Terroryzowani jedzeniem. Teksty, które niszczyły Ci dzieciństwo

Na zdj. kadr z filmu „Amelia”, reż. Jean-Pierre Jeunet

Człowiek nie żyje, aby jeść, ale je, aby żyć.

Sokrates

Ilekroć jadam na mieście albo jeżdżę po rodzinie, największy horror dzieciństwa ponownie staje mi przed oczami. I choć od tamtej pory minęło już sporo lat, to teksty, które słyszą karmione dziś na moich oczach maluchy, brzmią niemal identycznie, jak dawniej. Idę o zakład, że znacie większość z nich, albo nawet wszystkie.

Cytaty o jedzeniu z dzieciństwa

Za mamusię, za tatusia…

Jak ktoś jest jedynakiem, jak ja, to zwykle szybko miał z bani. Ale tym z rodzin wielodzietnych szczerze współczuję. Niekiedy odliczanie rozciągało się także na panie nauczycielki, sąsiadki, kolegów, koleżanki… Bo jak ciężarna ma jeść za dwoje, tak dziecko ma jeść za wszystkich. Logika godna mistrza.

Zjedz, to dostaniesz lody

Albo ciastko. Albo batona. A przecież to jest najzwyklejszy szantaż. Tego się dziecku nie robi i tak mu się niepotrzebnie rozpycha żołądek. Nie dość, że zje posiłek, na który wcale nie ma ochoty, to jeszcze wmusi w siebie upragnione lody, bo przecież tyle na nie czekało.

Zjedz, bo nie pojedziemy do ZOO

Albo do babci. Albo nie wyjdziesz na podwórko. Nie zobaczysz ulubionej bajki. To także jest szantaż. Dziecko ma zjeść, żeby zaspokoić głód. A nie dlatego, że w przeciwnym razie czeka je kara.

Mama się tak starała

Jasne, że mamy chcą dla nas najlepiej. Problem w tym, że nie zawsze wiedzą, co pod tym pojęciem tak naprawdę się kryje. Od siebie podpowiem, że na bank nie jest to jedzenie na siłę.

Jeszcze kawałeczek

Tyle razy chciałeś płakać z przeżarcia, ale ten jeden kawałek mógł zbawić przecież świat. I to samo słyszymy zresztą dzisiaj – podczas świąt i innych rodzinnych uroczystości. Ciągle jest „jeszcze tylko troszkę”. A Ty luzujesz guzik od jeansów, za chwilę rozsuwasz też zamek, a po obiedzie idziesz przebrać się w dres. Świetnie, ale jak tak dalej pójdzie, to żadne spodnie Ci na tyłek nie wejdą i jedyne, co na niego założysz, to kraciasty koc.

Nie odejdziesz od stołu, dopóki nie zjesz

Sama byłam torpedowana tym tekstem przez panie z przedszkola. I co? I siedziałam. Krzesła nie były z kolców, a widok bawiących się w tym czasie dzieciaków jakoś nie przyprawiał mnie o drżenie usteczek. Niestety, z innymi dziećmi panie przedszkolanki odnosiły nieco większy sukces.

Talerz musi być pusty

Bo inaczej trudno się zmywa? Hasło typowe dla sfrustrowanych rodziców, którzy wyładowują swoją bezradność, sięgając po cały pakiet nakazów i zakazów. A przecież nic tak nie zniechęca, jak komendy typu: „musisz”, „powinieneś”, „masz to zrobić i już”.

Jedz, bo się wyrzuci

Nie wiem, skąd założenie, że ludzki żołądek to worek na śmieci i należy w niego wrzucać wszystko, byle się nie zepsuło, nie przeterminowało, nie dostało nóg i nie wyszło z lodówki.

To zjedz mięso, a zostaw ziemniaczki

Klasyk. Tymczasem zasada jest prosta – albo mieści się wszystko, albo nic. No chyba, że chodzi o słodycze. Sama po sobie wiem, że jestem w stanie nie zmieścić obiadu, ale Milkę Oreo już tak.

Dzieci w Afryce chodzą głodne

Nie wiem, w jaki sposób pełny brzuch polskiego dziecka miałby pomóc pustemu brzuchowi dziecka afrykańskiego, ale słyszałam ten tekst mnóstwo razy. I od razu budziło to we mnie wyrzuty sumienia – to ja mam i nie jem, a inni chcieliby, a nie mają co?

Inne dzieci jedzą i nie marudzą

A jeszcze inne kradną, plują na obcych i duszą małe zwierzątka. Porównywanie dziecka do innych dzieci, pokazywanie mu, że są od niego lepsze, powoduje w nim niepotrzebne frustracje. Dziecko czuje się gorsze, myśli, że sprawia rodzicom zawód. Serio tego rodzic chce dla swojego dziecka? Bo na przykład nie zjadło pierogów?

Wszystkie te teksty są słabe z jednego powodu – nie szanują podstawowych praw dziecka. To najzwyklejsza przemoc – zarówno emocjonalna, jak i niekiedy fizyczna (zwłaszcza, jeśli towarzyszy im wpychanie maluchom łyżeczki do ust czy przytrzymywanie na siłę). Dziecko samo wie, czy jest głodne i ma ochotę jeszcze jeść. Nakłanianie go do tego czy to przez straszenie, czy przez przekupywanie, za każdym razem jest tak samo błędne. Zadaniem rodzica nie jest zmuszanie dziecka do jedzenia. Jego zadaniem jest zapewnienie mu dostępu do zdrowych i pożywnych posiłków. Tylko tyle i aż tyle.

Oczywiście, że przedłużający się brak apetytu może być objawem chorób. Ale tuczenie dziecka na siłę na pewno go z nich nie wyleczy. Zamiast ładować mu więc do brzucha porcję za porcją, należy iść do lekarza, zrobić niezbędne badania. Tym bardziej, że jedzeniowy terror przynosi fatalne konsekwencje – począwszy od złości, frustracji, poczucia winy i lęku przed każdym posiłkiem, aż po problemy w późniejszym życiu, takie jak anoreksja, bulimia, zajadanie stresu czy nawet otyłość.

Dlatego wszystkim nadgorliwym mamom, babciom i ciociom powtarzam zawsze – jedz i pozwól jeść innym. Niekoniecznie tak, że aż się uszami wylewa.