Sposoby na jesienną chandrę. Do siedmiu razy sztuka

Nie wiem, jak Wy reagujecie na jesień, ale ja zwykle depresją. Od początku listopada zobaczyłam 3 sezony „Prawa Agaty” (gdzie nie oglądam zwykle seriali) i wypiłam około 11 butelek białego wina. Jestem smutna, zmęczona, niezorganizowana i chaotyczna. Przykład? Kilka dni temu jednym z tych win podlałam kwiaty. A byłam wtedy trzeźwa.

Ale jesień ma także swoje dobre strony. Można wylegiwać się na kanapie, pod kocem, z książką w dłoni. Można zapalić pachnące cynamonem świeczki, wypić grzańca, schować się w wannie na cały boży dzień i nic nikomu do tego. Dlatego niżej przedstawiam Wam swoją szczęśliwą siódemkę rzeczy, które choć trochę pomogą uratować humor. Jeśli macie inne, sprawdzone sposoby – mówicie. Moje zasoby dobrego nastroju coraz częściej bywają na wyczerpaniu, więc jestem otwarta na propozycje.

 

sposoby na chandrę

 

♦ Po pierwsze: herbata. Całe pokłady herbaty. Trasa na linii biurko-kuchenka jest najczęstszą, jaką jesienią pokonuję. A musicie przy tym wiedzieć, że wodę grzeję w garnuszku. Jak za starych, dobrych czasów. Nie wiem, dlaczego, bo czajnik stoi obok. Dla wygody stawiam zwykle na herbatę w saszetkach, ale jak widzę zaparzacze takie, jak ten, to jestem gotowa zdobyć się na nieco więcej wysiłku.

♦ Po drugie: kalosze. Może nie od razu takie drogie i takie ładne, ale cokolwiek, w czym będzie można legalnie wskakiwać w kałuże. Tak, to jeden z moich wielu nawyków z dzieciństwa, któremu nie mogę się oprzeć. A później moje buty i spodnie wyglądają tak, że wstyd wracać do domu.

♦ Po trzecie: gorące kąpiele. Najlepiej w wannie pełnej piany. To moja wielka, jesienno-zimowa słabość. Co zmarznę, to napuszczam całą wannę wody i znikam tam na godzinę, dwie, dopóki woda nie zrobi się chłodna. Od dłuższego czasu jestem wierna serii Original Source – pachnie cudnie, pieni się, jak trzeba, a do tego bajecznie wygląda. I wcale się nie dziwię, że piszą opakowaniu, że zawartości nie można jeść.

♦ Po czwarte: czekolada. W każdej ilości i w każdej postaci. Zestaw do czekoladowego fondue mam już od kilku lat i regularnie uzupełniam nim zapasy kalorii. Nie oszukujmy się – nic tak nie psuje nastroju, jak jesień i nic go tak nie poprawia, jak właśnie czekolada.

♦ Po piąte: ciepły, miły w dotyku koc. Z moim obecnym zeszliśmy się w sierpniu, w czasie wyjazdu nad morze. Miał być pociągowy, na jedną trasę. Został na stałe. Idealny do siedzenia przed komputerem, czytania książki, popołudniowych drzemek. Tylko znajomi dziwnie reagują, kiedy zabieram go ze sobą na spacer.

♦ Po szóste: wino. Dużo wina. Prawie tak dużo, jak herbaty. Najlepiej grzanego – z miodem, goździkami i cytrusami. Pitego z grubego kubka, dla niepoznaki. Głównie za grzane wino kocham chłodną jesień. Oraz zimę. No i wczesną wiosnę.

♦ Po siódme: książka. Idealna na teraz? „Dolina Muminków w listopadzie”. Nie wiem, kto i kiedy powiedział, że Muminki to książka dla dzieci. Spójrzcie na ten tu cytat:

Któregoś wczesnego ranka w Dolinie Muminków Włóczykij obudził się w swoim namiocie i poczuł, że nadeszła jesień i czas ruszać w drogę. Taki wymarsz zawsze jest nagły. W jednej chwili wszystko się zmienia, temu, kto odchodzi, zależy na każdej minucie, szybko wyciąga namiotowe śledzie i gasi żar, zanim ktokolwiek przyjdzie przeszkadzać i wypytywać, i zaczyna biec, w biegu zarzucając plecak, i wreszcie jest już w drodze, raptem spokojny niczym wędrujące drzewo, na którym nie rusza się ani jeden liść. Tam gdzie stał namiot, świeci pusty prostokąt trawy. Później, kiedy zrobi się dzień, zbudzą się przyjaciele i powiedzą: Odszedł, widać jesień się zbliża.

A jeśli chcecie się trochę posmucić, to więcej cytatów znajdziecie tutaj. Miłej jesieni!

fot. stock.tookapic.com