To nie jest post dla szczęśliwych ludzi

Na zdj. kadr z filmu „Wrogowie publiczni”, reż. Michael Mann

Są rzeczy, które przeszkadzają w byciu efektywnym. Powodują gorączki, majaki, rozchwiania. Te rzeczy należy jak najszybciej z siebie usuwać, rugować, wycinać jak cysty. To są emocje, sympatie, potrzeby bliskości. Słabości. To one wprowadzają błędy, takie jak te z ostatnich dni. Błędy prawie katastrofalne, ale jeszcze do naprawienia.

Jakub Żulczyk, „Ślepnąc od świateł”

Reagujecie na miłość? Ale w sposób chaotyczny, dezorganizujący Wam życie? Bo ja na przykład zalewam wrzątkiem kubek, do którego zapomniałam nasypać kawy. Podlewam kwiaty białym winem. Próbuję zmyć makijaż pastą do zębów. Naprawdę, są momenty, że zachowuję się jak idiota. Gdybym chciała zakrywać twarz przy każdej wpadce, mogłabym nie odrywać od niej dłoni.

Ale robię też rzeczy, które mają poważniejsze konsekwencje, niż poczucie bycia durniem. Na przykład rzucam studia. Przeprowadzam się. Nie przychodzę do pracy. Nagle znika cała lista priorytetów, bo czuję, że wszystko mogę, a nic nie muszę. Nie zrozumcie mnie źle: nie mam syndromu bluszczu, nie oplatam się nagle wokół Bogu ducha winnego chłopca i nie wymagam, żeby poświęcał mi całą dobę. Po prostu żyję inaczej. Zakochana zapominam, na czym wczoraj mi zależało. Zależy mi tylko na dzisiaj, z rozpędem na jutro. Rozpraszam się, tracę czujność.

Pamiętam dzień, kiedy – wylegując się w łóżku w najlepsze – odebrałam telefon od przełożonego. Grzecznie pytał, gdzie jestem, bo jakby od godziny powinnam być w pracy. Przez kolejną godzinę podnosiłam się z tego łóżka. Później wróciłam spacerem do swojego mieszkania, co zajęło kolejną godzinę. Po drodze wstąpiłam do piekarni po ciepłe jeszcze bułki, w mieszkaniu leniwie nakarmiłam królika. Napuściłam wannę pełną piany, stuknęła kolejna godzina. O trzynastej pomyślałam, że to chyba już. Tak, wtedy też poszłam do pracy.

Głupie? Nieodpowiedzialne? Nieważne. Wszystko robi się nagle nieważne, kiedy kochasz kogoś do szaleństwa albo przynajmniej tak Ci się w tym momencie wydaje. Natomiast nie mogę powiedzieć, żeby spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba i nie wierzę ludziom, którzy tak o miłości mówią. Miłość to wybór. Otwiera się furtka, ale to Ty mówisz, czy przez nią przechodzisz, czy nie.

Tylko z miłością jest trochę jak z kotem. Skupiasz się na tym, że na początku jest słodki i śliczny, a w nosie masz, że śmierdzi, kiedy przyjdzie z dworu, podrapie Ci ręce do krwi i jeszcze zażąda głaskania. Przed miłością nikt nie ostrzega, nie dołącza ulotek do opakowania, nie mówi, jak to później odszczekać. I kiedy coś zaczyna się pieprzyć, nie rozjeżdża Ci się tylko ten mały wycinek rzeczywistości z etykietką „miłość”. Rozjeżdża Ci się wszystko, jak żaba na lodzie albo ja na lodowisku w Sopocie.

Dlatego dzisiaj bardzo, bardzo uważnie staram się dobierać znajomych, zwłaszcza mężczyzn, zwłaszcza mną zainteresowanych. Większość trzymam na dystans, bo mój wybór brzmi obecnie „nie”. Niezależnie od propozycji, dnia miesiąca oraz horoskopu z gazetki Rossmanna. Nie pozwalam sobie na pęknięcia w porządku, rozproszenia od pracy, na rysy, o które mogłabym się za chwilę potknąć.

Jest tylko jedna rzecz, nad którą trudno jest zapanować. Nazywa się przeszłość i na drugie powinna mieć na imię Kurwa.