Dlaczego nie zatańczyłabym przed Magdą Gessler?

Oglądacie „Kuchenne rewolucje”? Jeśli kliknęliście w ten tekst, to pewnie, że oglądacie. I wiecie, że Magda Gessler potrafi być równie pomocna, co niebezpieczna. Żeby nie było – chwaliłam nawet jej pomysł na parówki randkowe nigdy publicznie nie krytykowałam jej rzucania talerzami, tłuczenia okien i besztanie właścicieli. Nie krytykowałam nawet wywalania ludziom makaronów na głowę, chociaż uważam, że są rzeczy, których – z powodu poszanowania godności tak własnej, jak i cudzej – dorosły człowiek robić po prostu nie powinien. Ale albo mu dużo za to płacą, albo po prostu jest, jaki jest.

„KUCHENNE REWOLUCJE” TO NIE TANIEC Z GWIAZDAMI

To natomiast, co mnie ruszyło tym razem, to rozkaz tańczenia do kamery, wycelowany w dwóch dwudziestokilkulatków. Wiecie, jak to jest mieć 20 lat, nie? Duma liczy się wtedy bardziej od portfela, a świadomość zrobienia z siebie debila na oczach połowy Polski może być jednak ciut przytłaczająca. Zwłaszcza, kiedy chwilę wcześniej przyznało się do dość dużych życiowych porażek. Wszak narobić sobie w tak młodym wieku długów w wysokości 120 czy 250 tysięcy złotych nie umiałby każdy. Do tego trzeba mieć albo wybitnego pecha, albo zupełny brak wyobraźni.

Natomiast dwaj nieroztropni szefowie małej knajpki przyznali, że w życiu to im za bardzo nie wyszło i stąd prośba o ratunek. Co robi Magda Gessler? Wyciąga telefon i każe im tańczyć do piosenki z filmu „Wielkie piękno”. I człowiek już sam nie wie, czy to jeszcze „Kuchenne rewolucje” czy „Taniec z gwiazdami”, skoro każe się ludziom tańczyć na rozkaz, jak małpkom w cyrku, na środku tej knajpki, w biały dzień. Tak o.

KUCHARZ MA DOBRZE GOTOWAĆ, NIE TAŃCZYĆ

Otóż ja bardzo szanuję małpy i bardzo nie szanuję cyrków. Szanuję też ludzi, ich obawy, kompleksy, lęki, niechęci. Każdy z nas ma inny temperament, inny poziom wstydu, inaczej ma wyznaczone granice. I jeśli chcemy o nich rozmawiać, to dobrym do tego miejscem jest kozetka u psychoanalityka, a nie kamery z logo TVN.

Jest przecież tylu celebrytów, którzy daliby się zabić za zdjęcie z sadzonym jajkiem na głowie, że naprawdę, nie trzeba brać z ulicy Bogu ducha winnych ludzi, którzy u osoby tak nieprzewidywalnej zdecydowały się szukać ratunku.

Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie zgłoszenie się do takiego programu (bez pistoletu przystawionego do skroni) byłoby po prostu aktem cholernej desperacji. To znaczy: znamy już przypadki ludzi, którzy szukali w ten sposób darmowej reklamy, ale jak to się skończyło, to chyba wszyscy pamiętamy. Dlatego skoro tych dwóch tutaj zdecydowało się wezwać swoje ostatnie koło ratunkowe, to chyba nie po to, żeby okazało się betonowe.

WIELKIE PIĘKNO CZY WIELKI OBCIACH?

Nie wiem też, jakie jest Wasze podejście do dobrych restauracji, ale wydaje mi się, że żeby serwować pyszne, włoskie jedzenie, wcale nie trzeba tańczyć jak Włoch. Trzeba co najwyżej gotować jak Włoch, mieć smak jak Włoch, umiejętności jak Włoch, wiedzę jak Włoch. Natomiast tańczyć do piosenki Boba Sinclara nie trzeba. Nawet ja, chociaż jestem ogromną fanką „Wielkiego piękna”, włoskiego temperamentu i tańca niemal w każdej postaci, w tej konkretnej sytuacji bym jednak nie zatańczyła. A musicie wiedzieć, że tańczyłam w życiu na barach i w klatkach, do tego w białych kozaczkach – więc niby wydawałoby się, że nie wiem, co to wstyd.

Po prostu wszystko ma swój czas i swoje miejsce. A czasem – swoją ilość alkoholu we krwi. Są rzeczy, które robimy tylko po pijaku, tylko w doborowym towarzystwie albo tylko przy sprzyjającym układzie gwiazd. Oraz takie, których nie zrobilibyśmy nigdy w życiu, bo na przykład wyemituje to później TVN.

No naprawdę, bądźmy poważni. Zrobić z siebie pajaca przed grupką znajomych w nocnym klubie to jednak coś innego, niż zrobić z siebie pajaca w jednej z największych stacji telewizyjnych. Bywam tam czasem jako gość programów publicystycznych, które są mądre i poważne, więc ani trochę nie jest mi wtedy wstyd. Natomiast prawda jest taka, że nawet wtedy człowiek się boi cholernie i zastanawia: czy prosto siedzi, czy się nie garbi, czy mu powieka nie opada i czy fotel pod nim nie skrzypi.

CZARODZIEJKOM Z KSIĘŻYCA MÓWIMY „STOP”

Naprawdę, świadomość bycia wystawionym na widok całej Polski jest wtedy paraliżująca. Człowiek mówi rzeczy, których wcale nie chce, jąka się, chociaż nigdy wcześniej się w życiu nie jąkał i uśmiecha tak naturalnie, jakby do szklanki z wodą dorzucili mu mieszankę cementu i botoksu. To jest telewizja – emocje, strach, stres, nerwy.

Dlatego – choć ogromnie lubię i „Kuchenne rewolucje” i Magdę Gessler i sama chciałabym, żeby przytuliła mnie kiedyś do tych swoich wielkich, matczynych piersi, to nigdy w życiu nie zatańczyłam na jej rozkaz tak, jak tańczyć miało tamtych dwóch chłopaków. Bo poza długami, restauracjami i życiem zawodowym oni mają coś takiego, jak honor. I to okropne, zmuszać ludzi do publicznego ośmieszania się i szantażować ich, że inaczej się im nie pomoże. Tak, tak, słyszałam, że pani Magda to ma swoje metody, że ona to jest w ogóle psycholog, ale dla mnie może być też czarodziejką z Księżyca, a jednak godność to coś, co się ma i o co się dba. Tak samo, jak o swój własny komfort psychiczny.

SĄ GRANICE, KTÓRYCH SIĘ NIE PRZESUWA

I dlatego uważam, że ten odcinek – w tym przynajmniej momencie – był jednak szkodliwy. Bo to była tresura. To było danie fatalnego wyboru: albo zatańczysz, jak Ci zagram, albo Ci nie pomogę, i zostaniesz sam z tymi długami. To obrzydliwe. Tego nie robi się ludziom i wydaje mi się, że w moim odczuciu nie ma za grosz przesady. Bo nawet, jeśli ktoś z Was powie: „wielkie mi co, ja bym zatańczył”, to będzie to znaczyło tylko i wyłącznie tyle, że to Ty byś zatańczył. Ty, ze swoim charakterem, temperamentem, wstydem lub jego brakiem. A jednak nie zeszliśmy wszyscy z jednej linii produkcyjnej, nie zostaliśmy odlani z jednej formy, nie wyszliśmy z tą samą metką z tej samej fabryki. Mamy prawo się różnić i chcieć lub nie chcieć różnych rzeczy.

Wszyscy mamy prawo prosić o pomoc i odmawiać, kiedy prosi się nas o rzeczy, które uważamy za krzywdzące, upadlające czy niewygodne. I wszyscy inni mają obowiązek to uszanować. Bo to nie jest konieczność: być fajnym, tańczącym na zawołanie luzakiem.

Tak tylko przypominam. Bo zdaje się, że niektórzy nie pamiętają o tym wcale.


A Wy? Lubicie „Kuchenne rewolucje”? Pochwalacie takie metody? Czy to jednak przesada?


PS. Piosenkę z „Wielkiego piękna” i tak polecam przesłuchać. A film koniecznie zobaczyć:


Zdjęcie główne: Cilfa/fotolia.com

5
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment authors
Aleksandra RojewskaAgnesKasiaOlaEwa Studzinska Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Ewa Studzinska
Gość
Ewa Studzinska

Mieszkam poza Polska ale Kuchenne Rewolucje ogladam z sentymentu. Bardzo nie podobalo mi sie zachowanie pani Magdy I bylam tym odcinkiem zniesmaczona.

Ola
Gość
Ola

A ja uważam że nie oczekiwała od nich niczego strasznego.. faceci w wieku 20 kilku lat i nie potrafili sie przez chwile poruszać do muzyki? Już ten starszy Pan od pizzy nie widział w tym problemu. Wiesz Asia, myśle że Magdzie Gessler wcale nie chodziło o ośmieszanie tych ludzi. Dużo odcinków oglądałam i nigdy jej celem nie było upokorzenie kogoś. A jeśli się wchodzi do restauracji włoskiej w której jest tak ponuro i kelner wygląda jak zbity pies to choćby nie wiem jak dobre było to raczej by się kolejny raz tam nie wróciło. Magda chciała wykrzesać trochę życia, radości,… Czytaj więcej »

Kasia
Gość
Kasia

Kiedyś, kiedy jeszcze oglądałam telewizje, zdarzało mi się obejrzec Kuchenne rewolucje, ale zmądrzałam i przestałam.Rewolucje, tak jak wszystko w tvn są starannie wyreżyserowane.Prawda jest taka, że wiele restauracji po rewolucjach zamknięto, w tym jeden lokal w mojej okolicy.Poza tym Gessler jest osoba ordynarną, przeklina na wizji, a bluzgów to ja sobie mogę posłuchać pod monopolowym, od telewizji oczekiwałam jednak minimum kultury.