Dziecko to nie jajko, więc przestań je gotować! Pielucha na wózku to zło!

Oto doczekaliśmy się tych kilku radosnych tygodni w roku, kiedy nawet nad Polską raczy świecić słońce. Oczywiście, nie za długo, żeby nam się z tego entuzjazmu w głowach nie poprzewracało, ale wystarczająco, żeby jedna matka z drugą zdążyła popełnić najcięższy grzech wózkowy z możliwych. To jest: przykryć wózek pieluchą, otulaczem lub kocem, ryzykując, że zafunduje mu pieluszkowy udar cieplny. A już na pewno tworząc swojemu dziecku temperaturę zbliżoną do tej, jaką miałoby jako ogórek szklarniowy albo radosny obiad w termosie.

Ludzie. Żyjemy w czasach, w których wpisanie hasła do wifi nie jest raczej życiowym osiągnięciem. Potrafimy robić sobie selfie z takim dzióbkiem, że aż dziw, że nam twarzy od tego na stałe nie powykręca. Umiemy zmieniać profilowe szybciej niż pieluchy bąbelka, a w tak zwanym międzyczasie przesiadywać na Facebooku na specjalnych grupach dla matek. Dlaczego więc nie potrafimy przeczytać tej tony artykułów, które aż krzyczą do nas tytułami? Dlaczego przykrywamy wózki, chociaż wszyscy zdążyli już napisać o tym, jak bardzo to jest szkodliwe? To jest dopiero zagadka.

Dla niewtajemniczonych: pieluszkowy udar cieplny to naprawdę poważne zagrożenie. Jak sama nazwa wskazuje, bierze się od pieluszek, ale niech to Was nie zmyli. Chodzi o każdy rodzaj zakrycia wózka tak, by uniemożliwić w nim swobodną cyrkulację powietrza. Nieważne, czy będzie to otulaczek za miliony monet czy tetrowa pielucha. Nieważne, czy sięgnięcie po kocyk bawełniany czy może typu minky. Tak czy siak, zgotujecie swojemu dziecku piekło. I to, niestety, dosłownie.

EKSPERCI NIE MAJĄ WĄTPLIWOŚCI: NIE NAKRYWAMY I JUŻ!

– Czy zdarza się Wam przykrywać wózek dziecięcy tetrową pieluszką, aby uchronić dziecko przed namiarem słońca podczas spaceru w słoneczny dzień? Pewnie tak i sam nie jednokrotnie widziałem tego typu praktyki. Czy ta metoda jest skuteczna? Niestety nie do końca. Wydawałoby się, że ta cienka, przewiewna tkanina nie zatrzymuje ciepła, a jednocześnie stanowi ochronę przed promieniowaniem słonecznym. Pieluszka, która narzucimy na wózek dziecięcy tworzy barierę, ale niestety niekorzystną, bo dziecko w wózku wówczas zaczyna funkcjonować jak w termosie. w tej sytuacji wewnątrz wózka temperatura rośnie przy jednoczesnym braku dopływu świeżego powietrza – przestrzega Łukasz Durajski, znany lekarz, prowadzący bloga doktorekradzi.pl.

Podobnego zdania jest Alicja Jaczewska – pediatra, publikująca we współpracy z Nicole Sochacki-Wójcicką.

– Nigdy, pod żadnym pozorem nie powinno się przykrywać wózka pieluszką. Niezależnie od tego, czy jest to pieluszka tetrowa, bambusowa muślinowa czy z nie-wiem-czego-jeszcze. Choćby nie wiem jak producent zapewniał o jej przewiewności, zakrycie wózka spowoduje efekt szklarni i szybki wzrost temperatury wewnątrz. Nie różni się to od zostawiania dziecka w samochodzie latem. Nie robimy tego i już! – apeluje na blogu mamaginekolog.pl.

A czym grozi pieluszkowy udar cieplny? Zacząć się może niewinnie. Od pogorszonego samopoczucia, z niepokojem, marudzeniem czy płaczem na czele. Przez przyspieszony puls i płytki oddech. Aż do wymiotów, a nawet utraty przytomności. Co więcej, ograniczenie przepływu powietrza w wózku zwiększa też ryzyko nagłej śmierci łóżeczkowej. A to już wystarczająco przerażająca wizja, żeby w ogóle chcieć ryzykować.

PIELUSZKOWY UDAR CIEPLNY TO ZAGROŻENIE DLA TWOJEGO DZIECKA!

Kilka lat temu było głośno o dziennikarzach szwedzkiego dziennika „Svenska Dagbladet”, którzy postanowili wykonać prosty eksperyment. Postawili obok siebie dwa wózki i zaczęli obserwować mikroklimat wewnątrz nich. Z tym, ze jeden był przykryty pieluszką, a drugi nie. Temperatura wyjściowa wynosiła 22 stopnie Celsjusza i w odkrytym wózku się oczywiście nie zmieniła. A wiecie, ile wynosiła temperatura w przykrytym wózku? W ciągu zaledwie pół godziny wzrosła z 22 do 34 stopni, a podczas kolejnych 30 minut – do 38 stopni Celsjusza.

I to nie chodzi tylko o to, że dziecko czuje się jak w saunie. Chodzi o to, że pod pieluchą zwiększa się wilgotność powietrza oraz dochodzi do zmniejszenia stężenia tlenu. I nie piszę Wam tego, bo jestem złośliwą lambadziarą, która pozjadała wszystkie rozumy, ale dlatego, żeby uświadomić Wam, że być może nieświadomie robiłyście do tej pory źle. Może nasłuchałyście się opowieści o tym, jak to przez brak czapeczki dzieci nabawiają się zapalenia ucha, albo że lepiej dziecko przegrzać, niż żeby miało dojść do oparzeń słonecznych. Może w ogóle nie wiedziałyście, że coś takiego jak pieluszkowy udar cieplny w ogóle jest.

Temat z czapeczką sobie darujmy, bo to bzdura nad bzdurami, a do zapalenia ucha środkowego może dość przez wirusy albo bakterie, ale na pewno nie przez legendarne „przewianie” czy „zawianie” uszu. Z kolei przegrzanie jest zwyczajnie niebezpieczne dla zdrowia i życia dziecka. Nieważne, czy robicie mu z wózka saunę, czy może ubieracie je w upał w 5 warstw, w tym obowiązkowo skarpetki i tę słynną czapeczkę. Nie wolno tego robić i już! Niemowlę Wam nie powie, że mu za gorąco, bo zwyczajnie mówić nie umie. Ba, często nawet się nie rozpłacze, bo może być już na to zbyt wyczerpane.

NIE RÓBCIE Z WÓZKA PIEKARNIKA NA KÓŁKACH

Dlatego jedna prośba: nie róbcie tego i już! Ja wiem, że poparzenia słoneczne są niebezpieczne – zwłaszcza dla delikatnej przecież skóry noworodka czy niemowlaka. Wiem, że zwiększają ryzyko zachorowania na raka skóry w późniejszych latach. I wiem, że chcecie dla swoich dzieci jak najlepiej i ostatnią rzeczą, jaką chcecie im zafundować, jest przecież pieluszkowy udar cieplny. Ale właśnie dlatego, na litość boską, nie wychodźcie z nimi na spacery, jak temperatury sięgają 30 stopni! Przecież najprostszym sposobem na uniknięcie oparzeń słonecznych jest – co logiczne – unikanie słońca! Na spacery możecie wychodzić albo wczesnym rankiem, albo późnym popołudniem – kiedy ryzyko oparzeń spada właściwie do zera. Możecie też zainwestować w parasolkę do wózka, która także stanowi schronienie przed słońcem. A przy tym nie robi dziecku z wózka namiotu i nie ogranicza w żaden sposób przepływu powietrza.

Oczywiście, do wszystkiego trzeba podchodzić zdroworozsądkowo. Jeśli w najgorszy skwar macie umówioną wizytę u lekarza, a trasa nie przebiega niestety między zaciemnionym obszarem, możecie na tych kilka, kilkanaście minut delikatnie osłonić wózek pieluszką. Zwłaszcza, że sam fakt zarzucenia na wózek pieluszki czy chusty nie jest jeszcze groźny. Groźnie robi się wtedy, kiedy materiał przykrywa wózek szczelnie, a do jego wnętrza przestaje się dostawać powietrze. A już pod żadnym pozorem nie zarzucajcie tych pieluszek i kocyków na cały czas drzemki. Same widzicie, ile zmienia każde pół godziny. Pieluszkowy udar cieplny bywa niebezpieczny, a przecież to jedna z tych rzeczy, których naprawdę da się uniknąć.

JAK CHRONIĆ DZIECKO PRZED SŁOŃCEM?

Pamiętajcie też, żeby koniecznie zaopatrzyć się w filtry UV50. W przypadku niemowlaków, korzystających jeszcze z gondoli, główkę przykrywa najczęściej budka wózka, ale i tak pozostałe części ciała powinny być posmarowane kremem z filtrem. W przypadku nieco starszych dzieci, które ganiają po placach zabaw czy towarzyszą Wam podczas spacerów, pamiętajcie też o czapeczkach z daszkiem czy kapelusikach, chroniących przed słońcem. Oraz o okularach przeciwsłonecznych, koniecznie z filtrem UV. Do tego obowiązkowo lekka odzież, bo naprawdę, jeśli Wam jest gorąco, to gwarantuję, że Waszym dzieciom też. I ostatnia ważna rzecz – nawadnianie. W przypadku maluszków – częstsze przystawianie do piersi, a w przypadku dzieci odstawionych od piersi – podawanie napojów, w tym najlepiej wody.

A najważniejsze powtórzę raz jeszcze. Żadnego zakrywania wózka! Pieluszkowy udar mózgu nie bierze się znikąd. Bierze się z niewiedzy, choć pewnie równie często z głupoty.


CZYTAJ TAKŻE:

Zdjęcie główne: licvin/fotolia.com

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o