Przestań się mazać. Wszystkim będzie lżej

Na zdj. kadr z filmu „Fight Club”, reż. David Fincher

Jak dużo możesz wiedzieć o sobie, jeśli nigdy się nie biłeś?

Chodzi Ci po głowie jakieś szaleństwo, ale boisz się spróbować? Paraliżuje Cię myśl o porażce? Nie lubisz ryzyka, nie chcesz stawiać wszystkiego na jedną kartę? Nie bądź mięczakiem. Ci zawsze dostają po twarzy.

Jest takie mądre powiedzenie, że kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. I inne, że nie chodzi o to, by w życiu nigdy nie upaść, ale by po każdym upadku wstać i umieć pójść dalej. Weź sobie te słowa do serca. Przemyśl pięć, dziesięć razy. Wytatuuj po wewnętrznej stronie uda albo powieś na kartce na drzwiach lodówki. Bo to ważne słowa, naprawdę.

Doświadczenie jest tym, co Cię kształtuje. Nie dowiesz się, czy poradzisz sobie w nowej pracy, jeśli nigdy nie rzucisz starej. Nie przekonasz się, czy nie lepiej byłoby Ci z Marcinem z marketingu, jeśli dziesiąty rok będziesz tkwić w jałowym związku z tym nudnym finansistą.

Stabilizacja? Zapomnij. Stabilizacja potrzebna jest wtedy, kiedy po ciężkim wypadku walczysz w szpitalu o życie. Albo kiedy masz na utrzymaniu piątkę dzieci i nie wiesz, czy jutro będziesz mieć czym je nakarmić. Ale jeśli jesteś młoda, silna i świat stoi przed Tobą otworem (i nie jest bynajmniej to dupa), nie rozsiadaj się już w poczekalni. Jasne, że jest miło i ciepło. Ale w łóżku też jest miło i ciepło, a nie chcesz mimo to przespać życia.

Zapytaj sobie to proste pytanie. Jak dużo możesz o sobie wiedzieć, jeśli się nigdy nie bijesz? Nie podejmujesz ryzyka, unikasz wyzwań? Skąd wiesz, jak sprawdzasz się w ekstremalnych sytuacjach, skoro za szczyt adrenaliny uważasz przejście na pasach na czerwonym świetle? Skąd masz wiedzieć, czy jesteś w stanie poradzić sobie w dziczy, jeśli wszystkie wakacje spędzasz w trzygwiazdkowym hotelu? Skąd pomysł, że masz słabe ręce, jeśli nigdy nie przerzuciły choćby taczki węgla?

Testuj swoje ciało. Ba, testuj też głowę. Wyznaczaj sobie coraz to nowsze cele, zamiast spoczywać na laurach. Na kapcie i herbatę przyjdzie jeszcze czas. Zobacz, ile potrafisz, jakie masz możliwości, jak wiele możesz osiągnąć. Nie bój się porażek. Nie przejmuj czasem, koniecznym do wypełnienia zadania. Czas i tak upłynie.

Ile razy próbowałaś schudnąć? Ile razy zatrzymałaś się już na etapie kanapy, ile razy odpuściłaś bieg, bo za oknem padało? Ile razy chciałaś nauczyć się hiszpańskiego, ale nie poszłaś na kurs, bo w telewizji leciał ulubiony serial? Ile razy zabierałaś za remont mieszkania, ale przerażał Cię ogrom pracy?

Skąd wiesz, że – przy odrobinie samozaparcia – nie przebiegłabyś za rok maratonu? Że ten hiszpański nie wciągnąłby Cię do tego stopnia, że rzuciłabyś wygodną pracę na etacie, żeby zostać kelnerką na pięknej Majorce? Że nie remontowałabyś teraz mieszkań wszystkim koleżankom, bo tak zachwyciłyby się tym, co zrobiłaś z własnym?

Co tak naprawdę wiesz o sobie, jeśli wciąż pozostajesz bierna? Jeśli nie sprawdzasz swoich możliwości, nie poszerzasz zainteresowań, zamykasz się na przygody, wyzwania?

Może faktycznie jesteś do niczego. Może wspięłaś się już na wyżyny człowieczeństwa i żadnej iskry nie zdołasz z siebie wykrzesać. Ale najpierw to sprawdź.

Albo zaparz nam obu herbaty.