Znajomi wysysają z Ciebie energię? Przewietrz ich!

Na zdj. kadr z filmu „Lato Muminków”, reż. Maria Lindberg

Trzeba od czasu do czasu przewietrzyć rodzinę.
Tove Jansson, „Zima Muminków”

Muminki wiedzą, co mówią. Ale my spójrzmy na rodzinę jak na ogół ludzi, jakimi się otaczamy. Na bliskich, przyjaciół, znajomych. Na ludzi, z którymi na co dzień spotykamy się w pracy, na kawie czy przy piwie. Masz już przed oczami ich wszystkich? To teraz pomyśl, na czyj widok krzywisz się najmocniej.

Chwała tym, którzy otaczają się wyłącznie fantastycznymi, pozytywnymi ludźmi. Takimi, którzy są dla nich inspiracją, wsparciem, opoką. Z którymi można konie kraść i którym można wypłakać się w rękaw, kiedy nam samym w życiu nie idzie. Ale czy wśród osób Ci najbliższych nie ma przypadkiem takich, które nieustannie ciągną Cię w dół? Które dorzucają do pieca, gdy i tak nie jest Ci lekko? Które wysysają z Ciebie całą energię, zarzucając swoim gadulstwem, pesymizmem lub oczekiwaniami, którym wcale nie masz ochoty sprostać?

Kiedyś wydawało mi się, że każdy znajomy jest na wagę złota. Że można definiować człowieka przez pryzmat tego, ile osób za nim stoi. Ile go lubi, ile chce spędzać z nim czas i nazywa go swoim przyjacielem. Mądrość przyszła z wiekiem – jak zwykle, liczy się jakość, nie ilość.

Zastanów się, ile razy ktoś popsuł Ci humor swoim maruderstwem. Raz, drugi – ok. Ale codziennie? Ile razy masz już kogoś tak serdecznie dość, że na widok przychodzącego połączenia, wciskasz telefon głęboko do torby? Jak często wymigujesz się od spotkań, wymyślając coraz to bardziej wyszukane wymówki? A teraz zadaj sobie pytanie: i po co to?

Czasem dobrze przewietrzyć rodzinę. Zrobić porządki w swoim otoczeniu, wyeliminować z niego tych, którzy sobie na to zasłużyli. Ludzie, którzy wywołują w Tobie negatywne emocje, od dawna nie są Twoimi przyjaciółmi. Jeśli ktoś drażni Cię, krzywdzi, w jakikolwiek sposób szydzi z Ciebie bądź zamęcza Cię własnym życiem – nie bój się od niego odsunąć. Może chwila separacji pozytywnie wpłynie na tę relację. Może zatęsknicie za sobą i za jakiś czas znów będziecie się dogadywać, jak dawniej? A może przeciwnie – okaże się, że lepiej Wam jednak bez siebie?

Grunt to dać sobie czas na złapanie dystansu. Jeśli tkwisz w toksycznej relacji, zakończ ją. Może zaboli, ale w końcu przestanie. Jeśli będziesz tkwić w niej w nieskończoność, będzie bolało bez końca. Może mniej, ale systematycznie. Który ból wolisz?

To trochę jak z wyrwaniem bolącego zęba. Może boleć codziennie. Męcząco i dokuczliwie, ale tak, że da się żyć. Ale można go też wyrwać. Pocierpieć dzień, dwa. A potem zacząć dochodzić do siebie, by w końcu w ogóle o nim zapomnieć i móc znów cieszyć się życiem. Zastanów się – z iloma bolącymi zębami jesteś w stanie żyć? I czy nie milej się żyje bez bólu?

Nie zapominaj, że życie jest krótkie. Zbyt krótkie, żeby otaczać się ludźmi, którzy będą nam je obrzydzać.