Też masz na wszystko wymówkę? To nie jest powód do dumy

Na zdj. kadr z filmu „Dziennik Bridget Jones”, reż. Sharon Maguire

Człowiek jest tak cudownie skonstruowany, że zawsze zrzuca winę na innych. Albo przynajmniej wynajduje sobie okoliczności łagodzące.

Éric-Emmanuel Schmitt, „Tektonika uczuć”

Dzień dobry, Panno Wymówko. Z ilu rzeczy udało Ci się wykręcić już w tym tygodniu? Ile razy nie zrobiłaś czegoś, a uzasadnienie widziałaś w absolutnie wszystkim, poza sobą samą? Może miałaś wyjść pobiegać, ale temperatura za oknem zaskoczyła Cię niczym zima drogowców? Albo zrobić porządki w szafie, ale akurat puścili w TV dwa odcinki Twojego ulubionego serialu? A może miałaś do odhaczenia codzienny trening, ale Twój wredny mąż nie chciał zająć się dzieckiem?

Nie oszukujmy się – jeśli naprawdę czegoś  chcesz, to po prostu to robisz. Nie chcesz – nie robisz. I to też jest ok. Ale nie szukaj wtedy okoliczności łagodzących, bo te znajdą się zawsze. I będą pasowały do każdej sytuacji. W grudniu nie ćwiczyłaś, bo zbliżały się święta. Biegałaś za prezentami, piekłaś pierniki i sprzątałaś dom pięćset razy. W styczeń też weszłaś leniwie, bo przecież dopiero co był Sylwester i kac trzymał przez tydzień. Potem nie, bo złapałaś wirusa. Leżałaś pod kołdrą i łykałaś mamine syropki. Tak złapał Cię koniec stycznia. I luty. I już, już miałaś się brać za siebie (w końcu to było jedno z Twoich najważniejszych postanowień) i… wtedy przyszedł okres.

Czas spojrzeć prawdzie w oczy – taką metodą daleko nie zajdziesz. Zawsze znajdzie się pretekst, żeby sobie odpuścić. Ale bądź ze sobą szczera – czy w tej grudniowej, świątecznej gorączce naprawdę nie znalazłabyś czasu dla siebie? Przecież to Ty jesteś tu najważniejsza. Czy ten styczniowy katar rzeczywiście złożyłby z nóg i pół armii, czy zwyczajnie się nim wykpiłaś? A okres? Masz go przecież co miesiąc, a ludzkość od dawna wie, co to No-Spa i Apap.

Nie wyjdziesz dziś pobiegać, bo przecież jest zima.  Ale spójrz w kalendarz. Jest luty. Jutro też będzie zima. I pojutrze. I za tydzień i za miesiąc też będzie zima. Jeśli to nie jest pogoda dla Ciebie – ok, ale postaw więc sprawę jasno. Zrezygnuj z joggingu, zamiast tego kup karnet na siłownię. Nie masz pieniędzy? Ćwicz w domu. W internecie znajdziesz masę darmowych programów, które przy odrobinie samozaparcia zrobią z Ciebie boginię. Albo pozwolą chociaż spalić zachomikowany przez zimę tłuszcz. Nie lubisz ćwiczyć sama? Zaproś koleżanki. Przestań szukać wymówek, bo tak robią tylko najsłabsi.

Chciałaś iść do kina, ale facet Cię właśnie wystawił? Nikt nie odwołał przez niego seansu. Ciągle możesz zobaczyć ten film – z towarzyszem obok lub bez. Kino to nie jest tango, do tego naprawdę nie trzeba dziś dwojga.

A może nie umiesz gotować, i kiedy wypomina Ci to kolejny już facet z rzędu, Ty w myślach ciskasz w matkę piorunami, bo przecież powinna Cię była nauczyć? Pewnie masz rację, powinna. Ale nie nauczyła. Za to Ty jesteś już dużą dziewczynką i możesz się sama nauczyć. Kupić książkę kucharską, podpytać koleżanek, wpisać przepis w Google. Jeśli wciąż nie umiesz gotować, to znaczy, że zwyczajnie nie chce Ci się umieć. Że jesteś wygodna, leniwa, albo nie czujesz takiej potrzeby. Bo na przykład jadasz na mieście. Albo wolisz odgrzewać gotowce. I to też jest całkiem ok, świat nie ma do Ciebie pretensji. Ale nie zwalaj winy na matkę. Jesteś dorosła, już nikt nie musi prowadzić Cię w życiu za rączkę.

A może kolejny raz oblałaś egzamin na prawo jazdy, bo Twój instruktor był całkiem do kitu? To zadaj sobie pytanie, gdzie byłaś w czasie kursu. Jeśli widziałaś, że nie umie Cię niczego nauczyć, dlaczego nie poprosiłaś w szkole o zmianę? Nie zażądałaś zwrotu gotówki? Dlaczego nie zareagowałaś, a teraz marudzisz, bo oto i konsekwencje? Oblałaś, trudno. Ale nie dokupuj kolejnych godzin u tego samego faceta. Znajdź kogoś, kto będzie w stanie Cię czegokolwiek nauczyć. Albo odpowiedz sobie na pytanie, czy w ogóle chcesz jeździć. Bo jeśli robisz to prawko na siłę, to nic dziwnego, że Ci w ogóle nie wychodzi. A może jesteś kompletnym beztalenciem i jeżdżenie nie jest dla Ciebie? Nie bój się tak o sobie myśleć. Każdy jest dobry w czym innym, nie musisz być gwiazdą na szosach.

Nie wyszło Ci w kolejnym związku? Ok, może i on był strasznym palantem, ale zrób sobie rachunek sumienia. Czy Ty byłaś zawsze w porządku? Czy dawałaś z siebie sto procent? Zależało Ci chociaż trochę? Jeśli odpowiedziałaś wyłącznie TAK – super! Ale jeśli zawahałaś się nad chociaż jedną z odpowiedzi, wróć do niej i poświęć jej chwilę. Nie chodzi o to, byś całą odpowiedzialność brała zawsze na siebie. Ale nie uciekaj też od niej przesadnie. Jeśli zawaliłaś coś z własnej winy, nie bój się do tego przyznać. Choćby przed sobą, w głowie.

A wymówki? To dobre dla dzieci. Okoliczności łagodzące? Wyłącznie na sali rozpraw.