Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet

Są wszędzie: na ulicach, w sklepach, szkołach i tramwajach. Nieomylni, bezpośredni, z zasadami. Legitymujący się monopolem na rację i wiedzący, co kobieta powinna. Zwykle są w wieku naszych ojców, czasem nawet dziadków. Dopiero ich wnukowie i synowie zobaczyli w nas kumpli, towarzyszy, partnerów. Zobaczyli w nas to, czego starsi już nie zdążyli – LUDZI. Pełnoprawnych obywateli, którzy też mają uczucia, emocje, ambicje i potrzeby. Którzy też mają prawo głosu i domagają się przede wszystkim równości i szacunku.

Niestety, wciąż nie wiadomo, którzy stanowią większość. Mam cichutką nadzieję, że ci lepsi – to ich w końcu widuję na swojej drodze, a wszystkich innych staram się omijać szerokim łukiem. Problem zaczyna się jednak wtedy, kiedy mówią do nas z telewizora. Kiedy zabierają głos publicznie, dając upust swoim frustracjom, buractwu i chamstwu. Kiedy mówią wprost, że kobiety są głupie i ich mężczyźni niepotrzebne wypuścili je z kuchni. Podobne rzeczy zdarzało mi się czytać ostatnio w komentarzach na blogu: że kto dał mi prawo głosu, że może jakoś wyglądam, ale odzywać się, to już nie powinnam. Że może umiem sobie zrobić zdjęcie, ale lepiej, żebym coś ugotowała. A dyskusja była ważna, bo o aborcji. Nie o tej na życzenie, ale tej niekiedy koniecznej. Na setki, jeśli nie tysiące komentujących wciąż zdarzali się tacy, którzy pisali wprost: zamknij się i idź rodzić dzieci.

Ale to wszystko jest pikuś – być anonimowym chamem w internecie to jednak co innego, niż być chamem publicznie. A tych w ostatnich tygodniach wyłoniło nam się co najmniej sześciu. To pisarze, dziennikarze, muzycy, aktorzy, duchowni, ba – nawet politycy! Okazuje się, że bezczelność i zwykłe prostactwo rozdawane są przez los tudzież Boga po równo – niezależnie od pełnionej funkcji, odebranego wykształcenia czy też zasobności portfela. I o tych sześciu dziś porozmawiamy, a imię każdego – Złotousty.


Złotousty nr 1 – Paweł Kukiz, specjalista ds. rymów

O aborcji:

Trzeba było zdawać sobie sprawę, komu się dawało to ciało i kiedy się dawało. I jak się dawało, że się nie rozleciało.

Czyli: jak nie wiesz, co powiedzieć, to powiedz chociaż tak, żeby się rymowało. To nic, że się ośmieszysz, a nawet zrobisz z siebie idiotę. Grunt, że odtąd Twoje przekonania będą już jawne: kobieta to ta, która daje, a mężczyzna to ten, który łaskawie od niej bierze. W myśl starej, podwórkowej zasady: suka nie da, pies nie weźmie. Bo kobieta to, proszę Państwa, żadna tam istota myśląca czy czująca. Żaden tam partner do rozmów czy – tym bardziej! – do łóżka. Kobieta to obiekt podrzędny, który nie dość, że użycza innym swojego ciała (co samo w sobie jest dla mnie zdumiewające, bo jakoś tak mnie doświadczenie nauczyło, że przyjemność odczuwają obydwie strony, uprawiające ze sobą seks), to jeszcze jest na tyle niemądry (żeby nie powiedzieć – głupi!), że czasem nie wie, kiedy to to ciało daje, jak daje oraz komu daje.

Najbardziej zasmuca w tym fakt, że pan Kukiz ma w domu trzy córki i żonę. Jeżeli rzeczywiście taki jest jego stosunek do relacji damsko-męskich oraz tematu współżycia, to żyć mu się musi niełatwo. Ale – idąc jego tokiem rozumowania – to pewnie żona niewłaściwie „dawała”, skoro ani razu nie wyszedł im z tego dawania syn.


Złotousty nr 2 – abp Henryk Hoser, specjalista ds. gwałtów

O czarnym proteście:

Ten marsz był bardzo smutny, był ponury, tak jak pogoda tego dnia. Ciemno, zimno, padający deszcz i jakiś rodzaj zaćmienia. Ja tu widzę w tych postawach często zaćmienie, które nie dostrzega istoty zagadnienia.

Wiara w to, że kobieta wzięła się z męskiego żebra, jest ok. Ale w to, że ma ona zdanie inne niż Kościół, to już jest rodzaj zaćmienia. Doprawdy, odważnym trzeba być, aby powiedzieć to o tysiącach kobiet, które tamtego dnia – mimo zimna i deszczu – wyszły na ulice i domagały się poszanowania swoich podstawowych praw. Jedyne, co było wówczas smutne, to fakt, że w ogóle musiało do tego dojść – że w XXI wieku wciąż ktoś chce decydować za nas i uczynić Polskę jednym z niewielu cywilizowanych krajów na całym świecie, gdzie absolutnie delegalizuje się aborcję, a kobietę, która poroniła, wysyła przed sąd. Smutne jest też to, że my, kobiety, nie znajdujemy wsparcia w Kościele, któremu przecież także służymy – okazuje się bowiem, że nie zasługujemy na wysłuchanie, a naszą rolą jest co najwyżej śpiewać na mszy lub robić księżom za gosposie.

I dalej, o ciążach z gwałtu:

Tych przypadków nie ma wiele, z różnych względów: raz, że się rzadziej dużo zdarzają, a po wtóre fizjologia, która jest narażona na tak ogromny stres, działa w sposób przeciwny możliwości zapłodnienia.

To ja mam prośbę: niech arcybiskup stanie przed kobietami, które w wyniku gwałtu zaszły w ciążę i powie im, że widocznie za mało się wtedy zestresowały. Że przecież gdyby było to dla nich jakimkolwiek dyskomfortem, to fizjologia uchroniłaby je przed możliwością zapłodnienia! A jeśli były jednak wystarczająco zrelaksowane, to może wcale nie był to gwałt? A może były na przykład pijane? Alkohol kojąco działa na stres, zatem wystarczyło zapewne, aby wcześniej nie piły.

I powtórzę tu to, co pisałam już na swoim prywatnym profilu na Facebooku – chociaż przez wiele lat wstrzymywałam się przed krzywdzącymi kogokolwiek uogólnieniami, to trafia mnie szlag, kiedy w temacie gwałtów głos zabiera przedstawiciel grupy społecznej, która jak już gwałci, to dzieci. Może to jest – zaraz za zestresowaniem ofiary – kolejny sposób na antykoncepcję? Przecież fizjologia działa tak, że dzieci rzadko rodzą dzieci. I pomyśleć, że ktoś o podobnych poglądach zabiera głos w imieniu Kościoła! A jeśli komuś przyszłoby do głowy, że rzeczywiście w czasie gwałtu nie dochodzi do zapłodnienia, to polecam poczytać ekspertów, którzy miażdżą pana arcybiskupa, mając jego słowa za brednie.


Złotousty nr 3 – Witold Waszczykowski, specjalista ds. dobrej zabawy

O czarnym proteście:

Niech się bawią! Jeśli ktoś uważa, że w Polsce nie ma w tej chwili większych zmartwień, to proszę bardzo!

Niech się bawią. Tak protest tysięcy polskich kobiet skwitował… szef polskiej dyplomacji. Co więcej, stwierdził rezolutnie, że mamy w Polsce większe problemy niż ich życie i zdrowie. Oraz poszanowanie podstawowych praw. Rzeczywiście, na pewno o wiele ważniejsze jest przypomnienie numeru miesięcznicy katastrofy smoleńskiej oraz niemożność obdzielenia państwowymi stołkami absolutnie wszystkich członków rodzin PiS. A może ważniejsze jest wprowadzenie nowego podatku, którzy jeszcze mocniej da po kieszeniach ciężko harującym od świtu do zmroku, polskim przedsiębiorcom? Albo konflikt z Francuzami?

Mnie natomiast najbardziej zastanawia, jak ktoś taki może zajmować się dyplomacją. Przecież cokolwiek ten człowiek by sobie nie myślał, to jednak inteligencja pozwala nam filtrować myśli wypowiadalne z tymi, które należałoby raczej przemilczeć. Bo tutaj mamy ton tak kpiarski i lekceważący, że jako kobieta poczułam się urażona. Bo oto powinnam mieć większe zmartwienia i przestać się bawić w politykę – pewnie znów wrócić do garów i cieszyć się, że mnie chłop w domu patelnią nie okłada. Wy zresztą wszystkie też. A nie, się zachciało! Wolne brać, w deszczu stać, urządzać sobie przedstawienia!


Złotousty nr 4 – Jan Pospieszalski, specjalista ds. trzody hodowlanej

O Dorocie Wellman:

Jak ja słyszę, że ona krzyczy „nie jesteśmy krowami”… No, w przypadku pani Doroty Wellman radziłbym jednak bardziej oszczędne sformułowanie porównań do trzody hodowlanej.

Otóż Dorota Wellman nawoływała kobiety do udziału w czarnym proteście słowami: „My, kobiety, nie jesteśmy głupimi krowami, żeby ktoś za nas decydował”. Natomiast pan Pospieszalski pozwolił sobie na ewidentną wycieczkę odwołującą się nie do tego konkretnego zdarzenia, nie hasła i nawet nie do poglądów Wellman, ale do jej wyglądu, podobnie zresztą, jak cytowany za chwilę Piekara.

Naprawdę? Naprawdę dziennikarz, publicysta, a do tego autor programów radiowych i telewizyjnych pozwala sobie na tego typu wycieczki? Naprawdę śmie porównywać kobietę do krowy, bo nie podoba mu się, co mówi albo jak wygląda? To popatrzmy teraz na siebie. Ile z nas także nie mieściłoby się w jego kanonie? Ilu z nas powiedziałby, żebyśmy nie obrażały lepiej trzody? Tak wielkiego chamstwa polska telewizja nie widziała już dawno. A pan Pospieszalski po raz kolejny udowodnił, że może i warto rozmawiać, ale nie wszystkich warto jest słuchać.


Złotousty nr 5 – Jacek Piekara, specjalista ds. potrzeb

O Dorocie Wellman:

Do aborcji potrzebne jest zapłodnienie… Do zapłodnienia potrzebny jest seks… Dobrze wiedzieć, że Dorocie Wellman nie grozi aborcja!

Jedno jest pewne – sądząc po wszystkich wydanych dotąd książkach, panu Piekarze nie grozi tytuł wybitnego pisarza, zaś sądząc po ostatnich słowach – nie grozi mu nawet tytuł dżentelmena. Taki popis prostactwa, nieokrzesania i prymitywności człowiekowi pióra zwyczajnie nie przystoi. Oto osoba, zajmująca się kulturą (pal licho, że w sposób grafomański), śmie obrażać drugiego człowieka w sposób otwarty i bezpardonowy. Dodajmy do tego, że dyskusja toczyła się w temacie aborcji i tego, czy powinna być dopuszczalna m.in. w przypadku ciąży z gwałtu. Czyli, co?

Dorocie Wellman nie grozi aborcja, bo jest tak brzydka/gruba/nieatrakcyjna (nie wiem, co Piekarze mogło chodzić tutaj po głowie), że nikt jej nawet nie zgwałci? Czyli na gwałt trzeba sobie zasłużyć? Doprawdy, gwałt postrzegany jako nagroda czy też nobilitacja? Patrz, zgwałciłem Cię, jesteś fajna? Przecież to jest tak chore, że aż nie chce się wierzyć, że ktoś to wymyślił. Usunięcie ciąży to jedno, ale widzę, że niektórym usunięto też empatię, poczucie taktu, a może i cały mózg.


Złotousty nr 6 – Jerzy Zelnik, specjalista ds. spowiedzi

O aborcji:

Tu można chyba mówić o jakimś odczłowieczeniu tych kobiet. Może jestem bardzo surowy, ale noszę w sobie to bolesne doświadczenie aborcji, z którego nie umiem się wyspowiadać. Do końca życia zapewne będę cierpiał z tego powodu, chociaż księża tłumaczą mi, że już się z tego wielokrotnie wyspowiadałem.

Dla niewtajemniczonych: pan Zelnik sam namówił niegdyś narzeczoną do aborcji. Był wtedy młody, a teraz jest stary, więc naszło go na wyrzuty sumienia, z których się regularnie spowiada, chociaż nawet księża tłumaczą, że już chłopakowi wystarczy. I ten sam pan Zelnik – nie wiem, czy w obliczu ognia piekielnego, czy (jak powiedziałby abp Hoser) jakiegoś zaćmienia – stwierdził, że teraz będzie innych nawracał. Bo to, na co sam namówił swoją kobietę, doprowadziło najwyraźniej do jej odczłowieczenia.

Pan Zelnik mówić lubi zresztą dużo, przez co było trochę afer w temacie współpracy z SB oraz mało wdzięcznego donosicielstwa, natomiast teraz mówi nam o tym, co jest grzechem, a co nie. I jeszcze tłumaczy, co jest rodzajem odczłowieczenia. A ja myślałam, że odczłowieczenie jest wtedy, kiedy sprowadza się nas do roli inkubatora, a nasze życie stawia niżej niż być albo nie być nieuformowanego jeszcze zarodka. Poza tym – naprawdę? Samemu zdecydować się na aborcję, bo się miało wybór, a dzisiaj innym tę możliwość wyboru odbierać? To się nazywa hipokryzja, gdyby aspirujący do miana świętego pan Zelnik nie wiedział.


Podsumowując

Wydaje mi się, że te wypowiedzi mówią o ich autorach wystarczająco dużo. Pozwoliłam sobie na ten komentarz, bo takie słowa nie mogą być przemilczane. Pamiętajcie, że brak reakcji to nieme przyzwolenie. Dlatego takie zachowania trzeba napiętnować – bez względu na to, czy dzieją się wokół nas, czy w życiu publicznym. I nieważne, że tematem przewodnim była nieszczęsna aborcja, bo cokolwiek by o niej nie myśleć, obudziła w nas ona potwory. Sprawiła, że mężczyźni, których do tej pory jako tako szanowaliśmy, przemówili zupełnie innym głosem. Głosem, pozbawionym szacunku, empatii, próby zrozumienia. Oto mężczyźni pokazali, że wciąż mają kobiety za podgatunek – głupi, grzeszny, zaćmiony.

I nie pozwólmy, aby zostało im to wybaczone.


fot. pexels.com

Instagram