Czy warto iść na studia? Świat z perspektywy kujona

Znacie ten dowcip? Ojciec przyjeżdża odwiedzić syna w akademiku. Nic mu wcześniej nie mówi, bo chce zrobić mu niespodziankę. Puka do drzwi, odpowiada mu obcy głos, więc pyta:

– Czy tu mieszka Janek Nowak?
– Taaaa, weź go połóż pod drzwiami.

Cześć, jestem Asia i jestem kujonem. Odkąd pamiętam, na świadectwie zawsze miałam czerwony pasek, wygrywałam konkursy i olimpiady, a na koniec roku zgarniałam nagrody za wybitne osiągnięcia w nauce. Ba, załapałam się nawet na stypendium ministra, które otrzymywał jeden najlepszy dzieciak w LO. I nie, nie byłam przy tym geniuszem – po prostu byłam ambitna i pracowita.

Czy się opłacało? Średnio, bo przez to swoje młodzieńcze lata spędzałam głównie z nosem w książkach, ale wtedy wystarczało mi to za cały świat. No i pozwoliło pójść na wymarzone studia, chociaż na niektórych kierunkach było po dwadzieścia, dwadzieścia pięć osób na miejsce. I właśnie tak trafiłam na dziennikarstwo. Oraz na filologię polską. Filologię francuską. Filologię rosyjską. I historię sztuki. Chociaż ukończyłam tylko pierwsze dwa (na francuskim i sztuce nigdy się nie pojawiłam, na rosyjskim studiowałam przez 1,5 godziny – do tego w niewłaściwej grupie).

Co o studiowaniu mogę powiedzieć z perspektywy czasu? Że był to piękny czas. Co nie znaczy, że moje życie byłoby mniej piękne, gdybym wybrała los inny, niż za murami uczelni. Zanim jednak przedstawię Wam dobre i złe strony studiowania, powiedzieć musimy sobie jedno: są kierunki, które TRZEBA skończyć, żeby wykonywać określony zawód.

Nie zostaniecie lekarzami, prawnikami, sędziami ani chirurgami bez odpowiedniego papierka, potwierdzającego Wasze kompetencje. Podobnie jest z fizykami, chemikami, architektami i innymi specjalizacjami, które wymagają rzeczywiście fachowej wiedzy oraz odbycia sensownych praktyk. Tu nie ma dyskusji i studiować trzeba. Co jednak z tymi, którym marzą się nieco mniej wymagające kierunki? Iść na te studia czy nie? Przekonajmy się, analizując po 7 argumentów na TAK i na NIE.

DLACZEGO WARTO STUDIOWAĆ?

1. Matka da Ci żyć

Nie oszukujmy się – żyjemy w paskudnych czasach, w których ludziom wydaje się, że jak ich dziecko nie pójdzie na studia, to na całą wieś rozniesie się wstyd i obciach. Studiują wszyscy, łącznie z tępą Bożenką, więc Ty też musisz. W tym kontekście studia są jak promocja na crocsy z Lidla – generalnie są gówno warte, ale rzucają się na nie wszyscy, więc człowiekowi włącza się myślenie: rzucę się i ja.

Poza tym, matka zwyczajnie chce być z Ciebie dumna i chce, żebyś do czegoś w życiu doszedł. I nie mieści się jej w głowie, że możesz samodzielnie spiąć tyłek i bez studiów odnieść zawodowy sukces.

2. Matka da Ci pieniądze

Wiadomo – jak ma się 18 lat i doświadczenie w zżynaniu na klasówkach z matmy, to na pracę życia człowiek się nie załapie. Ewentualnie może sprzedawać truskawki, ale pieniądz z tego taki, jak z dużego fiata czołg. Studiowanie większości dzieciaków pozwala więc na życie za matczyne tudzież ojcowskie pieniądze i nie, żebym potępiała – jak człowiek studiuje, to ma się przede wszystkim uczyć – na pracę jeszcze będzie miał czas.

Poza tym, w porównaniu do pracy, studia to tak naprawdę pięcioletnie wakacje ze smutnymi przerwami na sesję. Wybawisz się, wyśpisz i wyszalejesz, a sponsoring masz lepszy niż niejedna galerianka, choć wiadomo, że lepiej ruszyć tyłek i choć trochę odciążyć rodziców. (Nie mówię, że na pierwszym roku, bo ten bywa zwykle trudny. Ale od drugiego śmiało można zacząć dorabiać).

3. Poznasz setki ludzi

Jednych pokochasz, innych znienawidzisz, ale na pewno wyluzujesz, nabierzesz ogłady, nawiążesz kontakty (niektóre z nich zostaną Ci na całe życie), poszerzysz horyzonty i… po prostu, będziesz się świetnie bawić. Bo studia to naprawdę przede wszystkim ludzie. Nie profesorowie, nie woźna, nie pani ze sklepiku, która będzie Ci podawać batony, ale cały ten tłum, który codziennie będziesz mijał na korytarzach i poznawał w klubach, na juwenaliach i w akademikach. Tego się nie da opisać – tych wszystkich indywiduów, wybuchowych mieszanek narodowości, temperamentów i charakterów. Serio, poznawanie ludzi jest lepsze od zaglądania pod kapsle z hasłami Tymbarka.

4. Przeżyjesz najlepsze imprezy w swoim życiu

Tu świetnie sprawdza się równanie młode = głupie. To, co potrafi się wyprawiać na studenckich imprezach, przechodzi czasem ludzkie pojęcie. Nie mówię nawet o ekstremalnych przygodach jak misja ratunkowa na Marsa, ale o piciu wódki z pępków, bo skończyły się czyste kieliszki, kupowaniu w całodobowym Tesco jabłuszka, bo ma się ochotę pozjeżdżać po pijaku z górki w miejskim parku albo o upijaniu policjantów, żeby Wam nie wlepili mandatów. Reszty historii nie wymienię, bo bloga czytuje mój szef oraz matka. Słowem: są momenty, że chce się żyć!

5. Posmakujesz życia na własną rękę

Zapomnij o studiowaniu w swoim mieście – tak naprawdę dopiero, kiedy wyprowadzisz się od rodziców, będzie to miało większy sens. Nauczysz się żyć z innymi ludźmi i zobaczysz, jak wielkim problemem może być niespodziewanie wyczerpany papier toaletowy albo zapchany naczyniami zlew. Nikt za Ciebie nie uprasuje, nie ugotuje i nie nastawi budzika. Poznasz też wartość pieniądza i zasady współlokatorskiego życia, a jeśli wybierzesz życie w akademiku – także umiejętnego spożywania wódki. Słowem – ogarniesz się w życiu i choć niejeden raz zaliczysz obciach większy niż Paris Hilton ze swoją sekstaśmą, to finalnie i tak jesteś zwycięzcą.

6. Naprawdę się czegoś nauczysz

Wbrew pozorom, jak się chce, to się i na studiach człowiek co nieco nauczy. Bo ani kolokwia nie napiszą się same, ani egzaminy nie zdadzą się same, ani też prace zaliczeniowe nie napiszą się same. Jeśli dobrze wybierzesz uczelnię, trafisz pod skrzydła świetnych profesorów i specjalistów, którzy podzielą się z Tobą swoim doświadczeniem i wiedzą. Jedyne, co trzeba zrobić, to tej okazji nie przespać. Może znowu zabrzmię jak kujon, ale głupotą jest tych pięć lat zmarnować i wyjść z uczelni równie głupim, jak się na nią przyszło.

7. Łatwiej Ci będzie znaleźć robotę

Niech ludzie sobie mówią, co chcą, ale prawda jest taka, że jak pracodawca ma do wyboru dwóch pracowników o podobnych umiejętnościach, ale jednego ze studiami, a drugiego bez, to oczywiście, że wygra ten pierwszy. Bezrobocie w Polsce jest, jakie jest, firmy nie muszą zabijać się o pracownika, więc fajnie zrobić wszystko, żeby się na rynku pracy wyróżnić. Jasne, że na 100 kandydatów na dane stanowisko osiemdziesięciu ośmiu będzie mieć ukończone studia, tak samo jak Ty. Ale chyba lepiej rywalizować z pozostałymi osiemdziesięcioma siedmioma, niż odpaść w przedbiegach w niewykształconej dwunastce?

DLACZEGO NIE WARTO STUDIOWAĆ?

1. Tracisz 5 lat z życia

Nie wiem, ile razy w ciągu pięciu lat można objechać cały świat, ale na pewno kilka. Kiedy śmiałkowie będą więc podróżować, Ty będziesz zakuwał materiał, którego już następnego dnia po kolokwium totalnie nie będziesz pamiętać. Kiedy inni będą zdobywać doświadczenie, Ty ciągle będziesz jak uczniak, który uczy się tabliczki mnożenia. Kiedy inni będą zarabiać swoje pierwsze pieniądze na zmywaku w Londynie, Ty będziesz czuł się przegrany, żyjąc za pieniądze matki. A jak już zaliczysz pierwszy rok, to zamiast szaleć na Malediwach, będziesz żebrał o kieszonkowe, byle przejechać się na weekend do Władysławowa.

2. Przyswajasz niepotrzebną wiedzę

Już w liceum wściekasz się, że musisz wkuwać matmę, chociaż jesteś stuprocentowym humanistą? Drażnią Cię głupie daty z historii, bo chcesz pracować w laboratorium i wolisz zapamiętywać wzory z chemii? Na geografii masz w nosie skład gleb, bo wystarczy Ci wiedzieć, gdzie na mapie leży Dubaj? Sorry, ale na studiach niewiele się nie zmieni. Tylko pozornie zawęzisz zakres przyswajanej wiedzy. Wciąż będziesz miał w programie przedmioty, których nie chcesz i nie potrzebujesz.

Przykład? Studiując na filologii polskiej kochałam literaturoznawstwo i historię literatury, co nie zmienia faktu, że musiałam wkuwać gramatykę historyczną i opisową. Każdy semestr miał kilka przedmiotów kompletnie od czapy, które i tak trzeba było odhaczyć. Pod tym względem studia to jednak przedłużenie LO.

3. Rozmieniasz się na drobne

Nawiązując do poprzedniego punktu – tracisz czas na naukę rzeczy, które nigdy nie będą Ci potrzebne. Kserujesz notatki, wypożyczasz książki, odbębniasz dupogodziny na najnudniejszym wykładzie na świecie i zaliczasz przedmioty, które nawet z nazwy nie udają, że są do czegokolwiek potrzebne. W tym samym czasie mógłbyś być na darmowym stażu już w konkretnej firmie i po trzech miesiącach wiedzieć więcej, niż Twoi koledzy niekiedy i po całych studiach.

4. Nie zdobywasz doświadczenia

Zwykle, kończąc studia, jedyne, co masz, to papier. Twój program studiów będzie zakładał co najwyżej kilka tygodni praktyk, podczas których Twój pracodawca będzie miał Cię w nosie i najpewniej nauczysz się u niego tyle, co nic. Ja podczas swoich pierwszych praktyk miałam na spółkę jedno biurko, jedno krzesło i jeden komputer z inną praktykantką. Każdy traktował nas jako zło koniecznie i wprost pytał, czy nie wystarczy, że nam podbiją pieczątkę. No, wystarczy. Tylko co dają Ci takie praktyki? Umiesz po nich mniej niż po słuchaniu monologów Sheldona Coopera.

5. Tracisz masę pieniędzy

Wynajęcie pokoju/mieszkania, samodzielne życie w obcym mieście, bilety, jedzenie, książki, ksero… Wymieniać można tak długo. Studia są jak studnia bez dna, która pochłania gigantyczne środki. Jeśli masz bogatych rodziców albo umiejętnie godzisz studiowanie z pracą, to wtedy wszystko ok. Ale co, jeśli nie? Stypendia w Polsce nie są zbyt imponujące, a co gorsza, załapują się na nie tylko nieliczni. Do tego ceny stancji i akademików rosną z każdym rokiem, a Ty wywalasz te pieniądze miesiąc w miesiąc, wypatrując otrzymania dyplomu, który najpewniej i tak guzik Ci da. Nie oszukujmy się – jeszcze 20 lat temu dałby Ci może chociaż prestiż, ale dzisiaj studia są jak podstawówka – szału nie robią, po prostu wypada je mieć.

6. W trakcie zadajesz sobie pytanie: co ja robię tu? U-u?

Oglądaliście może „Dzień świra”? Tam Adaś Miauczyński wypowiada taką piękną kwestię: „Co za ponury absurd… Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?” Nie obraźcie się, ale taka prawda. Macie 18 lat, guzik o sobie wiecie. Nie znacie dobrze swoich potrzeb, możliwości, marzeń. A nawet, jeśli, to jaką macie pewność, że za dziesięć, piętnaście lat będą wciąż takie same?

Znam wielu ludzi, którzy w trakcie studiów orientowali się, że uczą się rzeczy, które ich kompletnie nie interesują. Że minęli się z powołaniem, stracili zapał, zniechęcili się bądź zwyczajnie znudzili. Całe to ciśnienie, związane ze zdaniem matury i wyborem studiów sprawia, że nie myślimy racjonalnie. Idziemy tam, gdzie nasi znajomi, albo gdzie nam każą rodzice. Wybieramy studia, które są modne, albo mają zapewnić nam lepszą pracę. A po roku, dwóch budzimy się z ręką w nocniku i dylematem – ciągnąć tę farsę czy może jednak odpuścić?

7. Nie potrzebujesz studiów, by osiągnąć sukces

Henry Ford zaliczył ledwie podstawówkę, a jednak uznawany jest za jedną z najważniejszych postaci w dziedzinie światowego przemysłu i przedsiębiorczości. Walt Disney nie ukończył nawet szkoły średniej, a jednak to on ukształtował Twoje dzieciństwo (tak, tak, to on jest twórcą takich postaci jak Myszka Miki, pies Pluto oraz Kaczor Donald). Steve Jobs studiował cały jeden semestr, a Richard Branson, jeden z najbogatszych ludzi świata, olał edukację, gdy miał kilkanaście lat. Podobnie Quentin Tarantino, który może i studiów nie ma, ale przeszedł do historii za sprawą „Pulp Fiction” czy „Kill Billa”. Da się? Da się.

Bo żeby osiągnąć sukces, wcale nie trzeba kończyć studiów. Zwykle wystarczy mieć talent oraz ciężko na ten sukces zapieprzać.


fot. gratisography.com

Instagram