#metoo

Jest lato. Na rynku mojego miasta jakaś większa impreza. Pośrodku duży parking, ogrodzony murkiem. Na murku żule, to jest panowie bez pracy, za to z kratą piwa. Skóry przypalone słońcem, uśmiechnięci od ucha do ucha. Mam może 12 lat, ze mną są jeszcze dwie koleżanki.

Żeby nie było – mam na sobie zwykłe jeansy i zwykły podkoszulek. Zresztą, co innego może mieć na sobie dwunastolatka? Zero makijażu, wtedy też zero biustu. Słyszę:

– O, jaka ładna dziewczynka! Jakie ładne pieprzyki! Jak cała ładniutko popieprzona! A może ty się lubisz już pieprzyć, co?

*****

Jest zima. Mam na sobie ciepłą spódnicę z grubego materiału, pod nią czarne, grube, kryjące rajstopy. Na górze golf. Siedzę w kawiarni w samym centrum pięknego, dobrego Wrocławia. Wtedy jeszcze marzę, by pisać literaturę. Wygrywam jeden konkurs, drugi, bywam na festiwalach. Jeden z tekstów ma ukazać się drukiem, wydawca prosi o szybkie spotkanie. Nie wiem, po co, bo tekst dawno poprawiony już z inną redaktorką. Natomiast spotykamy się, pijemy kawę, jest rano.

– Nie wino? Rozumiem, że jeszcze wcześnie, ale ja się nie pogniewam, proszę wypić wino.

Mimo to piję kawę, żadne złe słowo nie pada, ale wzrok – na moje nogi – już owszem. Kończymy pracę, wychodzę. W domu czeka na mnie mail:

– Dzięki za pracę. Przepraszam za zmęczenie. Niemniej to, co chciałem, osiągnąłem. I jeszcze: rozpraszała mnie Pani, bo to jest tak, że się bohaterkę utożsamia z autorką (ach, kiedyż, no kiedyż, się tego oduczymy!), a ja się takich kobiet boję troszkę (…). Co do reszty wrażeń – to chociażeś Panna nie opisała ud bohaterki, to mam nieodparte wrażenie, że ta mogłaby zazdrościć długości i spójności. A żeby nie było że mobbing, to dodam tylko: pisz Panna prozę dłuższą. Szybko.

Ani szybko, ani wolno. Nigdy już nie odpisałam.

Od razu powiedziałam o tym swojemu (byłemu już dzisiaj) facetowi:

– To chyba miło napisał, nie?

***

Jest jesień. Pracuję w znanej redakcji, na dziewiątym piętrze przeszklonego wieżowca. Wydaje mi się, że złapałam Pana Boga za nogi, chociaż zarabiam mniej niż kelnerka i dostaję ciągle dyżury wieczorowe, w praktyce: nocne. Dyżury polegają na tym, że od godziny 18 w redakcji siedzę już sama. Nie boję się, bo jest monitoring (na korytarzu) i jest pan ochroniarz (na dole). Nie boję się, bo do domu wracam taksówkami i zawsze proszę kierowcę, żeby zaczekał, aż wejdę do klatki. Nie boję się też, kiedy w budynku zaczyna się remont. Dopiero wtedy, kiedy tuż przed północą zagląda do mnie pięciu mężczyzn.

– A pani kierowniczka to tutaj tak sama? Nie boi się nas? Bo nas jest pięciu, hehe. Jak w jakimś dobrym filmie, hehe.

Powiedzieć, jak bardzo się boję? Nie powiedzieć? Próbuję głupio żartować, ale to jedno z tych pytań, na które nie ma dobrych odpowiedzi.

*****

Jest wiosna. Pracuję jako kelnerka w popularnej sieciówce, 25 dni w miesiącu, po 10 godzin dziennie. Roznoszę pizzę. Przy jednym ze stolików siedzi on – starszy ode mnie, ale ciągle młody. Melancholijny i zamyślony. Kiedy kładę przed nim sztućce, łapie mnie za rękę:

– Chcesz? Wyjedziemy. Jutro przenoszę się do Paryża i mogę Cię zabrać ze sobą. Masz bardzo piękne oczy. Tylko musisz się dobrze ruchać.

*****

Takich sytuacji mogłabym wymienić jeszcze wiele. O, jak na przykład wtedy, kiedy musiałam napisać w redakcji swój pierwszy felieton – o zgrozo, polityczny. A że był wymierzony w PiS, to co się tam wtedy nie działo… Nie dość, że naczytałam się wtedy, że jestem brzydka, to jeszcze, że głupia. Wtedy też poznałam słowo unfuckable, tak pięknie tłumaczone jako „niejebalny”.

– Takiej to bym nawet z workiem na głowie nie ruchał!

– Ja bym ruchał, ale jakby zdjęła worek.

– A ja tak i tak, albo na zmianę.

Właśnie tak. Na znanym portalu finansowym. Teoretycznie: dla bankierów, prezesów i innych biznesowych elit.

Myślicie, że to było najgorsze? Nie, bo zwykle sprawdza się powiedzenie: kozak w necie, pizda w świecie. Czyli większość tych forumowych frustratów najpewniej nie odważyłaby się powiedzieć tego nikomu na żywo. Ale wiecie, co – jak najbardziej na żywo – mówili mi później w pracy koledzy? Że przecież to było zabawne. Że przynajmniej wiem, że mam powodzenie. Że nie ma co się burzyć, że przecież jestem fajna, a to żadna ujma, jak facet chce Cię ruchać. I że ja to w kółko powinnam pisać te felietony, bo jak taka Baśka napisała, to przeczytała, że nikt by na orkę nie wlazł, a ponoć jak się taką klepnie, to można wbijać dopiero przy trzeciej fali.

Takie to było zabawne.

Tylko wiecie, co? Ja mam to w nosie. Żadna z tych sytuacji nie podkopała mojego poczucia wartości, nie poniżyła mnie i nie upokorzyła w moich własnych oczach. Za to wszystkie doprowadziły mnie do wściekłości, bo żaden z tych mężczyzn nie pomyślał, że tak nie można. Że molestowanie seksualne to nie tylko złapanie za tyłek. Że to także każdy taki głupi żart. A kiedy próbowałam im to tłumaczyć, słyszałam, że:

1. nie mam za grosz dystansu

2. histeryzuję

3. powinnam cieszyć się z komplementów

4. każdy lubi czasem pożartować

5. jak nic mam dzisiaj okres albo zły dzień

A już mój absolutny faworyt:

– Jak Was pochwalimy za ładne oczy, to się każda cieszy, ale jak za dupę, to od razu każda obrażona! Takie to jesteście święte!

No więc tamtemu bystrzakowi i wszystkim, którzy myślą podobnie, z tego miejsca pragnę powiedzieć, że tak, są granice, które są święte. I nie mówimy wyłącznie o granicy cielesnej, ale także o każdym niestosownym komentarzu, obeldze, sugestii, geście. O każdej propozycji, która nie powinna była paść i każdym „komplemencie”, który wcale komplementem nie jest. Wszelkie żarty i insynuacje o erotycznym podtekście, wszelkie komentarze na temat naszego ciała, ubioru, stanu cywilnego, uroku czy wieku, wszelkie w końcu niechciane poklepywania po ramieniu, głaskania po karku, macania po biustach czy podszczypywania w pośladki – to wszystko składa się na definicję molestowania. Dziewczyny, pamiętajcie o tym.

Pamiętajcie, że nikt nie ma prawa odnosić się do Was w ten sposób. Nikt nie ma prawa mówić ani robić rzeczy, które sprawiają, że czujecie się niekomfortowo. Nikt nie ma prawa gwizdać za Wami na ulicach ani uderzać do Was ze swoimi łapami czy chociaż sprośnym podtekstem. Nie ma i już.

Gwizdanie to nie komplement. Macanie to nie komplement. Pochwalenie Waszej dupy to też nie komplement i ciągnący się za Wami okrzyk „ruchałbym” to też nie komplement!

Na Facebooku właśnie trwa akcja z hasztagiem #metoo, która pokazuje ogrom tego zjawiska. Od dwóch dni znajduję pod nim historie, które mrożą krew w żyłach. Czy znajduję tam wyrazy współczucia, próby zrozumienia? Też, ale równie często czytam o tym, że jesteśmy wściekłymi feministkami, że nam się w tych dupach poprzewracało, że kiedyś kobiety wiedziały, co to wysublimowany żart i potrafiły się odwdzięczyć (sic!) za taki komplement.

Błagam, nie bądźcie takie. Jeśli napisze tak Wasz chłopak/mąż/brat/partner – dajcie mu solidnie po uszach. Jeśli macie synów, wychowujcie ich tak, aby żaden nikogo nie zdołał nigdy zranić. Jeśli macie w sobie na tyle siły, dzielcie się swoimi historiami. Jeśli nie macie – wstawiajcie sam hasztag, żeby mężczyźni zobaczyli wreszcie skalę tego okrutnego zjawiska. Bo molestowanie jest okrutne. Molestowanie zostawia ślad w psychice i – przede wszystkim – jest zabronione. A to, czego nie zabrania bądź nie ściga prawo, powinny regulować zwykła, ludzka przyzwoitość oraz – po prostu – szacunek. 

Mnie takie teksty już nie ruszają. Mam bardzo ładne palce, a wybitnie to ten środkowy, który na szczęście zawsze wie, co i kiedy ma robić. Ja umiem się obronić, choć nie zawsze zdążę z ripostą. Ale są wśród nas takie, które nie potrafią. Nie gódźmy się na takie traktowanie. Nawet, jeśli wychodzimy z założenia, że przecież nas problem nie dotyczy, zatroszczmy się o to, żeby nasze przyjaciółki, matki, siostry i – co najgorsze – córki, też nie musiały nigdy wklejać u siebie hasztagu #jateż.

Mamy dokładnie taki świat, jaki sobie robimy. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle. 

Wiem, że innego nie będzie.


fot. mariesacha/fotolia.com

32
Dodaj komentarz

avatar
27 Comment authors
UnknownDiditKrzysztof ŻelechowskiDotIries Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Marta Zacharska
Gość
Marta Zacharska

Miałam kiedyś taką sytuację.. Stoję u mojej mamy w sklepie i z nią rozmawiam (nie miałam co robić w domu, więc poszłam na spacer i przy okazji do mamy, bo ruchu zbytnio nie było). Wchodzi do sklepu pijaczek, ale nie typowy żul tylko gościu co lubi sobie codziennie wypić po pracy, a więc wchodzi i mówi ” cóż to za piękna pannica, taka ładna ahh” na co moja mama, że córka, że już dorosła itd. Gościu mi sie przygląda i po chwili stwierdza „nie powiedziałbym, że to Pani córka, taka dorosła, krągłości ma za Panią, chętnie bym ją przygarnął (tak… Czytaj więcej »

Natalia
Gość
Natalia

#metoo

Dot
Gość
Dot

Mnie mój własny chłopak obmacywał publicznie (łapał za tyłek, biust) chociaż wielokrotnie powtarzałam mu, że sobie tego nie życzę.
Tak jak napisała jedna z dziewczyn na facebooku: „przeraża mnie to, za każda z nas ma takie doświadczenia”.

Konrad Szyszka
Gość
Konrad Szyszka

Wlasny chlopak jakie straszne zeczy mowisz. Moze poprostu by wam pomogla wizyta u dobrego psychoanalityka by pozbyć się swoich kompleksow

Dot
Gość
Dot

Nie wiem, o jakich kompleksach mówisz. Ja żadnych nie miałam. Chodzi o przyzwoitość i kulturę wśród ludzi.
Chodził na terapię (z innego powodu), ale toksycznym ludziom terapia nie jest w stanie pomóc.