Bo czasem trzeba się zapić, czyli świeżutkie historie z Facebooka


Zimowa wyprzedaż w Zalando! Rabaty do -70%


Drodzy, dziś mam dla Was kolejną porcję statusów prosto z Facebooka. Może część z nich już kojarzycie, a może jeszcze nie – w każdym razie, mnie one nieustannie bawią i dobitnie świadczą o tym, że życie nie musi być nudne. Także wtedy, kiedy ma się ograniczone kompetencje społeczne i robi się za Sheldona swojego osiedla. Enjoy!

♦ ♦ ♦

kurtuazja w moim domu. chłop spity, ojciec spity, ale kultura jest:

– przyszły zięciu, wypijemy jeszcze?
– przyszły teściu, jak teściu uważa.

♦ ♦ ♦

Boże, jak to dobrze, że są na świecie kurierzy, inaczej nie miałabym o czym Wam pisać, bo przecież prawie wcale nie wychodzę z domu.

ale dzisiaj wyszłam, dziś był ten konkretny, wyjątkowy dzień, i wtedy właśnie zadzwonił kurier i powiedział, że on stoi tam, pod moimi drzwiami i że zostawił tam paczkę, w której umieszczono drzewko.

trochę nie wierzę, zwłaszcza, że jakby mamy dziecko w drodze i czekam, aż przyjdzie kosz Mojżesza, żeby nie musiało od małego sypiać na podłodze, i do tego kosza kupiłam też kilka innych rzeczy i to razem daje jakiś tysiąc wyjebanych w kosmos złotych, o których wiem, że stoją teraz na klatce na środku korytarza, na drugim końcu miasta, same, samotne, bo ktoś wziął je sobie za drzewko.

ale że ja znam kurierów nie od dzisiaj i doceniam wkład, jaki mają w moje życie osobiste oraz rozwój mojego Facebooka, to ja się nawet nie unoszę, tylko pytam spokojnie: jak, do chuja pana, mógł wziąć dziecięce mebelki za nieostrugane nawet drzewko?

na co on, ze stoickim spokojem, że paczka była wysoka i pionowa i on kiedyś podobną wiózł i w niej było drzewko. z czystej ciekawości pytam, skąd ta pewność i czy ta paczka była otwarta, na co on, że nie, ale on WŁAŚNIE TAK WYOBRAŻA SOBIE DRZEWKO.

jeśli założyć, że ten kurier miał na imię Krzysztof, to przytuliłabym go teraz do piersi i powiedziała: dziękuję, to było piękne, Krzysztofie.

♦ ♦ ♦

człowiek wyjdzie z Woli, ale Wola z człowieka – nigdy.

no i udałam się dzisiaj do pani doktor-super-profesor, przyjmującej gdzieś w samym centrum, pani do tego bardzo eleganckiej i ze dwa razy ode mnie starszej, po czym rozsiadłam się na tym jej krześle, ona mnie pyta, z czym mam problem, a ja zaczynam od:

– wiesz, co…

♦ ♦ ♦

Facebook przypomniał mi o zapisach na jakieś blogerskie warsztaty. ten dialog to była poezja:

– może jechać każdy bloger. trzeba się tylko zapić.
– ???
– zapisać, kurwa.

♦ ♦ ♦

pamiętam, jak jechałam kiedyś do Wrocławia busem. miejsc było mało, nade mną stał więc jakiś chłopak – całkiem przyjemny, ze dwa razy starszy ode mnie, cały w tatuażach, a wiadomo, że tatuaże to szał. no i tak od słowa do słowa i polubiliśmy się chyba trochę, i ja go pytam, skąd on ma te tatuaże, a on do mnie, że zrobił sobie zaraz po wyjściu z więzienia i żebym nie rozmawiała jednak z obcymi, jak z nim, bo on wie, że mu dobrze z oczu patrzy, ale on w tym więzieniu to był z chłopakami nie za byle co i chociaż wie, że źle wtedy zrobili i woli mnie nie straszyć, opowiadając mi o szczegółach, to nie żałuje i może by to nawet powtórzył, bo ZABAWA BYŁA WTEDY PRZEDNIA, HAHA.

nie muszę chyba mówić, że wybiegłam z tego busa jak poparzona na pierwszym lepszym przystanku i przez całą drogę do domu odwracałam się wtedy za siebie, wypatrując nieszczęścia. natomiast dziś taka sytuacja, że to się jakby powtarza, bo jadę sobie taksóweczką i trafia mi się bardzo rozmowny pan i on mi opowiada, że z niego jest jednak zły człowiek, ale to nie jego do końca jest wina, bo on się tu, na podwórku, między blokami wychował, właściwie to sam, na ulicy, z kluczami od domu na szyi i on nie wie, co to miękka gra. że on w sobie wypracował pewne mechanizmy obronne i jak coś mu się pozwala odstresować, to seks, a jego wkurwia to jeżdżenie, ale żebym się nie bała, bo on tak czuje, że muchy by w życiu nie skrzywdził, chociaż w sumie MUCHA TO NIE CZŁOWIEK, HAHA.

i ja tak sobie myślę, że ta cała szczerość, to jest jednak mocno przereklamowana cecha.

HAHA.

♦ ♦ ♦

kiedy myślisz, że żyjesz w największym niedoczasie, a podczas spaceru trafiasz na człowieka, wynoszącego z mieszkania choinkę…

♦ ♦ ♦

wiecie co, mnie się czasem wydaje, że ja sobie to życie zmyślam i to wszystko się nie dzieje naprawdę.

no więc ładujemy się dziś z Pawłem do pociągu o godz. 5:15. to strasznie smutna pora, ale jeszcze smutniejsze jest to, jak nam śnieg wpada do tego pociągu przez okno na korytarzu oraz jak bardzo chcę siku, a pan pod toaletą patrzy na mnie, na mój brzuch, na mnie, na mój brzuch, i już, już myślę sobie: pewnie mnie zaraz przed siebie przepuści, no bo jak to tak, nie przepuścić baby w ciąży, a on do mnie, żebym lepiej poszła poszukać sobie innej toalety, bo on czuje, że z nim to tak szybko nie będzie.

idę więc, bo to nie jest rzecz, którą i ja chciałabym czuć.

następnie wysiadam z tego pociągu, myślę: wszyscy tak narzekają na ubera, to ja sobie też spróbuję zamówić taksówkę. czas oczekiwania: 7 minut. po 23 na kurewskim mrozie lekko się niecierpliwię, dzwonię na centralę, po czym mój telefon rozładowuje się, najpewniej z zimna. tak, był naładowany. tak, łajdak po prostu mi zmarzł.

idę więc na dworzec, w czasie 100-metrowej trasy trzy razy słyszę „panieneczko, może taksóweczka”, „przejeździk dla ładnej pani” oraz „dokąd kochanieńka jedziemy” i mimo zapasu gotówki w portfelu myślę, że to powyżej mojej wytrzymałości, ładować się w auto do kogoś, kto pozwala sobie na używanie tego typu zdrobnień.

ale! dochodzę na dworzec, szukam gniazdka, znajduję jedno wolne, telefon w minutę odzyskuje utraconych 90 procent, szybko chcę oddzwonić na moją taksówkę, bo może akurat stoi i czeka. chuja tam, nie czeka. zlecenie anulowane, chociaż czekałam 23 jebane minuty, a on na mój telefon minuty maksimum 3. a chciałam dobrze – naprawdę chciałam wsiąść do tego jego daewoo, choć już sama marka zwiastowała kolejne nieszczęścia.

natomiast nie zrażam się, zamawiam ubera, pan podjeżdża w 3 minuty ciepłym i nowym autem, wiezie mnie na miejsce, ale że miejsce jest w centrum i on tam samochodem nie wjedzie, a ja potrzebuję odebrać tylko jedno małe zaproszenie i pojechać do domu dalej, to on parkuje ulicę obok, zakłada czapkę wielkości dwóch moich i mówi, że on w takim razie pójdzie, a ja sobie spokojnie w tym czasie z tym swoim brzuchem w jego ciepłym autku poczekam.

i tym sposobem moje życie znów jest jak pudełko pełne czekoladek. tylko nie zawsze z wybitnie smacznym nadzieniem.

♦ ♦ ♦

jesteśmy u lekarza na ciążowym USG. lekarz ogląda młode, po czym wywiązuje się dialog:

– o, jaki ma poważny wyraz twarzy!
– haha, to raczej nie po mnie.
– pani Joasiu, znam panią na tyle, że też bym nie obstawiał.

♦ ♦ ♦

dzwoni pani i gada mi jakieś bzdury na temat podatków. nic nie rozumiem i mówię, że nic nie rozumiem i nawet nie będę się starać, bo śpię. ale jak chce, to może zadzwonić jutro, może akurat nie będę wtedy spać. mija 10 minut, dzwoni znowu:

– dzień dobry, z tej strony…
– dzień dobry, dzwoniła pani 10 minut temu, nic się nie zmieniło, nadal śpię.
– nie, nie dzwoniłam…
– dzwoniła pani, prosiłam o telefon jutro.
– a, bo ja właśnie dzwonię, ponieważ wszyscy nasi doradcy są jutro zajęci i muszę anulować umówione spotkanie.
– proszę pani, nie umawiałam się z żadnym doradcą na żadne spotkanie, miała pani zadzwonić jutro, bo dzisiaj śpię.
– a, to też nie to… to po co właściwie ja dzwonię?

no, kobieto. to jest dobrze postawione pytanie.

♦ ♦ ♦

kierowcy ubera to są jednak śmieszki. czekam na jednego, czekam, w końcu dzwonię, a pan oburzony:

– no stoję pod szlabanem, ochroniarz nie chce mnie wpuścić!
– to stoi pan pod złym szlabanem. bo ja stoję pod swoim i tu pana nie ma. a mapa pokazuje mi, że stoi pan ulicę dalej niż powinien.
– a, faktycznie.

no kurwa mać, faktycznie.

♦ ♦ ♦

i już, już, kiedy myślisz, że w gabinecie lekarskim jesteś tak całkiem anonimowa, Twój lekarz robi usg, dziecko się wierci, na co on szczerze zmartwiony rzuca:

– przykro mi, Pani Joasiu, ale nie będzie zdjęcia na bloga…

♦ ♦ ♦

no więc wczoraj zaliczyliśmy z Pawłem pierwsze spotkanie w szkole rodzenia. po poczuciu humoru prowadzącej, zapowiada się dobrze:

– ja nie wiem, wszystkie panie boją się porodu, a to jest naprawdę pikuś przy tym, że to dziecko już na zawsze z Wami zostanie.


Poprzednie partie historyjek i dialogów znajdziecie pod tymi linkami:

Kurierzy i kierowcy Ubera. Moje ulubione gatunki człowieka

Dzień, w którym osiągnęłam wszystko

Zapiski na pudełku popcornu, czyli 12 dialogów z Nowych Horyzontów 

Przejdźmy do meritum, po prostu 

Dentysta i inne koszmary. Nowe historie z Facebooka

Jak Czerwony Kapturek w ciemnym lesie, czyli relacje z mężczyznami

Kicia, nie miaucz, czyli statusy z fejsa ocalamy od zapomnienia

Miłość, żyrafy i inne historie

Ja i ludzie. Dialogi z drogi


fot. Alexander Pokusay/fotolia.com
grupa na fb fajne dziewczyny
ikona zapisu do newslettera

Instagram