7 momentów, w których Twój szef nie ma racji. Bo na przykład pomylił epoki

Niby wehikułu czasu wciąż nie wymyślono, a jednak polscy pracodawcy ze swoim myśleniem potrafią teleportować się gdzieś do minionych wieków. Bywają roszczeniowi, skąpi, niegrzeczni i niepoważni, a do tego znają siedem magicznych zdań-kluczy, którymi myślą, że zamkną Ci w głowie wszystkie drzwi – a już zwłaszcza te, prowadzące do marzeń o podwyżce, awansie i godnym życiu. No więc, nie.

Zobacz 7 zdań, po usłyszeniu których powinna Ci się zapalić w głowie czerwona lampka.
A później po prostu uciekaj:

1. Pracuje się dla ludzi

Jasne, że fajny, zgrany zespół to totalna podstawa i nie wyobrażam sobie pracować w innym, natomiast możemy traktować go co najwyżej jako bonus do wynagrodzenia, nie zaś jego część. Tak samo jest z opieką medyczną, kartą na obiekty sportowe, zniżkami na kulturę i świeżymi owocami, jakimi firma regularnie Cię pasie. Pewnie, że są to przemiłe dodatki, ale – no właśnie – dodatki! Nie zrobisz dzięki nim żadnego kroku w przód, nie kupisz mieszkania, nie zobaczysz świata. Jeżeli więc zarabiasz grosze, a Twój szef twierdzi, że przecież pracujesz tutaj dla ludzi, odpowiedź krótko i mocno: w piecu ludźmi się nie napali.

2. Masz pracować z poczuciem misji

To jedno z najzabawniejszych stwierdzeń, z jakimi spotykałam się w różnych miejscach pracy – zwłaszcza w typowych korporacjach. Nieważne, czy byłam dziennikarką czy choćby kelnerką, zawsze swoją pracę miałam wykonywać z poczuciem misji. No więc: nie. Pracę ma się wykonywać z zaangażowaniem, sumiennie, rzetelnie, na czas. Ma być dobrze i zgodnie z oczekiwaniami, przy zachowaniu wszelkich wymaganych standardów. Natomiast, na litość boską, nie mylmy tego z misją. Jeżeli wypruwasz z siebie flaki, żeby Twój prezes mógł kupić jacht albo Porsche, to to nie jest misja. Jeżeli zarabiasz najniższą krajową, chociaż siedziba Twojej firmy skrzy się brokatem, to to nie jest misja. Misja jest wtedy, jak jedziesz do Afryki i budujesz studnie albo wyprowadzasz po godzinach psy ze schroniska.

3. Klient nasz pan

Pan to był biały na polu bawełny, dzisiaj wyrośliśmy już z tych fatalnych czasów. Jeżeli pracujesz w obsłudze klienta, to na pewno wiesz, jakimi baranami potrafią być ludzie. Jeżeli klient obraża Cię, szydzi z Ciebie, podważa Twoje kompetencje bądź jest w jakikolwiek sposób agresywny, nie pozwalaj mu na to – bez względu na to, co pisali w książeczkach instruktażowych i co powie na to Twój szef, kiedy już zobaczy nagranie z monitoringu. Praca pracą, ale jeśli raz dasz się upokorzyć, to wspomnienie będzie z Tobą już do końca życia. A jeśli Twój szef uważa inaczej, to niech szasta przed chamami własnym, a nie Twoim honorem.

4. Chcesz, to się zwolnij

Bo przecież przyjdzie za Ciebie ktoś inny, pewnie młodszy i mniej doświadczony, za to z o połowę niższymi oczekiwaniami. Ok, rzeczywiście, to się może zgadzać, jeśli nie patrzymy dalej niż za rubryki Excela. Ale teraz zastanówmy się: ile czasu i pieniędzy kosztuje przeprowadzenie procesu rekrutacji? Ile czasu i pieniędzy kosztuje wyszkolenie nowego pracownika? Po ilu tygodniach, miesiącach lub latach osiągnie on podobną biegłość w temacie i wyniki, co Ty?

Może Twój szef zaoszczędzi pieniądze, zatrudniając studenta, ale straci świetnego pracownika, który powinien być u niego na wagę złota. Natomiast to jest jego problem, nie Twój. Jeżeli Twój szef bez cienia zażenowania rzuca tekstami w stylu: „chcesz, to się zwolnij”, „nie pasuje, to wypierdalaj”, czy „możesz odejść, na Twoje miejsce znajdzie się 20 młodszych”, to… po prostu, trzaśnij mu drzwiami przed nosem. On już jest głupcem. Ty będziesz głupcem dopiero w momencie, kiedy przy nim zostaniesz.

5. Przecież i tak zarabiasz dużo

Ile to jest dużo? Dużo to jest wtedy, kiedy ktoś nosi po pięć pierścionków na jednym palcu, dużo jest też wtedy, kiedy jesteś sam i zamawiasz dla siebie kubełek 30 skrzydełek w KFC. Dużo włosów ma Magda Gessler i dużo w biodrach Kim Kardashian. Duży w końcu może być słoń. Natomiast Twoja pensja ma być adekwatna do Twojego stażu pracy, wyników i umiejętności, a także warunków, panujących w branży. I nie daj się złapać na tekst „przecież i tak zarabiasz najwięcej ze wszystkich” – bo jeżeli wszyscy zarabiają chujowo, to dla Ciebie nie jest to żaden sukces, a dla Twojego szefa powinien to być wstyd.

6. Firmy nie stać na podwyżkę

Jeżeli pracujesz w firmie, która co roku notuje wzrosty, a na tak zwanych bankietach bądź wyjazdach integracyjnych z dumą mówi o Waszym kolejnym sukcesie, to jak może nie być jej stać na podwyżkę? Rosną ceny wszystkiego i to, że co roku powinniśmy zarabiać więcej nie wynika z naszej roszczeniowości czy z tego, że na nowym telefonie wygodniej łapie się Pokemony. To jest po prostu konieczność. Nie dostając podwyżek, nie rozwijasz się. A przecież niemal całe życie spędzamy w pracy, więc to całkowicie normalne, że z roku na rok powinno nam się żyć coraz lepiej. A jeśli od czasów ukończenia liceum żyjesz od pierwszego do pierwszego, podczas gdy Twój szef po raz siedemnasty raz w roku urządza sobie wakacje w Egipcie, to coś tu jest mocno nie halo i nie ma sensu się na to godzić. 

7. Ciesz się, że w ogóle masz pracę

I jeszcze całuj pana po nogach. No więc, nie. Czasy się zmieniły i dziś mamy czasy nie pracodawcy, a pracownika. Od lat przyglądam się procesom rekrutacyjnym w kolejnych firmach i jednocześnie biorę udział w różnych rekrutacjach. Wnioski są proste: dziś narzeka się nie na brak pracy, a na brak pracownika. Znaleźć osobę kompetentną, uczciwą, lojalną i jeszcze doświadczoną naprawdę nie jest łatwo. Natomiast znaleźć pracę za jakiekolwiek pieniądze da się w każdym większym mieście.

O ile nie jesteś więc prezesem banku, szefem sprzedaży ani dyrektorem kreatywnym, to nie pozwalaj swojemu szefowi, aby samo trwanie u jego boku kazał Ci odtrąbić Twoim największym życiowym sukcesem. Tym bardziej, że on nie daje Ci tych pieniędzy za darmo – daje Ci je za Twoją ciężką pracę. Za godziny Twojego życia, za wyniki, które mu przyniesiesz. Nie tylko jemu należy się więc szacunek, że Ci tę pracę daje, ale także Tobie, że dobrze ją dla niego wykonujesz.


A Wy, jakie macie doświadczenia z własnymi szefami? Chętnie poznam co ciekawsze historie!


fot. gratisography.com
Subscribe
Powiadom o
guest
27 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
OlgaEs

Dwa pierwsze punkty odhaczone, ale nie w firmach, gdzie czerwony dywan gryzł po oczach, a samochód szefa wkurwiał. Każdy, z szefami włącznie, miał totalną zajawę i hajsu trochę, ale to trochę było bliżej trochę mało niż trochę dużo, więc jakoś dało się na to oko przymknąć. Punkt szósty to już inna firma i jak ja wtedy byłam smutna. Właściwie to nie doszło do zatrudnienia, wszak okazało się, że chcąc pracować w portalu ogólnopolskim z hajsem tak bardzo wielkim, że w moim mieszkaniu, piwnicy i garażu by się nie zmieścił, mogę liczyć na umowę o dzieło, brak telefonu i laptopa, brak… Czytaj więcej »

Hreindyr

Miało to miejsce po tym jak 2 tygodnie po umówionym terminie nie otrzymałem wynagrodzenia (za umowę o dzieło, bo ogólnopolskiej szkoły językowej „nie stać” na inne formy zatrudnienia). Gdy po raz kolejny pojawiłem się z pytaniem o zaległy przelew, usłyszałem: „czemu pan tak codziennie przychodzi? Przecież panu tych pieniędzy nie zabiorę”. Fakt faktem, nie zabrała, acz wypłaciła niemal miesiąc po terminie. Próby zaangażowania w sprawę paru instytucji pokazały, że „skoro pan ma jakąkolwiek umowę, to się panu nie dzieje żadna krzywda. Było nie podpisywać.”. I tak oto przestałem być lektorem języka angielskiego. Kolejny pracodawca, czyli PKP był całkiem fajnym miejscem… Czytaj więcej »

Ula

Spotkałam się z podobną sytuacją, jeśli chodzi o języki. Trzeba bardzo uważać na oferty, w których jest napisane, że znajomość języka X to dodatkowy atut albo że jest to mile widziane. Prawdopodobnie pracodawca nie uwzględni znajomości tego języka w wysokości wynagrodzenia. W moim przypadku pracowałam przez półtora roku z językiem fińskim i wynagrodzeniem adekwatnym dla osoby pracującej na takim stanowisku z językiem angielskim.

xpil

Dobrze napisane. Ja już dawno odkryłem, że nie warto wypruwać sobie flaków w pracy i to niezależnie od tego czy jest się dobrze opłacanym, czy nie. Zmieniałem pracę już z piętnaście razy i tylko w trzech lub czterech przypadkach to pracodawca wyszedł z inicjatywą rozwiązania umowy, w pozostałych po prostu łapałem potencjalnie lepszą okazję (czasem okazywało się to kiepskim pomysłem, ale na ogół działało OK). Znam też ze swojego bezpośredniego otoczenia sytuacje, w których pracownik domagający się podwyżki był regularnie ignorowany dopóki nie złożył wypowiedzenia – i wtedy nagle w cudowny sposób znajdował się dodatkowy budżet na podwyżkę ;) Wychodzę… Czytaj więcej »