ktoś z tylnego rzędu rzucił, że to zależy, z czym czyhał.

W każdym razie: jestem miła, mówię prawdę, taka trochę siostra miłosierdzia, a trochę teletubiś. Nie zmyślam, nie kłamię, nie ściemniam, bo jak znam siebie, to zaraz bym się w tym pogubiła, a musicie wiedzieć, że zmysł orientacji to mam taki, że bez GPS-a w telefonie to się na własnym osiedlu rozjeżdżam niczym żaba na lodzie. Dlatego dołączyłam do wyzwania, w którym liczy się #ŻycieBezŚciemy. Postanowiłam, że przez tydzień będę jeszcze dosadniej mówić to, co myślę, a nie to, co wypada czy czego oczekiwaliby ode mnie ludzie i – co najważniejsze – nie będę używać do tego emotek. Po co? Ano po to, żeby nie łagodzić tego, co mam do powiedzenia, nie odwracać uwagi głupimi uśmieszkami, serduszkami czy językami. Chciałam zostawiać sam komunikat: dokładnie to, co mam do powiedzenia, i nic a nic więcej. Zero znaków, dotyczących mojego humoru, nastroju czy fajności. Po prostu słowa.

Wybrałam do eksperymentu kilka losowych osób i… mało brakowało, a wyszłaby z tego jedna, wielka katastrofa. Wszyscy reagowali tak samo: kosmicznym zdziwieniem. Pytali, co się stało, czy mam gorszy dzień, dlaczego się pogniewałam. Dlaczego jestem oschła, skąd te muchy w nosie i dlaczego ciskam w nich te swoje kropki nienawiści. A przecież to były normalne kropki! Tak kończymy zdania w języku polskim. A jednak okazało się, że ilekroć nie wstawiałam na końcu żadnej buźki, każdy odczytywał to jako atak. Chociaż byłam dokładnie tak samo miła jak zawsze i mówiłam dokładnie to samo, co powiedziałabym z buźkami, bez tego całego wyzwania.

życie bez ściemy

życie bez ściemy

życie bez ściemy

dayup

życie bez ściemy


KALI NIE DAĆ BUŹKI, KALI BYĆ ZŁY CZŁOWIEK

Wnioski? To było coś nieprawdopodobnego. To, jak sobie utrudniliśmy życie, wprowadzając te wszystkie emoty do naszej komunikacji. Okazuje się, że bez nich zupełnie zniekształca nam się przekaz. Że od razu całkiem normalne zdanie przybiera złowrogi charakter, sprawia wrażenie zimnego czy złośliwego. Spróbujcie zrobić sobie kiedyś podobny eksperyment – dla mnie to była potężna dawka szoku, bo chociaż wiedziałam, że emoty sporo nam ułatwiają, to nie sądziłam, jak wiele też komplikują. A raczej: jak wiele może komplikować ich brak. Naprawdę, tyle nieporozumień i pomyłek zdarza się chyba tylko polskiej poczcie, a i to w okresie świąt.

Ale dobra – żeby nie było, że tylko ja tu robię za eksperymentatora, to mam wyzwanie też dla Was. Jakie? DOWOLNE! To moje niech posłuży Wam jedynie za inspirację, same możecie wybrać cokolwiek innego. Wejdźcie na zyciebezsciemy.pl i określcie, czego będzie dotyczył Wasz własny Tydzień Bez Ściemy. A później opowiedzcie o swoich wrażeniach – jak wyglądało wyzwanie, co musiałyście zmienić w swoim życiu, żeby pozbyć się tej ściemy i udawania i do jakich wniosków doszłyście. Macie czas do 28 lutego.

A jest o co walczyć! Zwycięzca zgarnie 2-tygodniowy kurs językowy #EFPolska w… DOWOLNYM MIEJSCU NA ŚWIECIE! Wraz z przelotem, zakwaterowaniem i wyżywieniem. Czy to nie brzmi pięknie? Organizatorem konkursu jest DayUp, a regulamin i wszystkie szczegóły znajdziecie pod tym linkiem. Mocno trzymam za Was kciuki i już teraz życzę Wam powodzenia – tak w wyzwaniu, jak i poza nim. I na wszelki wypadek kończę wpis serduszkiem – żeby znowu nie było, że jestem jakimś bucem! ♥ ;-)



dayup

dayup

dayup

dayup

dayup

Wpis powstał we współpracy z marką DayUp

30
Dodaj komentarz

avatar
13 Comment authors
AsiaK FLady SewAniaKonstancja Orzechowska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Kinga Gajewska
Gość
Kinga Gajewska

Też kiedyś zrobiłam sobie taki eksperyment i pisałam bez buziek. Kilka osób zwróciło mi uwagę, czy wszystko ze mną w porządku i czy dobrze się czuję, bo „brzmię” tak jakoś nieswojo i smutno.
Gdybym zrobiła sobie wyzwanie pt. „Życie bez ściemy” to chyba musiałabym mówić ludziom całą prawdę i tylko prawdę oraz nie owijać w bawełnę co mi leży na sercu. Myślę, że z wiele osób mogłoby tego nie przeżyć albo śmiertelnie się na mnie obrazić. Nie wiem, czy jest sens ryzykować.

Norrie
Gość
Norrie

W miarę możliwości staram się nie używać emotek, bo „co za dużo, to niezdrowo”, choć nie unikam ich całkowicie, a jak ktoś mi napisze długą wiadomość, w której każde zdanie jest zakończone buźką zamiast kropką, to aż mnie krew zalewa.

agama
Gość
agama

A ja bym powiedziała, że sobie ułatwili życie używając emotek. W komunikacji bezpośredniej nawet ważniejsze od słów są przecież sygnały niewerbalne, mimika i gesty. Dlatego aby wyrazić swoje uczucia ludzi wprowadzili emotki. Bo słowa to za mało i nie przekazują całości komunikatu ;)

Sugarenka
Gość
Sugarenka

Przez długi czas miałam ogromny problem z komunikacją z ludźmi przez internet. Zawsze jak do kogoś pisałam to wszyscy mi jakoś tak miemilo odpisywali, albo nie chcieli pociągać tematu lub twierdzili ze jestem niemiła i czemu tyle nienawiści w tych wiadomościach… a ja po prostu nie używałam emotek, nigdy ich nie lubiłam… ale jak pisałam wszystko iście po polsku ze znakami interpunkcyjnymi to zawsze było nie tak odbierane…

Wer Pota
Gość
Wer Pota

te Day-upy z tapioką moja miłość <3

Lady Sew
Gość
Lady Sew

To skoro bez ściemy to ja też dodam coś od siebie. W tym naszym dzisiejszym świecie pełnym „tolerancji” jest okrutnie trudno być taką normalną katoliczką. Niby mieszkamy w katolickim kraju itp. itd. a weź spróbuj napisać komuś, że masz inne zdanie od niego na temat: aborcji, antykoncepcji czy po prostu powiedzieć, że nie podoba Ci się homoseksualzim, ale tolerujesz, bo przecież to też dzieci Boże, tylko inaczej patrzą na świat i miłość. Pojawia się fala hejtu, złych słów. To bardzo przykre, że ja jako bardzo tolerancyjna i kochająca ludzi osoba (w końcu to 1. nasze przykazanie) nie czuję się tolerowana… Czytaj więcej »

Ania
Gość
Ania

Kiedyś robiłam na sobie eksperyment z emotkami. Wnioski byly dokladnie takie same jak u Ciebie. Czasem jak pisze cos na szybko do Męża i nie dam emotki to od razu odpisuje mi, „jesteś na mnie zła?” hahaha tak te nasze emotki się zakorzeniły.

Marcin I businesslifemanual.pl
Gość
Marcin I businesslifemanual.pl

Ja jeszcze odczuwam pewien niepokój kiedy mam użyć emote. Oprócz uśmiechu to raczej nic mi się nie przydarza, choć i nad tym zastanawiam się dwa razy. Swoją drogą ciekawe jak będzie wyglądać życie po emotach. W sensie co ludzkość wymyśli do komunikacji? Wierzycie w ogóle w życie po emotach?? 😀😁🤣😃😄😅😎😋😊😉

Kate Cloud
Gość
Kate Cloud

Ostatnio pisałam maila do wykładowcy i tak bardzo chciałam postawić buźkę na końcu zdania, bo wydawało mi sie ono niesłychanie oschłe i niemiłe… I mnie to przeraża. I też miałam kiedyś taką sytuację, że na fejsie człowiek normalnie, po polsku kończy zdanie kropką, a rozmówca się oburza skąd ta kropka nienawiści.

K F
Gość
K F

Rany boskie… spadłam z krzesła… życie bez ściemy? Jestem miła? Blogerka, number One w agresji w stosunku do innych? Kasująca niewygodne posty, bo by ludzie spostrzegli, jakie głupoty gada, bo udaje, że jest ekspertem od każdego tematu! Do tego słowa na k** i p** na porządku dziennym na fb i blogu? niech tylko ktoś spróbuje mieć inne zdanie na jedno 5 odpyskuje… a potem po cichu usunie lub zablokuje…No zbieram sobie takie komentarze, mam już kilkadziesiąt screenów, ale to jest szczyt wszystkiego!