Jak spalić się ze wstydu, zamawiając kawę? Historia mojego największego kompleksu [+KONKURS]

Istnieje zapewne nieograniczona liczba sposobów na to, żeby upokorzyć się do cna. Można na przykład przyznać się w szkole, że jako jedyne dziecko w klasie nie płakało się po Mufasie, albo przez pół życia spotykać się z facetem, któremu iloraz inteligencji nie pozwala przejść nawet Pac-Mana. Można też wytatuować sobie tribala nad pupą albo pijać wyłącznie ciepłą wódkę. A można też nie nauczyć się nigdy języka angielskiego, bo nie. Bo skoro wszyscy się uczą, to ja jedna nie będę. Bo nie chcę, nie lubię, zarobiona jestem. Logika zgodna z postawą: „na złość mamie odmrożę sobie uszy”.

Nie wiem, dlaczego jeszcze nigdy Wam o tym nie napisałam. Może dlatego, że fakt, że nie znam dobrze angielskiego, jest moim największym kompleksem? No chyba, że wielkość wyrażamy w centymetrach, to wtedy większym będzie jeszcze nos. Natomiast prawda jest taka, że z tym angielskim zawsze wolałam iść pod prąd. W podstawówce uczyłam się francuskiego, w liceum francuskiego i niemieckiego, na studiach francuskiego i hiszpańskiego. Ba, dostałam się nawet na studia na filologię rosyjską! I może całkiem nieźle mówiłabym dzisiaj w tym jakże pięknym języku, gdyby nie to, że studiowałam tam tylko przez 1,5 godziny. A i to w niewłaściwej grupie.


KRÓTKA HISTORIA MOJEGO KOMPLEKSU

Zapytacie: jak to możliwe, żeby w 2019 roku nie znać angielskiego? Ano możliwe. To nigdy nie była kwestia lenistwa, bo ze wszystkich języków, jakich się uczyłam, miałam znakomite wyniki. Brałam udział w konkursach i olimpiadach, pisałam w nich referaty na kilkanaście stron. Co więcej, ja uwielbiałam uczyć się języków obcych! Natomiast w czasach, kiedy chodziłam do podstawówki, angielski nie był jeszcze tak ważny. Nikt nie wiedział, że za chwilę jego znajomość będzie traktowana za pewnik, ani że ktokolwiek w Polsce będzie rekrutował w nim pracowników. A później to już nie było czasu, ochoty, inne języki wydawały mi się o niebo ciekawsze, a i prawda jest taka, że w żadnej pracy angielski nigdy nie był mi specjalnie potrzebny. A jeśli był, to wystarczyło odpalić Google Translatora.

W czym zatem problem? Ano w tym, że czuję się jak ostatnia sierota. Że jak jedziemy na wakacje, to mój facet musi składać za mnie zamówienia w knajpach – nawet, jeśli chodzi o głupią kawę. A że jak ktoś mnie zaczepia na ulicy, to wzruszam ramionami. I nawet nie dlatego, że angielskiego nie znam zupełnie – bo nie mam problemu ze zrozumieniem ani słowa pisanego, ani mówionego. Przynajmniej na takim codziennym, mało specjalistycznym poziomie. Ale żeby się samemu odezwać? Nie ma raczej opcji. Wstydzę się, boję, a na twarzy mam od razu rumieńce. Dlatego dziś Wam pokażę, jak rozwiązać ten problem. I to bez zaginania czasoprzestrzeni, wpasowując naukę w swoją codzienność i ucząc się zaledwie kwadrans na dobę.


Nauka angielskiego online

Nauka angielskiego online


NAUKA ANGIELSKIEGO ONLINE: CO MUSISZ WIEDZIEĆ?

Ktoś powie: ok, to dlaczego teraz tego nie nadrobisz? Przede wszystkim, nie mam kiedy. Jak się ma pracę, małe dziecko i masę innych zobowiązań, to naprawdę brakuje czasu na sen. Po drugie, nie mam też specjalnie ochoty, bo jak już w końcu mam wolny wieczór, to wolę słuchać angielskiego w wykonaniu Doctora Who, niż arcynudnego lektora. No i po trzecie, nie mam śmiałości. Bo serio, już próbowałam – i prywatnych korepetycji, i zajęć w szkołach językowych, w grupach. Ale to jak z kochaniem się w chłopakach z Backstreet Boys – nigdy nie wypaliło. Dlatego kiedy odezwał się do mnie eTutor, pomyślałam, że to idealna opcja dla takich tchórzy, jak ja. Czyli takich, którzy chcieliby się albo podszkolić, albo i od podstaw nauczyć języka.

A czym takim jest eTutor? To najpopularniejsza platforma do samodzielnej nauki angielskiego przez internet. Do tego polska i – co tu dużo mówić – naprawdę przystępna cenowo. Nie musisz więc drżeć ani o wakacje na Krecie, ani nawet o swoją świnkę skarbonkę. Kursy są tanie, a poza portfelem, nie zrujnują Ci także psychiki. Zapomnij o zakuwaniu godzinami – wysupłaj z grafiku choć kwadrans. Ja chciałam przetestować kurs pod podstaw i dzięki temu całkiem zacnie się nawet podbudowałam. Zwłaszcza, kiedy rozwiązywałam testy nie w 10 szacowanych minut, ale w 56-58 sekund. To jest taka radość, że kolejna lekcja właściwie sama Ci się odpala!


Nauka angielskiego online Nauka angielskiego online


DLACZEGO WŁAŚNIE ETUTOR?

Oczywiście, kursów jest tutaj masa. Od angielskiego na poziomach od A1 do C2, przez Travel English i Business English, aż po lekcje specjalne. A tam to dopiero dzieją się cuda! Znajdziemy wśród nich takie tematy jak m.in. Hollywood, street art, świat superbohaterów, Halloween, studenckie życie czy… królewski ślub. Czyli nie tylko przyswajamy słownictwo z wybranej przez nas, całkiem oryginalnej dziedziny, ale i dowiadujemy się naprawdę ciekawych rzeczy. Na przykład tego, od ilu lat królowa Elżbieta zasiada na tronie i jakie starodawne słowa zawiera przysięga małżeńska, jaką składali sobie Książę Harry i Meghan Markle.

Ale także te codzienne lekcje są super. Materiał do przyswojenia jest zawsze krótki, wszystko wytłumaczone wręcz łopatologicznie i utrwalane za pomocą świetnych, mocno zróżnicowanych ćwiczeń. Od komiksów i czytanek, przez dialogi, aż po testy i uzupełnianie luk w zdaniach. Wszystko zobaczycie zresztą na zdjęciach pod tym tekstem. Tzn. nie wszystko – raczej mały wycinek, bo gdybym chciała pokazać wszystko, ten tekst byłby jakimś rekordowym tasiemcem. Wniosek natomiast jest taki: jeśli korci Was nauka angielskiego, to to najlepszy sposób, żeby jej wreszcie spróbować.



ANGIELSKI BEZ OBCIACHU? DA SIĘ!

Wiecie, co dotąd mnie zniechęcało? To, że samodzielna nauka angielskiego wymaga samodyscypliny, której mnie niestety brakuje. Z kolei na korepetycjach, w układzie 1:1, nie ma żadnej adrenaliny. Ani odrobiny rywalizacji. Jak człowiek chce, to coś powie, jak nie, to nie. Jak chce, to rozwiąże ćwiczenie, jak nie, to nie. A tutaj? Okazuje się, że eTutor świetnie rozwiązał ten problem, opierając swoją platformę o grywalizację. Za każdą wykonaną lekcję czy kolejny dzień nauki z rzędu dostaje się wirtualne monety, za które można kupić m.in. te specjalne lekcje albo super nagrody. A za kolejne osiągnięcia dostaje się kolejne tytuły: od śmiałka i kolekcjonera, przez obieżyświata, aż po perfekcjonistę czy agenta specjalnego. Słowem: są emocje, jest zabawa! Jeśli więc dotąd kurs angielskiego online jawił Wam się jako nuda nad nudami, to koniecznie musicie to sprawdzić!

Co więcej, za mną naprawdę sporo lekcji i nie znalazłam ani jednej rzeczy, do której można by się przyczepić. A już lekcje o „Avengersach” stopiły moje serduszko skuteczniej, niż te warszawskie upały. No wyobrażacie sobie, że uczycie się angielskiego nie na podstawie historii oklepanej już Ali i jej kota, ale Hulka i Thora? Naprawdę, jeśli nie wierzyliście, że można uczyć się przez zabawę, to koniecznie ich sprawdźcie. Wejdźcie na stronę etutor.pl i wykonajcie test powitalny, który powie Wam, na jakim etapie powinniście zacząć naukę. Nie bądźcie jak ja, nie czekajcie na to 33 lat! No chyba, że wolicie nadal surfować sobie po falach życia ze swoimi językowymi kompleksami. Ja w te wakacje mam szczerą nadzieję zapomnieć, że kiedykolwiek istniały!


Nauka angielskiego online


KONKURS DLA WAS!

Macie na swoim koncie jakieś przypałowe, językowe historie? Mogą być związane z angielskim, niemieckim, polskim, migowym i jakim tam jeszcze językiem chcecie! Może coś źle powiedzieliście, coś przekręciliście, kogoś fatalnie nie zrozumieliście? Koniecznie nam o tym opowiedzcie!

A naprawdę warto, bo do wygrania jest aż 5 pakietów kursów językowych eTutor angielski oraz eTutor Travel English z 2-miesięcznym abonamentem. Dzięki temu nie tylko za darmo sprawdzicie sobie taki model nauki, ale też podszkolicie własny angielski ♥

Na Wasze odpowiedzi czekam tutaj, w komentarzach pod tym wpisem, do końca przyszłego wtorku, czyli do 25 czerwca, do godz. 23:59. A już w czwartek 27 czerwca opublikuję wyniki. Powodzenia!

I pamiętajcie, że nauka nie wymaga miliona roboczogodzin ani dzikich pieniędzy.

Wymaga przede wszystkim dobrego podejścia i konsekwencji ;-)


WYNIKI KONKURSU

Kochani! Bardzo Wam dziękuję za udział w konkursie i jak zwykle żałuję, że nie mam więcej nagród do rozdania! Wszystkie Wasze odpowiedzi były cudne, przy niektórych nie dało się nie zaśmiać aż na głos, ale zasady to zasady, więc dziś nagrody zgarniają:

Paulina – za jej pierogowy trening

Natalia – za uśmiercenie przyjaciół 

Ania – za uroczych Francuzów i dyplomację przy powitaniach

Edyta – za tę brew, uniesioną z pogardą

druga Edyta – za oferowanie ludziom problemów ;-) 

Zwyciężczyniom serdecznie gratuluję! Napiszcie do mnie proszę wiadomości na adres: joanna.pachla@gmail.com, a powiem Wam, co dalej!

Nauka angielskiego online


JAK WYGLĄDA NAUKA?

ŁAPCIE TROCHĘ ZDJĘĆ:



etutor


etutor


etutor


etutor


etutor


etutor


etutor etutor etutor nauka angielskiego nauka angielskiego

Wpis powstał we współpracy z platformą językową eTutor

Zdjęcia: Martyna Tola Piotrowska

137
Dodaj komentarz

avatar
129 Comment authors
NataliayasminsmellAsiaWeźNieHejtujJustyna Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Anna
Gość
Anna

Nie jest to może wtopa życia ale znajomi mieli ze mnie ubaw do końca dnia..Siedzieliśmy w restauracji i Pani kelnerka przyszła po zamówienie. Było zimno i okropnie więc zamówiłam herbatę- „richmonta”. Na co ona :Ma Pani na myśli RICZ MAUNT? .. Generalnie poczułam się jak debil..

A z angielskim mam tak jak Ty..i to smutne bo to jest czas gdy powinnam zmienić pracę by utrzymać zdrowie psychiczne a angielski nie do przejścia.
Mogę pisać,czytać i słuchać – jest ok. Jak ktoś do mnie mówi,nawet znajomy znajomych na piwie- koniec.
Tak że pozdrawiam :):*

Sandra
Gość
Sandra

Byłam z mężem i moimi rodzicami na wyjeździe, przepiękna Madera, śniadanie, podchodzi kelner i pyta Nas – tea or coffe ?
Ja z uśmiechem odpowiadam
– tea
On pyta Nas ile a ja na to : four tea
Kelner ogromne oczy, zbladł i jeszcze raz pyta ile bo nie wierzy
Ja nie wiem o co chodzi, zamówiłam 4 herbaty
On zamiast four tea – cztery herbaty zrozumiał forty – 40! Był przekonany, że zamawiam 40 herbat ?

Monika
Gość
Monika

Kiedyś na angielskim nauczyciel pytał ze słówek. Uparcie mówiłam whore (dziwka) zamiast horse (koń). Tak się zestresowałam, ze nie potrafiłam wymówić horse i non stop powtarzałam whore whore whore ?‍♀️?‍♀️

Paulina
Gość
Paulina

Na maturze napisałam bitch zamiast beach :D