Polscy kierowcy: chamscy, nieodpowiedzialni, a czasem i pijani

Kim jest doświadczony kierowca? Czy to ten, który od 20 lat posiada prawo jazdy? A może ten, który przejechał w życiu dwa razy więcej niż typowy Passat z importu? Czy raczej ten, który potrafi podróżować bez narażenia życia swojego i innych, do tego w sposób bezpieczny i kulturalny? Odpowiedź jest chyba oczywista. Ja sam mam prawo jazdy od 15 lat. Tylko w tamtym roku przejechałem 60 tys. kilometrów. Bezpiecznie i kulturalnie. Ale to, co przez ten czas widziałem na drodze, często wołało o pomstę do nieba. My, Polacy, za kierownicą jesteśmy straszni. Daleko nam do Rosjan, ale równie daleko do zachodniego standardu. Czym najbardziej podpadli mi zatem nasi polscy kierowcy? I co najbardziej mnie boli w podróżowaniu po polskich drogach?

Oj, sporo. A najbardziej drażni chyba to, że łamanie przepisów i zupełny brak wyobraźni na drodze można okazać na tak wiele sposobów. Ale powoli, zacznijmy od podstaw.


TU KIELISZEK, TAM KIELISZEK, CZYLI O PIJAŃSTWIE

Ciężko poruszać taki temat bez odniesienia się do wydarzeń z ostatnich dni. Mowa oczywiście o kolizji Kamila Durczoka na autostradzie A1. Media tak mocno pompują ten temat (i słusznie zresztą), że nie ma raczej szans, żebyście o tym nie słyszeli. W ramach szybkiego skrótowca przedstawię tylko kilka suchych danych: X6, 140 km, 2,6 promila. Odpowiednio: BMW X6, którym jechał Durczok, przejeżdża prawdopodobnie 140 kilometrów i uderza w pachołek robót drogowych. Jak się okazuje podczas kontroli, Durczok ma 2,6 promila w wydychanym powietrzu. Nic nikomu się nie stało. Na szczęście.

W całej tej sytuacji straszny jest fakt, o którym mało kto mówi. To znaczy: jakim cudem aż tyle? Przecież aby dzień po libacji mieć 2,6 promila, trzeba wlać w siebie niewyobrażalne ilości alkoholu, albo pić kilka dni. Jest też jeszcze jedna opcja – można pić od rana. I mam obawę, że tutaj tak właśnie mogło być. Dla mnie to niepojęte, jak można zachować się w tak nieodpowiedzialny sposób. Nieważne, czy jesteś znanym dziennikarzem, czy typowym Kowalskim. Pijesz – nie jedziesz. Piłeś wczoraj i nie wiesz, czy możesz? Kup alkomat, idź na komendę, zbadaj się u kolegi. Za kierownicę wsiadaj tylko wtedy, kiedy jesteś absolutnie pewien swojej trzeźwości.


NIE TYLKO DURCZOK JECHAŁ PO PIJAKU

Niestety, polscy kierowcy mają całkiem błogie życie. Nasze prawo jest wciąż zbyt liberalne w odniesieniu do ludzi, którzy zostali złapani na jeździe na dwóch gazach. Sami tylko popatrzcie:

Prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości jest przestępstwem stypizowanym w art. 178a§1  Kodeksu karnego (k.k.), który brzmi: kto, znajdując się w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego, prowadzi pojazd mechaniczny w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Oczywiście, kary są o wiele surowsze, jeśli spowodujecie wypadek śmiertelny, prowadząc auto po pijaku. Wtedy grozi Wam od 2 do 12 lat pozbawienia wolności. 

A wracając do Durczoka – nie wiem, jak skończy się ta sprawa, ale mam cichą nadzieję, że będzie to przykład sprawiedliwego ukarania winnego. Nie dlatego, że nie lubię człowieka, że nie zgadzam się z jego poglądami, że jest postacią znaną. Ale dlatego, że prawo powinno być jedno dla wszystkich. Tych bardziej i mniej znanych. Budujące jest to, że sam Durczok nie widzi problemu z odtajnieniem swoich personaliów, prosi media o nazywanie go z imienia i nazwiska, oraz w pełni zgadza się z postawionymi zarzutami. Chociaż, w sumie, ciężko tutaj z czymkolwiek dyskutować …


BRAWURA I BRAK ROZWAGI

Zostawmy już jednak pijanych kierowców. Na autostradach jest taka kasta handlowców i przedstawicieli firmowych, uzbrojona w nowe Fabie czy Octavie. Najczęściej spotkasz ich za swoimi plecami, a konkretniej na tylnym zderzaku własnego auta. Jedziesz sobie te roztropne 140 km/h, wyprzedzasz ciąg tirów lewym pasem i nagle pojawia się Fabia. Jak ten rottweiler, zasapana i zaśliniona miga światłami w nadziei, że może podskoczysz, żeby ją przepuścić.

Ogólnie o lewym pasie i o tym, co wyprawiają na autostradzie polscy kierowcy, można by napisać książkę. Ale skróćmy to do jednego, wymownego porównania: lewy pas autostrady jest jak toi-toi: wchodzisz, robisz, co musisz, wychodzisz.

Autostrady to zresztą bardzo fajny twór cywilizacji. Teoretycznie miejsce, które powinno ułatwiać bezpieczne i szybkie podróżowanie. Dziś ułatwia raczej szybkie, bo o bezpieczeństwo jest coraz trudniej. Dlaczego? Bo nasze autostrady nie są zbyt rozbudowane, kierowcy dojrzali, a auta są coraz lepsze i szybsze. W efekcie wielu kierowców jeździ zupełnie bez wyobraźni, czując się, jakby te dwa pasy były stworzone tylko dla nich.

I ok, niech tak będzie, jeśli jadą nocą pustą A4, do tego sami. Natomiast kiedy na trasie jest ciasno, jest wielu innych kierowców, jeden pas jest zajęty przez tiry, to jednak życzyłbym sobie i Wam więcej wyobraźni, chłodnego myślenia, mniej energicznych sprintów i wyprzedzania prawym pasem. Pamiętajcie też, że każde nietypowe zachowanie oddziaływuje na innych kierowców, którzy nie są może tak pewni siebie i swojego auta. Może też nie mają tyle doświadczenia i łatwiej jest ich tym zmusić do popełnienia błędu, który może wiele kosztować – zarówno ich, jak i Was. 


TIR WCALE NIE MUSI GNAĆ 100 KM/H

Szczytem buractwa, który ostatnio obserwowałem, było celowe zwalnianie przed tirem przez młodego jegomościa, w nowym Mercedesie, bo tamten za długo wyprzedzał lewym pasem innego tira. Konsekwencje? Kierowca ciężarówki uciekał na nasz pas, zajeżdżając nam drogę, bo wiedział, że nie wyhamuje ze swoją masą tak szybko, jak młody dureń z Mercedesa. 

Taki apel do nas wszystkich, kochani polscy kierowcy – spróbujmy czasem postawić się na miejscu drugiego człowieka. Droga nie jest tylko dla nas, nie każdy jeździ taką bestią jak my, nie każdy tak świetnie czuje się w sytuacjach nieprzewidywalnych. Nie zmuszajmy innych do niepotrzebnego ryzyka. Zwłaszcza, jeśli sami nie chcielibyśmy go podjąć.

Zagadka edukacyjna – co dzieje się z autem, na które najeżdża tir choćby z niską prędkością?


KOMPLETNY BRAK WYOBRAŹNI

Mieszkamy w Warszawie, każdego dnia wyjeżdżam autem na miasto. Przez blisko 12 lat zaobserwowałem cały pakiet zachowań, które dziwiły kiedyś i dziś dziwią tak samo. Bo ludzie nadal nie mają wyobraźni, nie chcą się uczyć na błędach, nie przyjmują do świadomości tego, że są odpowiedzialni za auto, i to, co w nim.

Co mnie osobiście najbardziej drażni w miastach?

1. Jazda po wczorajszej integracji. I nie piję tu znowu do Durczoka. To zupełnie inna grupa kierowców. Taka, co to wczoraj coś chlapnęła, ale dziś trzeba jechać do biura. Liczą się z tym, że mogą coś we krwi mieć. Zwykle twierdzą, że nie mają. Zwykle z zakładanych 0,1 robi się 0,6 promila.

2. Blokowanie pojazdów uprzywilejowanych. I to jest dramat. Jak ograniczonym trzeba być, aby celowo, opieszale, zwalniać pas ruchu dla karetki na sygnale? 

3. Parkowanie na chodnikach, czyli polscy kierowcy w roli świętych krów. A weź użyj jeden z drugim mózgu, zanim zaparkujecie na chodniku, uniemożliwiając tym samym przejazd kobiecie z wózkiem. Albo inwalidzie.

4. Zamykanie kogokolwiek w aucie. Nieważne, czy to dziecko, czy pies. Sam się w nim zamknij na 30 minut w słońcu. Pieniądze zaoszczędzone na saunie wydaj na zbożny cel. A nie, jednak nie wydasz – ugotujesz się na śmierć. Pod tym linkiem był o tym cały tekst.

5. Szeryfowanie. Każdemu zalecam odrobinę wyrozumiałości, ludziom zdarzają się błędy na drodze. Nie ma potrzeby, żebyś zapluwając się po pas musiał tłumaczyć komuś w samochodzie obok, przez zamkniętą szybę, jak to bardzo popsuł Ci dziś nastrój.


POLSCY KIEROWCY MAJĄ NA SUMIENIU ZNACZNIE WIĘCEJ

Pewnie każdy z Was ma swoje ulubione typy kierowców. A to takich, którzy śmiecą na pobocze, a to takich, którzy celowo naginają rzeczywistość podczas przeglądów technicznych. Albo takich, gadających przez telefon, albo takich, co to wożą dzieci bez fotelików, bo za ich czasów przecież takich nie było i każdy przeżył (przynajmniej u nich w rodzinie).

Cóż. Nikt nie jest święty i każdy, kto kieruje, popełnia błędy. Czasami celowo, czasami nieświadomie. Czasami bezkarnie, ale czasami jednak nie.

W tym wszystkim chodzi jednak o to, aby z czasem stawać się coraz lepszym. Aby ci słynni polscy kierowcy funkcjonowali już tylko w nieśmiesznych dowcipach. A my wszyscy żebyśmy pracowali nad sobą i nad innymi. Poprawiali zarówno komfort jazdy, jak i jej bezpieczeństwo. Edukowali siebie i innych. Doskonalili swoje umiejętności, ale i empatię na drodze.

Ja wiem, że wkrótce wyręczą nas roboty. Ale do tego czasu dobrze byłoby dożyć.


Zdjęcie główne: Andrey Armyagov/fotolia.pl

11
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment authors
AgataPawełAsiaAnnaJustyna Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Iwona Przybyłek
Użytkownik
Iwona Przybyłek

Będąc młodszą miałam okazję jechać z kierowcą pod wpływem. Wiem, głupota jakich mało. Teraz jestem trochę starsza. Zabieram kluczyki jeśli tylko mam taką okazję. Nie ma jeżdżenia pod wpływem. Zwłaszcza po tym jak mój kolega poszedł siedzieć bo w dzień świąteczny miał wypadek. Jemu nic, drugi chłopak nie przeżył. Obydwaj po 18 lat. Nie mam prawa jazdy (i całe szczęście, bo ja i pieszo stwarzam zagrożenie), jeżdżę rowerem. I często sobie myślę, że przecież to nie jest takie trudne. Wsiadasz i jedziesz. Ale potem przypominam sobie innych na drodze. I jedno mi przychodzi do głowy… gdybyśmy tak dodatkowo do prawa… Czytaj więcej »

Justyna
Gość
Justyna

Ja bym jeszcze do tego kompletu dodała traktowanie samochodu jako przedłużenia lustra w łazience – makijaż pań jadących do pracy przy jednoczesnym prowadzeniu rozmów (na szczęście przez zestaw, ale jednak). A już nagminnie widzę pisanie sms-ów i dzięki temu „dziwną” jazdę w zatłoczonym mieście … lałabym i patrzyła, czy równo puchnie …

Anna
Gość
Anna

A mieliście kiedyś do czynienia z drogówką? Jak wrażenia?