Czy matura jest ważna i dlaczego to nie ma znaczenia

Wiesz, dlaczego bez sensu jest zadawać sobie to pytanie? Dlatego, że odpowiedź niczego w Twoim życiu nie zmieni. Jeżeli czytasz ten tekst, to najpewniej już za chwilę podchodzisz do matury. W praktyce oznacza to, że nie wyrobisz się już z konstrukcją wehikułu, który zagiąłby czasoprzestrzeń i musisz brać na klatę to, co życie da. Jeśli Ci się poszczęści i maturę zdasz z palcem w nosie – gratulacje, najpewniej dostaniesz się na wymarzone studia. Jeśli nie – spokojnie. Tak samo ma pozostałych 95 procent.

PRAWIE JAK DZIEŃ ŚWIRA

Sama do matury podchodziłam wieki temu. Byłam pierwszym rocznikiem gimnazjalnym, więc wszystko w systemie edukacji było bezsensowne i nowe. Czy coś się od tamtej pory zmieniło? No cóż. Nic nie jest już nowe.

Od lat nie zmienia się zresztą jedno – status matury. Znakomita większość ludzi uważa (a na pewno w tej grupie są Twoi nauczyciele i matka), że matura to najważniejszy egzamin na świecie i bezdyskusyjnie to od niego wszystko zależy. A ja, choć stronię od frazeologii sedesowej, powiem Ci, że to wszystko gówno prawda.

Matura jest Ci potrzebna do jednej, jedynej tylko rzeczy. Aby się dostać na studia. W tym momencie myślisz pewnie, że to absolutny priorytet i musisz, ale to musisz znaleźć się na wymarzonej uczelni, żeby drzwi kariery stanęły przed Tobą otworem. No więc ja Wam powiem, że mój facet żadnych studiów nie skończył, a zawodowo świetnie się ma. Ba, nawet lepiej ode mnie.

Oglądaliście zresztą „Dzień świra”? Tam Adaś Miauczyński wypowiada takie piękne zdanie, że to jest jakiś ponury absurd – żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem. Nie obraźcie się, ale w wieku, w którym zdaje się maturę, naprawdę jest się kretynem. To znaczy: niewiele się przeżyło i niewiele się o sobie wie. To, że wiesz, co to całki i umiesz wyrecytować przez sen definicję ameby, nie znaczy jeszcze, że wiesz, gdzie widzisz siebie za 20 lat.

MOJA HISTORIA

Dlatego gdybym sama miała raz jeszcze wybierać, zrobiłabym sobie dobry rok przerwy. Wyjechała z Polski, podszkoliła inny język, zobaczyła obce kraje, pobyła trochę z własnymi myślami. Dała sobie czas i nabrała dystansu. I choć cieszę się, że piekło matury i raj studiów mam już dawno za sobą, to gdyby cofnąć czas, nie płakałabym, gdybym jednak nie zdała.

Natomiast prawda jest taka, że zdałam. Na tak żenującym poziomie, że niżej był już tylko muł. No i teraz uwaga – od zawsze byłam kujonem. Nie pamiętam roku bez czerwonego paska, konkursów czy jakiejkolwiek nagrody. Przez całe liceum miałam stypendium ministra (a dostawał je jeden uczeń na całą szkołę), a chwilę przed maturą odhaczałam dwie olimpiady. Oceny na świadectwie: bardzo dobry, celujący, bardzo dobry, celujący. I tak na zmianę. A na maturze? DNO.

Nie, że nic nie umiałam. Po prostu nie miałam szczęścia. Nie wstrzeliłam się w pytania, tematy, klucz. Wszystko poszło nie tak. I choć na ustnych zgarnęłam maksymalną liczbę punktów, to pisemne poszły mi tak, że obciach na 102. Żałuję, że zapodziałam świadectwo, bo podałabym Wam konkrety. Ale pamiętam, że historię ogarnęłam na poziomie około 40 procent.

Czy zaważyło to na moim życiu? Wcale. Dostałam się na polonistykę i dziennikarstwo, które ze świetnym wynikiem skończyłam. A także na filologię rosyjską, filologię francuską oraz historię sztuki, na które gdzieś w tzw. międzyczasie aplikowałam, ale których finalnie nawet nie zaczęłam. Tak, z moją słabą maturą. Tak, da się. Chociaż na niektórych z tych kierunków było ponad 20 osób na miejsce. Wiosek? Nie musi Ci pójść świetnie. Po prostu to zdaj. A ja zdradzę Ci kilka prawd.

Z MATURĄ JEST JAK ZE ZWIĄZKAMI

To znaczy: raz zaiskrzy, a raz nie. Ja totalnie nie wstrzeliłam się w arkusze, a czytając kolejne pytania zastanawiałam się, czy nie chodziłam do liceum np. dla Pigmejów. No nic mi nie pasowało! O niektórych rzeczach w życiu nie słyszałam, inne wydały mi się tak ważne, jak zeszłoroczna promocja w Rossmannie. I co, to miało świadczyć o mojej wiedzy? O tym, ile przez całe życie się nauczyłam? O tym, czy będę wartościowym studentem i czy teraz jestem wartościowym uczniem? Akurat!

Jakie mieć w takim razie podejście? Jak z Kujawskim. OLEJ. To znaczy: zdaj, jeśli chcesz iść na studia, ale nie spinaj się teraz nie wiadomo jak. Po prostu idź i to zdaj. Zdajesz egzaminy od zawsze. Szkoła to setki, jeśli nie tysiące większych i mniejszych sprawdzianów, testów, kartkówek. Matura to to samo, tylko z większym rozmachem. Ale to w dalszym ciągu to samo. Umiesz to, więc idź i rób to, co robisz od zawsze.

Pamiętaj też, że Twoim problemem w tym momencie nie jest brak wiedzy, niewystarczające przygotowanie, za małe IQ. Twoim problemem jest strach. Nie wierzysz w siebie, boisz się, powątpiewasz. Od miesięcy nie słyszysz o niczym innym, jak matura. Czujesz presję bliskich, otoczenia. W szkole – matura. W domu – matura. I w snach też pewnie matura. Każdy by od tego zwariował! Dlatego czas najwyższy wrzucić na luz. Kijem Wisły nie zawrócisz czy co ma być, to będzie. Wybierz sobie, które hasło chcesz, ale nie umieraj mi tam teraz ze strachu, kiedy jest tyle innych, ciekawszych sposobów.

NAPRAWDĘ NAZYWASZ SIĘ MILIJON

Ale nie dlatego, że za miliony kochasz i cierpisz katusze, ale dlatego, że miliony przeżywały, przeżywają lub będą przeżywać to, co teraz Ty. Serio, nie tylko Ty zdajesz maturę, wszyscy przez to przechodziliśmy i wszyscy przeszliśmy. Z różnymi skutkami, ale żaden głaz nam się na głowę nie zwalił. Z maturą jest jak z ząbkowaniem – każdy musi przez to przejść, ale spokojnie, nie takie gamonie dawały przecież radę. Dlatego czas najwyższy wziąć się w garść. Choć najpewniej wyglądasz teraz tak:

Albo tak:

Albo tak:

Każda z tych reakcji jest bez sensu, bo wystarczy, że stresuje się za Ciebie Twoja matka. A Ty przecież wiesz, że bałwanem nie jesteś i z nie takimi rzeczami trzeba będzie się jeszcze w życiu mierzyć. Dlatego przestań się zamartwiać, bo dostaniesz wrzodów, nerwicy albo zmarszczek, a wiesz, jak mówią. Człowiek bez matury kiedyś w końcu zda, a człowiek brzydki zawsze będzie już brzydki.

A jeśli z nerwów nie możesz zasnąć, to:

a) zrelaksuj się

b) wciągnij coś słodkiego

c) napij się

Nie, nie jesteś Sidem. Nie wody.

A ja na zakończenie przypomnę Ci, że matura istnieje dlatego, że musi. To znaczy: kiedyś jacyś panowie wymyślili sobie, że muszą ludzi egzaminować i od tamtej pory nikt nie zadał sobie trudu, żeby opracować sensowniejszy model edukacji. Czy raczej – sprawdzania zdobytej podczas jej trwania wiedzy. Ale wiesz, co? To niczego nie zmienia. Życie nadal jest piękne, chłopcy seksowni, a leniwce śmieszne. Dowód? Łap:

Dlatego zrób, co musisz, idź tam i to zdaj. Ale nie daj sobie wmówić, że od tego zależy Twoje życie.

Twoje życie zależy tylko i wyłącznie od Ciebie.

fot. Amar Saleem/pexels.com

41
Dodaj komentarz

avatar
28 Comment authors
RafałKasiaIrekAsiaSławek Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
BonaVonTurka (Hipis)
Gość
BonaVonTurka (Hipis)

Jak dla mnie wszystko było spoko, dopóki nie zrobili obowiązkowej matury z matmy. Nie żeby coś, szanuję matmę i uważam ją za jeden z najbardziej rozwijających przedmiotów w szkole, ale… Na przykładzie swoich rodziców- magistrów historii- widzę doskonale, że za dwadzieścia lat moja matma będzie na poziomie 3 gimnazjum, i na 100% nie będę pamiętać, co to są logarytmy. Szczególnie że nigdy w życiu mi się nie przydadzą. Ba, dobrze będzie, jeżeli będę potrafiła wyliczać procenty. A tak przed maturą siedzi humanista na milionowej godzinie zajęć dodatkowych z matmy i robi te logarytmy z frustrującym poczuciem, że mógłby się uczyć… Czytaj więcej »

Akasza
Gość
Akasza

Co do matematyki – nie zgodzę się. To co jest na maturze z matmy to podstawa podstaw, lo jest ogólnokształcące, matura to egzamin który w jakiś sposób definiuje to czy dostaniemy to średnie wykształcenie czy nie. Jeśli nie jesteś w stanie przez 3 lata, z karta wzorów, ogarnąć kilku działań z obliczania pola czy objętości figur to sorry… Na tej zasadzie mogłabym stwierdzić, ze mi pisanie rozprawek z polskiego do niczego nie potrzebne i analiza osobowości Łęckiej nie przyda się w pracy inżyniera, więc z jakiej racji miałabym mieć ten przedmiot jako obowiązkowy na maturze? W wieku 18-19 lat, matura… Czytaj więcej »

Werterownia
Gość
Werterownia

W pełni się z Tobą zgadzam Akasza.
Język polski jako Polacy powinniśmy znać, a matematyka ma bardzo podstawowy poziom, więc powinna być obowiązkowa. To nie chodzi o to, żeby zaszkodzić tylko pomóc. Gdyby matematyka podstawowa nie była obowiązkowa, to ludzie nie wiedzieliby jak mnożyć i dzielić na kalkulatorze.
Poza tym akurat matura z polskiego wymaga czegokolwiek (jakiejś wiedzy z książek, czytania), a na maturze podstawowej z matematyki wszystko, czego potrzebujesz jest z Tobą w tablicach maturalnych :D

Kasia
Gość
Kasia

Wykształcenie średne ma się, jeśli się ukończyło liceum ergo otrzymało świadectwo ukończenia szkoły. Do matury nie trzeba nawet podchodzić, gdyż jest ona w tym momencie odpowiednikiem egzaminów na studia.

Kamil Nowak
Gość
Kamil Nowak

Przykład historyków jest przestrzelony, bo równie dobrze można by było opowiadać o matematykach, którzy w głębokim poważaniu mają znajomość lektur czy inne tragiczne wybory. Wręcz matematyka jest w ogólnym rozrachunku bardziej przydatna, bo zamiast beznadziejnego wkuwania powinna (w założeniu) rozwijać umiejętność logicznego myślenia, a zakładam, że będziemy z niej korzystać rzeczywiście przez całe życie.

Niemniej zgadzam się z autorką. Matura i studia to jeden wielki wymysł, który zdecydowanej większości ludzi nigdy się do niczego nie przyda, a jedynie niepotrzebnie pozbawi ich kilku z najważniejszych lat w ich życiu.

Konrad Norowski
Gość
Konrad Norowski

Mam problem z argumentem „matematykom daje się polski jako przeszkadzajkę, więc humanistom dowalmy matmę”. Tak naprawdę większości wiedzy którą zdobywamy w edukacji (nawet na studiach) nie użyjemy w praktyce, ale to nie powód żeby uczyć tylko jednego czy dwóch przedmiotów. Pomijam fakt że wielu ludziom w tym wieku tylko wydaje się że wiedzą co będą robić później.

Kamil Nowak
Gość
Kamil Nowak

Znaczy zgadzam się z drugą częścią Twojej wypowiedzi, więc nie do końca rozumiem pierwszą :)

BonaVonTurka (Hipis)
Gość
BonaVonTurka (Hipis)

U matematyków różnica polega na tym, że historii się nie uczą, natomiast język polski spokojnie olewają. Doskonale wiedzą, że maturę da się zdać na streszczeniu Lalki. Poza tym czytanie streszczeń jest o wiele mniej wymagające niż robienie mnóstwa zadań, z których nic nie rozumiem bo w ogóle nie łapię matmy i nauka jej to droga przez mękę. Są bardzo duże różnice między matematyką a polskim.

Kamil Nowak
Gość
Kamil Nowak

Dobry gimnazjalista jest w stanie bez problemu zdać maturę z matematyki (na chociażby podstawowym poziomie – http://wyborcza.pl/1,76842,7866329,Gimnazjalisci_zdali_mature.html). Więc argument, że matematycy mają z polskim łatwiej, bo wystarczy przeczytać kilka lektur jest również przestrzelony, skoro maturę z matematyki można zdać nie idąc nawet na jedne zajęcia z matematyki przez trzy/cztery lata liceum/technikum.

Rafał
Gość
Rafał

Tak ale przeciętnemu Piotrkowi, który chce iść na psychologię raczej funkcja kwadratowa i logarytmy nie są do tego potrzebne. Podstawy owszem procenty itp żeby Cię w sklepie nie oszukali żebyś umiał pit wypełnić ale nie jakieś cosinusy bo to się raczej na psychologi mu nie przyda.

Klaudia Duda Augustowska
Gość
Klaudia Duda Augustowska

całkowicie się z Tobą zgadzam – o ile, oczywiście maturzysta nie ma ambicji na medycynę. wtedy to wszystko niestety jest ważne, każdy procent się liczy a stresu jest co nie miara ;)

Czarny Motyl
Gość
Czarny Motyl

Matura? Bueheheheheheh, no jasne, nie zdałam, do tej pory. Za każdym razem, co rok podchodzę i moje nerwy zjadają mnie na tyle, że wychodzę z 29%. I cóż, w tym roku będzie to samo, jak na razie na luzie, a chwile przed zapomnę, że mam na imię Karolina, i wybełkotam coś bez sensu. A przecież już dużą dziewczynką jestem i co? I kit, żyję sobie doskonale bez tej matury. :)

Irek
Gość
Irek

Mnie na maturze przygniotła matematyka… na niej poległam. Ostatecznie matury nie zdałam(dzięki matmie)… ale powiem Wam, że zdałam… prawo jazdy i wiecie co Wam powiem… bez matury da się życ… bo mam pracę, nie zarabiam,źle jak na polskie warunki, ale bez prawa jazdy bym już żyć nie dała rady. A odnośnie matury to noszę się z zamiarem w końcu jej zdania. Trzymajcie kciuki