Share Week 2015, czyli blogi mojego życia

fot. blakebronstad.com

Z przygotowaniem tego wpisu miotam się już dobrych kilka miesięcy, ale nigdy nie było czasu. Stąd wielka radość, kiedy zobaczyłam akcję, zapoczątkowaną przez Andrzeja. Chłopak miał gest – dał tydzień, żeby się ogarnąć i podać trzy swoje typy. Tylko ja jak zwykle obudziłam się ostatniego dnia, a za pisanie biorę się na samiutki koniec, a konkretnie – na godzinę przed.

Ale! Przed Wami trzy genialne blogi, które uwielbiam, czytam regularnie i do których wzdycham, do czego zresztą regularnie się przed Wami przyznaję. Jestem ogromnie szczęśliwa, że ich autorzy doszli tak daleko i z dumą mogę powiedzieć, że wszystkich trzech czytałam na długo przed tym, jak stało się to modne. Miałam to szczęście trafić gdzieś na nich przypadkiem i zostałam, a to przywiązanie da się policzyć już chyba nie tylko w miesiącach, ale i latach.

Halo Ziemia

Miejsce, jakie stworzył Konrad, jest jednym z najspokojniejszych w sieci. Mądre, otwarte, pełne rozsądku, cierpliwości i wyrozumiałości. Nie zawsze się z nim zgadzam, zwłaszcza w kwestii Boga jest nam chyba nie po drodze, ale sposób jego argumentacji zawsze jest taki, że wywołuje we mnie refleksję oraz wielki szacunek. Konrad to zresztą nie tylko świetny bloger i sprawny publicysta, ale – przede wszystkim – prawdziwie dobry człowiek. I za to dziękuję – raz a porządnie, chociaż pod każdym wpisem powinnam.

Volantification

Za wszystko. Za inteligencję, charakter, poczucie humoru, ironię. Za wiedzę i umiejętność jej przekazania. Za teksty, przy których podskakuję jak mały kotek i wystawiam łebek, żeby mnie pogłaskać. Za jeszcze lepszą rzeczywistość, która rozbiła moje internetowe wyobrażenia o pewnym siebie, zarozumiałym typie, który rwie laski na potęgę i nawet mu brew nie drgnie. Jeśli jeszcze nie wiecie, to Michał jest super. Pod każdym względem.

Stay Fly

Chłopak, który zrobił chyba największy postęp, jaki był do zrobienia. Czytam go od wieków, uwielbiam – też już dobrą chwilę. Z całkiem zwyczajnego blogera wyrósł w moich oczach na mistrza, który pisze w taki sposób, że mogłabym go czytać bez kawy. Ten styl, ten zadzior, te tematy i sposób, w jaki do nich podchodzi – dzięki nim Janek zyskałby szacunek na niejednej dzielni. A po ostatnim tekście odnośnie ojcostwa, wyrwałby tam też niejedną żonę. Pewnie nawet cudzą.

 ♦ ♦ ♦

Blogów, jakie chciałabym Wam polecić, jest jednak znacznie więcej. A że Andrzej pozwala rozpisywać się u siebie do woli, to łapcie ich jeszcze trochę.

– kreatywnie: Jacek Kłosiński i Alina z Design Your Life. Jacek jest grafikiem, a do tego pasjonatem designu. Uwielbiam jego blog za to, że podsuwa mi świetne linki, wskazuje banki z darmowymi zdjęciami, uczy produktywności, a nawet komentuje norweskie paszporty. U Aliny z kolei znajdziecie genialne zdjęcia, moc inspiracji i metamorfozy wnętrz, jakich nie powstydziłby się niejeden magazyn.

– fotograficznie: Tolala.pl – absolutnie cudowne zdjęcia, które kocham za subtelność, spokój, nastrojowość oraz emocje. Bez względu na to, czy Tola ma przed aparatem bukiet kwiatów czy Wiedeń, wpatruję się później w jej zdjęcia jak dziecko w obrazek. Prosto u niej i skromnie, a jednak ciepło, autentycznie, magicznie.

– muzycznie: Zapętlone.pl. Kasia ma tutaj monopol na wiedzę i nie uwierzę nikomu, kto powie, że jest w tym kraju lepszy blog o muzyce. Poza tym prywatnie ją totalnie uwielbiam, bo poznałyśmy się najlepiej na świecie, to jest przez whisky i łóżko.

– kulinarnie: Jaja w kuchni i Wegan Nerd. Otóż Marcin jest duży, ma brodę i jest facetem w kuchni. Dlatego choć z przepisów raczej nie korzystam (w kuchni umiem robić co najwyżej kawę), kupuję jego bloga w ciemno. Pod względem jadłospisu bliżej mi zresztą do Ali, której blog jest wegański. Wpadłam na nią dzięki konkursowi Blog Roku i od tamtej pory regularnie się gapię.

– kobieco: Monika Kamińska z BlackDresses.pl. Jej poleceniom ufam w stu procentach. Do tego pozostaję pod ogromnym wrażeniem tego, jak łączy u siebie najróżniejsze tematy. Bez względu na to, czy pisze o kremach do twarzy, czy też o teatrze, robi to rzetelnie, ciekawie i dobrze. Poza tym umie chyba zaginać czasoprzestrzeń, bo robi milion rzeczy, z ciągłym jedzeniem pizzy i bieganiem włącznie.

– męsko: Czas Gentlemanów. Czyli prawdziwa kopalnia wiedzy, z której Wy też możecie uszczknąć coś dla siebie. Łukasz każdym wpisem odwala kawał dobrej roboty – to nie tylko potężna dawka informacji, ale i praktyczne porady. Nie wiesz, jakie kwiaty kupić kobiecie, czy prowadzić ją na spacerze pod rękę oraz czy po kolacji za nią zapłacić? To teraz się dowiesz.

– parentingowo: Blog Ojciec i Matka Wariatka. Oboje nazwali blogi cudownie i aż żal, że nie są parą. Kamila szanuję za podejście do kwestii rodzicielstwa, za przemądre teksty i kładące mnie na łopatki statusy na fejsie. Wiolę – za godziny przegadane na fejsie, męża, który na śniadanie w hotelu potrafi zejść w piżamie oraz syna, który każe mówić na siebie Jowisz.

– na luzie: Martapisze.pl. Bo gdybym nie dorosła, zostałabym Martą. Zanim ją poznałam, podchodziłam do niej z dystansem – ale kiedy mignęła mi w klubowej toalecie blondynka w czerwonej sukience, nie sposób było nie zagaić. Od tamtej pory kontakt mamy regularny, a Marta w każdym wpisie jest tak pozytywna, że nieustannie mam ochotę przybijać jej piątkę.

W roli tortu: moje trzy królowe, czyli Venila Kostis, Tattwa i Riennahera. Pierwsza jest niesprawiedliwie piękna, ma najdłuższe na świecie nogi i wrażliwość, która czyni mnie jej dozgonną fanką. A do tego podbiła świat swoim alter ego w postaci Chujowej Pani Domu. Kobieta o dwóch obliczach? Myślę, że ma ich znacznie więcej. A już na pewno ma świetnego faceta i takiegoż psa.

Druga urzekła mnie włosami w kolorze błękitu i podejściem do życia takim, że mogłabym z nią konie kraść. Do niej pierwszej ośmieliłam się z blogiem napisać i gdyby nie ona, nie byłabym pewnie w miejscu, w jakim dzisiaj jestem. To jej dobre słowa i jej polecenia sprawiły, że karuzela gna. A ja szukam na allegro plecaka, do którego spakujemy wódkę i wyruszymy razem w świat.

Trzecia jest ruda, co już powinno załatwiać sprawę, a do tego kocha dinozaury, ma totalnie niemożliwy charakter i genialnie prezentuje się rozciągnięta na pralkach. Do tego szuka pracy, więc jeśli słyszelibyście o wakacie zahibernowanego niedźwiedzia, koniecznie dajcie jej znać.

A w roli wisienki na torcie – Moja dziewczyna czyta blogi. A także ich profil na fejsie. Nie poznałam tej pary osobiście, ale kiedy ich czytam, to myślę, że mogliby mnie zaadoptować. Chociaż nie mogłabym szczerze kochać K. – za bardzo zazdroszczę jej urody i włosów.