Jola spod monopola vs. Madka Polka Zapierdolka. Czyli: o czytelnikach

Choćbyś ściany bloga wyłożył różowym pluszem, a przed gośćmi z Google’a i Wykopu rozkładał czerwone dywany, to oni prędzej czy później i tak się u Ciebie pojawią. Hejterzy. Lżejszego i cięższego kalibru, ale za każdym razem tak samo sumiennie wbijający szpilę w miękki zadek Twojego blogaska. Nie wiadomo, po co w ogóle to robią i czy mają tak smutne życia, że robią to z nudów czy może wynaleźli eliksir do rozciągania doby, ale zawsze, ale to zawsze znajdą czas, żeby pisać Ci wrogie komentarze na Facebooku lub blogu i skutecznie uprzykrzyć Ci życie swoją obecnością. Dzisiaj przedstawiam swoich 10 ulubionych typów, chociaż idę o zakład, że można by wydłużyć tę listę. Kolejność przypadkowa. Zbieżność cech z autentycznymi postaciami – niezamierzona.   


1. TEŚCIOWA

Despotyczna, bezwzględna, z listą wymagań i oczekiwań. Ona najlepiej wie, jak powinna brzmieć nazwa Twojego bloga i jak często powinieneś publikować. Ona także wie, jakie tematy będą się klikać, a jakich lepiej unikać. W ogóle wie wszystko i ze wszystkim się nie zgadza i nikt nie umie krytykować tak pięknie jak ona, więc wytknie Ci nawet to, że masz nieoperacyjnego zeza, chociaż nie opublikowałeś dotąd żadnego swojego zdjęcia. Uwielbia też wytykać Ci miejsca, w których się mylisz i – jak na gramatyczną nazistkę przystało – nigdy nie wybaczy Ci, jeśli w słowie „łaska” Word podmieni Ci „ł” na „l”. Zwłaszcza, jeśli poprosiłeś, żeby zrobiła Ci łaskę i wreszcie spierdalała.


2. MADKA POLKA ZAPIERDOLKA

Urodziła dziecko, co czyni ją autorytetem w każdej dziedzinie. Jeśli napiszesz tekst o tym, jak odpoczywasz w górach, ona napisze Ci, że prawdziwe życie to są pieluchy i gary. Jeśli napiszesz, że kupiłaś nową sukienkę, to napisze Ci, że pindrzyć to się mogą tylko takie pustaki, jak Ty, bo prawdziwe życie to są pieluchy i gary. A jeśli napiszesz, że padasz na pysk, bo nic, tylko całymi dniami pieluchy i gary, to napisze Ci, że masz przestać przesadzać. Cechy charakterystyczne: rodziła naturalnie mimo 30 przeciwwskazań i karmiła piersią, dopóki dziecko się nie wyprowadziło na studia. Dziś hejtuje ludzi, bo wie, że nic lepszego jej na macierzyńskim nie spotka.


3. RYCERZ DEFINICJI

Ponieważ św. Mikołaj widział jego statusy na fejsie, to na ostatnią Gwiazdkę przyniósł mu Słownik języka polskiego. I to wystarczyło, żeby koleś regularnie rozpętywał w necie piekło. A to go wkurza, że reportaż nie jest bezosobowy, a to wypomina, że jakim cudem recenzja może być subiektywna! No kurwa, może. A raczej musi. Nie może, nie powinna, a musi. Bo taka właśnie jest jej definicja. Ale rycerz wie lepiej, on z niejednego pieca chleby jadł i niejednym kebabem się na stadionie zakrztusił. Nieważne, że od 10 lat jesteś dziennikarzem, a od 5 blogerem – on i tak pozjadał wszystkie rozumy i wkurwia się, bo brakło mu przez to miejsca na pierogi od babci.


4. WUJEK Z AMERYKI

Nigdy o nim nie słyszałeś, nie widziałeś go na oczy, nie dostałeś od niego na święta choćby listu z opłatkiem, ale nagle, w najmniej oczekiwanym momencie, okazuje się, że ON JEST. Że siedzi gdzieś tam, na tym swoim końcu świata, wierny, stęskniony i kochający, a Ty łamiesz mu serce. Bo napisałeś tekst, którego on się kompletnie nie spodziewał i z którym się kompletnie nie zgadza. Oczywiście, nigdy wcześniej nie okazywał aprobaty względem innych twoich tekstów, ale robił tak albo z wielkiego przepracowania, albo po to, żeby z nadmiaru komplementów w głowie Ci się nie popierdoliło. Natomiast dziś podpadłeś i on siłą swojego autorytetu musi pogrozić Ci palcem.


5. GULIWER INTERNETU 

Wszystko, co spotyka na swojej drodze, musi być równie duże, jak on. Jego ego jest duże, jego penis jest duży, nawet penisy jego kolegów także powinny być duże. Proszek bierze zawsze w największych opakowaniach, a jak piwo, to tylko w czteropaku. Dlatego w głowie mu się nie mieści, dlaczego czasem w statusach na Facebooku zdania, jakie publikuję, zaczynają się od litery – o zgrozo – małej. Ba, czasem w swojej manii oczekuje używania litery WIELKIEJ, a nie tylko dużej. Więc ja tu ponownie przytoczę wywiad z prof. Miodkiem, za którym konsekwentnie nigdy, ale to nigdy nie używam liter wielkich, bo wielki, to może być słoń. Ale na pewno nie, Moi Drodzy, litera.


6. MARIOLKA KREJZOLKA

Twoja ziomalka spod sklepu albo z podstawówki. Nigdy do Ciebie nie zagadała, ale przecież Cię czyta i kojarzy, a to pozwala jej sądzić, że się dobrze znacie. Mariolka nigdy nie powie Ci, że super wyglądasz, natomiast zawsze wytknie, jak wyskoczy Ci pryszcz. Nie poda Ci ręki, jak wrypiesz się w błoto, ale poprosi o szer albo żebrolajki, gdy weźmie udział w konkursie na najlepsze zdjęcie udka z gęsi, dekorowanego za pomocą szynki i parówki z serem. Ba, Mariolka czuje się z Tobą zżyta do tego stopnia, że prędzej czy później zapyta, czy nie mógłbyś pożyczyć jej stówki albo dwóch – bo mąż ją bije, albo nie bije, a przecież jak bije to kocha, a w ogóle to ma horom curke.


7. GOŚCINNA ZOFIA

Czyli taka dobra ciocia, którą zupełnie od niechcenia spotykasz na ulicy i która – choć nigdy nie mieliście ze sobą kontaktu – każde spotkanie kończy hasłem „zapraszam do siebie”. Prawdziwa cioteczka zostawiłaby Ci adres, natomiast wzorowany na niej czytelnik – o dziwo: też bloger! – wklei linka do bloga. I na nic powtarzanie, że to obciach jak solarium i białe kozaki, choć mamy 2018 – ona i tak będzie robić swoje. Co więcej, szczerze wierzy, że dzięki temu nagabywaniu ściągnie do siebie tłum ludzi. I chociaż Google Analytics co miesiąc wyprowadza ją z błędu, to ona wierzy w tę swoją metodę jak w wyższość jarzynowej z ryżem nad jarzynową z groszkiem.


8. TYPOWA PANDA

Czyli pan da lajka, pan da komentarz, pan da szera, pan da jakieś głaski na nowe blogaski. Panda może mieć kilkanaście lat i od dwóch dni bloga na blogspocie, a może być też całkiem dorosła i całkiem doświadczona i występować nie tylko w roli komentatora, ale i całkiem sporego blogera. Panda przy każdym zajawieniu posta na Facebooku pisze, że jak zbierze 1000 lajków, to mąż pozmywa za nią naczynia, a jak 2000, to nie będzie musiała uprawiać z nim seksu. Panda robi to, żeby połechtać swoje ego albo dlatego, że ma współpracę i chce się pochwalić przed klientem zajebistymi statystykami. To jedyna panda, co do której szkoda trochę, że nie jest na wymarciu.


9. JOLA SPOD MONOPOLA

Wiejska cichodajka. Poznasz ją po tym, że wszystko wszystkim dawałaby za darmo. To dlatego oburza się, że bloger za swoją pracę śmie otrzymywać też płacę. Wpis sponsorowany? Na blogu? Kto to widział, żeby bloger się sprzedał! Kto to widział, żeby codziennie pracować i chcieć za to wynagrodzenie? Przecież ona sama najchętniej by pracowała za darmo, ale ma taką zrytą robotę, że co miesiąc dostaje wypłatę. No, nic nie zrobi, nic nie poradzi. Natomiast ma pretensje do innych, że nie wystrzegają się jej największych błędów. Sama by bloga pisała za darmo i na maile odpowiadała za darmo i na komentarze też odpisywała za darmo. Tylko że nie ma bloga, więc tego robić nie musi.


10. PIERWSZY PO BANA

No i bang, miarka się przebrała, on więcej mojego bloga czytać nie będzie i zaraz mnie nada do Czaplickiej na kryzysy, które wybuchają w weekendy. Podpadłam wpisem sponsorowanym, niesponsorowanym, poruszonym tematem, nieporuszonym tematem. A w ogóle to jestem zła, głupia, brzydka i okropna i on już naprawdę więcej na mnie czasu tracić nie będzie, ale że w młodości nasłuchał się piosenek zespołu Happy Sad, to udzieliła mu się fraza „ale zanim pójdę”. Toteż on, zanim pójdzie, musi napisać, że UNLIKE. Że to już koniec, że nie będzie więcej miłości między nami, że on więcej na bloga nie wejdzie, a na Facebooku postanawia przestać mnie lubić. No naprawdę, płaczę jak kilkulatek po mlecznym zębie. Albo jednak NIE.


Tekst pisany z przymrużeniem oka. Jeśli rażą Cię wulgaryzmy, wystarczyło zamknąć oba ;) 


Zdjęcie główne: gratisography.com