10 rzeczy, których nie wiesz o Kubie. Daj się zaskoczyć!

Jak CIA chciało pozbawić Fidela Castro brody? Jak smakują lody nazwane imieniem Che Guevary? Co robi 138 masztów przed ambasadą USA? I po co komu cygaro, liczące 100 metrów? O tych i innych ciekawostkach przeczytacie w dzisiejszym wpisie! Zabieram Was bowiem w podróż po Kubie – jednym z tych miejsc, które od zawsze pragnę odwiedzić. I kiedyś na pewno odwiedzę!

A póki co, podrzucam Wam garść ciekawostek o tym kraju, pełnym kontrastów. Kraju, w którym czas płynie wolniej, a genialna muzyka, pierwszorzędny rum i wszechobecny uśmiech mieszkańców pozwalają zapomnieć o wszystkich zmartwieniach świata. Dajcie się więc zaskoczyć i razem ze mną choć na chwilę przenieście się na bajeczną, roztańczoną Kubę!


A przed Wami – 10 ciekawostek:

1. Na ulicach wciąż spotkasz… polskiego fiata 126p

maluch

InZweiZeiten/GNU/Wikipedia

„Mały Fiat przetrwa jeszcze tysiąc lat” – śpiewał kilka lat temu zespół Big Cyc. I chociaż produkcja tego modelu została wstrzymana we Włoszech w 1980 roku, w Polsce zaś w roku 2000, to na Kubie słynny maluch wciąż ma się dobrze. Spotkać go można nie tylko na ulicach Hawany, ale i w innych zakątkach wyspy. Kubańczycy nazywają go czule „El Polaquito”, czyli po prostu… „polaczek”.

Maluchy zaczęły pojawiać się na wyspie już w latach 70. XX wieku i nic nie wskazuje na to, żeby szybko miały ją opuścić. Czasem przerdzewiałe, poprzerabiane przez Kubańczyków i przemalowane na finezyjne, jaskrawe zwykle kolory, wciąż kolebią się dzielnie ulicami wyspy. I chociaż ich stan techniczny pozostawia zwykle wiele do życzenia, to… kto by się tym przejmował? Kuba, ze swoim zamiłowaniem do starych aut (także amerykańskich!), jawi się dzięki temu jako wiecznie żywe muzeum motoryzacji.


2. Najdłuższe kubańskie cygaro mierzy 90 metrów!

Making tobacco cigars in a typical farm in Vinales, Cuba
sabino.parente/fotolia.com

Skręcił je Jose Castelar, który wyrobem cygar zajmuje się już blisko pół wieku. Co ciekawe, wcześniejszy rekord… także ustanowił on sam. Tym razem swoje gigantyczne cygaro skręcił dopiero co, bo jeszcze w sierpniu – potrzebował do tego 80 kg liści tytoniu, a swój rekord poświęcił… 90-leciu Fidela Castro! Jak się okazuje, skręcanie cygara to zajęcie na cały etat – razem z pięcioosobową drużyną Castelar pracował po 8 godzin dziennie! Zapytacie: po co to komu? Jak uważa wyrobnik, „rekordowo długie cygaro musi zawsze należeć do Kuby, ojczyzny najlepszych cygar świata”.

A ja w ramach ciekawostki zdradzę Wam jeszcze, że w 1962 roku prezydent Stanów Zjednoczonych, John Fitzgerald Kennedy, wprowadził totalne embargo na towary pochodzące z Kuby. Ale zanim to zrobił… wysłał swojego sekretarza, Pierre’a Sallingena, by ten zakupił dla niego 1200 sztuk jego ulubionych cygar. To się nazywa mieć tupet, co?


3. Ernest Hemingway pijał mojito litrami

sola_sola/fotolia.com

Mojito, dziś jeden z najpopularniejszych drinków na świecie, a przy okazji jeden z symboli Kuby, upodobał sobie przed laty Ernest Hemingway – świetny amerykański pisarz, autor takich powieści jak m.in. „Pożegnanie z bronią” czy „Stary człowiek i morze”. Ponieważ pomieszkiwał w Hawanie, do dziś uchodzi tam za jednego z największych miejscowych bohaterów. Już wtedy znany był ze swojej słabości do dwóch drinków – pierwszym było właśnie mojito, drugim zaś daiquiri (także przygotowywany na bazie białego rumu). Co ciekawe, każdy z nich zamawiał w innym barze, stąd zachowane do dziś powiedzenie: Moje daiquiri jest w El Floridita, a moje mojito w la Bodeguita del Medio.

Jeśli zaś chcielibyście przygotować mojito w domu, to podrzucam Wam przepis Marcina Rogulskiego. Potrzebne Wam będą: 50 ml rumu Havana Club, 20 ml świeżego soku z limonki, woda gazowana, 2 gałązki mięty, 2 łyżeczki białego cukru oraz kostki lodu. Na dno szklanki wsypujecie cukier, listki mięty, dodajecie sok z limonki i odrobinę wody gazowanej. Składniki lekko ugniatacie za pomocą muddlera. Następnie dolewacie rum i dorzucacie kilka kostek lodu. Lekko wstrząsacie. Na koniec dopełniacie szklankę kostkami lodu oraz wodą gazowaną. Mojito dekorujecie 2 gałązkami mięty i ozdobną rurką i… gotowe! 


4. Nie pograsz tu w „Monopoly”. Coca-Cola też jest zakazana

vintage-1092830_1280

rpleastbranch/PD/pixabay.com

W 2015 roku popularna gra „Monopoly” świętowała swoje 80. urodziny. Jak dotąd, sprzedano ją w ponad 275 milionach egzemplarzy (a mówimy tylko o oryginałach, podróbek nie licząc!). Mimo to historia zna kraje, które zakazały u siebie jej sprzedaży. Należały do nich m.in. Chiny, kraje ZSRR oraz… właśnie Kuba. Kiedy Fidel Castro doszedł do władzy, kazał zniszczyć wszystkie egzemplarze gry, jakie znajdowały się na wyspie. I to bynajmniej nie dlatego, że sam ma mało rozrywkowy charakter – po prostu nie spodobała mu się fabuła gry, opierająca się na wyścigu kapitalistów.

Na tym jednak sprzedażowe zakazy wcale się nie kończą. Na Kubie nie kupimy także oryginalnej Coca-Coli – koncern wycofał się bowiem z wyspy po tym, gdy rząd Fidela Castro zaczął przejmować prywatne aktywa. Do dzisiaj zresztą Coca-Cola uchodzi na Kubie za symbol USA, tak przecież tam potępianych. To dlatego to dzisiaj jeden z dwóch tylko krajów na świecie, gdzie legendarnego napoju kupić nie można. Drugim jest oczywiście Korea Północna. Z kolei posiadanie telefonów komórkowych było zakazane na Kubie… aż do 2008 roku. I nie, nie jest to żart.


5. Na Fidela Castro planowano ponoć 628 zamachów

Castro

Max.dai.yang/CC BY 4.0/Wikipedia

Próbowali go otruć, zastrzelić, a także wysadzić w powietrze. Jedne z bardziej z absurdalnych pomysłów zakładały, że ładunek wybuchowy zostanie umieszczony w… cygarze lub butlach do nurkowania. Ale były też zamachy, których celem było jedynie skompromitowanie Castro – jak choćby ten, w którym planowano wyczyścić jego wojskowe buty pastą z talem, która spowodowałaby… wyłysienie i utratę legendarnej brody. Inny z planów zakładał spryskanie studia telewizyjnego środkiem halucynogennym, tak aby Castro ośmieszył się podczas publicznego wystąpienia.

Pomyślicie, że stoi za tym jakiś niewybredny komik? Otóż nie, część z tych pomysłów należała do… CIA. I chociaż dokładna liczba udaremnionych zamachów nie jest możliwa do wyliczenia, to o 628 próbach mówi serial, nadawany przez kubańską telewizję państwową i noszący tytuł „Ten, który powinien żyć”. Niezależnie jednak od liczby – jak na człowieka urodzonego w piątek trzynastego, Fidel Castro nie może raczej mówić o pechu, prawda?


6. Che Guevara smakuje wiśnią i gujawą

che guevara

Alberto Korda/PD/Wikipedia

Dla jednych bohater i idealista, dla innych – zwykły morderca. Che Guevara, bo o nim mowa, zaraz po swojej śmierci stał się prawdziwą ikoną. Jego twarz widniała już chyba na wszystkim – murach, plakatach, ręcznikach, zapalniczkach, skarpetkach, slipkach, a nawet na butach, wódkach, opakowaniach prezerwatyw oraz wodzie kolońskiej. Mało tego – kubański rząd ścigać miał firmę, która wypuściła na rynek perfumy „Che Guevara”, a w Australii pojawiły się lody Magnum Cherry Guevara, o smaku wspomnianej już wiśni i gujawy.

Co ciekawe, jego najsłynniejsze zdjęcie, tak chętnie od lat kopiowane, wykonał Alberto Korda, „nadworny” fotograf Fidela Castro. Miało to miejsce 5 marca 1960 roku, w czasie zbiorowego pogrzebu ofiar eksplozji statku, przewożącego amunicję, który wybuchł w Hawanie dzień wcześniej. Portret zatytułowano wówczas „Guerrillero Heroico”, czyli „Heroiczny Bojownik”. Sam Fidel Castro mówił o nim: „Gdyby Che był katolikiem, mógłby zostać świętym”.


7. Ambasadę USA zasłania 138 wysokich masztów

Fotos 593/fotolia.com

Dwa tygodnie. Tyle wystarczyło Fidelowi Castro, by skutecznie zasłonić przed światem budynek Sekcji Interesów USA. Sposób znalazł na to dość wyrafinowany – to liczące 20 metrów maszty, dziś już gołe, a niegdyś przyozdobione w czarne flagi. Oficjalnie miały one być wyrazem żałoby po Kubańczykach, którzy zginęli z rąk amerykańskich terrorystów od czasów rewolucji w 1959 roku. Wszyscy wiedzą jednak, że powód postawienia masztów jest zupełnie inny – otóż miały one zasłaniać wielki neonowy teletekst, jaki wyświetlany był na najwyższym piętrze ambasady.

Dlaczego tak? Bo pojawiały się na nim m.in. słowa znanych bojowników o prawa człowieka, takich jak Martin Luther King czy Mahatma Gandhi, a także słowa Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Castro nie mógł znieść faktu, że budynek stoi tuż przed wyjazdem z tunelu, którym podróżuje większość Kubańczyków wjeżdżających do Hawany ze wschodu kraju – oznaczało to bowiem, że tysiące ludzi zaczną czytać niewygodne dla niego hasła. I chociaż dzisiaj czarnych flag już nie ma, to maszty wciąż stanowią niechlubne ogrodzenie budynku.


8. Z internetem na Kubie jest jak z yeti

Ingo Bartussek/fotolia.com

Wszyscy o nim słyszeli, ale nikt go nie widział. Jeśli więc nie potraficie oderwać wzroku od smartfona, a na samą myśl porzucenia Facebooka na choćby kilka dni dostajecie gęsiej skórki, to spotka Was tu niemiła niespodzianka. No chyba, że zamieszkacie w typowo turystycznym kurorcie, w którym hotelowe wifi pozwoli Wam choćby na załadowanie poczty. Kuba wciąż pozostaje bowiem jednym z tych krajów, w których o dostęp do internetu niełatwo. A kiedy już się trafi, bywa horrendalnie drogi.

I chociaż na przestrzeni ostatnich kilku lat ceny uległy obniżeniu, to dla większości społeczeństwa dostęp do sieci wciąż pozostaje nieosiągalnym luksusem. Wyobraźcie sobie, że godzina korzystania z internetu w kawiarni kosztuje około 4,50 dolara. Czyli tyle, ile wynosi… tygodniowe wynagrodzenie przeciętnego Kubańczyka. Nie dziwcie się więc, że dostęp do internetu ma zaledwie kilka procent ludności. I pomyślcie, że jeszcze gorzej jest np. w Korei Północnej.


9. Żeby się zakochać, wystarczy łyk wody

Streets of Cuba

FPWing/fotolia.com

Ale… z właściwego dzbana! Dzban ten, wykonany z gliny, ma nawet swoją nazwę – tinajón – i służy do przechowywania świeżej wody deszczowej. Przy okazji jest także symbolem miasta, położonego we wschodniej części Kuby, około 340 kilometrów od Hawany. Mowa o Ca­ma­güey, którego początki sięgają jeszcze 1515 roku – to wtedy już funkcjonować miała tutaj osada, która – nękana ciągłymi atakami piratów – została wkrótce przeniesiona w głąb lądu, a dziś uchodzi za trzecie pod względem wielkości miasto na wyspie.

Legenda głosi, że para, która wspólnie napije się wody z tinajón, ma szansę na miłość do końca życia. Może to dlatego słynne dzbany można tu spotkać na każdym kroku? Jedne małe, rzeczywiście służące do picia, inne zaś wielkie, zdolne pomieścić ludzi? Widać Kubańczycy to romantyczny naród – choć za symbol miłości robią im nie gołąbki i serduszka, a kawał dobrej gliny.


10. Na Kubie obowiązują dwie waluty

Comugnero Silvana/fotolia.com

Pierwsza z nich to CUP – pe­so cu­ba­no, czyli peso kubańskie, druga zaś CUC – pe­so co­nver­ti­ble, czyli peso wymienialne. Co ciekawe, pierw­sza z nich jest ok. 25 ra­zy mniej war­ta od drugiej! Dlatego uważajcie, żeby ich nie pomylić – zwłaszcza, gdy w sklepach wydają Wam resztę. Turyści często mylą ze sobą waluty, a dla mniej uczciwego Kubańczyka to zwyczajnie czysty zysk. Warto więc zapamiętać, że na CUC widnieją pomniki znanych osób, zaś na CUP – ich podobizny.

Na szczęście CUP rzadko trafia do naszych rąk – tą walutą posługują się głównie Kubańczycy, którzy w niej zarabiają (średnio 400 CUP miesięcznie, czyli ok. 15 CUC – w przeliczeniu na polskie, daje to jakieś… 60 zł) i w niej także wydają. Zapłacić nią można w ich sklepach, a także na ulicy – za lody, owoce, warzywa czy transport. Za większość rzeczy (w tym za noclegi czy atrakcje) turyści płacą jednak za pomocą CUC. Warto też wiedzieć, że wymienić walutę na kubańską – czy to na CUC, czy na CUP – można tylko i wyłącznie już na samej Kubie.


 UWAGA 

A jeśli i Wy chcecie poczuć się choć przez chwilę jak na bajecznej Kubie, to już we wrześniu będziecie mieć okazję! W dniach 2-4 września startuje w Warszawie weekendowy event o wdzięcznej nazwie „Prosto z serca Kuby”. Poznacie na nim styl życia Kubańczyków i ich podejście do świata, obejrzycie występy kubańskich artystów oraz weźmiecie udział w warsztatach robienia mojito. Koniecznie odwiedźcie więc wtedy Cud nad Wisłą i lepiej poznajcie Kubę – miejsce, gdzie ludzie są serdeczni i spontaniczni, a muzyka, taniec i dobra zabawa towarzyszą im na każdym kroku!

filipefrazao/fotolia.com