Jak o siebie dbać? Krótki kurs bycia własnym pilotem

Zła wiadomość jest taka, że czas leci. Dobra wiadomość jest taka, że Ty jesteś pilotem.

Michael Altshuler

Dajemy się na to nabrać każdego dnia. Każdego roku. Bez względu na datę, jaką aktualnie wskazuje kalendarz, Ty wiesz jedno – dzisiaj, właśnie dzisiaj masz morze obowiązków do wypełnienia. Właśnie dzisiaj jest ten dzień, kiedy wszystko powinno być zrobione na wczoraj, a Ty wiesz, że innego jutra nie będzie. Tym sposobem jesteś jak grupa nastolatków z „Power Rangers”, która za pomocą przycisku na cudownym zegarku są w stanie zagiąć czasoprzestrzeń. Z tą jedną różnicą, że Ty nie masz machiny do teleportacji. Ty po prostu zapierdalasz jak pies, który całe życie próbuje złapać własny ogon.

KIEDY ROBISZ WSZYSTKO, COŚ MUSISZ ROBIĆ ŹLE

Jest takie piękne powiedzenie, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Tak samo jest z człowiekiem. Możesz próbować być pracownikiem roku, matką roku, żoną roku, przyjaciółką roku, kucharką roku i perfekcyjną panią domu w jednym, ale w efekcie będziesz tylko wrakiem roku. Bo robiąc absolutnie wszystko i wypruwając sobie żyły na każdym kroku, wcale nie sprawiasz, że świat jest lepszy.

Może momentami niektórzy jego uczestnicy są dzięki Tobie bardziej zadowoleni. Ba, może nawet bardziej szczęśliwi (jeśli Twoje wyniki w pracy przekładają się na nowy jacht Twojego szefa, to nie dziwota, że uśmiecha się do Ciebie jakby życzliwiej). Tylko nie zapomnij sobie zadać gdzieś w tak zwanym międzyczasie jednego, kluczowego pytania. Czy w tym wszystkim szczęśliwa jesteś także Ty.

Niestety, zwłaszcza my, kobiety, mamy obrzydliwą skłonność do dbania o wszystkich wokół, tylko nie o siebie. I nie, nie mówię, że jesteś zaniedbana. Doceniam to, że nie masz tłustych włosów, starannie robisz każdego ranka makijaż, a na Twojej nowiutkiej garsonce nie znajdzie się ani pyłek kurzu. Że starasz się żyć zdrowo, przynajmniej raz na jakiś czas odwiedzasz kosmetyczkę i gdzieś z tyłu głowy masz nawet myśl, żeby zapisać się od nowego miesiąca na fitness. Natomiast utrzymywanie swojego ciała i garderoby w miarę względnym porządku, dalekie jest od tego, co nazywamy dbaniem o siebie.

CO TO ZNACZY: DBAM O SIEBIE?

To znaczy: jestem dla siebie najważniejsza i zawsze staram się mieć dla siebie czas. Nie „mam”, bo wiadomo, że różnie w życiu bywa, ale właśnie to „staram się”. Bo zależy mi na mnie samej i wiem, że innego życia nie będzie. Że to, co zrobię ze sobą tu i teraz, jest jedną, niepowtarzalną okazją, którą wykorzystuję podczas wszystkich swoich dni, ruchów, decyzji. Że nie uda mi się kolejny raz świętować swoich 18. urodzin, 30. urodzin, 50. urodzin. Że każdy mój dzień mogę przeżyć tylko raz i powinnam stanąć na głowie, żeby każdy rzeczywiście miał sens.

A jak to wygląda w praktyce? Jak Donatella Versace po kolejnym botoksie, czyli tak, że aż chce się ukryć w rękach twarz. Jesteśmy jak chomik, codziennie pędzący w swoim kołowrotku, któremu od czasu do czasu ktoś popuka w szybkę. Bierni, wykonujący polecenia, cieszący się na każdy przejaw zainteresowania – nawet, jeśli to tylko garstka czystych trocin albo średnio świeża marchewka. Robimy wszystko, byle tylko ktoś zechciał nas pogłaskać – bez względu na to, czy to nasz szef, facet czy matka.

Jednocześnie mamy wrażenie, że wszystko gna, że doba stała się nagle wartością kurczliwą i z dnia na dzień mamy jej jakby mniej. A przecież, jak ładnie napisał to już Tołstoj, to nie czas się spieszy, to my nie nadążamy. Nie dlatego, że jesteśmy źle zorganizowani, nieudolni czy po prostu głupi. Ale dlatego, że naszą sprężynę ktoś nam regularnie podkręca.

Sorry, ale żyjemy w czasach, kiedy wszystkiego chce się szybciej i więcej. Wierzymy, że musimy dużo pracować, żeby dużo zarabiać, żeby dużo wydawać, a najlepiej brać do tego kredyty, żeby móc wydawać jeszcze więcej i jeszcze więcej pracować, żeby na nie zarobić. I tak do urzygu – do pierwszej depresji, nerwicy, zawału. Albo zwyczajnego padnięcia na twarz.

TEORIA PIĘCIU MINUT

Tymczasem jest taka piękna teoria pięciu minut, o której Tomasz Kot mówił w wywiadzie dla Gazety Wyborczej. „Żeby chociaż tyle mieć codziennie dla siebie. Pięć minut to nie jest wiele. Przez pierwsze dwie minuty nie ma problemu z podsumowaniem dnia. Byłem tu i tam, spotkałem tego i tamtego, ale dalej jest przestrzeń, w której może się wyświetlić coś sensownego – czy czegoś nie spieprzyłem, czy nie powiedziałem za dużo albo za mało. Chodzi o to, żeby spać spokojnie, mieć czyste sumienie. To chyba tworzy całość życia, nie”?

Pięć minut. Nie na pomalowanie paznokci, wyprasowanie bluzki, odcinek ulubionego serialu czy telefon do przyjaciółki. Pięć minut wyłącznie dla siebie. Żeby dopuścić do siebie własne myśli, rozterki, problemy, wątpliwości, refleksje. Zwłaszcza te ostatnie mocno wszyscy zaniedbaliśmy. Zapomnieliśmy, że zdolność do autorefleksji jest jedną z największych możliwości człowieka.

Codziennie w pracy realizujemy cele, analizujemy dane, wypełniamy kolejne tabele Excela. Umiemy to wszystko, jeśli rzecz dotyczy zewnętrznego projektu. A podobnym projektem powinno być także wyprowadzenie na prostą samego siebie. Taka zwykła umiejętność podsumowania swojego dotychczasowego życia i odpowiedzenia sobie na pytania: w jakim jego momencie teraz jestem? Czy wszystko jest tak, jak powinno/tak, jak bym tego chciał? Czy jestem z człowiekiem, z którym naprawdę chcę być? I czy sam jestem człowiekiem, jakim chciałbym być?

NIE MA CZASU, NIE MA PROBLEMU

Janusz Leon Wiśniewski w „Samotności w sieci” napisał jedno z najgenialniejszych zdań na świecie. Że samotnym jest się wtedy, kiedy się ma na to czas. I nie, to nie są słowa, wymierzone w stronę singli. Samotnym człowiekiem może być równie dobrze świeżo upieczona żona, matka trójki dzieci czy nastolatek, który ma dwa tysiące znajomych na fejsie. Bo samotność nie dzieje się na zewnątrz, ona dzieje się w głowie. Tylko żeby to pojąć, trzeba mieć na to czas. Choćby tych śmiesznych pięć minut z okrągłej doby, aby pomyśleć, czy wszystko jest ok, a jeśli nie – to co i dlaczego poszło w naszym życiu nie tak?

I jasne, że pięć minut na podsumowanie życia to zdecydowanie za mało. Tylko tutaj działa znana Ci pewnie metoda małych kroczków. Nikt nie każde Ci brać w pracy dwutygodniowego urlopu i jechać na warsztaty medytacyjne gdzieś do dalekich Indii, ani nawet wychylać nosa z domu w poszukiwaniu najbliższego kursu uważności. Nie potrzebujesz też dziesięciu amerykańskich poradników ani nawet jednego polskiego coacha.

Jedyne, co musisz mieć, to świadomość, co jest dla Ciebie ważne. A ważna powinnaś być Ty. Dlatego daj sobie czas, zaczynając od tych banalnych pięciu minut dziennie. Kto wie, może wkrótce uda Ci się wygospodarować z tego pełną godzinę?

CHWYĆ ZA STER

I nie, nie będę tu podawać kolejnego miliona złotych rad, jak o siebie dbać. Jesteś dużą dziewczyną i pewnie naczytałaś się już o tym, że powinnaś zdrowo jeść, odpowiednio długo się wysypiać, znaleźć czas na aktywność fizyczną i równowagę psychiczną, ale wszystkie wiemy, jak to w praktyce wygląda. Próbowałaś przejść na dietę, ale obecnie jesteś na trzech, bo jedną się nie najadasz. Słyszałaś, że półgodzinna drzemka to samo zdrowie, więc jak już dorwiesz się do kanapy, to z rozmachu robisz sześć naraz, a na osiągnięcie komfortu psychicznego masz za mało środkowych palców i niewystarczająco pojemną dupę. W efekcie jesteś tak szczęśliwa, że Twój widok potrafi wystraszyć nawet listonosza.

Dlatego naucz się wreszcie trudnej sztuki odpuszczania i zamiast wiecznie robić wszystko dla wszystkich (tudzież dla pieniędzy, uwagi, zainteresowania, miłości), zrób coś wreszcie dla siebie. Jak mówi motto z nagłówka: Zła wiadomość jest taka, że czas leci. Dobra wiadomość jest taka, że Ty jesteś pilotem.

I to nie automatycznie zaprogramowanym, jak ten od telewizora. Ale tym, dla którego nawet niebo nie jest żadnym limitem i który wie, że jak odpowiednio chwyci za ster, to choćby jutro może sięgnąć gwiazd.


A jeśli macie ochotę zrobić sobie niespodziankę i wygrać Kindle’a, to zapraszam do konkursu, jaki organizujemy razem z T-Mobile. Zadanie jest proste, nagroda cudna, więc nie ma na co czekać!

kindle


fot. William Hook/unsplash.com

Instagram