10 rzeczy, których na pewno nie zrobisz w te święta

O, jak wielkimi mistrzami jesteśmy w oszukiwaniu się! Widać to już na przykładzie postanowień noworocznych, kiedy to obiecujemy sobie, że stracimy ze 20 kg, a w efekcie tracimy co najwyżej 5 dni, bo mało która dieta trwa u nas dłużej. Albo dajemy słowo, że od stycznia już naprawdę, ale to naprawdę nie będziemy przeklinać, po czym niczym Adaś Miauczyński w „Dniu świra” rzucamy jakimś soczystym tekstem w stylu: Kurwa! Nie pocałowałem stópki Jezuska przecież mojego przed wyjściem! Zawodzić siebie – normalna sprawa. Chociaż to chyba jeszcze smutniejsze, niż zawodzić innych.

Nie wiem, czy zauważyliście, ale podobny mechanizm działa też w każde święta. Zawsze obiecujemy sobie, czego to wtedy nie zrobimy. A później… Później życie to weryfikuje i okazuje się, że nasze plany były równie absurdalne, co mianowanie Bartłomieja Misiewicza rzecznikiem MON. Pocieszające jest jednak to, że większość z nas daje się nabrać w dokładnie ten sam sposób. A zatem – czego takiego znowu nie zrobisz w święta?

1. Nie odpoczniesz

To takie zabawne – czekać na święta, żeby wreszcie odpocząć. A kto umyje za nas okna dla Jezuska, kto wymiecie kłębki kurzu spod łóżka, kto wypucuje rodzinne kryształy, kto w pocie czoła napiecze w końcu mazurków i nagotuje nam jajek? Niestety, ale to odpoczywanie w święta to jedna wielka ściema, bo gdyby darować sobie ten wcześniejszy maraton przedświątecznego zapieprzu, to najpewniej wcale nie bylibyśmy aż tak zmęczeni, żeby mieć po czym przez trzy dni odpoczywać.

2. Znowu nie odmówisz babci

Tego jeszcze jednego kawałka serniczka, jeszcze jednej łyżeczki żurku i jeszcze jednego pętka kiełbaski. Nie, nie skorzystasz z wypracowanej na swoich byłych asertywności, nie ujawnisz przed nią swoich tajnych mocy skutecznego, acz dyplomatycznego odmawiania. Babcia to babcia. Możesz wyglądać jak ludzik Michelin, a liczbą oponek przebijać miejscowy zakład wulkanizacyjny, ale tę drugą, trzecią i piętnastą dokładkę po prostu musisz zjeść. Na każdą próbę stawiania oporu usłyszysz bankowo: odchudzać, to się będziesz po świętach.

3. Nie przeczytasz tych wszystkich książek

Może była promocja w Empiku, może biblioteka była po drodze, a może masz jeszcze na półkach książki, które obiecujesz sobie przeczytać od czasów pierwszej komunii. Pakujesz je więc dzielnie do torby, walizki albo bagażnika i hejże ho, jechać w długą do mamci. Problem w tym, że święta totalnie nie sprzyjają czytaniu – chyba, że instrukcji nowego miksera albo przepisów na sałatkę jajeczną. Najpierw w świąteczny poranek obudzi Cię tekst, że to nie hotel, żeby przyjeżdżać się tylko wysypiać, a do ręki wręczona zostanie Ci miotła, później inwazję przypuszczą na Wasz dom goście i… i jedyne, co może uda Ci się przeczytać, to wysyłane z automatu życzenia w smsie.

4. Nie zabłyśniesz na miejscowym wybiegu

Więc nie wiem, po co pakować ze sobą aż tyle ubrań. No chyba, że chce się sprawdzić: a) pojemność nowej walizki, b) zawartość własnej garderoby. Ale spokojnie, sama też się zawsze na to nabieram – 3 dni świąt to jakieś 4 pary spodni i 5 sukienek. Plus bluzki, jakieś kurtki, chustki, torebki (przecież nie sposób dobrać do tego pasującej jednej!). A później człowiek i tak przechodzi święta jak cielę w piżamie i jednym, oklepanym na poprzednich świętach zestawie. No ale. Co spakowane, to nasze!

5. Nie spotkasz starych znajomych

Na koniec liceum ustanowiliście nową, świecką tradycję: święta nie święta, rodzina nie rodzina, spotkanie całą paczką musi być! Problem w tym, że im dalej posuwacie się w latach, tym ta paczka mniej liczna. A to jedna w ciąży, więc się nie wytoczy, a to drugiemu żona zasłabła, trzeciemu coś w krzyżu strzyka, a czwartemu właśnie urodziło się dziecko. Finalnie więc okazuje się, że spotkać się nie ma z kim i choć obiecujecie sobie nadrobić to przy najbliższej okazji, to wszyscy dobrze wiecie, że Waszą paczkę spotka dokładnie to samo, co spotkało kiedyś dinozaury. Dla wyjaśnienia: zagłada, a nie miejsce w książkach.

6. Nie zrelaksujesz się

Nie czarujmy się – dom to nie SPA, bo raz, że tam nie trzeba za sobą sprzątać, a dwa, że obsługa byłaby milsza. W domu za to, jak to w domu – jest lista obowiązków do wyrobienia i nieważne, że czujesz się, jak odbijający się kartą robotnik w fabryce. Swoje zrobić musisz, więc choć marzyło Ci się wyciszenie, to wyciszyć sobie możesz co najwyżej dzwonki w telefonie. W końcu do ogarnięcia masz tyle metrów kwadratowych, a do wyżywienia tyle żołądków, że i tak nie będziesz mieć czasu, żeby odebrać. Za to ciszę skutecznie wypełnią Ci goście i dobrze Ci znany, choć znienawidzony, cioteczny pisk. Najlepiej w pakiecie z wyściskaniem policzków i tekstem o tym, jak to rozkosznie jesteś okrąglutka.

7. Nie wyjdziesz za mąż

Choć pytanie o to, kiedy to nastąpi, usłyszysz jakieś pięć tysięcy razy. Zada Ci je jedna babcia, druga babcia, kilka ciotek, a po kieliszku – także dwóch dziadków i całe stadko zadyszanych od jedzenia wujków. Połowa z nich zupełnie przypadkiem ma już dla Ciebie kawalera, druga połowa oskarża Cię o skrajne lewactwo, a wszystkim zgodnie marzyłby się Twój ślub. A zaraz potem dziecko. A zaraz potem drugie. Generalnie, wszyscy Ci już ułożyli życie bez Ciebie, a Ty jak ten kret masz ochotę zapaść się teraz pod ziemię.

8. Nie uciekniesz od polityki

Mieszkasz sobie gdzieś daleko, nie masz telewizora, nie kupujesz gazet i z pełną premedytacją omijasz informacyjne portale. Od polityki nie uciekniesz jednak przy świątecznym stole. A to ktoś znowu najedzie na Kościół, ktoś inny rzuci temat aborcji, jeszcze kto inny z uporem maniaka będzie wałkował tezy na temat katastrofy smoleńskiej. I nieważne, że cofa Ci się od samego słuchania, a polityka przy stole jest zjawiskiem równie wdzięcznym, co biegunka w podróży. I tak znajdzie się ktoś, kto prędzej czy później zechce ten temat poruszyć.

9. Nie nadrobisz zaległości w pracy

Wszyscy wiemy, jaka to praca tuż przed samymi świętami. Nic się nikomu nie chce, godziny odmierzane są kolejnymi kawami, a jedyne, co ratuje przed śmiercią z nudów, to wręcz maniakalne odświeżanie Facebooka. Kiedy więc przychodzi upragniony piąteczek, wszyscy ochoczo trzaskają laptopami i dalej, pędzić do mamy. Bo przecież będą święta, masa wolnego, to wszystkie zaległości w mig się nadrobi. Tymczasem prędzej, niż nadrabianie zaległości, wyjdzie Ci królik z kapelusza. A Ty ze świąt będziesz wracać do pracy z nowym oto lękiem – że planem było nie zyskać na wadze, a nie przy okazji stracić jeszcze pracę.

10. Nie wymyślisz sposobu na zbawienie ludzkości

Więc olej ten stres i zwyczajnie, po ludzku, się wyśpij. Druga taka okazja nie nadarzy się prędko. ;)


CZYTAJ TAKŻE:

Ratuj się, kto może, czyli teksty, które usłyszysz w każde święta (3)


foto główne: jozefmicic/fotolia.com

Instagram