Aborcja jest ok? Nie w tym rzecz

Aborcja jest OK

Każdy biust jest ok! 

Broda jest OK? Zobacz zarośniętych przystojniaków!

6 kłamstw, które są OK w związku 

Wiecie, co to jest? Pierwsze to hasło z t-shirtów, jakie mają na sobie bohaterki najnowszej okładki „Wysokich Obcasów”. Trzy kolejne to tytuły artykułów, jakie opublikował na swojej stronie „Cosmopolitan”. Widzicie różnicę? Bo ja wcale. I już tłumaczę, dlaczego na tym właśnie polega problem.

Otóż problemem nie jest to, że „Wysokie Obcasy” zabierają głos w dyskusji o aborcji. Problemem jest to, jak nieudolnie to robią. W październiku 2016 roku opublikowały wywiad z Natalią Przybysz, w którym opowiadała ona o swojej własnej aborcji. Zainteresowanych odsyłam do mojego tekstu na ten temat, a wtajemniczonym przypomnę tylko, że chodziło w nim mniej więcej o to, że artystka usunęła ciążę, bo miała za wygodne życie i za małe mieszkanie. Cóż, zdarza się.

RÓŻ, BROKAT I PATATAJĄCE JEDNOROŻCE

Teraz „Wysokie Obcasy” poszły o krok dalej i swój kolejny tekst w temacie aborcji opatrzyły taką okładką, że mnie samej nie interesuje już nawet znajdująca się wewnątrz treść. Po pierwsze, mamy tu trzy sympatyczne panie w koszulkach ze wspomnianym wcześniej hasłem, które infantylizuje problem i zamyka go właściwie w obrębie trzech krótkich słów. Do tego robi to językiem gimnazjum i sili się na fajność, chociaż temat wcale fajny nie jest. Nie zrozumcie mnie źle: jestem za legalizacją aborcji przynajmniej w trzech obowiązujących obecnie przypadkach. Natomiast mówienie do mnie słowami „joł, joł, spoko, elo, how cool is that, ziom”, doprowadza mnie do wściekłości. Nie, nie na szkolnym korytarzu ani pod sklepem monopolowym. Ale na okładce pisma, uchodzącego za ważne i odpowiedzialne społecznie – już tak.

Po drugie, z okładki krzyczy do nas hasło: „Nie jesteś sama. 1 z 3 Twoich znajomych miała aborcję”. I to jest dla mnie fenomenalne, bo na wszystkie moje znajome, aborcję miała jedna. Jedna na jakieś 20 naprawdę bliskich mi kobiet, co do których mam pewność, że by mi o takim czymś powiedziały. Sugerowanie więc, że w każdym środowisku ktoś dokonał zabiegu, jest zwykłym kłamstwem. Szczerze mówiąc, chętnie przyjrzałabym się całemu raportowi, z którego pochodzą te dane, ale – przynajmniej w wydaniu internetowym numeru – namiaru na niego już nie podano.

Po trzecie, „Aborcyjny dream team” brzmi tak koszmarnie, że nie rozumiem ludzi, którzy pod czymś takim chcą się podpisywać. Naprawdę, nie da się dzisiaj mówić o rzeczach ważnych w sposób równie ważny, z godnością? Z jakimś minimalnym szacunkiem? Przecież to hasło rodem z pism dla nastolatków. A tymczasem okazuje się, że jest ono naprawdę w użyciu, że grupa ludzi naprawdę się tak nazwała i z dumą nosi aborcyjne koszulki. To ja mam jedno pytanie. Już nawet nie w stylu „dlaczego”. Pytam, czy w planach są też długopisy, kubki, smycze i breloczki?

To jest robienie z aborcji bazaru. To poziom dokładnie ten sam, co rozczłonkowane płody na billboardach pro-life’owców. Co więcej, to woda na młyn dla tych wszystkich zaciekłych, fanatycznych przeciwników aborcji. Ich głównym argumentem było to, że nie wolno legalizować aborcji, bo kobiety zaraz zaczną sobie chodzić na nią jak do kosmetyczki. A co mówi ta okładka, na tym różowym tle, z takimi, a nie innymi hasłami? Dokładnie to! To jest stylistyka prosto z kolorowych czasopism, która przystoi kampanii promującej nowy krem przeciwzmarszczkowy, ewentualnie błyszczyk z łebkami jednorożców. Tak można reklamować implanty piersi, wczasy dla otyłych czy porcelanowe licówki. Ale, na litość boską, nie reklamujmy w ten sposób aborcji.

ABORCJA JEST OK? NO NIE

To, co jest najbardziej przerażające, to to, że nikt nie zadał sobie trudu, aby przemyśleć ewentualne konsekwencje. Bo wystarczy poczytać komentarze – zarówno internautów, jak i ludzi ze świata mediów – by wiedzieć, że to tylko zaostrzyło spór. Że wiele osób, dotąd opowiadających się za legalizacją aborcji, teraz mówi głośno STOP. Że nie chce już takiego dialogu, takiego języka, takiego przedstawiania sprawy. Bo aborcja to temat trudny i złożony i na poziomie publicznym tak właśnie powinna być traktowana. Nawet, jeśli jednostkowo oznacza dla kogoś aktywność zbliżoną do wyrwania ósemki, to nie ma żadnego usprawiedliwienia dla robienia z tego reguły.

Jasne, że trzeba nam odczarować, odciążyć tę aborcję. Przestać krzyczeć o zabijaniu nienarodzonych, o wielkim cierpieniu, o grzechu śmiertelnym. Ale tak samo skandaliczne i nie na miejscu jest pójście w drugą stronę. Bo nie, aborcja nigdy nie jest ok. Czasem jest koniecznością, czasem wynika z zachcianki czy wyboru, ale to nie znaczy, że jest ok. Nie dodawajmy jej fajności, nie usprawiedliwiajmy jej różowymi okładkami. Mówmy, dlaczego jest potrzebna i kiedy na pewno powinna być dostępna. Ale nie tak. Nie tym zdziecinniałym tonem.

Bo teraz okładka „Wysokich Obcasów” nie tłumaczy, dlaczego aborcja powinna być zalegalizowana, normalna. Zamiast tego pokazuje – za pomocą tych haseł, tych koszulek i tej grafiki – że ona jest fajna. No więc nie, nie jest. Nie jest fajna, nie jest cool ani nie jest spoko. Nawet, jeśli zakładamy istnienie kobiet, które oddychają po niej z ulgą albo wznoszą toast najmodniejszym drinkiem, to nadal nie znaczy to, że aborcja jest fajna. Bo na każdą taką kobietę przypadnie kilka, jeśli nie kilkadziesiąt innych, dla których była dramatem. Bo na przykład okazało się, że dziecko jest nieuleczalnie chore. Albo dlatego, że pojawienie się ciąży poprzedzone było gwałtem. Naprawdę, dla tysięcy kobiet na całym świecie aborcja jest problemem trudnym i złożonym (ba, dla ich mężczyzn zapewne też) i to przez szacunek dla nich należy zachować jednak choćby minimalną, estetyczną i językową powagę.

OKŁADKA „WYSOKICH OBCASÓW” JEST ZŁA

Dlatego: tak, wierzę, że są kobiety, które chcą aborcji na życzenie. Które wpisują ją sobie w kalendarz między pilates i manicure. Ale mam szczerą nadzieję, że są jednak w mniejszości. Oraz absolutną pewność, że do nich nie trzeba kierować takich okładek. One już mają swoje zdanie, one już dawno są o tym przekonane. Dla nich aborcja jest ok i nam nic pewnie do tego. Natomiast co zrobiły „Wysokie Obcasy” swoją okładką? Rozwścieczyły tych nieprzekonanych. Podzieliły mocno i tak podzielone już społeczeństwo. Naprawdę, zwolennicy zakazu aborcji lepszej publikacji w lepszym miejscu nie mogły sobie wymarzyć.

Wiecie, czego ja bym sobie życzyła? Normalności. Bo teraz mamy dwa skrajne poglądy. Od „aborcja to zabijanie” po „aborcja jest ok”. A gdzie miejsce na „aborcja nie jest ok, ale czasami nie ma lepszego wyjścia”? Czy naprawdę dyskurs medialny musi być zdominowany przez tak wrogie sobie obozy? Gdzie jest miejsce dla tych ludzi, którzy nie boją się powiedzieć „nie wiem”? Dlaczego dialogu nie kieruje się w stronę nieprzekonanych? Nie tłumaczy im, dlaczego aborcja powinna być dozwolona? Dlaczego kobiety muszą mieć prawo do wolnego wyboru? Zamiast tego albo tłucze się starą śpiewkę o bezbronnych, mordowanych aniołkach, albo rzeczywiście zrównuje aborcję z wizytą u kosmetyczki. A gdzie jest jakiś środek?

Dlatego uważam, że okładka „Wysokich Obcasów” jest naprawdę szkodliwa i zła. Ba, jest tak pozbawiona empatii, jakiejś takiej minimalnej wrażliwości, że przez to jest też skandaliczna. I nie, ja nie mówię, jak kobiety po aborcji powinny się czuć. Nie twierdzę, że wszystkie są po tym smutne i latami leczą się z depresji. Nie mam monopolu na rację i naprawdę nic mi do tego, jeśli ktoś aborcję robi sobie na życzenie. Ale krzyczenie z okładki popularnego magazynu, że aborcja jest ok, rzucanie statystykami z czapy i pozowanie z uśmiechem w takich, a nie innych koszulkach (swoją drogą, koszmarnie brzydkich) i na takim tle, jest po prostu nieodpowiedzialne i złe.

I dlatego też nie przekonują mnie wyjaśnienia redakcji na fanpage’u, w których czytamy, że jest to „sposób odzyskania języka, który przez 25 lat zakłamywał opowieści o doświadczeniach kobiet i sprawił, że neutralne zdanie jest rozumiane teraz jak agitacja lub reklama”. Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Komunikacja społeczna od komunikacji do lustra różni się tym, że liczą się nie tylko intencje, ale i to, czy przekaz zostanie zrozumiany. Tutaj nie został i potwierdziły to setki, jeśli nie tysiące komentarzy. I tak, jak pisałam wcześniej, nie ma sensu przekonywać już przekonanych. Ci, dla których aborcja jest ok, wiedzą to bez podobnych okładek. A ci, którzy są jej przeciwni albo są wciąż nieprzekonani, na podobny sposób komunikacji zareagują po prostu źle.

Dlatego tak, poruszanie tematu aborcji jest ok. Ale grunt to robić to mądrze.

32
Dodaj komentarz

avatar
15 Comment authors
kjoncaKjoteMailyBeata PłuciennikSonia Wolanin Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Ania
Gość
Ania

Chcialam napisać coś mądrego, ale wszystko już powiedziałaś. Nie mam nic do dodania. Mam tylko nadzieję, ze wiecej sie to nie powtórzy. Bo to nie jest ik i nigdy nie bedzie ale czasem to jedyne wyjscie.

kjonca
Gość
kjonca

Ale właściwie dlaczego? Jak epatują nas (równie od czapy) rozerwanymi płodami, to podejmujemy dyskusję, a tu .. foch?

Chyba coraz bardziej podoba mi się ten tekst: https://galopujacymajor.wordpress.com/2018/02/17/aborcja-jest-ok/

A jesli chodzi o ‚tylko jedna z 20 moich znajomych przyznała mi się do aborcji’ to chciałoby się powiedzieć: „co z tego?” Najzwyczajniej w świecie Twoja próbka znajomych byłaby niereprezentatywna. Nic nadzwyczajnego. Tak jak mój znajomy mógłby powiedzieć, że świat w 80 % składa się z programistów (bo taka jest próbka JEGO znajomych)

Martyna Bors
Gość
Martyna Bors

Zgadzam się – wyciąganie wniosków odnoszących się do całej populacji na podstawie ‚swoich znajomych’, ‚koleżanki zięcia kolegi’ jest mega błędne. Poza tym, aborcja jest tematem tabu więc istnieje realna szansa, że znajomych, które dokonały aborcji jest więcej ale nie przyznają się do tego bojąc się m.in. ostracyzmu społecznego.

Ada | Rzeczovnik
Gość
Ada | Rzeczovnik

Ej, ej, hasło brzmi „Statystycznie 1 z 3 twoich znajomych miała aborcję”, właśnie patrzę na ich plakat. Kluczem jest słowo statystycznie. To, że wśród twoich znajomych ten zabieg miała tylko jedna (nie będę gdybać, czy może jednak są takie, które jednak ci się nie przyznały, bo może akurat ich nie ma, więc nie chcę niczego insynuować) nie znaczy, że dane statystyczne kłamią, a hasło jest manipulacją. Stosujesz tutaj tzw. dowód anegdotyczny, a to jeden z podstawowych błędów poznawczych. A dobra, teraz widzę, że WO to statystycznie na okładce wykreśliły, but still. Jeśli chodzi o samą okładkę, to też nie do… Czytaj więcej »