Czy warto studiować dziennikarstwo? Historia w GIF-ach

Ludzie miewają wiele głupich pomysłów. Jedni decydują się skakać pijani przez płonące hula-hop, inni łapią pokemony przed bramą obozu w Auschwitz, jeszcze inni decydują się studiować dziennikarstwo. Żeby nie było – do tych ostatnich sama także się zaliczałam. I dlatego dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam, dlaczego to jest złe.

Sama z dziennikarstwa uciekłam dopiero na początku czwartego roku, bo raz, że znalazłam pracę na cały etat w redakcji, a dwa, że miałam już magistra z innego kierunku, a tutaj szczęśliwie obroniłam licencjat. Te trzy lata wystarczyło mi jednak, by utwierdzić się w przekonaniu, że te studia może i mają jakieś swoje plusy, ale brak im jednego, który krótko można by określić jako SENS.

Oczywiście, każdy ma niezbywalne prawo do zmarnowania sobie życia i nic mi do tego, jakie studia w tym celu wybierze. O samym sensie studiowania oraz zdawania matury pisałam Wam już wcześniej. Tekst o tym, czy warto być dziennikarzem, także znajduje się już na blogu, a w nim – trzy mało optymistyczne opowiastki. Ponieważ jednak zasypujecie mnie pytaniami o to, jak z tym dziennikarstwem jest, spróbuję Was do niego zniechęcić. Na 7 różnych sposobów.


DLACZEGO NIE WARTO STUDIOWAĆ DZIENNIKARSTWA?


1. TE STUDIA NIE UCZĄ WARSZTATU

Zabawne, prawda? Bo i co przede wszystkim powinien umieć dziennikarz? No oczywiście, że pisać. Dlatego tym mocniej byłam zdziwiona, że warsztat dziennikarski pojawił się tylko na jednym semestrze, do tego w postaci… 1,5 godziny. Tygodniowo. Nie dziennie. Każdy z nas miał napisać na nim po dwa małe teksty. To teraz zastanówcie się, czy na napisanie dwóch małych tekstów rzeczywiście potrzebujecie kilku lat. A następnie wyobraźcie sobie, że trafiacie do redakcji, w której na start ktoś chce od Was 10 newsów. W 5 godzin. I na każde Wasze „ale” reaguje tak:


2. MASZ ZAJĘCIA GŁÓWNIE Z TEORETYKAMI

O ile na prywatnych uczelniach może i większość kadry stanowią praktycy, o tyle na tych państwowych uczyć Cię będą głównie ludzie, którzy ten zawód znają z… książek. Wiesz, czytali o nim. Pewnie jakieś 30 lat temu. Z całym szacunkiem dla ich tęgich głów, ale rzeczy, jakie potrafili mi opowiadać moi prowadzący, miały niekiedy tyle wspólnego z rzeczywistością, co peron 9 i 3/4 z Harry’ego Pottera. W efekcie na tych studiach nie uczysz się ani aktualnej teorii, ani sensownej praktyki. Jesteś, bo jesteś. A ilekroć zadajesz sobie pytanie „po co”, wyglądasz mniej więcej tak:


3. STUDIA NIE SĄ CI DO NICZEGO POTRZEBNE

Dziennikarzem może być każdy, kto umie pisać. Nieważne, czy skończył filologię angielską, psychologię, ekonomię, ogrodnictwo czy budowę maszyn. Ba, ktoś taki już na dzień dobry jest kilka kroków przed Tobą, bo ma specjalistyczną wiedzę z dziedziny, w której się kształcił. Ty nie masz nic. Masz mgliste pojęcie o świecie mediów, które dałoby Ci regularne czytanie książek, internetu albo chociaż prasy. I żadnej specjalizacji, która pozwoliłaby Ci zyskać miano eksperta. Dlatego do jakiej redakcji nie trafisz, starasz się robić dobrą minę i udawać, że się na czymkolwiek znasz. I w efekcie wyglądasz tak:


4. TRUDNO CI BĘDZIE ZNALEŹĆ PRACĘ W ZAWODZIE

Zapotrzebowanie na dziennikarzy jest dziś równie duże, jak na dinozaury. Ba, te drugie ktokolwiek może uznać jeszcze za interesujące. Mimo to większość uczelni przyjmuje co roku po 100, 200 studentów na ten jeden, nikomu niepotrzebny kierunek. Jak myślicie, ile musielibyśmy mieć w Polsce redakcji, żeby wszyscy ich absolwenci mogli znaleźć pracę? Pewnie tyle, co aptek czy piekarni. Dlatego większości z Was i tak przyjdzie szybko pożegnać się z marzeniami, złapać pierwszą lepszą pracę, a swoim dawnym planom na przyszłość pomachać mniej więcej tak:


5. ZAPOMNIJ O ETACIE I GODZIWEJ PENSJI

Chcesz dobrze zarabiać? To idź sprzedawać zegarki. W mediach kasy nie ma – chyba, że jest się seksowną pogodynką albo od razu naczelnym „Faktu”. Cała reszta zarabia pieniądze tak smutne, że wstyd przyznać się w towarzystwie. Pewnie, że ktoś powie, że dwa tysiące złotych to spoko, jak na start. Ale teraz zastanów się, ile ten start ma trwać. Bo ja znam ludzi w wieku moich rodziców, którzy wciąż mają niewiele więcej. A do tego pracują na śmieciowych umowach, bo przecież media to jeden z ostatnich zawodów, w których ktokolwiek etat im da. Dlatego nie zdziw się, jeśli i Twoje próby wyproszenia gdziekolwiek umowy o pracę będą wyglądały tak:


6. ZAPOMNIJ O WIECZORACH I WOLNYCH WEEKENDACH

Redakcja to nie fabryka, tu nie odbijasz się kartą i nie zapominasz o robocie równo z wybiciem godziny siedemnastej. Dyżury możesz mieć 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę. I nie ma czegoś takiego jak „jestem już po pracy”. Skończyłeś zmianę o dwudziestej drugiej, ale w USA rozpętała się strzelanina? Zanim zdążysz zdjąć buty, znowu będziesz siadać do kompa. Niestety, ale w mediach obowiązuje nielimitowany czas pracy – piszesz wtedy, kiedy coś się dzieje, a nie wtedy, kiedy wskazywałaby na to zegarek. Zaś prosząc szefa o możliwość szybszego zerwania się z dyżuru, musisz wyglądać mniej więcej tak:


7. LAPTOPA OD RAZU PRZYSPAWAJ SOBIE DO RAMIENIA

Nawiązując do punktu poprzedniego – nigdy nie wiesz, kiedy coś się wydarzy. Wypadki, wybuchy, strzelaniny, ataki – pod tym względem świat nigdy nie śpi. O ile nie prowadzisz pisemek w stylu „Życia Ciechocinka”, jesteś na wiecznym czuwaniu – telefon zawsze może zadzwonić, w wiadomościach zawsze możesz zobaczyć czerwony pasek. I nie ma wtedy, że boli. Sama pamiętam lata, kiedy nawet na piwo czy basen chodziłam z laptopem. Co mi to dało? Chyba tylko wyrobione mięśnie. A i to tylko w jednej ręce. I nawet dziś miewam dni, gdy wyglądam tak:


***

Na koniec przepraszam tych z Was, którym w tym momencie zburzyłam marzenia. Ale prawda jest taka, że dziennikarzem możecie być po każdym studiach, a te są nudne, nieprzydatne i rozleniwiające. Dlatego jeśli ktoś mówi mi, że idzie na nie po wiedzę, dobry zawód czy warsztat, niezmiennie reaguję tak:


fot. gratisography.com

Instagram