Striptiz za koszulkę? Fronda wie, jak się bawi Woodstock Owsiaka!

Pewnie nie wpadłabym na ten materiał, gdyby nie nieoceniony Janek ze Stay Fly. Przyjrzyjmy mu się więc uważniej. (Materiałowi, nie Jankowi. Chociaż drugie korciłoby bardziej.)

Ponieważ tekst liczy mniej niż 1000 znaków, zróbmy sobie tę przykrość i zanalizujmy go wspólnie w całości:

 

Striptiz za koszulkę? Tak się bawi na Woodstock Owsiaka!

Jak widać, już sam tytuł jest obiecujący. Jak powszechnie wiadomo, striptiz nie należy do usług tanich, toteż na naszych oczach dokonuje się nic innego, jak ukłon w stronę ludzi mniej zamożnych. Można posunąć się nawet o krok dalej i nazwać akt ten szlachetnym, ponieważ oto zachodzi sprawiedliwość między ludźmi, bo wreszcie o tym, kto może oglądać cycki, decydować przestaje zasobność jego portfela. Natomiast nie rozpędzajmy się z tym posuwaniem w zbyt odległe rewiry, albowiem zaraz sami o prostytucję zostaniemy posądzeni.

PS. Frondowy Kali nie wie, że bawi się na Woodstocku, a nie na Woodstock. Słowa w języku polskim mają to do siebie, że się je jednak odmienia. Ale tak to jest, jak się dopuszcza do pisania ludzi, którzy zarabiają mniej niż tirówka w deszcz.

 

Przystanek Woodstock to nie tylko muzyka, ale i porno-zabawy.

Czyli każdemu według jego potrzeb. Idealnie wpisuje się to w jedną z definicji sprawiedliwości społecznej. Odpowiedzialny za jej opracowanie był niejaki Chaim Perelman, belgijski logik i filozof prawa. Niezorientowanym przypomnimy, że definicji jest pięć, w porywach do sześciu i brzmią one, jak następuje:

1) każdemu to samo

2) każdego według jego zasług

3) każdego według jego dzieł

4) każdemu według potrzeb

5) każdemu według pozycji

6) każdemu według tego, co przyznaje prawo (ale nie wiadomo, co przyznaje prawo, więc tej definicji pamiętać nie trzeba).

Czyli po raz kolejny czynimy sobie niebo na ziemi. Chociaż jak patrzę na temperatury za oknem, to bliżej im jednak do piekła.

 

Jak informuje Telewizja Republika informuje, że zabawy rodem z klubów porno odbywają się rokrocznie na festiwalu Przystanek Woodstock.

Telewizja Republika informuje nas tak intensywnie, że ma spore szanse wyprzeć z tej fuchy Wikipedię. Gdyby pracowali w niej jednak profesjonalni dziennikarze, wiedzieliby, jakie konotacje niosą ze sobą wszelkie odbyty i używali mniej niefortunnego jednak zamiennika.

 

Nagie zdjęcia i filmy uczestniczek Przystanku Woodstock trafiają na strony pornograficzne.

Jak ktoś pokazuje cycki, to chyba po to, żeby je ktoś oglądał. Ale mogę się mylić, ja jestem z tych, co to pokazują tylko chłopu. Własnemu. #nuda #konserwa #nicsięniedzieje

 

– Okazuje się, że od kilku lat trwa konkurs na festiwalu organizowanym w ramach realizacji celów statutowych fundacji WOŚP, czyli ochrony zdrowia i życia dzieci. Konkurs nazywa się „Pokaż cycki za koszulkę” – mówi dla Telewizji Republika znany bloger Matka Kurka, czyli Piotr Wielgucki.

Okazuje się! Znaczy: wyszło szydło z worka! Konkurs zapewne wcześniej organizowany był w jakimś tajnym podziemiu. Jeżeli tylko na Woodstocku są w ogóle podziemia.

Natomiast realizacja celów statutowych fundacji brzmi szlachetnie i dumnie. I jeżeli moje cycki miałyby czyjekolwiek życie lub zdrowie uratować, to sama bym się o ten striptiz pokusiła. W takim upale tym chętniej.

 

„Matka Kurka” jest przekonany, że rozbierające się dziewczyny nie mają świadomości, że trafiają na strony pornograficzne, a właśnie to jest „przystankiem końcowym tej zabawy”.

Panie Matko. Prawdziwy Polak wie, że przystankiem końcowym KAŻDEJ zabawy jest niebo. Albo któryś z kręgów piekła. Jak u Dantego.

 

No cóż, biznes powiązany z Przystankiem Woodstock jest bardziej demoniczny niż się ludziom wydaje.

Ja nie wiem, co się ludziom wydaje, ale mnie się wydaje, że większego biznesu na ludzkiej głupocie niż Fronda na swoich czytelnikach, to już się ukręcić nie da.

 

A rzeczony artykuł prezentuje się tak:

woo