Nanga Parbat vs. człowiek, czyli nie mów innym, jak powinni umierać

Jest takie ładne zdanie: nie umrzesz za mnie, więc nie mów mi, jak mam żyć. Ja bym poszła tu dalej: nie mów też, jak powinienem umierać. W świetle ostatnich wydarzeń pod Nanga Parbat te słowa nabierają zupełnie innego wydźwięku. Mocnego, tragicznego. Bo oto podczas zdobywania jednego z najtrudniejszych szczytów na świecie ginie człowiek. Człowiek, który próbował w swoim życiu zdobyć go już SIEDEM RAZY. Który był doświadczonym himalaistą, dla którego pasja stała wyżej nad własnym bezpieczeństwem. Który zdecydował się na jedno z największych poświęceń i który – choć pokonał wreszcie szczyt, o którym przez tyle lat marzył, to finalnie też sam został przez niego pokonany. 

Tomasz Mackiewicz najpewniej nigdy już nie rozstanie się z Nanga Parbat. I za tę decyzję, ten wybór i tę odwagę – należy mu się szacunek. 

NANGA PARBAT ZABIJAŁA JUŻ WCZEŚNIEJ

Dla niewtajemniczonych: cały dramat rozpoczął się już kilka dni temu, kiedy Tomasz Mackiewicz razem z Francuzką Elisabeth Revol zaczęli mieć kłopoty podczas próby zdobycia Nanga Parbat. Jeśli nigdy wcześniej o nim nie słyszeliście, Nanga Parbat to szczyt w Himalajach, wznoszący się na terenie Pakistanu. Szczyt do tego nie byle jaki, bo liczący ponad osiem tysięcy metrów nad poziomem morza i stanowiący dziewiąty co do wysokości szczyt świata. Jeszcze nie tak dawno był przedostatnim obok K2 ośmiotysięcznikiem, jakiego nie zdołano zdobyć zimą. Pierwsze wejście udało się dopiero ok. 50 lat temu i od tamtej pory kolejne ekipy próbują swoich sił w starciu z gigantem. Jedne odnoszą sukces, inne schodzą na dół z podkulonym ogonem. Jeszcze inne – przypłacają te próby życiem.

Losy Mackiewicza i Revol skomplikowały się, kiedy Mackiewiczowi organizm zaczął odmawiać posłuszeństwa i zapadł na dwie poważne choroby. Pierwsza z nich, choroba wysokościowa, to właściwie cała grupa problemów: zaczyna się od zawrotów głowy, nudności i problemów ze snem, mogą dochodzić też omdlenia czy halucynacje. Druga to ślepota śnieżna, która – wbrew nazwie – wcale nie oznacza, że Mackiewicz zupełnie stracił wzrok. Doznał po prostu ostrego zapalenia spojówek, które nagle zostały wystawione na zwiększone promieniowanie ultrafioletowe. To trochę tak, jakby oparzyć sobie oczy od słońca. Człowiek odczuwa światłowstręt, z bólu kurczy powieki, cierpi też na ból głowy.

W takim stanie w nocy z czwartku na piątek na wysokości 7200 m zostawiła go Revol. Nie dlatego, że nie chciała mu pomóc, ale dlatego, że już nie mogła. Mackiewicz już wtedy był w stanie agonalnym, miał odmrożone nogi, nie mógł się samodzielnie poruszać. Jedyny ratunek mogła mu przynieść ekipa ratunkowa. I o tej ekipie mówi dzisiaj cały świat.

AKCJA RATUNKOWA NA NANGA PARBAT PRZEJDZIE DO HISTORII

Na ratunek Revol i Mackiewiczowi wyruszyli Adam Bielecki i Denis Urubko – dwaj fenomenalni i odważni himalaiści, którzy dokonali czegoś niewyobrażalnego. Trasę, którą przy optymistycznych założeniach powinni byli pokonać w 16 godzin, zrobili w 8. W temperaturze wynoszącej ok. -40 stopni Celsjusza.

– Myślę, że po drodze Adam Bielecki i Denis Urubko pobili jeszcze rekord świata w szybkości przechodzenia w ścianie na Nanga Parbat. Pokonali 120 metrów w pionie, w nocy, po ciemku – relacjonował dla wprost.pl prezes Narodowego Centrum Górskiego, Bartosz Krawczak.

– Helikopter wysadził ich pod ścianą. Zrobili coś niesamowitego. Ok. 1200 metrów w 8,5 godziny. Dotarli do Revol i jak łączyłem się z nimi pod Nangą, brzmiało to dość tragicznie. Eli miała odmrożone ręce i stopy. Mówili, że będą musieli ją opuszczać. Spędzili tam parę godzin, czekali do świtu. Podali jej tlen, niezbędne lekarstwo, może nawodnili i podali coś do jedzenia. O świcie zaczęli schodzić. Ta ściana jest bardzo trudna, początek był wolny. Ale jak doszli do dolnego lodowego kuluaru, zaczęli schodzić szybciej. Sam się zdziwiłem. Ta akcja to był majstersztyk, świetnie przygotowana – opowiadał na antenie TVN24 Janusz Majer, prezes Polskiego Himalaizmu Zimowego.

Czy to wystarczy, aby okrzyknąć ich bohaterami? Bez dwóch zdań. Zwłaszcza, że ryzykowali własnym życiem, decydując się na to w ekspresowym tempie i organizując akcję ratunkową. Zwłaszcza Urubko musiał zmierzyć się jeszcze z innymi swoimi demonami.

– Pamiętam, jak Denis kilka lat temu mówił mi z przekonaniem, że pod Nanga Parbat już się nie pojawi, bo tam w 2013 roku doszło do zamachu terrorystycznego, w którym talibowie zamordowali kilku jego przyjaciół. Opowiadał, że nie mógłby tam, pod szczytem, podawać ręki ludziom, którzy mogą mieć krew na rękach. Ale, kiedy trzeba było ratować życie człowieka, Denis chciał to zrobić za wszelką cenę – napisał Jakub Radomski na łamach serwisu przegladsportowy.pl.

I uratowali. Uratowali przemarzniętą Revol, która poza odmrożeniami nie doznała zdaje się cięższych obrażeń. Teraz – dzięki ich odwadze i zdeterminowaniu – jest już bezpieczna. W przeciwieństwie, niestety, do Tomka.

NANGA PARBAT POKAZAŁA, ŻE MÓWIĆ NALEŻY MĄDRZE ALBO WCALE

Jeden ze scenariuszy zakładał, że uratować uda się także pozostawionego na wysokości Mackiewicza. Nadzieje rozwiała jednak sama przyroda.

– Niestety, warunki się pogarszają, wiatr na górze się wzmaga, jego prędkość dochodzi do 80 km na godzinę. Prognozy nie są optymistyczne, zapowiadane są na wieczór opady, a nawet burza śnieżna. W tej sytuacji akcja ratunkowa po Tomasza nie jest możliwa – tłumaczył Polskiej Agencji Prasowej Majer, cytowany przez rmf.fm.

Ale to nie były jedyne powody, dla których akcja nie miała większego sensu. Po pierwsze, Revol wprost przyznała, że Mackiewicz był w stanie agonalnym w momencie, w którym go zostawiała. To, aby zdołał przeżyć w takich, a nie innych warunkach przez tyle kolejnych godzin, jest właściwie niemożliwe. Po drugie, Bielecki i Urubko, po heroicznym ocaleniu Francuzki, sami potrzebowali odpoczynku. Oni nie poszli na spacer do parku – oni wszystkimi siłami, w katastrofalnych warunkach, ratowali jedno życie, ryzykując własnym. Podłością byłoby oczekiwać od nich, że bez odpoczynku i szans na regenerację wycieńczonych organizmów, pójdą ratować drugie. Zwłaszcza, że w przeżycie Tomka nikt już chyba nie wierzy.

Tymczasem na Twitterze Vanessa O’Brien – Brytyjka, która zdołała zdobyć K2 – napisała, że nie może uwierzyć, że nie poszli wyżej. Że wszyscy ci, którzy cieszą się z uratowania Revol, mają teraz krew na rękach. I ja nie miałabym może żalu, gdyby napisał to Mariusz z VIc albo jakiś Seba, spędzający wieczór z piwerkiem pod blokiem. Chociaż nie – nawet wtedy bym go miała, bo nie wierzę, że komukolwiek z choćby minimalnym poziomem empatii decyzja o pozostawieniu Tomka może wydawać się łatwa. Przeciwnie, to musiała być decyzja najtrudniejsza z możliwych. Nigdy nikomu nie życzę, aby musiał wybierać między życiem cudzym a własnym. Aby nie musiał ratować innych, ryzykując tak wiele. Ale tym mocniej nie mogę zrozumieć człowieka, który był tam, w górach, i napisał to, co napisał. Nie chcę przywoływać słów, które cisną mi się teraz na usta, kiedy o tym myślę, więc niech za komentarz posłuży zdanie z Marka Twaina: Lepiej jest nie odzywać się wcale i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości. 

NANGA PARBAT KONTRA RYCERZE INTERNETU

Ale jest jeszcze jeden powód, dla którego musiałam napisać ten tekst. A właściwie, dziesiątki, jeśli nie setki powodów w postaci wszechwiedzących internautów, bez cienia skrępowania rozrzucających swoje obrzydliwe komentarze po wszelkich zakątkach internetu. Komentarze, krzywdzące rodzinę Tomka, jeśli to czyta. Krzywdzące Bieleckiego i Urubko, których – zamiast wychwalać teraz pod niebiosa – miesza się z błotem i nazywa tchórzami. Ich bliskich, którzy przeżywali godziny grozy nie wiedząc, ile osób zabierze tym razem Nanga Parbat. I w końcu – wszystkich himalaistów, których nagle nazywa się idiotami, ryzykantami, ludźmi nieodpowiedzialnymi i bez krzty wyobraźni.

Nie zakładam, że tacy ludzie trafiają też tutaj. Ale jeśli macie ich wśród swoich znajomych, reagujcie. Nie pozwalajcie mieszać tych ludzi z błotem. Ludzie, dla których wspinaczka jest całym życiem, to nie są wariaci, którzy sami proszą się o śmierć i o których w chwilach krytycznych można napisać, że sami się o nią prosili. To ludzie, którzy mają pasję. Jakiś kierunek w życiu, swój sposób na nie. To ludzie, gotowi zapłacić cenę najwyższą z możliwych, byle realizować własne marzenia. To w końcu ludzie, którzy poświęcają całe lata na to, by przygotowywać się do robienia rzeczy, od których my dostajemy ciarek od samego wyobrażenia. Ilu z nas byłoby na to stać? Ilu z nas robi zawsze to, co chce i kocha, nie przejmując się tym, co pomyślą o tymi inni? To raz.

Dwa, że w momencie, kiedy ci wszyscy geniusze i domorośli sędziowie zbijali bąki w swoich ciepłych domach, ewentualnie urabiali się po łokcie w jakiejś gówno wartej pracy, Mackiewicz uczył w Indiach trędowate dzieci. Nikt tego nie sprawdził, prawda? Nikt nie przeczytał, jakim był człowiekiem, jak żył przed wyprawą? Od razu uprzedzę – w młodości był też uzależniony od heroiny i leczył się w Monarze. Ktoś powie: o, jeszcze lepiej! Nie dość, że wariat, to jeszcze ćpun! Więc ja zapytam: ilu ma siłę i odwagę, by wyrwać się z nałogu? Ilu szarpie się ze swoim życiem tak długo, aż odnajdzie w nim spokój, ukojenie i pasję? Jemu się to udało. Miał coś, dla czego chciał żyć i dla czego był gotowy umrzeć.

– Był postacią niezwykle barwną. Żył w sposób w jaki większość naszego społeczeństwa by nie potrafiła. I chyba też to jego odejście odbyło się w takim stylu, jak całe jego życie – mówił w rozmowie z TVN24 Janusz Majer i tak komentował wyprawę na Nanga Parbat:

– Dla Tomka Nanga to było marzenie. Chciał na ten szczyt wejść zimą. Pojechał kolejny raz, to była jego siódma wyprawa. Cena, jaką zapłacił, jest potworna. To była jego decyzja, apeluję o zaakceptowanie tej decyzji. Tomek został na tej górze, którą tak kochał.

NANGA PARBAT TO MIEJSCE NA ŚMIERĆ DOBRE, JAK KAŻDE INNE

I teraz wracamy do samego początku. Nikt nie ma prawa dzielić śmierci na głupie i mądre. Nikt nie ma prawa mówić innym, jak mają żyć, a tym bardziej – jak mają umierać. A takie komentarze widywałam najczęściej. Że przecież sam się o tę śmierć prosił, że gdyby nie poszedł, to by nie umarł. Więc ja podpowiem: wszyscy umrzemy. Przepraszam za bezpośredniość, ale tak wskazuje statystyka. Jedni z nas zginą w wypadku samochodowym, inni umrą na zawał, jeszcze inni na raka. Mackiewicz umarł, robiąc to, co najmocniej kochał. Nie w kraksie, nie w szpitalu, nie w domu, nie w fotelu przed telewizorem. Umarł z jednej strony po cichu, w miejscu, do którego tak mocno go ciągnęło. Z drugiej jednak – tak spektakularnie, że teraz jego nazwisko poznał cały świat.

Dlatego nie zgadzam się na mówienie, że akcja na Nanga Parbat to historia ludzkiej głupoty. To historia wielkiej miłości, pasji, poświęcenia i heroizmu. Historia, która mogła mieć zupełnie inny finał, ale miała jednak ten, a nie inny. A rozprawianie teraz o tym, czy ubezpieczenie było wystarczające, czy słusznie zrobił, osieracając dzieci i czy nie mógł przygotować się do akcji lepiej, są naprawdę bez sensu. Nie mówię, że każdy ma żyć, jak on. Nie mówię nawet, że ktokolwiek ma go za to chwalić. Mówię tylko, że każdy ma prawo wyboru. Że każdy ma prawo decydować o sobie, o swoim życiu i o swojej śmierci. O tym, czy i jak wiele jest w stanie zaryzykować. Mówię w końcu o tym, że czasem – zamiast coś powiedzieć – można się po prostu zamknąć. Bo teraz jest czas na inne słowa i na inne emocje. Na żałobę, smutek, wzruszenie, empatię, na wsparcie. Nie na krytykę, obelgi i oskarżenia.

Bo naprawdę, umrzemy wszyscy. A póki co, szanujmy się trochę.


Zdjęcie: Robert Ulph/fotolia.com

29
Dodaj komentarz

avatar
28 Comment authors
Paweł LotoszJarekPoczujMoc.plJerzy WilmanAleksander Cichowicz Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Karolina
Gość
Karolina

Dziękuję za napisanie tego tekstu. Ja rozumiem i mam nadzieję, że kiedyś wszyscy będą potrafili wykazać się empatią lub po prostu ugryźć się w język.

ale-sia
Gość
ale-sia

Z całego serca serca trzymałam kciuki za Ciebie, trzymam je nadal. Już nie za przeżycie, ale za pamięć. Żeby pamięć o Tobie była, taka na jaką sobie zasłużyłeś, a nie taka jaką Ci właśnie teraz ludzie dali. Człowieku – wielki, mega wielki szacun za determinację! Za trwanie przy swoich wyborach, przy swojej drodze, przy swojej pasji i marzeniach. Kibicowałam tej akcji ratunkowej, chyba pierwszy raz od jakiegoś czasu jakieś publiczne wydarzenie-sprawa, mnie tak zaangażowała. Kibicowałam Twoim marzeniom i Twojej walce oraz determinacji. Nawet nie wiesz jak jest mi przykro, że nie wyszło, że nie można było, że się nie dało….… Czytaj więcej »

Anna Marendziak
Gość
Anna Marendziak

Ten post jest naprawdę ważny. Od kiedy tylko pojawiała się informacja o tym, że jednak nie udało się pomóc panu Tomkowi, nieustannie trafiam na komentarze ludzi, którzy znają absolutnie najlepszy sposób na życie. Nieustannie przewijają się też komentarze o jego egoizmie, o osieroceniu dzieci, ah jaki to straszny człowiek musiał być. Nieustanne jest porównywanie himalaizmu do narkomanii. Tacy ludzie chyba nigdy w życiu nie mieli pasji, nie oddali serca czemuś, co daje radość i satysfakcję. Bohaterom ostatnich, tragicznych wydarzeń należy się ogromny szacunek i podziw, nie tylko za samo pokonanie góry, ale za przekroczenie ludzkich słabości, próbę siły z samym… Czytaj więcej »

Iga
Gość
Iga

Świetny tekst. Nie rozumiem jak można oczekiwać że Adam i Denis po takim ogromnym wysiłku ruszą na poszukiwania Tomka, bo niestety, ale to byłaby akcja poszukiwawcza. Zwłaszcza że nie mają aklimatyzacji na takiej wysokości. Oczywiście wszyscy byśmy chcieli, aby dało się uratować Mackiewicza, ale nie oczekujmy od ratowników, że pójdą na pewną śmierć. Czytałam pełne oburzenia komentarze że uratowali Francuzkę, a zostawili rodaka. Niestety takie są góry, zwłaszcza takie, tam ratuje się człowieka, a nie Polaka, czy Francuza. Chłopakom należy się ogromny szacunek za tak dobrze przeprowadzoną akcje ratunkową i naprawdę to nie nam oceniać czy postąpili słusznie, czy może… Czytaj więcej »

Marcin I businesslifemanual.pl
Gość
Marcin I businesslifemanual.pl

Sam nie wiem, co myśleć o Himalaistach. Wiem na pewno, że nikt nie ma prawa krytykować ekipy ratunkowej, że nie poszła dalej. To chyba jasne, że wybierając się na podbój ośmiotysięcznika nie będziesz miał przychodni lekarskiej na wysokości 7 000 m n.p.m. w razie gdybyś zasłabł. Idziesz tam i albo dojdziesz albo zginiesz. Z góry założyć trzeba, że pomoc tak daleko nie sięgnie. Wpis tej Brytyjki jest co najmniej nie na miejscu. Mnie w tym wszystkim pociesza jeden fakt. Że, z tego, co czytałem oni dotarli na szczyt i zaczęli z niego już schodzić. Czyli Tomek zrealizował swój plan, spełnił… Czytaj więcej »

Kasia T Durajska
Gość
Kasia T Durajska

Wzruszyłam się, naprawdę płaczę. Pięknie napisane. Nic dodać, nic ująć.

Kinia
Gość
Kinia

Moze poprostu tak mialo być, może Bog czy też ta Góra miała taki plan. Poszedł tam 7 raz i dokonał tego czego tak bardzo pragnął i poprostu ma tam już zostać na zawsze… Mogę się tylko domyślać że odszedł szczęśliwy.

Lusi
Gość
Lusi

Jak zawsze w punkt! Swoją drogą – abstrahując oczywiście od tragedii – cieszy mnie fakt, że Adam swoją postawą zamknął w końcu usta niektórym hejterom, jeszcze z czasów Broad Peaku. Życie jest cholernie przewrotne. Jeszcze 5 lat temu uznany za zdrajcę, egoistę i generalnie wszystko co najgorsze… Dziś dla większości bohater narodowy. A przecież to wciąż ten sam człowiek – pasjonat gór, sportowiec, mąż, ojciec, przyjaciel. Też ma emocje i – z racji tego czym się zajmuje – musi o wiele częściej niż przeciętna osoba podejmować dramatyczne decyzje. Oj, dużo musimy się jeszcze nauczyć jako społeczeństwo – jedni pokory i… Czytaj więcej »

Zelda
Gość
Zelda

Pięknie napisane. Kochani, przeczytałam dyskusję pod tym tekstem, dyskusję na profilu Asi na Facebooku i wiele innych dyskusji i tak sobie rozmyślam. Niektórym z nas łatwo zrozumieć, że życie bez pasji nie miałoby sensu. Innym z taką myślą zupełnie nie po drodze. Dla niektórych z nas najwyższą wartością jest rodzina, a poświęcenie (nawet pasji) dla rodziny może być dla nich źródłem spełnienia, a nie frustracji. Dla niektórych taki wybór (między pasją a rodziną) jest konfliktem tragicznym. Jesteśmy różni, mamy różne wartości, osobowości, przekonania. Pasja też nie dla każdego znaczy to samo, a i jej mechanizm bywa różny. Mamy prawo wyrażać… Czytaj więcej »

Katarzyna Płuska
Gość
Katarzyna Płuska

Twoje słowa są i moimi myślami…

Gadulec
Gość
Gadulec

Świetny tekst, sama napisałam coś podobnego dzisiaj na Fanpage’u, bo nie wytrzymałam hejtu kanapowych znawców Himalajów… Dodam tylko słowa Wandy Rutkiewicz, które idealnie pasują do tej sytuacji: „Nie powinniśmy osądzać ludzi, którzy szukają niebezpieczeństwa w najwyższych miejscach świata, lub wymagać od nich odpowiedzi na pytanie o sens tego, co robią. (…) Kiedy płacą najwyższą cenę za swoją pasję, powinniśmy po prostu o nich pamiętać”.

ruda.i.dziwna
Gość
ruda.i.dziwna

Kiedy prawie 5 lat temu, w wyprawie na Kazbek zginęło 3 mlodych chlopakow, w tym moj dobry kolega, głosy były takie same..
ileż razy musiałam tłumaczyć ludziom, że to pasja, że to odwaga, że wszyscy umrzemy, a oni zginęli pięknie, robiąc to co kochają.
I zawsze w takich przypadkach jest to samo, te same hejty.
Kiedy się nauczymy zrozumienia dla prawdziwych pasji innych. Kiedy się nauczymy nie oceniać sensu czyjejś śmierci..
Niech mu góry dadzą wieczne szczęście.

Ada | Rzeczovnik
Gość
Ada | Rzeczovnik

Świetny i bardzo mądry tekst Aśka! Od wczoraj nie mogę przestać myśleć o Nanga Parbat i himalaistach i tak się zastanawiam, kiedy to się stało, że przestaliśmy widzieć w tych ludziach pasjonatów i bohaterów, a zaczęliśmy myśleć o nich jak o kimś skrajnie nieodpowiedzialnym. Takich rzeczy nie mówiło się o Rutkiewicz i Kukuczce przecież, a może ja po prostu tego dobrze nie pamiętam, bo miałam mało lat kiedy zginęli. A może kiedyś takie podłe myśli po prostu nie opuszczały ludzkich głów, bo nie było dla nich przestrzeni zwanej internetem?

Malgo F | Migawki M.
Gość
Malgo F | Migawki M.

W samo sedno, dla mnie to historia pasji i miłości do życia, a nie igrania ze śmiercią. Mam wiele przemyslen na temat dobrej smierci, ta historia sie do nich zalicza moim zdaniem.

Iwona Przybyłek
Gość
Iwona Przybyłek

No cóż… są ludzie i ludzie. Jedni mają empatię, inni nie mają. Skoro meduza nie ma mózgu (a co za tym idzie, rozumu również) i przeżyła 650 mln lat, to jest to jakaś nadzieja dla niektórych ludzi.
Pozdrawiam.
I współczuję bardzo rodzinie tego człowieka. Ale rozumiem też jego pasję…

Magdalena Hodør
Gość
Magdalena Hodør

Dziekuje za ten tekst ❤
Piekny, wymowny i doslowny w swojej prostocie.
Od dawna sledze Twoj blog i ciesze sie, ze sie rozwija z kazdym rownie dobrym wpisem.

Mariusz Olankiewicz
Gość
Mariusz Olankiewicz

Siemka:) Piszę, bo także mam dość hejtu z każdej strony i głupoty ludzi zapatrzonych w siebie jak w obrazki płytkomyślących. Miejsca i ludzie spotkani na szlaku są fascynujący. Ale ja nie mam odwagi zmierzyć się z wysokimi górami. Zostaję przy niższych partiach. Choć jestem tylko t.zw. szwędakiem „niskich gór” wiem jak to jest niebezpieczna pasja lecz dająca nieziemską radość ze zdobytego szczytu. Szanuję ludzi z pasją i dążących o celu z uśmiechem pomimo przeciwności. Dlatego tym bardziej żałuję że nie udało się uratować Tomasza :( Kibicowałem całych sił akcji ratunkowej. Robię to co lubię i kocham, więc jestem bardzo szczęśliwy.… Czytaj więcej »

Ania
Gość
Ania

Zgadzam się z powyższym, dobrze napisane… pozwólmy każdemu żyć jak chcę, bez osądzania, to raczej nie powinna być nasza rola!

aaaaaaaaa
Gość
aaaaaaaaa

Mam ochotę użyć bardzo niecenzuralnych słów, ale to kulturalny blog. Wiem, że pasja i depresja to dwie różne sytuacje, ale chyba w ogóle nie masz pojęcia, w jaki sposób decydują ludzie po odwyku- wcale nie są zupełnie zdrowi, często pojawia się nowe uzależnienie – od sportu, rywalizacji, adrenaliny, ryzyka. To nie jest pasją. Ubliżanie mu jest niesprawiedliwe- to człowiek po ciężkich przejściach i doświadczeniu niesamowitego cierpienia, należy mu się zrozumienie. No i wszystko pięknie, tylko krew mnie zalewa, gdy piszesz „nie mów mi jak umierać”- brzmi jak z przewodnika dla samobójców. Tak, piszesz w innym znaczeniu, ale ludzie, którzy myślą… Czytaj więcej »

K F
Gość
K F

proszę nie krępuj się z niecenzuralnymi słowami… Blogerka często używa publicznie słów na k i p i bywa, że w odpowiedzi komuś

Tomasz | Tasty Way of Life
Gość
Tomasz | Tasty Way of Life

Podziwiam Tomasza, Eli, Adama, Denisa i resztę ekipy ratunkowej. Sam wchodziłem na wysokie góry. A potem urodziła mi się córeczka. I chociaż chcę w góry wrócić, to myślę podobnie jak Grzegorz Bargiel – przewodnik IVBV. Myślę, że nie tylko on w środowisku tak myśli i dlatego na Nangę zimą by już nie poszedł…

http://tastywayoflife.com/gory-sa-a-ja-zawsze-musze-wrocic-do-domu-caly-i-zdrowy-grzegorz-bargiel-wywiad/

Paweł Terpiłowski
Gość
Paweł Terpiłowski

Niestety wtyczka do wyłączania niektórym ludziom Internetu nie zadziałała prawidłowo.

Go Lisiecka
Gość
Go Lisiecka

Ten hejt, który wylał się na pana Mackiewicza jest przerażający. To niezwykle smutne z jaką łatwością przychodzi ludziom ocenianie innych, w tym osób, których w ogóle nie znają i których życie nie ma żadnego wpływu na oceniających. Z pewnością to czym zajmował się zaginiony może uchodzić za kontrowersyjne, bo jest to pasja, w której na szali kładzie się własne życie. Ponadto pan Mackiewicz jest mocno krytykowany za pozostawienie rodziny bez zabezpieczenia, ale skąd my oceniający możemy wiedzieć wszystko co stało za decyzją o wspinaniu. Może był w tym plan przyszłego zabezpieczenia rodziny, choć obarczony niezwykłym ryzykiem? Tego nie wiemy i… Czytaj więcej »

K F
Gość
K F

Żenujące… chwytliwy temat to siadam i piszę, nieważne, że pojęcia nie mam… Naprawdę na cudzej śmierci trzeba sobie oglądalność podbijać?! Aż takie to niezbędne widać…

Aleksander Cichowicz
Gość
Aleksander Cichowicz

Ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że nie potrafiłbym mieć takiej pasji, ale doskonale wiem czym jest pasja i to pasja do rzeczy postrzeganych jako niebezpieczne. Osobiście jestem nurkiem oraz jeżdżę na motorze i wielokrotnie słyszałem, że „sam prosisz się o wypadek nurkowy” lub „jesteś dawcą organów” (pomijam, że w razie wypadku na moto to co jest w środku to raczej zupa, a nie organy). Tak samo jak wspomnieni himalaiści przygotowałem się bardzo dobrze do obu pasji – kursy doszkalające itd, ale liczę się z tym każdego dnia, że mogę zejść. Podsumowując – nie jestem w stanie pojąć ludzi, którzy… Czytaj więcej »

Jerzy Wilman
Gość
Jerzy Wilman

Piszesz, jakbyś pana Tomasza znała osobiście. Jeśli tak jest, zazdroszczę Ci. Myślę podobnie i mam podobne do Twojego stanowisko w sprawie czynu pana Mackiewicza. I też widzę te próby zdeprecjonowania postawy Elisabeth Revol. Przypisania jej winy za śmierć naszego Rodaka. To smutne, jak bardzo dzisiaj mali krytykują wielkich. Pisałem o tym w swoim artykule o obojgu himalaistach, choć nieco w innym kontekście. Polecam: http://inn.media.pl/?p=570 Wpadnij na moją stronę, skomentuj :-) Jerzy Wilman

PoczujMoc.pl
Gość
PoczujMoc.pl

Dobry wpis. W naszej naturze jest, że mierzymy wszystko swoją miarą. Jak ktoś idzie przez miasto 1km i myśli że drugi to nic takiego wielkiego i Ci dwaj tam na górze też mogli by to zrobić to taki właśnie punkt widzenia. Bez wyobraźni, nawet bez próby zrozumienia. A tam trwał dramat. Umierającego, ratowanej i ratujących. Każdego w inny sposób ale bolesny dla wszystkich.

Jarek
Gość
Jarek

Nie wiem, jak to wygląda w innych krajach, ale Polacy mają tendencję to bycia specjalistami. O tym, że każdy się zna na zdrowiu nie trzeba nikogo przekonywać; każdy się zna na sporcie, co w obliczu rozpoczynającej się olimpiady będzie bardziej widoczne; oczywiście, każdy jest selekcjonerem reprezentacji w czymkolwiek; no a w obliczu gór, okazuje się, że każdy wie wszystko. Mam dość interentu pełnego hejtu… Jak łatwo jest oceniać, obrażać, krytykować, pisać, że ktoś jest niepoważny, że zostawia rodzinę, że… nie wiedząc kompletnie nic o człowieku. Nie jest tak, że Mackiewicza znałem, ale orientowałem się, co robi. Od 2013 roku wiedziałem… Czytaj więcej »

Paweł Lotosz
Gość
Paweł Lotosz

Co do drugiej czesci tekstu zgadzam sie w pelni. Nikt nie powinien oceniac zycia i osobistych wyborow drugiego czlowieka. Nie daje rowniez przyzwolenia na publiczny hejt. Odnosnie czesci pierwszej mam jednak kilka zastrzezen. Nie wiem na ile rzetelnie sledzila pani cala historie i przekazy medialne rowniez ze zrodel zagranicznych. Informacje o stanie agonalnym Tomka sa jedynie przypuszczeniem. Prawdziwy jego stan zdrowia byl znany wylacznie Revol. Pomijam juz kwestie wiarygodnosci tej osoby. Natomiast nalezy podkreslic, ze ona nigdy bezposrednio nie powiedziala o stanie agonalnym. Pierwszy raz tego zwrotu uzyl jej przyjaciel Ludovic (na jakiej podstawie? nie jest to wiadome), pozniej zostal… Czytaj więcej »