Niemowlę wpadło do morza? Najlepiej od razu zaszczuć rodziców

Sytuacja jak z horroru. Ustka, środek dnia, dookoła pewnie sporo ludzi. W tym oni, rodzice. W wózku 3,5-miesięczne niemowlę, dziewczynka. Mają przed sobą całe życie, a chwilowo – morze. Może się rozglądają na boki, może wyciągnęli telefony i robią sobie zdjęcia. Nagle wózek zaczyna się toczyć, uderza w barierkę, wywraca się. Dziecko wypada na beton. Ale to dopiero wtedy dzieje się najgorsze – maluch stacza się prosto do wody.

Wiecie, co to jest? Nieszczęśliwy wypadek. Fatalny, ale wciąż jednak wypadek. A przy okazji, lekcja pokory dla nas wszystkich. Że trzeba mieć oczy dookoła głowy, że z takim maluchem trzeba uważać na absolutnie wszystko. Każda chwila nieuwagi może nas kosztować dużo – ba, może kosztować nas wszystko. Ale ostatnią rzeczą, jaką należy wtedy robić, jest uderzanie w rodzica. W tego rodzica, który z własnej winy/nieuwagi/głupoty doprowadził do tej tragedii. Który już i tak czuje się odpowiedzialny za to, co się stało, który zadręcza się pewnie dniami i nocami, któremu wyrzuty sumienia nie dadzą spokoju jeszcze długo.

On już dostał lekcję – oby nie najboleśniejszą z możliwych, bo dziecko od razu wyłowił przypadkowy świadek i dzięki niemu mała w szpitalu wciąż może walczyć o życie. Tym rodzicom naprawdę już nie trzeba dokładać do pieca. Ci biedni, przerażeni ludzie, czuwający teraz przy swoim dziecku i odpowiadający na dziesiątki pytań policjantów, zostali już ukarani. Zrozumcie, że wystarczająco mocno.

NIE WIESZ, CO POWIEDZIEĆ? MILCZ

Tymczasem co można przeczytać w komentarzach w internecie? Że sami sobie winni, że mają, co chcieli. Że pewnie sturlali to dziecko specjalnie, że może wypadło im jak niegdyś biedna Madzia z kocyka. Że ewolucja nie śpi, że tak właśnie działa naturalna selekcja. Że to bankowo jakiś Sebix z Karyną robili sobie selfie, a dziecko w sumie pewnie i tak byłoby po nich głupie.

I wtedy ja załamuję ręce.

Bo wiecie, co to jest? To nie jest normalna reakcja na ludzką krzywdę. To nie jest wyraz empatii, współczucia, litości, jakiegokolwiek zrozumienia. A to one byłyby tutaj wskazane. Przeciwnie. Lud z internetu dawno wydał już wyrok – rodzice głupi, nieuważni, to im się należało. I to, co się z tych komentarzy wylewa, to przede wszystkim okrucieństwo. Bezczelność. No i zwykłe chamstwo.

Nikt z nas nie wie, jak było. Ale właśnie dlatego wypadałoby założyć, że było… normalnie. Że to normalni ludzie, na normalnym spacerze. Jesteście normalni, prawda? Idę o zakład, że też robiliście sobie kiedyś zdjęcie. Że – jeśli macie dzieci – też spuściliście je kiedyś na chwilę z oczu. Może mieliście to szczęście, że nikomu nic się wtedy nie stało. Im, niestety, tego szczęścia zabrakło. Ale to nie znaczy, że są gorsi, głupsi czy – o zgrozo – że na to, co spotkało ich dziecko, jakkolwiek zasłużyli. To znaczy tylko i aż tyle, że z powodu chwili nieuwagi ich córka jest teraz w stanie krytycznym.

Wiecie, jaka jest normalna reakcja na przeczytanie takiej wiadomości? Milczenie, bo niewiele można powiedzieć. Albo wyrazy wsparcia, otuchy, współczucia. Jeśli jesteście wierzący – modlitwa do Boga. Jeśli niewierzący – zwykłe trzymanie kciuków. Bo tylko to jest teraz ważne. Tylko to i aż to – żeby dziecko przeżyło.

Tymczasem w sieci pod każdym newsem odbywa się sąd. Policja sprawdza nagrania z monitoringu, przepytuje świadków zdarzenia, ale komentujący już dawno rzucili kamieniem. I nie, nie mówię, że nie powinno się wyjaśnić sytuacji, a rodzice nie powinni ponieść kary. Mówię tylko, że ogromną karę już ponieśli i teraz należy modlić się o to, aby nie ponieśli tej największej z możliwych. Bez względu na to, jak bardzo zawinili. Ale przez wzgląd na samo dziecko.

CHCECIE WINNYCH? MOŻE WARTO POSZUKAĆ GDZIE INDZIEJ

Jeśli natomiast bawimy się w szukanie winnych, to skupmy się na tym, że to ponoć wcale nie było żadne tam molo, ale falochron. Czyli coś, po czym z założenia się raczej nie łazi. A zatem: dlaczego teren nie jest ogrodzony tak, aby ludzie rzeczywiście tamtędy nie spacerowali? A jeśli już spacerować muszą i mogą, to dlaczego nie jest zabezpieczony? 20 sekund zajęło mi znalezienie tekstu, w którym jeden z mieszkańców Ustki opowiadał, jak niebezpieczne jest to miejsce. 

– Z przerażeniem patrzę, jak beztrosko zachowują się tam turyści. Chodzą bardzo blisko kanału, nie pilnują dzieci, które tam biegają, a nawet jeżdżą na rowerach – mówił na łamach gp24.pl. – A przecież wystarczy chwila nieuwagi i dziecko potknie się i wpadnie do wody.

I, jak widać, były to słowa prorocze. Co ciekawe, dziennikarze zapytali wówczas o zdanie jednego z urzędników, który – zamiast spróbować choociaż zaproponować realne rozwiązanie – powtórzył tylko to, co wszyscy wiedzą. Że to molo jest miejscem przeznaczonym na spacery, zaś „falochron to budowla hydrotechniczna”.

– Oczywiście falochron jest dostępny, ale wchodzi się tam na własną odpowiedzialność – tłumaczył. Z kolei na sugestię, że może problem rozwiązałby montaż balustrad, rzucił, że… „wiele osób pewnie by się przez nie wychylało i dopiero to mogłoby być dla nich groźne”.

I mnie wtedy znowu wszystko opadło.

Wiecie, to trochę jak jechaniem z kretynem za kierownicą, wyprzedzaniem na trzeciego i zasłanianiem oczu dłońmi. Na zasadzie: nie widzę, to we mnie nie pierdolnie. Władze też wolą nie widzieć. I przypominać, że chodzić tamtędy nie wolno. Tylko wiecie, jak jest. O tym, że nie wolno jechać z prędkością 200km/h przypominają znaki drogowe. I co?

I tak, wiem, że każdy ma swój rozum. Ale czy wystarczająco często go jednak używa? Odpowiedzcie sobie na pytanie: czy ani razu nie złamaliście żadnego zakazu? Nie przekroczyliście prędkości? Nie zaparkowaliście na niedozwolonym miejscu? Nie wyprzedzaliście na zakręcie? Nie weszliście do wody, chociaż był zakaz kąpieli? Nie weszliście za dzieciaka za żadną bramę, choć był zakaz wstępu?

Dlatego zanim wydacie na kogoś wyrok, pamiętajcie proszę: wszyscy popełniamy błędy. Tylko nie wszyscy musimy od razu za nie płacić.


Zdjęcie: Ustka, plaża z lotu ptaka, źródło:
www.slupczewski.pl, Michał Słupczewski – Fotografia Lotnicza

Instagram