Czy warto studiować? Moje wnioski po 14 latach

Minęło jakieś 14 lat od momentu, kiedy pierwszy raz złożyłem dokumenty na uczelnię wyższą – chciałem mieć magistra na półce, rodzice chcieli mieć magistra w domu, a pracodawca finalnie szukał taniej siły roboczej albo doświadczenia i w dupie miał dyplom. Zarówno na początku mojej kariery zawodowej, jak i na jej dalszych etapach. Dlatego dziś zapraszam na kilka refleksji o tym, czy warto studiować, o moich sukcesach i porażkach oraz o tym, czemu na studia nie można napalać się jak Janusz Korwin-Mikke na próg wyborczy.

Tytułem wstępu chciałbym nadmienić, że nigdy nie byłem kujonem. Zdolny, ale leń – tak bym siebie określił. Podstawówka to oczywiście same czerwone paski. Ciężko było o inny wynik, kiedy miało się matkę jako nauczycielkę i wychowawczynię jednocześnie przez 4 ostatnie lata edukacji podstawowej. Potem LO i hulaj dusza, piekła nie ma – inne miasto, inne środowisko, brak kontroli, wiele pokus. Średnia z mocnego 5.0 zjechała na naciągane 3.0, a liczba nieusprawiedliwionych godzin dochodziła do maksimum tolerowanego przez dyrekcję. Lekko nie było, ale ktoś musiał utrzymywać lokalną kafejkę internetową oraz zasilać niechlubną tablicę rekordzistów w absencji.

To, co dobre, szybko się jednak kończy. Trzy lata minęły w ekspresowym tempie. Przyszedł ostatni rok oraz chwila na otrzeźwienie – co w dobie osiemnastek i studniówek proste nie było. Musiałem podjąć pewne decyzje oraz liczyć się z ich konsekwencjami. Jak to wygląda z perspektywy czasu, po 14 latach?

CZY WIEDZIAŁEM, CO CHCĘ W ŻYCIU ROBIĆ?

Nie, i puchar dla tego, kto w wieku 18 lat wie, czym chciałby się zajmować przez resztę życia. Jasne, są ludzie, którzy rodzą się z powołaniem. Do bycia adwokatem, lekarzem, programistą czy księdzem. Znakomita większość nieszczęśników stoi jednak na rozstaju dróg, drapiąc się po głowie lub tyłku i ambitnie myśląc, które mniejsze zło wybrać.

Ze mną było podobnie. Chciałem być ekonomistą, bo wydawało mi się, że lubię liczyć. A na ekonomii – wiadomo, dużo dziewczyn, na pewno poznam przyszłą żonę. A nawet, jeśli nie, to od kochanek się nie opędzę. No i – co ważne – rodzice twierdzili, że praca dla księgowego zawsze będzie. Bo dla programisty to podobno już się kończą etaty – tak przynajmniej słyszeli w telewizji.

Na ekonomię się nie dostałem. Spadłem na listę rezerwową, z której wybrałem mocno zbliżony do ekonomii kierunek – fizykę… Dwa lata zajęło mi uczenie się rzeczy, których już nie pamiętam, na przedmiotach, których nazwy podniecałyby tylko dziewczyny z „Big Bang Theory”. No, może poza Penny, którą podnieca muskulatura, ale tej nie dorobiłem się na laboratoriach, podobnie jak dobrych ocen. Czy choćby poprawnych wyników badań. A na drugim roku nawet o obecności było już ciężko.

Po epizodzie na UMCS wróciłem na pół roku do domu, przemyślałem sporo rzeczy i doszedłem do wniosku, że studia dzienne nie są dla mnie. Chciałem pracować i skończyć jakiś praktyczny kierunek – taki, po którym będę miał pracę na zawołanie. Chciałem się uniezależnić i jak najwcześniej zacząć zdobywać doświadczenie w zawodzie. Wylądowałem na Politechnice Warszawskiej, na zaocznym transporcie.

I co się okazało? Ciężko było pracować po osiem godzin, dojeżdżać dwie, uczyć się we współdzielonym mieszkaniu, a weekendami zaliczać imprezy i zajęcia. Trzy lata godziłem wszystkie aktywności, aż pewnego dnia dałem sobie spokój. Oczywiście, obiecywałem sobie, że wrócę, jak tylko trochę się u mnie uspokoi. Dziś jestem już ojcem, za chwilę biorę ślub, obowiązków mam o wiele więcej. Tamten czas był więc jednak tym spokojnym, tylko studiowanie nie było widocznie priorytetem.

Dziś zajmuję się rzeczami, które nie mają najmniejszego związku z dwoma powyższymi kierunkami studiów. I to dziś wiem, że chcę robić właśnie to, i w tym jestem dobry. 14 lat temu wiedziałem, że dobrze jest w życiu robić coś, w sumie cokolwiek.

Dlatego jeśli nie wiecie, czym chcecie się zająć, to naprawdę – nie jesteście z tym sami. Masa Waszych rówieśników też nie wie. Przekonacie się o tym za kilka lat, na kolejnym spotkaniu klasowym, kiedy okaże się, że większość z Was nie pracuje w zawodzie. Bo nie ma miejsc, bo ktoś się nie nadaje, bo zmienił się rynek pracy, bo ktoś inny znalazł nowe powołanie… A największy głąb klasowy jest najlepiej opłacanym programistą w mieście.

Spokojnie, to nic strasznego – przed Wami ważny okres. Ale on ma Was kształtować, a nie definiować na starcie. To nie wstyd w wieku 18 lat nie wiedzieć, czego się chce. Wstyd to w wieku 40 lat robić to, czego się nienawidzi. Dzień w dzień, tydzień w tydzień, rok za rokiem.

CZY MUSIAŁEM IŚĆ NA STUDIA?

Musiałem. Czasy były inne i rodzice wywierali na mnie mocną presję. Ja sam na siebie też nie miałem pomysłu. Ekonomia była głosem rozsądku. Fizyka jego zaprzeczeniem. Wszystko jednak traciło na znaczeniu, kiedy wyobrażałem sobie życie poza domem, tę niezależność i wyczekiwaną dorosłość.

Dziś czasy są inne. Rynek pracy zmienił się diametralnie. Podążamy w kierunku automatyzacji – od prac magazynowych, po zajęcia intelektualne przypisywane do niedawna „magistrom”. Kolejne zawody przestają mieć znaczenie i odchodzą do lamusa. W kolejce stoi wiele stanowisk, które znikną z rynku pracy w przeciągu najbliższych 20 lat. Po co komu taksówkarz w dobie autonomicznych samochodów, prawnik w czasach, kiedy algorytmy potrafią interpretować zapisy umów czy celnik, kiedy dron wykona jego pracę taniej i szybciej?

Zmienia się rynek pracy, zmieniają się pracownicy. Mniej lub bardziej świadomie kształcimy się multidyscyplinarnie, często bez udziału uczelni wyższych. Dlaczego? Dzięki szybkiemu rozwojowi te stają nieatrakcyjne, nieaktualne. Kurs na Udemy czy darmowy tutorial na Youtube daje często więcej wiedzy praktycznej niż niejeden semestr na uczelni.

Pamiętajcie, studia same w sobie nie są celem. Celem jest praca. Praca, która daje Wam satysfakcję, pozwala żyć na odpowiednim poziomie i cieszyć się życiem. Studia w tym wszystkim są tylko jedną z dróg dotarcia do celu. Dla jednego zawodu będzie to droga najbardziej optymalna, a dla innego długa, zawiła, kamienista … ślepa uliczka. Jaką dla mnie była fizyka.

CZY ŻAŁUJĘ, ŻE STUDIOWAŁEM?

Nie. Żałuję, że robiłem to tak jałowo. Z uczelni wyniosłem trochę wiedzy, parę książek i kilka segregatorów notatek. Nie brałem udziału w żadnych zajęciach dodatkowych, nie chodziłem na eventy organizowane przez koła naukowe. NIE POJECHAŁEM NA ERASMUSA!1!!!1!!!

Byłem trochę takim statystą. I z perspektywy czasu bardzo tego żałuję. Uczelnie przyciągają inteligentnych ludzi. Z jednymi żyjesz lepiej, z innymi gorzej. A z wybranymi jedziesz w podróż dookoła świata lub otwierasz dobrze prosperujący biznes.

Takie możliwości, jakie daje uczelnia, może dać tylko dobry pracodawca. Ale aby z tego skorzystać, trzeba rozsądnie wybrać i jedno i drugie.

Pamiętajcie, studia to 5 lat Waszego życia. W pewnym wieku jest to „tylko” 5 lat. Ale gwarantuję Wam, po trzydziestce spojrzycie na to z zupełnie innej perspektywy. Niezależnie od tego, czy jesteście na wymarzonym kierunku, czy zaczepiliście się na ogrodnictwie, żeby powegetować – czerpcie z każdej okazji, która się Wam nadarza. Róbcie staże, kończcie kursy, zakładajcie firmy przy inkubatorach, wybierajcie się na te Erasmusy. Róbcie wszystko, tylko nie marnujcie tego czasu. A jeśli coś nie idzie po Waszej myśli, to dobrze – w życiu wiele rzeczy musi się nie udać, aby kilka się w końcu udało. Im wcześniej to się stanie, tym lepiej.

A CO Z TYM JANUSZEM?

Widzicie, bo Janusz wiele razy napalał się na próg wyborczy. Ile razy mu nie wyszło? Wszystkie razy mu nie wyszły, wyszła mu co najwyżej większość włosów, a mimo to jakoś w polityce sobie radzi. I potraktujcie Janusza jako metaforę, nie łączcie mnie z jego poglądami ani zachowaniem :)

Sęk w tym, że w znacznej mierze przypadków studia nie są czymś, co w karierze Wam pomoże. Czasem wręcz przeszkodzi, zabierając czas, który można było wykorzystać na zbieranie doświadczenia i zdobywanie praktycznej wiedzy. Czasem to ślepe napalanie się na dyplom jest takim zabijaniem sumienia, szukaniem panaceum na zawodowe bolączki. Niestety, dyplom nie jest dziś gwarancją zatrudnienia. I w mojej opinii jego znaczenie będzie jeszcze bardziej marginalizowane. Obserwuję to w wielu branżach, którymi się interesuje.

Jaka jest więc złota rada? Niestety, takowej nie ma. Każdy przypadek jest inny i każdego motywują inne cele. Jedyne, co mogę zalecić, to zachowanie rozsądku oraz kubeł zimnej wody na głowę przed podjęciem tak ważnej dla Was decyzji.

14 LAT PÓŹNIEJ

Jestem freelancerem, zajmuję się promocją lokalnych biznesów w internecie. Pomagam Asi w technicznym ogarnianiu bloga. Jak widać, czasem też piszę. Aktualnie zamykam pierwszą firmę, którą współtworzyłem 5 lat temu, jednocześnie rozwijając kolejną. W szufladzie mam 2 kolejne projekty, które czekają na lepsze czasy.

Gdzie tu studia? W moim przypadku studia to nie wiedza. Tę zdobyłem sobie sam. Ale to ludzie, których tam poznałem, zarazili mnie pasjami, pokazali nowe rzeczy, których mój horyzont wcześniej nie ogarniał. To dzięki nim jestem tu, gdzie jestem.

A edukacja? Cały czas się kształcę i staram rozwijać nowe zdolności. Aktualnie raczkuję w fotografii. I czuję, że tu się na chwilę zatrzymam. Ale zanim ugrzązłem w zdjęciach, bezskutecznie uczyłem się programować i grać na gitarze. Tak, jak pisałem: trzeba eksperymentować. Lepszej drogi do sukcesu nie ma.

Zdjęcie: LoloStock/fotolia.com

SPRAWDŹ TAKŻE:

Czy matura jest ważna i dlaczego to nie ma znaczenia?

czy matura jest ważna


Czy warto iść na studia? Świat z perspektywy kujona

czy warto iść na studia

30
Dodaj komentarz

avatar
17 Comment authors
DotPawełSalvia PlathKasiaJo Ma Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Lidia
Gość
Lidia

Ach gdyby ktoś mi rok temu powiedział, że będę studiowała filologię polską wybuchłabym śmiechem :D miała być psychologia albo nic. Jednak życie pisze różne scenariusze, wylądowałam na polonistyce i za nic w świecie nie zmieniłabym kierunku studiów <3 czy będę miała potem pracę? Czas pokaże. Bardzo często słyszę, że w obecnych czasach bycie humanistą jest bardzo ryzykowane. Ale kto nie ryzykuje nie pije szampana ;)

Han Na
Gość
Han Na

Każdy kto był chociaż umiarkowanie ogarnięty na moich studiach polonistycznych ma teraz całkiem fajną pracę. Po polonistyce można robić milion różnych rzeczy, z czego 750 tys. jest dobrze płatnych. Jeśli twierdzisz, że nie zamieniłabyś tego kierunku na żaden inny – masz spore szanse robić później coś, co sprawi Ci podobną radość. Jedna rada – rób staże, chodź na praktyki, może nawet zahacz się w jakiejś pracy na część etatu. Nikt nie będzie patrzył czy z HLP była piątka czy trójeczka, a takie doświadczenie daje punkty do CV i rozpoznawalność na rynku. Studiowałam dziennie, na polonie naprawdę da się robić sto… Czytaj więcej »

Dot
Gość
Dot

Po studiach humanistycznych możesz robić wiele rzeczy. Możesz zostać na uczelni i wykładać, możesz być polonistką albo pracować w redakcji.

ania_pacuk
Gość
ania_pacuk

jeeeeejku, jakie to prawdziwe!

Księgowa
Gość
Księgowa

Skończyłam technikum ekonomiczne i jak Pan Bóg przekazał i sama chciałam poszłam na dzienne na finanse i rachunkowość. Po semestrze stwierdziłam,że się nudzę(przecież przerabiałam ten materiał już 4 lata) ,rzuciłam studia poszłam do pracy. Pracowałam 2 lata w księgarni w międzyczasie zaczęłam ten sam kierunek niestacjonarnie (przecież to tylko weekendy 2 razy w miesiącu – tak naprawdę żegnaj życie kulturalno-rozrywkowe). Chciałam być księgową. Na drugim roku dostałam też taką pracę i od tego momentu zaczęłam rzadziej pojawiać się na uczelni bo nijak się ten materiał miał do rzeczywistości księgowego. I w ten sposób walczę nadal z licencjatem, którego pisanie jest… Czytaj więcej »

Domi
Gość
Domi

To samo przeżywa moja koleżanka, jest na zaoczne magisterce na finansach i rachunkowości. Na licencjacie same pierdoły typu wskaźniki rozwoju itp., zamiast rozliczania VAT czy podwójnego opodatkowania. W pracy ma co innego do nauki i na studiach co innego. Paranoja

Domi
Gość
Domi

A jeszcze. Mój kolega też skończył technikum jako ekonomista, obecnie studiuje na na wydziale chemii UAM-u :)

Domi
Gość
Domi

Kiedy zaczynałam liceum w klasie humanistycznej, chciałam zostać dobrym (i rzetelnym!!!) historykiem. Nie nauczycielem, ale takim prawdziwym historykiem, który będzie jak najbardziej obiektywny w swojej pracy, taki diament w morzu „Zychowiczów” i tym podobnych. Wypracowania, prace na olimpiadę, prezentacje, a jak miałam wybrać, gdzie chce potem iść, to wybrałam…technologię chemiczną. Tak, dobrze czytacie. Studia inżynierskie, po humanie. Żeby nie było: przez całą moją szkolną karierę bujałam się z zainteresowaniami od nauk przyrodniczych, po językowe i historię współczesną. Profilu nie zmieniłam, maturę z biologii i chemii pisałam podstawową i…. Dałam radę. Pokochałam to, chłonęłam wszystko, co mnie zainteresowało, marudziłam, powtarzałam przedmiot,… Czytaj więcej »

Marta
Gość
Marta

w punkt!

Ada | Rzeczovnik
Gość
Ada | Rzeczovnik

Pawel, piszesz coraz fajniejsze wpisy :)
Erasmusa żałuję jak mało czego w życiu. Gdyby nie to, że na moim kierunku było wyjechać bardzo ciężko, bo wymagali do tego bardzo wyśrubowanej średniej, to pewnie bym pojechała. Nie wiem za czyj hajs, ale bym pojechała.
Ale z tymi prawnikami to przegiąłeś, automat moze i zinterpretuje zapisy umowy, ale od pierdla raczej nie wybroni, chyba że to jakaś prawdziwa sztuczna inteligencja ;) I to wcale nie tak, że to piszę jako niedoszła prawniczka.

Ola Puchacewicz
Gość
Ola Puchacewicz

Coś w tym jest – rozwój podczas studiów nie polega tylko na studiowaniu. Ja na pewno rozwinęłam się dzięki dwóm wyjazdom na Erasmusa i wolontariatowi i praktykom, a nawet dzięki różnym dorywczym pracom, dzięki którym doszłam do tego, czego w życiu na pewno nie chcę robić, a to też ważne ;)

G
Gość
G

W liceum byłam na profilu humanistycznym. Zdawałam na maturze historie i wos, bo całe 3 lata byłam przekonana o tym, że chce zostać prawnikiem. Zdałam maturę a październiku wylądowałam gdzie? Na górnictwie i geologii :) nie ukrywam, że nie zawsze było pięknie, fajnie i kolorowo, bo nie raz i nie dwa zarzekalam się, że rzucę te studia w cholere :) a teraz kończę 5 rok, w czerwcu mam nadzieję bronię pracę magisterską i jestem zadowolona z takiego obrotu sprawy. i tak wiem co pomyślcie, kobieta? Górnikiem? Na szczęście wybrałam specjalizację, która daje mi duże pole manewru i nie ogranicza jedynie… Czytaj więcej »

Agnes
Gość
Agnes

Przez lata mieszkalam w Szwajcarji, tam znikoma w porownaniu do naszego kraju ludzi chodzi na studia. Wiekszosc uczy sie w ramach praktyk mi to przypomina terminowanie w zawodzie jesli takowe jest. Szwajcarzy w wieku 12 lat przechodza test I sa kwaifikowani do grup ktore maja sciezki nauczania. Wszyscy maja zapewniona prace I nie ma kaca iz nie poszedl na studia. Wole te opcje niz zesze ludzi z wyzszym wyksztalceniem.

Dawid Lipiński
Gość
Dawid Lipiński

W klasie maturalnej na początku roku szkolnego nie wiedziałem co to jest pierwiastek. Pamiętam to jak dziś, gdy z kumplem siedziałem w ławce na matmie i po kilku wymianach zdań odpuściliśmy temat pierwiastka zajmując się ważniejszymi sprawami, czyli graniem na nerwach nauczycielce. Potem ekspresowe korki, wybranie na ślepo kierunku technicznego (Podobno można dużo zarobić i dobrze żyć), porzucenie marzeń sportowych i voilà! Zostaję studentem Energetyki na PŁ (MEGA CIĘŻKI KIERUNEK – jeden z kierunków, gdzie na każdym kroku udowodnią Ci jakim jesteś zerem). Inżynier obroniony na 5, z powodu braku pomysłu na siebie idę dalej w tym samym kierunku na… Czytaj więcej »

Anna Kuźniak
Gość
Anna Kuźniak

Ja kończyłam jeszcze 4-letnie liceum w klasie humanistycznej i wydawało mi się, że chcę iść na prawo. Nie bardzo chyba zastanawiając się, co ja będę robić w zasadzie, i że to nie tylko 5 lat studiów, ale również aplikacja, znajomości itd. itp. Miałam na dodatek tego pecha, że był to pierwszy rocznik, kiedy to Uniwersytet Warszawski przyjął łącznie 1000 studentów na tzw. studia dzienne i wieczorowe, gdzie różnica polegała tylko na nazwie. Na skutek rodzinnych perypetii na 2 roku poszłam do pracy, w końcu nikt nie wymagał obecności, albo bardzo rzadko, dawało się godzić, tyle, że już na 3 roku,… Czytaj więcej »

Jo Ma
Gość
Jo Ma

Pozdrawiam Pawła i go zaskoczę – od dziecka wiedziałam co będę w życiu robić. I tak też się stało od nauczania misiów i lalek przeszłam do pracy w przedszkolu :) 5 lat ciężkiej pracy, kilka miesięcy bezrobocia i słynnego „A może się nie nadaję?”. Naprawdę bywa w pracy ciężko, stresująco, ale kocham moją pracę, kocham moje dzieciaki. I zdecydowanie cieszę się, że się nie poddałam i, że dzięki temu pracuję w zawodzie :) swoją drogą – przydałoby się, aby panowie pojawiali się w pracy nauczycieli przedszkola. Na moich studiach było 3 facetów i chyba żaden z nich nie pracuje w… Czytaj więcej »

Kasia
Gość
Kasia

Studia i wybór odpowiedniego kierunku to strasznie trudny temat :/ po maturze zamiast kierować się własnymi zainteresowaniami, poszłam za rozsądkiem i „dobrymi radami” otoczenia. Skończyło się to na 3,5 rocznym dążeniu do tytułu inż. który prywatnie nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Nie skorzystałam z tych studiów wcale, nie podobały mi się, ani nie poszerzyły znacząco mojej wiedzy. Jedynym plusem całej sytuacji są poznani tam ludzie…. Do wyboru studiów magisterskich podeszłam więc zupełnie inaczej, kierując się wyłącznie pasją. Teraz jestem na właściwym miejscu, ale droga do odkrycia tego co lubię robić była długa…. Czy żałuje że poszłam na studia? NIE.… Czytaj więcej »

Salvia Plath
Gość
Salvia Plath

Jako tegoroczna maturzystka dziękuję za ten wpis. Idąc do liceum byłam przekonana, że w tym momencie będę szukać najlepszego uniwersytetu, żeby studiować wymarzone prawo. Nie wiedziałam, że nawet nie skończę tej szkoły. Dlaczego zrezygnowałam z nauki – to już dłuższa, nudna i ckliwa historia, więc sobie ją daruję. Jednak finalnie pozmieniały mi się priorytety. Nadal czuję, że mogłabym spokojnie iść na prawo, lewo czy dowolny inny kierunek, ale zwyczajnie nie chcę. Chcę poświęcić życie podróżom, poznać jak najwięcej świata, robić te wszystkie ciekawe rzeczy, o których tak naprawdę marzyłam od zawsze. Jednak moja decyzja „po maturze nie idę na studia”… Czytaj więcej »

Dot
Gość
Dot

„Tymczasem połowa moich znajomych pójdzie na losowy kierunek „aby papier był”” Zgadzam się.

Dot
Gość
Dot

„mocno zbliżony do ekonomii kierunek – fizykę…” rzeczywiście bardzo zbliżony :D „w życiu wiele rzeczy musi się nie udać, aby kilka się w końcu udało.” zapamiętam! „trzeba eksperymentować. Lepszej drogi do sukcesu nie ma.” Zgadzam się. Ciekawy wpis :)) Ja rzeczywiście w wieku 18 lat wiedziałam mniej więcej, co chcę robić w życiu. Z perspektywy czasu mniej więcej, bo miałam obrany kierunek, ale trochę ewoluował w miarę moich studiów. Od zawsze wiedziałam, że języki to coś, w czym się spełniam. I nie wyobrażałam sobie siebie w innej dziedzinie. Najpierw chciałam iść na lingwistykę stosowaną francuski-angielski, poszłam na filologię francuską, program… Czytaj więcej »