12 miesięcy w 12 liczbach. Żegnam Cię czule, 2016 roku

Nigdy wcześniej nie robiłam żadnych większych podsumowań – może dlatego, że zabrakło chęci lub czasu, a może dlatego, że zwyczajnie za mało było rzeczy dobrych, które chciałoby się na piśmie utrwalać. 2016 poszedł jednak na rekord i przyniósł mi tyle szczęścia, ile nie przyniósł mi żaden inny rok. A nawet kilka ostatnich, razem wziętych. Pewnie, że i w tym nie zabrakło szturchnięć od losu, ale dziś chcę pamiętać tylko o tym, co było dobre. A ponieważ byliście tego ogromną częścią, dzielę się wspomnieniami także i z Wami. I zarówno sobie, jak i Wam życzę, aby 2017 był dla nas jeszcze lepszy. W końcu wszystkim nam się należy, no nie? ;)


A tymczasem – mój rok w liczbach. Kolejność przypadkowa, radość – ogromna:

98 

Tyle dni zostało mi do porodu. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, już 7 kwietnia zostanę mamą! A to chyba najważniejsza i najcudowniejsza wiadomość tego roku. Czy się boję? Troszeczkę. Czy się cieszę? Tak bardzo! Razem z moim Pawłem jeszcze nie ogarnęliśmy wizji życia we troje, a i wyprawka ani ciut, ciut nieskompletowana. Ale coś podświadomie mówi mi, że będzie dobrze. Od zawsze ufam swojej intuicji i jeszcze nigdy mnie nie zawiodła – ani w przypadku wyboru mężczyzny, ani pracy, ani miejsca do życia. Dlatego szczerze wierzę, że i tym razem się nie wyłoży. Wy też trzymajcie za nas kciuki, w końcu szczęściu warto dopomóc!


99 925 

Tylu fanów ma obecnie blog. A to oznacza, że już za chwilę dobijemy do okrągłych 100 tysięcy! Kiedy zakładałam Wyrwane w styczniu 2014 roku, takie liczby nawet mi się nie śniły. Wtedy szczytem marzeń był dla mnie pierwszy tysiąc fanów, później pięć tysięcy, dziesięć tysięcy… Z tak ogromnej społeczności, zgromadzonej tutaj, cieszę się jak dziecko. I dziękuję, że ze mną jesteście – w tych lepszych i gorszych chwilach. Dziękuję za każdy komentarz i za każdą wiadomość. To wspaniałe wiedzieć, że to, co się robi, naprawdę ma sens.


30 

Tylu blogerów ląduje w corocznym rankingu, przygotowywanym przez Tomka Tomczyka. W tym roku miałam zaszczyt być jednym z nich –  trafiłam do srebrnej dziesiątki najbardziej wpływowych blogerów w Polsce, zajmując miejsce obok takich osób jak m.in. Marta Dymek z Jadłonomii, Kasia Ogórek z Twojego DIY czy Tamara Gonzalez Perea z Macademian Girl. Radość i duma są z tego ogromne. A i wielka ochota, aby za rok zawalczyć o złoto!


 1 067 559 

Tylu unikalnych użytkowników odwiedziło w tym roku bloga. To jest ponad milion! W ciągu zaledwie roku przeczytał mnie ponad milion osób! To liczba, która jeszcze chwilę temu była dla mnie niewyobrażalna. Wcześniej pracowałam jako dziennikarz i myślałam, że poprzez tradycyjne media można osiągnąć najwięcej. Dziś już wiem na pewno, że w pojedynkę można osiągnąć jeszcze więcej, jeśli tylko połączy się pasję z pracą i będzie pielęgnować w sobie upór, wytrwałość i konsekwencję. Czy bywa ciężko? Czasami. Czy się opłaca? Codziennie!


162 

Tyle blogów walczyło o tytuł Bloga Roku w kategorii Publicystyka. Dzięki Waszemu wsparciu i głosowaniu SMS udało mi się trafić do finałowej dziesiątki, co już uważałam za ogromny sukces. Finalnie, decyzją jurora Roberta Biedronia – tytuł ten zdobyłam. Nawet sobie nie wyobrażacie, jakie to były emocje! Trzęsące się na gali dłonie, nieprzespane wcześniej noce, nerwowe odświeżanie strony wyników. Ilekroć spojrzę na statuetkę, przypominam sobie to wszystko, jakby to było dzisiaj. I naprawdę, jestem z siebie dumna. Wiem, że to nie nagrody ani żadne rankingi świadczą o wartości tego bloga, tylko Wy, którzy go razem ze mną tworzycie i ciągle ze mną jesteście. Ale jednak ciepło się robi na sercu, kiedy ktoś z zewnątrz także tę pracę doceni.


14 

Tyle dni spędziliśmy z moim Pawłem na naszym pierwszym wspólnym urlopie, do tego na Dominikanie. No, odjąć podróż, ale kto by się dzisiaj doliczył. Ponieważ lecieliśmy z przyjacielem na własną rękę, bez wsparcia żadnego biura podróży, po drodze (i na miejscu zresztą też) czekała nas masa niespodzianek. A zaczęło się od tego, że przesiadkę mieliśmy z zupełnie innego lotniska, niż nam się pierwotnie wydawało… Ale tym historiom postaram się poświęcić osobny wpis. Dowiecie się z niego, jak się żyje w domu ze służbą, dlaczego paszporty trzeba było chować do grilla, a pod ręką mieć zawsze maczetę. Brzmi nieźle, nie? Chociaż wtedy więcej było z tego strachu, niż dzisiaj zabawy.


39 361 

Tyle osób polubiło moje zdjęcie, jakie zamieściłam na swoim prywatnym profilu, opowiadając się za czarnym protestem. Ponad 9 tysięcy je udostępniło, a ponad 1,5 tysiąca skomentowało. Pamiętam, że tamtego dnia nie nadążałam odbierać powiadomień. Później zamieściłam je także na fanpage’u i efekt był podobny. Ja wiem, że postem na Facebooku się świata nie zbawi, ale uważam, że są tematy, na które nie wypada milczeć. I choć lawiny krytyki także mi wtedy nie zabrakło, to wciąż uważam, że było warto.


3 720 669 

Tyle wyniósł rekordowy zasięg jednego posta na Facebooku. Co oznacza, że zobaczyły go prawie 4 miliony osób! Tak, on także dotyczył czarnego protestu i pokazał, jak wielką moc mają dzisiaj media społecznościowe – dzięki nim każdy z nas może dotrzeć to tysięcy, a nawet milionów odbiorców! Nie trzeba mieć do tego wielkich pieniędzy ani własnych stacji telewizyjnych czy rozgłośni radiowych. To krzepiąca, ale i przerażająca myśl, bo jak nigdy dotąd wymaga od nas odpowiedzialności za słowo.


1226 

Tyle napisanych przeze mnie słów ukazało się drukiem na łamach tygodnika „Wprost”. To dla mnie nie bez znaczenia, bo dotąd pracowałam jako dziennikarz i stałam zdecydowanie po drugiej stronie barykady. Jeśli potrzebne były opinie, to o nie pytałam, a nie ich udzielałam. Ale wiecie, co? Po tej stronie mi jednak wygodniej. Przyznaję bez bicia, że mimo świetnych wyników w pracy, dziennikarzem nigdy nie czułam się dobrym. Teraz natomiast robię wszystko, aby czuć się dobrym blogerem. I to naprawdę wychodzi! Wniosek jest prosty: nie uszczęśliwiajcie się w życiu na siłę. To, że w czymś jesteście niby dobrzy, nie znaczy, że w czym innym nie bylibyście lepsi. I że nie szłaby za tym o wiele większa satysfakcja i szczęście.


18 

Dokładnie tyle kilogramów udało mi się schudnąć. Co prawda zaczęłam jeszcze w ubiegłym roku, ale dopiero w tym udało mi się dopiąć swego i zejść wreszcie z wyjściowych 68 kg do upragnionych 50. Od razu uprzedzam – jestem niska i drobna, nie mam nic a nic mięśni i nie uprawiam żadnych sportów, więc przy takiej wadze (która dla większości kobiet jest raczej całkowicie normalna) naprawdę wyglądałam jak świeżo nadmuchany ponton. Albo ludzik Michelin. Teraz przy ciąży ta waga znowu się zmienia, ale już wiem, że najlepiej się czuję, kiedy ważę 50-52 kg. I do takiego stanu będę dążyć później, już po porodzie.


Tylu wspaniałych gości udało mi się zaprosić do panelu dyskusyjnego, poświęconego popularności w sieci i organizowanego w ramach tegorocznej edycji See Bloggers. Dlaczego to dla mnie takie ważne? Bo na jednej scenie udało mi się posadzić obok siebie takich świetnych ludzi jak Magdalena Kostyszyn, znana jako Chujowa Pani Domu, Magda Mikołajczyk z bloga Matko jedyna, Maciek Dąbrowski, autor kanału Z Dupy oraz… Robert Biedroń. TEN Robert Biedroń. Od początku powtarzałam, że uwierzę w to, jak już ich na tej scenie zobaczę. I wiecie, co? Przyszli. Wszyscy. Przyszła też pełna sala widzów, a mnie udało się ten panel szczęśliwie poprowadzić i nawet nie zemdleć z wrażenia. A biorąc pod uwagę to, jak wielkim bywam tchórzem i jak bardzo byłam wtedy spanikowana, uważam to za wielki sukces.


 158 

Tyle tekstów na blogu napisałam w tym roku. Najwięcej czytelników przyciągały sprawy bieżące, związane z polityką. Aż 84 tysiące osób przeczytały o projekcie „gwałcikowego”. Kolejnych 81 tysięcy o głośnym wywiadzie, jakiego udzieliła Natalia Przybysz. Ponad 52 tysiące osób było ciekawych rzeczy, jakich nie należy mówić osobom z depresją, a 37 tysięcy chciało przeczytać o tym, dlaczego to nieprawda, że kobieta odchodzi zwykle do innego.

Z bardzo ciepłym odzewem spotkał się też jeden z moich najbardziej osobistych tekstów na blogu, a mianowicie – „Nie jestem swoim zdjęciem z Instagrama”. 32 tysiące czytelników, ponad 9 tysięcy polubień i udostępnień, setki komentarzy… Mam nadzieję, że podniósł na duchu tych z Was, którym też się wydaje, że ich życie bywa do dupy. No, bywa. Ale prawda jest taka, że po każdej burzy zawsze wychodzi słońce. Nawet, jeśli cholernie długo trzeba się na nie naczekać.


A Wy, jaką liczbą podsumowalibyście Wasz 2016 rok? O czym najcieplej będziecie pamiętać? 


fot. Ian Schneider/unsplash.com

50
Dodaj komentarz

avatar
21 Comment authors
Monika ŚniadowskaBerenikaDariaHipisEwa Studzinska Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Magdalena Mizera
Gość
Magdalena Mizera

20 – tyle lotów wykonałam w tym roku dzieląc pracę pomiędzy Polskę a dom w Barcelonie ;)
Asia, bardzo lubię Twojego bloga, zaglądam tu często i zawsze wiem, że przeczytam coś fajnego. Nie ze wszystkim się zgodzę, trochę pomarudzę ale zdecydowanie częściej przyznam rację. Dzięki, że jesteś i go piszesz :)
A kiedy zobaczyłam Twoje ostatnie zdjęcie w czerwonej sukience.. ucieszyłam się, jakbyś była mi naprawdę bliska! Ogromniaste gratulacje! Rośnijcie zdrowo! :D

Catalinka
Gość
Catalinka

Miałam bardzo podobne odczucie, nie dość że sukienka piękna, Asia wyglądała w niej wspaniale, to jeszcze taka nowina :). Z nagrody Blog Roku też się strasznie cieszyłam, bo byłaś moją faworytką, czytam każdy wpis, no i oczywiście głosowałam.
Udało mi się schudnąć 7 kg, docelowo chcę ważyć około 62 – 64 kg, więc jeszcze 10 kg do zrzucenia przede mną i to jest chyba najważniejsza liczba na nadchodzący rok :)

Aneta Ciechanowska
Użytkownik
Aneta Ciechanowska

hm, pomyślmy..
0- straconych kg [ale też 0 przybranych, po raz pierwszy od dwóch lat!]
1 – aparat na zęby , w końcu
2- wyjazdy autostopowe
3- kraje w których mieszkałam w tym roku [Polska, Francja, Hiszpania]
9- liczba odwiedzonych w tym roku państw
40- odwiedzonych miast
3000 km zrobionych samodzielnie za kółkiem , z czego 90% w obcych krajach, wypożyczonym samochodem
plus niezliczona liczba wspaniałych wspomnień, poznanych ludzi, spróbowanych potraw i alkoholi :)

To był zdecydowanie dobry rok :D

Ania
Gość
Ania

119 przeprowadzka na swoje i od 26 dni jestem narzeczoną :D