Jak kobieta kobiecie? Oto dowody na to, że babska solidarność istnieje!

To było kilka tygodni temu. „Pytanie na śniadanie” realizowało odcinek o programie Ciąża Plus, o którym pisałam zresztą później na blogu (tekst znajdziecie pod tym linkiem). Razem ze mną na kanapie zasiadła rzeczniczka Ministerstwa Zdrowia. Kobieta zupełnie mi obca, na pewno też ode mnie starsza. Nie zamieniłyśmy ze sobą wcześniej ani słowa, spotkałyśmy się tuż przed wejściem na antenę. Niestety, studio było w plenerze, a jedyna droga wiodła przez… trawę. A ja wystrojona: body, spódnica, szpileczki. No właśnie – szpileczki. I wtem pani rzecznik do mnie, że mam całą szpilkę uwaloną w błocie. Ale tak konkretnie, że gruda na grudzie i jeszcze gdzieś tam zielsko wystaje. Niby nic, niby nie musiała, a jednak miło. Dojrzała, elegancka kobieta, takiej gówniarze, co to biegła do programu po trawie. Dzięki niej zdążyłam wyczyścić buty, a spalenie się na wizji zostawić sobie na bardziej odległą w czasie okazję.

BABSKA SOLIDARNOŚĆ NAPRAWDĘ ISTNIEJE!

Wiecie, co sobie wtedy pomyślałam? Że kurczę! Tyle mówi się o tym, że kobieta kobiecie wilkiem. Że jesteśmy wredne, zazdrosne, zawistne. Życzymy sobie źle, zamiast okazywać wsparcie. Że niechętnie dzielimy się wiedzą, umiejętnościami, pomocą. A przecież wcale tak nie jest. Sama nie zliczę, ile razy na własnej skórze przekonałam się, że babska solidarność istnieje. Dlatego zapytałam o to Fajne dziewczyny z mojej dziewczyńskiej grupy wsparcia na Facebooku (zapraszam, jeśli jeszcze w niej nie jesteście!). I to, co tam przeczytałam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Wybrałam więc trochę historii i podrzucam Wam je tu niżej. Trochę w ramach ciekawostek, trochę ku pokrzepieniu serc, a trochę jako lekcję, że naprawdę niewiele trzeba, żeby wszystkim nam żyło się lepiej.

Znajdziecie tu rozmaite opowieści – od złamanych serc, przez suto zakrapiane imprezy, aż po sukienki, wepchnięte w majtki czy papiery toaletowe, przyklejone do butów. Czasem jest strasznie, czasem od razu śmiesznie. Ale zawsze – po babsku, serdecznie i szczerze ;-)


BABSKA SOLIDARNOŚĆ – WASZE HISTORIE: 


Wiola: Od ponad roku chodzę na siłownię z racji tego, że bardzo przytulam przez hormony. Na siłce ciągle dopadają mnie myśli, jak bardzo nie znoszę swojego ciała i dlaczego wszędzie są te cholerne lustra, żeby mi o tym przypominać. Nie widzę żadnych efektów, a miesiące mijają. Któregoś dnia słyszę za sobą: „super wyglądasz”. Odwracam się, a tam totalnie obca kobieta mówi to wprost do mnie. Zatkało mnie z wrażenia, myślałam, że żartuje. Podeszła bliżej i mówi, że pamięta mnie, jak na początku tu przyszłam i miałyśmy razem zajęcia z fit boxingu. Powiedziała, że moje ciało to totalna przemiana i że mam super tyłek po ćwiczeniach. Obca babka na siłowni była w stanie od serca powiedzieć, że moje ciało wygląda dobrze. To mi się często nie zdarza 


Ada: Kilka lat temu zawaliłam koncertowo rozmowę o pracę. Kasa się po przeprowadzce do nowego miasta zaczęła kończyć i czułam ciśnienie. Wróciłam do mieszkania i okazało się, że nie mam klucza. Chłopak dopiero miał wrócić za 2h, więc czekałam na niego w McDonald’s nocnym (była godz. 22) i płakałam. Kelnerka przyszła i bez słowa podała mi herbatę i dodatkowe serwetki. Potem pytała kilka razy, czy już mi lepiej. Chwilę później padł mi telefon, więc jakieś dwie dziewczyny, wracające z imprezy, pożyczyły mi ładowarkę na chwilę.


Magdalena: Ostatnio, przechodząc ulicą, szłam koło starszej pani. Patrzyłam pod nogi, żeby się nie potknąć, a tu widzę, że ta pani ma przyklejaną do podeszwy lewego buta dużą, silikonową wkładkę, do tego brudną i ciągnącą się. Podziękowała mi chyba ze 3 razy. Mnie też jedna pani w jadącym samochodzie zwróciła uwagę, że pół sukienki mam wciągniętą w rajstopy. Czyli przez jakieś 20 minut od wyjścia z domu szłam przez miasto (mieszkam w centrum) z połową sukienki w rajstopach tak, że było mi widać cały pośladek w majtkach. Dobrze, że chociaż ładną bieliznę miałam tamtego dnia…


Bogna: Stałam w kolejce w markecie, mając koszyk wypełniony po brzegi, a do tego kartony przeprowadzkowe oraz dwa leżaki. Kompletnie sobie nie radziłam – wszystko leciało, spadało, wymykało się z rąk, kiedy trzeba było to na taśmie położyć. Starsza pani za mną z uśmiechem przejęła część kartonów, przytrzymała leżaki, mówiąc: „bo my musimy sobie pomagać. Pani się spokojnie wypakuje, a ja potrzymam”. Od razu wszystko poszło szybciej. Niby nic, ale jej pomoc i uśmiech rozjaśniły mi wtedy dzień.


Aga: Podeszła do mnie w metrze dziewczyna i powiedziała, że ubrudziłam się na twarzy – robiłam coś w pracy, dotknęłam smaru, a potem jakoś przypadkiem twarzy. Została ze mną, kiedy to ścierałam, żeby mi powiedzieć, czy schodzi i czy w dobrym miejscu. Błahostka, ale pamiętam, że nie dała mi z siebie robić wariata ❤️


Dominika: Byłam z koleżanką u lekarza. Ja, żeby odebrać wyniki, a ona chciała sprawdzić, czy z nią wszystko dobrze, bo bardzo źle się czuła. Ja dowiedziałam się, że jestem w ciąży, a ona, że prawdopodobnie jest w ciąży pozamacicznej. Lekarz kazał mi wieźć ją do szpitala. Tak strasznie przejęłam się całą tą sytuacją, że wykręcając autem… Zawiesiłam się na lampie. Chyba zapomniałam, że można kręcić kierownicą też w drugą stronę. Po nieudanych próbach koleżanka zadzwoniła po swojego chłopaka i wyszła po niego, żeby wiedział, gdzie podjechać. Ja wysiadłam z auta zaryczana. Auto dalej sobie „wisiało”. Podeszły do mnie dwie Belgijki i łamanym angielskim próbowały mnie pocieszyć, przytulały, kazały wsiąść do auta i kierowały mną, żebym jakoś wyjechała. Zderzak urwałam. ?Pocieszały, że „sklei się na taśmę”, próbowały go jakoś „wstawić” na swoje miejsce. ? Były przekochane, cały czas mnie uspokajały. Nigdy tego nie zapomnę.


Klaudia: Sylwester parę lat temu, godz ok. 3 nad ranem – poszłyśmy z koleżanką na stację, bo zabrakło nam kilku rzeczy. Spotkałyśmy dziewczynę, w samej sukience, szpilkach, widać było, że mocno wstawiona. Zagadałyśmy do niej. Okazało się, że dziewczyna nie wie, jak się nazywa, gdzie była, gdzie idzie, nie miała telefonu, żadnych dokumentów. Oddałyśmy więc jej po jednym bucie, bo bolały ją nogi, otuliłyśmy szalikami. Przez pół miasta szłyśmy z nią i szukałyśmy, skąd wyszła i kto może jej szukać. Na szczęście udało się znaleźć jej partnera, który w sumie nawet nie podziękował za odprowadzenie dziewczyny i nawet nie zauważył jej zniknięcia, chociaż z nami spędziła co najmniej godzinę.


Karolina: Kiedyś miałam spotkać się z chłopakiem. Zależało mi na nim bardzo. On jednak nie przyszedł… Napisał mi, że wybiera inną, w międzyczasie mój szef znęcał się nade mną psychicznie i szantażował mnie, a ja byłam pewna, że ten chłopak, który nie przyszedł, mi pomoże. Potrzebowałam wsparcia, żeby jakoś wyjść z tej sytuacji. Siadłam na Błoniach pod zamkiem w Lublinie i wyłam w głos. Podeszła do mnie jakaś parę lat młodsza dziewczyna. Siedziała ze mną, dała chusteczkę, pozwoliła się wypłakać, a potem podprowadziła mnie do centrum interwencji kryzysowej. Wyszłam z tego. Gdyby nie ona, nie wiem, co by ze mną było. Dziękuję całym sercem, gdziekolwiek teraz jesteś, aniele. ❤️


Anna: Sukienka pękła mi na cyckach, pokazując stanik, nie zauważyłam tego, ale miła pani z obsługi eventu powiedziała mi to od razu i dała agrafkę.


Aleksandra: Kiedyś w tramwaju zaczęłam strasznie płakać (ciężki czas ogólnie w moim życiu), cała się rozmazałam, zasmarkałam i tak dalej. Pani obok podała mi chusteczki i powiedziała, że się wszystko ułoży ❤️


Marta: Kilka lat temu, wracając z uczelni do mieszkania podczas okropnej ulewy, stałam i mokłam na światłach, czekając na zielone. Nie było na mnie suchej nitki, a w pewnym momencie nade mną rozłożyła się parasolka i jakaś dziewczyna przeprowadziła mnie pod nią przez światła. Niby nic, ale zrobiło mi się tak ciepło na serduszku. Z kolei rok temu wylądowałam z nogą w szynie gipsowej. Byłam w obcym mieście, gdzie znałam może trzy osoby, z czego dwie z nich pożyczyły mi kulę (za co jestem im ogromnie wdzięczna ❤️), a trzecią był mój wiekowy już dziadek. Wybrałam się do sklepu po prezent dla niego. Szłam przez parking, czując na sobie spojrzenia (byłam bez buta ortopedycznego, w grubszej skarpetce naciągniętej na szynę). W pewnym momencie drzwi samochodu, który obok przejeżdżał, otworzyły się i wyszła dziewczyna, która nie dość, że opieprzyła trąbiącego na mnie niecierpliwego kierowcę, to jeszcze powiedziała, że mnie odwiezie do domu i pożyczy bezpłatnie taki but, żebym się nie męczyła. Anioł! ?


Karolina: Sama niedługo po przeprowadzce w góry wysiadałam z pociągu na dworcu (stał tam mój samochód, żebym mogła dojechać do domu) i zobaczyłam zagubioną, starszą ode mnie trochę dziewczynę. Podeszłam i zaproponowałam pomoc. Okazało się, że nie wie, jak dojechać do hotelu, bo pokłóciła się z chłopakiem, a on po prostu ją zostawił w obcym mieście… Doszła do dworca i nie wiedziała, co dalej, telefon jej padł w trakcie drogi. Znalazłyśmy w Google jej hotel i po prostu ją tam zawiozłam.


Justyna: Ja raz poszłam na fitness bez gumki do włosów i zapytałam dziewczyny, która już wychodziła, czy może nie ma zapasowej, ale niestety, po szczegółowym przeszukaniu torby okazało się, że ma tylko tą jedną na włosach. Po czym ją zdjęła i mi oddała! Najpierw zapytała czy się nie brzydzę, ale paaanie czego to się brzydzić :D Dalej uważam, że to było mega miłe!


Kinga: Jak byłam w ciąży i zdarzały mi się omdlenia, to przy jednej takiej sytuacji, stojąc na przystanku, otrzymałam pomoc od kobiety, która dała mi wodę i przekąskę. Poza tym, przez całą ciążę w autobusie dwa razy ktoś ustąpił mi miejsca i w obu przypadkach zrobiły to kobiety (jedna starsza ode mnie po 50., druga w wieku gimnazjalnym). Oprócz tego studentka na zajęciach zwróciła mi dyskretnie uwagę, że szminka przeszła mi na zęby, co odebrałam z wdzięcznością, bo nie zrobiłam z siebie pośmiewiska.


Natalia: Ja zawsze mówię paniom dyskretnie, że mają otwarte torebki! Często o tym zapominamy, a z takiej na wpół otwartej, narzuconej na ramię, można wyjąć wszystko w kolejce czy w tramwaju.


Gosia: Zemdlałam w tramwaju z upału kilka tygodni temu. Jedna z kobiet ze mną została, żeby dać wodę i opowiedzieć ratownikom, co się wydarzyło, bo skoro straciłam przytomność, to nie będę w stanie opowiedzieć. Nie musiała, jestem wdzięczna :)


Alicja: Gdy wybiegłam z tramwaju się wyrzygać, wybiegła za mną dziewczyna, która widziała już chyba od paru chwil, że coś jest nie tak. Pytała po angielsku, czy wszystko okej, kupiła mi i przyniosła wodę i chusteczki. Proponowała mi odprowadzenie do domu, ale podziękowałam. Aż się ciepło na serduszku zrobiło.


Aleksandra: Nie wiem, czy to się liczy, ale regularnie mówię paniom na ulicy, że maja piękną sukienkę/biżuterię/torebkę.  Skoro mi się podoba, to czemu mają o tym nie wiedzieć?


Julia: Ja kiedyś wyszłam z imprezy. Reszta znajomych poszła bawić się dalej, ja miałam wrócić do domu. To była dla mnie psychicznie ciężka impreza, więc przesadziłam z alkoholem. Nie wiem, gdzie byłam. Z przystanku, który do dziś jest dla mnie no name, zabrała mnie jakaś dziewczyna, która z narzeczonym odwieźli mnie do domu, bo jedyne co umiałam powiedzieć, to swój adres. Marzy mi się o tym, żeby im podziękować. Gdyby nie oni…


Julia: A do mnie przyjechała kiedyś klientka: mega zadbana, elegancka pani. Przyjechała pięknym klasykiem mercedesem, żeby jej zrobić lakier. I zaczęłyśmy gadać, ona pyta, dlaczego wybrałam taki zawód i generalnie była super zajawiona, że taka młoda dziewczyna pracuje w zawodzie zdominowanym przez facetów. Na koniec powiedziała mi, żeby trzymać tak dalej, że ona uwielbia i podziwia takie silne dziewczyny, które sobie radzą.


Magda: To ja z drugiej strony – jechałam rowerem, poranny szczyt, leży kobieta, obok rower, dziesiątki osób co chwila ją mija. Zatrzymałam się, pani nieprzytomna, zrobiłam RKO, w międzyczasie zadzwoniłam na 112. Zostałam z nią do momentu, aż progowe z nią odjechało. Nie musiałam. Chciałam. Inna sytuacja – jadę metrem, tłok. Obok stoi dziewczyna, ok 20. Płacze, ale dzielnie się trzyma bo dookoła ludzie. Dałam jej chusteczki, wysiadłam na innej stacji, czekałam aż się uspokoi, rozmawiałam. Mam takich sytuacji dużo, zawsze pomagam, zatrzymuję się, pytam i proponuję pomoc. I chwalę ładne ubrania innych kobiet ;)


Paulina: Kiedy jechałam do domu, do chorej Mamy, pani w autobusie cały czas mnie pocieszała, że zdążę, że Mama poczeka. Mama poczekała, a nikt nigdy w życiu mnie tak nie wspomógł na duchu. Najgorsze 20 godzin spędzone w autobusie, a mimo wszystko ta Pani była super.


Gabriela: Miałam kilkanaście lat i poszłam z przyjaciółką na koncert, podczas którego zrobiło mi się bardzo słabo, ogólnie nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Dwie dziewczyny, jakieś studentki, widząc mnie w łazience zaczęły pomagać mojej kumpeli mnie „ogarnąć”. Wyprowadziły mnie na dwór, chciały wezwać pogotowie i udzielały pomocy. Tym samym zepsuły sobie koncert, który wcale nie był tani, a ja pewnie nawet nie podziękowałam z tego szoku. Ale to było mega miłe.


Alicja: Wychodząc z kibla, nie raz wsadziłam sobie tył kiecki w gacie, a inne panie łapały mnie w biegu jeszcze w toalecie, bym sobie poprawiła.


Dominika: Kiedyś jak siedziałam na dworcu i patrzyłam, jak mój chłopak wraca ode mnie do domu, podeszła do mnie starsza pani, tak około 65 lat i zapytała czemu jestem taka smutna, odpowiedziałam jej, ona opowiedziała mi jak była młoda poznała swojego męża, ogólnie takie zabawne historie z początków ich związku, ja za to później pomogłam jej z obsługą telefonu. Dała mi swój numer wsiadając do autobusu miejskiego i powiedziała, że jeśli kiedyś będę chciała porozmawiać o wszystkim i niczym, to mam zadzwonić.


Monika: Mnie wczoraj starsza Pani chciała ustąpić miejsca w tramwaju, bo wyglądałam jak zdjęta z krzyża po całodniowym zwiedzaniu miasta.


Klaudia: Kilka tygodni temu miałam mały wypadek. Zawroty głowy sprawiły, że dość silnie upadłam, noga zdarta do mięsa. Przeszła obok mnie masa ludzi, dużo mężczyzn. Tylko młoda dziewczyna zatrzymała się obok, pomogła mi iść, chciała wezwać karetkę, poczekała ze mną na przyjazd męża, mimo że spóźniła się przez to do pracy. Cały czas mnie głaskała, podała chusteczki, wodę, uspokajała mnie. Była po prostu… dobra. Dziękowałam jej kilkanaście razy.


Eliza: Siadam w samolocie na swoim miejscu, zimno od nawiewu, więc automatycznie pocieram sobie ramiona. Zauważyła to dziewczyna siedząca obok i podaje mi swój sweter. Podziękowałam, bo miałam swój, którego jeszcze nie zdążyłam wyjąć z plecaka, ale jakoś tak cieplej mi się na sercu zrobiło.


Justyna: Stałam przy odprawie na lotnisku w Nowym Jorku (światowo :D) i strasznie płakałam, bo było mi bardzo ciężko pożegnać się z rodziną, która tam mieszka. Było mi generalnie po prostu źle. No i podeszła do mnie cała ekipa stewardess (chyba Qatar), przytulały mnie, dawały chusteczki i mówiły, że doskonale wiedzą, jak trudne są pożegnania. Dopiero jak mnie ogarnęły, to poszły dalej do odprawy, a miały pierwszeństwo i w ogóle nie musiały na mnie zwracać uwagi. Tak więc ♥️ ♥️ ♥️ 


Anna: Kiedyś zgubiłam bardzo ważny list w książce, którą oddałam do biblioteki. Po jakimś czasie dostałam list od czytelniczki z listem zagubionym ♥️


Julia: Mnie klientka (nie byle jaka, bo i mani i pedi i cyc i botoks i wszystko) powiedziała po cichu „niech pani sobie zapnie rozporek, nikt pani tego nie powie, a my kobietki musimy trzymać się razem”. Niby nic, ale kto wie, co było przez ten rozporek widać? I sama jestem tak uprzejma, że zawsze informuje panie lub panów, że mają gilki w nosie. Myślę, że nikt nie chce chodzić z gilkami w nosie i lepiej każdego informować! :D


Marta: Pani w Rossmannie zwróciła mi uwagę, że guzik od koszuli mi się odpiął, pokazując pół stanika. I trzy razy mnie przepraszała, że mi o tym mówi, a ja byłam bardzo wdzięczna! Przecież przez pół miasta paradowałabym taka roznegliżowana, gdyby nie ona! :)


Luiza: Chodziłam po deptaku z chłopakiem i pani zaczepiła mnie, żeby mi powiedzieć, że mam odpiętą torebkę i portfel na wierzchu, a jest tyle ludzi, że ktoś mi może go wyciągnąć.


Klaudia: Mama mojej przyjaciółki powiedziała mi na jej weselu, że mnie uwielbia i że zawsze byłam blisko sercu jej córce :) W całym ferworze organizacyjnym i spotkań z rodziną znalazła dla mnie czas :)


Monika: Ja, początkujący kierowca, wiecznie mam problem na parkingu z tym, żeby wyjechać, bo mnie zastawiają i ostatnio jakaś pani podeszła do mnie i powiedziała mi, jak bezpiecznie wyjechać, żeby nikogo nie porysować, nawet pokierowała mnie, żebym dobrze wyjechała, bo sama kiedyś miała problemy z tym parkingiem i też chciałaby, żeby jej ktoś wtedy pomógł, zamiast jak wszyscy gapić się, czy porysuje komuś blachę czy jednak się uda.


Natalia: Ja zawsze komuś mówię, jeśli ma coś na zębach :D I chciałabym, żeby zawsze ktoś mówił to też mi, jeśli jest taka sytuacja :) A nie siedzimy w knajpie, jemy, a potem jakieś przyprawy czy zioła pięknie się prezentują na zębach. Zawsze mam też w torebce lusterko i służę pomocą.


Izabella: Szlam z dzieckiem w chuście i rozwiązał mi się but. Podleciała do mnie jakaś obca kobieta bez słowa i go zawiązała. Tak szybko, że nawet nie zdążyłam zareagować.


Marzena: Staliśmy w kościele ostatnio i patrzę: jakaś kobieta wyprowadza bladą jak ściana dziewczynę, ewidentnie omdlenie. Wysłałam męża po wodę, bo zawsze mamy w samochodzie więcej, jakby syn chciał, zaniosłam jej, pięknie podziękowała. Chwilę później patrzę, wychodzi starsza pani, siada na schodach. Też jej było słabo, ale podeszła do niej ta dziewczyna, której dałam wodę i przekazała ją teraz jej.


Karolina: 9 miesiąc ciąży, ciepły kwiecień, miałam do pokonania 1 km od domu do przystanku tramwajowego – jechałam na wizytę do lekarza. Czekam przed przejściem dla pieszych, bo czerwone i podchodzi do mnie młoda kobieta z wózkiem dziecięcym pytając, czy dobrze się czuję, bo jestem blada i spocona, a ona też niedawno była w ciąży i wie, jak to jest. Ja akurat dobrze się czułam, ale było mi bardzo miło, że ktoś się zainteresował  – zwłaszcza, że ta dziewczyna szła ze mną i zagadywała aż do przystanku. Jakoś tak wtedy podniosło mnie to na duchu.


Dominika: Kiedyś poszłam na pobranie krwi do badań. Jak zwykle poszłam sama. Po pobraniu, wychodząc z przychodni, zrobiło mi się strasznie słabo, ciemno przed oczami, zalana potem. Z trudem dotarłam do najbliższej ławki, żeby nie upaść. Siedziałam blada jak ściana, ludzie mijali mnie i nikt mi nie pomógł. Tylko jedna starsza Pani zapytała, czy nie potrzebuję pomocy. Tylko ona jedyna, choć jej samej było trudno się poruszać o kulach, zauważyła że jest coś nie tak.


Paulina: Mam dwoje małych dzieci i często podróżuję z nimi komunikacją miejską. Ilość kobiet, które rwą się do pomocy, jest niepoliczalna ☺️ Najlepsze jest to, że ja bardzo często tej pomocy nie potrzebuję, ale nauczyłam się ją przyjmować, bo widzę, ile radości sprawia im świadomość, że pomogły, okazały zainteresowanie, ułatwiły mi podróż.


Ola: Ja bardzo często mówię obcym kobietom komplementy, bo uważam, że nic tak nie cieszy, jak komplement od drugiej kobiety :D Jak swego czasu pracowałam w perfumeriach, to bardzo wiele kobiet mówiło mi, że mam piękny makijaż/paznokcie/biżuterię, albo że dziękują za miłą i sympatyczną obsługę. Za każdym razem robiło mi to dzień.


Karolina: Pracuję z samymi kobietami, z większością widzę się 2-3 razy w tygodniu. Pamiętam jak mają na imię dzieci, ważne wydarzenia, w których biorą udział. Zawsze je komplementuję :) Niewiele trzeba: piękne paznokcie, włosy od fryzjera, nowa bluzka, a dzień zawsze jest lepszy. Tym bardziej, że wiem, że w domu, ze strony partnera czy męża, z docenieniem bywa różnie ;) I dostaje od nich to samo ❤ Pamiętają i pytają. Poza pracą też staram się mówić miłe rzeczy, bo zwyczajnie miło jest je dostawać :)


Martyna: Ja ostatnio wracając pociągiem nie miałam gwarancji miejsca, więc stwierdziłam, że usiądę na korytarzu. Nie lubię zajmować miejsc i później jechać w stresie, czy ktoś mnie wywali, czy nie. Obok mnie była pani, która też nie miała gwarancji miejsca. Pomimo, że zapraszali ją do przedziału, to mówiła, że poczeka, aż pociąg ruszy i wtedy ewentualnie coś zajmie. W przedziale obok nas na straży stał dość sporych gabarytów Janusz z ogromną torbą, blokującą wejście. Pani nieśmiało zapytała, czy mogłaby wejść, bo były tam aż trzy wolne miejsca. On ja zlekceważył i udał, że nie słyszy. Nagle zaczął rozmawiać przez telefon i odwracać wzrok. Pani w lekkiej konsternacji ucichła. Za pięć minut spróbowała ponownie z zapytaniem, czy mógłby przesunąć torbę, żeby mogła wejść. A on wyjechał z tekstem, że nie przesunie, bo jest za ciężka i musi tu stać. No to się zdenerwowałam i mówię, że jej pomogę. Chwyciłam tę torbę i sama ją przeniosłam na bok. Pani mi serdecznie podziękowała i powiedziała, że chyba nie była aż taka ciężka. Na co ja dość głośno odpowiedziałam, że ważę 55 kg i dałam ja radę przenieść sama, więc aż taka ciężka nie jest. Mina Janusza bezcenna. Pan i władca przedziału przegrał walkę ?


Zdjęcie: venimo/fotolia.com
Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
marek

Fajne historie, miło się czyta :)

Oktawia

Kurczę! Przypomniało mi się coś! Na komunię dostałam hulajnogę. I oczywiście jak to dzieciak jeździłam na niej całymi dniami. W każdym razie któregoś razu pędziłam jak szalona i wystraszył mnie jakiś pies szczekający za mną. Niepotrzebnie się odwróciłam i zaliczyłam solidną glebę. Tak solidną, że miałam złamaną rękę i kilka innych obrażeń. Z bólu i szoku nie mogłam się podnieść i leżałam na tym chodniku jak jakaś sierota i wyłam. Po prostu wyłam, darłam się niesamowicie. Obok mnie (dziecko lat 7 czy 8) przechodziło mnóstwo ludzi! Naprawdę cała masa i to nawet byli ludzie znajomi a przechodziło ich duzo bo… Czytaj więcej »

Kinga

Raz naszła mnie fantazja podróżować pociągiem z rowerem. Jakoś wrzuciłam go do odpowiedniego wagonu. Niestety były tam jedynie 3 haki na rowery i jedynie środkowy był pusty. Z samym zawieszeniem roweru jeszcze może jakoś bym dała radę ale już wrzucenie i jednoczesne odsuwanie 2 rowerów na boki jest poza osiągami jednej oaoby. Pomogła mi dziewczyna o posturze modelki. Właściciel jednego z tych rowerów o tzw słusznych rozmiarach siedział na wyciągnięcie ręki przyglądał się przez szklane drzwi niewzruszony jak jego niefortunne zawieszenie roweru powoduje zamieszanie. Ani drgnal. Innym razem jechalam z koleżanką rowerem i na łańcuch który jej spadł z mnóstwa… Czytaj więcej »