Samotność wśród ludzi. Bo czasem trzeba odetchnąć

Na zdj. kadr z filmu „Oslo, 31 sierpnia”, reż. Joachim Trier

– Na pustyni jest się trochę samotnym.
– Równie samotnym jest się wśród ludzi.

Antoine de Saint-Exupéry, „Mały Książę”

Bardzo lubię, kiedy wszyscy próbują ratować mi życie. Kiedy wiedzą, co dla mnie najlepsze oraz tłumaczą, z jakich powodów sok z młodych buraczków ma więcej wartości odżywczych niż whiskey z lodem i colą. A przecież po tym drugim zdecydowanie łatwiej jest żyć. W końcu, jak mawiał dziadek Bukowski, kiedy pijesz, to świat nadal gdzieś tam sobie istnieje, ale przynajmniej na chwilę zdejmuje Ci nogę z gardła.

Jednym z przykładów takiego ratowania życia jest umiejętne zagospodarowanie czasu. Wypełnienie po brzegi grafiku. Dzisiaj chodź ze mną na zakupy, jutro chodźmy do kina. Pojutrze wpadnij na obiad, a popojutrze zapisałam nas na fitnesik. No, nie. Tak się nie robi przyjaźni. Tak się robi wkurwienie i od wkurwu zmarszczki na twarzy.

Jest zresztą taki ładny cytat z „Muminków”: Dawno już pozbyła się wszystkich swoich krewnych i uciążliwych znajomych i miała mnóstwo czasu, żeby zajmować się swoim domem i swoją samotnością, żeby spadać całkiem samotnie z własnego dachu.

Tak. czasem dobrze jest pozbyć się swoich krewnych i spadać samotnie z tego pieprzonego dachu.

Kiedyś pisałam już o tym, że człowiek to nie niedźwiedź polarny, żeby trzymać go pod ochroną. Czasem dobrze go puścić samopas, pozwolić, żeby się trochę poparzył. Rany są potrzebne. Blizny są nieodzowne. To na nich budujemy doświadczenie, to one uczą nas życia. Jakie ma ono sens, jeśli chcemy je spędzić pod kloszem?

Doświadczenie samotności uważam za jedno z cenniejszych. Tę możliwość obcowania samemu ze sobą, sprawdzania się w sytuacjach ekstremalnych. Bo tak, samotność jest dla mnie sytuacją ekstremalną, niekiedy o wiele bardziej niż wizja skoku na bungee albo przejścia nocą przez wrocławskie śródmieście.

To, że się wyrwie człowieka z jego kokonu, że w sytuacjach dla niego trudnych będzie się go wyciągało na siłę z mieszkania, nie zawsze ma jakikolwiek sens. Czasem dobrze jest umieć odpuścić. Dać komuś świadomość, że w razie czego się jest. Ale nie zamęczać go tą obecnością, nie wpychać mu się do domu z obiadkami na siłę. Czasem można nie jeść, czasem trzeba płakać. Nie ma w tym nic zastraszającego, nie jest to sytuacja, zagrażająca życiu. Trzeba umieć odróżnić przyjacielskie wsparcie od zagłaskania kota na śmierć.

Wracając do Bukowskiego, opisywał to całkiem przyjemnie: Byłem człowiekiem, któremu świetnie służy samotność. Rozkwitałem dzięki niej, a jej brak był dla mnie czymś tak uciążliwym, jak dla innych brak wody czy pożywienia. Każdy dzień, w którym nie było mi dane jej zaznać, osłabiał mnie. Nie traktowałem tego jako powód do dumy; raczej jako formę uzależnienia.

I trzeba wziąć pod uwagę, że obok nas może być człowiek, który tak właśnie ma. Który ceni sobie swoją niezależność, zamyka się w obrębie czterech ścian i którego delektuje ta choćby i bolesna momentami samotność. Jeżeli komuś jest naprawdę, ale to naprawdę źle, to – choćby był w tłumie najliczniejszym z licznych – humor mu od tego nie wróci. Zagłuszanie emocji nie uśmierza ich. Daje ułudę, z której prędzej czy później trzeba się będzie otrząsnąć.

I nie, ten tekst nie jest nawoływaniem do ignorancji. Wszyscy dobrze wiemy, jak cenne jest czasem wyciągnięcie ręki do drugiego człowieka. Ale pamiętajmy, że to on decyduje, czy zechce ten gest przyjąć, czy powie: stary, dzisiaj odpuśćmy.