Wojna płci: Stara miłość nie rdzewieje? I czy można spotykać się z byłym?

Z miłością jak z pieniędzmi – lepiej ją mieć, niż nie. Nie zawsze jednak bywa kolorowo i dochodzimy do momentu, w którym o parę podstawowych rzeczy należałoby siebie zapytać. Żeby Wam to ułatwić, postanowiliśmy popytać się też o nie z Jankiem z bloga Stay Fly. Tak powstał nowy cykl, nieco przekornie nazwany Wojną Płci.

Rozmawiamy w nim o kobietach, mężczyznach i tym, co między nimi. Bierzemy na warsztat nurtujące Was tematy i próbujemy wskazać światełko w tunelu. Nie mamy monopolu na rację, ale to, co robimy, staramy się robić fajnie.

Co tydzień w środę (raz u mnie, raz u Janka), czekać więc będzie na Was nowy wpis. W zeszłym tygodniu mogliście poczytać o czym, czy seks na pierwszej randce przekreśla szanse na związek, a dziś rozmawiamy o byłych. Enjoy!

stara miłość nie rdzewieje

 

Jan Favre: Stara miłość nie rdzewieje?

Joanna Pachla: Pewnie, że rdzewieje.

Jan Favre: A kochałaś kiedyś?

Joanna Pachla: Żeby to raz!

Jan Favre: I czemu Cię zostawiali?

Joanna Pachla: Raz zostawiali, raz ja zostawiałam. Miłość to nie wszystko. A jeżeli to za mało, żeby z kimś być tu i teraz, to dlaczego po latach ta miłość miałaby robić na mnie wrażenie?

Jan Favre: Bo był z Tobą i trzymał Cię za rękę w najtrudniejszych chwilach, gdy cały świat się walił i problemy piętrzyły się jak podania o zasiłki. Bo doprowadzał Cię na szczyt nie tylko, gdy byliście w Tatrach i robił to tak dobrze, że nie chciałaś z niego schodzić. Bo całował Cię za uchem, gdy słońce wpadało do Waszej sypialni przez żaluzje i mówił „dzień dobry, księżniczko”. Bo zbierał polne kwiaty i czekał na Ciebie z obiadem, gdy wracałaś wykończona z pracy. Bo potrafił Cię doprowadzić do szału i rozśmieszyć do łez. Bo byliście razem i dzieliście się swoimi ciałami i umysłami przez kilka lat.

Joanna Pachla: Widocznie mnie z tego szczytu zepchnął, skoro razem już nie jesteśmy. Albo ja jego zepchnęłam. Widzisz, to jest pułapka naszego myślenia. To, że po pewnym czasie pamiętamy tylko te dobre rzeczy. Ty do mnie o polnych kwiatach, a ja do Ciebie o niezapłaconych rachunkach, porozrzucanych skarpetach, nieopuszczonej desce. Kłótniach o to, gdzie spędzimy weekend. Gdzieś kiedyś przeczytałam, że przed rozstaniem widzi się same złe rzeczy, a po rozstaniu – już tylko te dobre. A przecież nie ma związków, które przez całą dobę, przez wszystkie dni w roku, wyglądałyby jak ten, który właśnie opisałeś.

Jan Favre: I właśnie przez to, że po rozstaniu pamiętasz tylko dobre rzeczy, nie masz tak, że spotykając swojego byłego na mieście serduszko zaczyna Ci się wyrywać z klatki piersiowej, a łydki drżą jak przy trzęsieniu ziemi, bo masz przed oczami właśnie te polne kwiaty? I ewentualnie szczyty?

Joanna Pachla: Nie. A Ty?

Jan Favre: Z mojej perspektywy to zależy od tego, czy Ty zostawiłaś tę wielką miłość, czy ona Ciebie. I czy po tym, jak Ci podziękowała za współpracę, znalazłaś kogoś lepszego od niej. Bo ta cała odporność na rdzę działa w momencie, kiedy to Ciebie odrzucono i sobie z tym nie radzisz. W sensie kiedy ta osoba była dla Ciebie najlepszym partnerem jakiego kiedykolwiek miałaś i nie jesteś w stanie znaleźć nikogo lepszego. Wtedy faktycznie przy jakimkolwiek przypadkowym kontakcie masz migotanie przedsionków i wypieki na twarzy, bo to był jakiś wyznacznik kogoś, z kim chciałaś być. 

Jeśli jednak przyjęłaś to na klatę, ruszyłaś z życiem dalej i znalazłaś kogoś równie zaspokajającego Twoje potrzeby i spełniającego wymagania lub nawet bardziej niż poprzedni partner, to w ogóle Cię to nie rusza. Bo czemu miałabyś się podniecać Polonezem, skoro teraz jeździsz Ferrari?

Joanna Pachla: Ale nawet, jeśli jeździłam Polonezem, a teraz chodzę piechotą, to przecież pamiętam, jak długo się rozpędzał do setki i jak trudno było odpalić go zimą. Pewnie, że jak masz teraz kogoś innego, lepszego, to tematu nie ma. Nie tęskni się za starym, jeśli ma się nowe i lepsze. Ale ja bym była jednak za trzeźwym spojrzeniem na przeszłość – nawet, jeśli kochałam i ktoś kopnął mnie w dupę, to raczej nie bez powodu. Może było mu ze mną źle, może trafił na kogoś innego, bardziej interesującego. Albo uznał, że to po prostu nie to. Dlaczego mam więc za nim tęsknić?

Jan Favre: A dlaczego nie?

Joanna Pachla: Znowu nazwiesz mnie Królową Lodu, ale dla mnie to kwestia szacunku do samej siebie. Nie drę szat za kimś, kto mnie zwyczajnie nie chciał. Zadzieram nos do góry i idę dalej, choćby sama. Mam wrażenie, że często pokutuje w nas takie przeświadczenie, że nie zasługujemy na więcej. Wiemy, że ktoś nas wystarczająco nie kochał, nie szanował, nie dbał o nas. Albo kochał, ale trzaskał po rogach. Więc wybielamy go sobie, na ile się da i jak durne ciągle tęsknimy.

Tak samo dzieje się zresztą w związkach – jest źle, ale niech już tam będzie, bo przecież ja go kocham, on kocha mnie, nasze mamy się lubią, a nasze psy sikają do wspólnej piaskownicy. Słowem – jest chujowo, ale stabilnie. No, nie. Tak się nie da wygrać życia. Nieważne, kto zerwał – jeśli nie kochał na maksa albo ja nie kochałam na maksa, to znaczy, że nie ma za czym tęsknić.

Jan Favre: Tylko wiesz, większość ludzi nie chce wygrywać życia, tylko wszystkie wysiłki skupiają na tym, żeby go nie przegrać. Więc jeśli Czesław był nudny, brzydki, śmierdziało mu z buzi i myślał, że łechtaczka to nazwa francuskiego ciastka, ale mimo wszystko był, to wiele kobiet nie będzie postrzegało go jako zardzewiałego rzęcha, tylko chromowaną furę. Bo mimo wszystko był. A wiadomo, że życie we dwójkę mniej boli. 

Ale zostańmy przy opcji, że zakończyłaś wielką miłość i znów jesteś z kimś, i ten ktoś jest prawie tak zajebisty jak ja. Będzie Cię ruszać, jak wpadniesz na byłego po północy w Pijalni Wódki?

Joanna Pachla: Nie. Chyba, że zechce pożyczyć ode mnie 100 złotych, to wtedy jeszcze mnie wkurwi. A tak całkiem serio – lubię swoich byłych, bo czemu by nie. Ale żaden mnie już nie rusza. Natomiast Ty zdajesz się brzmieć, jakbyś miał do byłych jakiś większy sentyment.

Jan Favre: To zabrzmiało jakbym miał jakąś byłą. Dziękuję za komplement. Zostańmy jednak przy tym, że Ty lubisz swoich byłych, myślisz, że Twój obecny partner też ich lubi? Albo lepiej, myślisz, że Ty polubiłabyś byłe swojego obecnego partnera? Albo jeszcze lepiej, nie miałabyś nic przeciwko, gdyby, po koleżeńsku jak my teraz, poszedł się spotkać z jedną z nich na herbatę?

Joanna Pachla: Myślę, że zdrowo jest się z byłymi jednak nie spotykać. W idealnym świecie, zamieszkanym przez idealnych ludzi, powiedziałabym, że jaki to problem i bez sensu wprowadzać tu jakiekolwiek zakazy. Ale w tym, który mamy, to zawsze jest problem. Albo któreś z byłych zechce znów być obecnym, albo nasz obecny stwierdzi, że jednak woli byłe. Albo nikt nic, ale któreś zazdrość i tak zeżre. Za duże ryzyko. Dlatego uważam, że przeszłość powinna zostać tam, gdzie jej miejsce. Dla świętego spokoju.

Jan Favre: Mój zdrowy rozsądek i brak chorej zazdrości podpowiada, że albo komuś ufasz albo nie, więc nie ma różnicy, czy to była, koleżanka z pracy, czy dzielnicowa. Zdradzić Cię może z każdą i albo przyjmujesz, że chce być z Tobą, bo jesteś zajebista i jest Wam razem dobrze, i koniec kropka, albo drżysz za każdym razem, gdy w słuchawce jego telefonu odzywa się damski głos. Z drugiej strony jednak nie do końca rozumiem koncepcję spotykania się z byłymi.

Joanna Pachla: No więc właśnie! Po co w ogóle się z nimi spotykać?

Jan Favre: Rozumiem trafianie na siebie na imprezach w większym gronie, urodzinach szefa, czy robienie zakupów w tej samej Biedronce, ale celowe umawianie się częściej niż raz pół roku jest dla mnie dziwne. Nie po to się z kimś rozstajesz, i wchodzisz w nową relację, żeby być z byłym w intensywnym kontakcie.

Joanna Pachla: Czyli mamy zgodność. Zero byłych, zero problemów.

Jan Favre: No chyba, że macie razem dziecko.

fot. unsplash.com