Podano do łóżka #15. Piękni trzydziestoletni oraz brzydkie życie

Fot. Ståle Grut, unsplash.com

Dziś rozmawiamy o dzieciach i związkach, rozbijamy się po dużych miastach Uberem i ubolewamy nad tym, że facet to jednak neandertalczyk jest (co gorsza, na własne życzenie). Wspominamy też pewexowe dzieciństwo, leczymy się z kompleksów, uczymy wdzięczności i przyzywamy wiosnę. Zgodnie z życzeniem, wpis publikowany z myślą o porannej kawie, bo moja to wypada jednak na okolice dwunastej.

A zatem – łapcie linki, w które warto zajrzeć:

♦ Siedzimy w kuchni nad trzema sałatkami i zieloną herbatą. Wina nie ma, wino już niemodne. Dziś piękni trzydziestoletni piją tylko Pu-Ehr, wodę z Brity oraz świeżo wyciskane soki z marchwi. Nasze ciała to fit świątynie od czterdziestu pięciu dni nieskażone etanolem, o czym komunikujemy w soszjal midjach z nabożnością randomowego radiomaryjczyka. Czyli Malvina Pe z cholernie trudnym i ważnym tekstem pt. Kobieta lubi, jak ją boli. Nie wiem, czy już go Wam polecałam, czy nie, ale wpadł mi w ręce po raz kolejny i znów dał się sobą zachłysnąć.

 

♦ Czy można zrobić facetowi dobrze seksem jak z pornola, biorąc we wszystko, co tylko zechce, nie narzekając, że boli cię ręka, żuchwa, noga czy dupa? Można, może po którejś próbie zrozumie, że seks z filmu pornograficznego ma tyle wspólnego z seksem, co “Szybcy i Wściekli” z wyścigami ulicznymi. Da się, ale tylko na potrzeby kamery ma to sens.  W rzeczywistości przecież da się dużo lepiej, tylko nie tak widowiskowo. Czyli Konrad z Moja dziewczyna czyta blogi powie Wam, jak (naprawdę) zrobić facetowi dobrze. Dobrnijcie do puenty, jest piękna.

 

♦ Był sobie pewien chłopak. Spadł w swoim młodzieńczym życiu z drzewa setki razy, a dwa razy złamał sobie przy tym rękę. I dwukrotnie w dniu, w którym zdjęli mu gips, on już wdrapywał się na kolejne drzewo. Ten chłopak to ja. I wiecie co? Jestem niesamowicie wdzięczny moim rodzicom, że nie powiedzieli mi wtedy czegoś w stylu „nie wolno Ci wchodzić na drzewo, bo sobie zrobisz krzywdę”. Bo wtedy poczułbym, że traktują mnie trochę jak debila. Czyli najmądrzejszy ojciec polskiej blogosfery z tekstem o tym, że czasami dzieci muszą się same przewrócić.

 

♦ Już nie mówimy sobie leżąc w parku na kocu, że zrobimy wszystko, żeby ten związek był kurewsko piękny – jak wycięty z rock’n’rollowego filmu, w którym jedzie się kabrioletem pustą drogą, zakłada się gdzieś dom, wychowuje dzieci i wciąż widzi się drugą osobę tak, jak w chwili, kiedy się ją poznało. Zamiast tego mówimy: „Mamy jeszcze czas”, „Zobaczymy co z tego będzie”, „Po prostu poczekajmy”. I przykro mi, ale jesteśmy pokoleniem ludzi, których życie miało się zacząć już za chwilę. Czyli Volant z tekstem o tym, że nie jesteśmy przygotowani na trwałe związki.

 

♦ Czas ogarnąć swoje życie i pozbyć się z niego kilku elementów, które niepotrzebnie nas obciążają. Życie mamy tylko jedno, a wiosna i lato to niestety nie są najdłuższe pory roku w naszym klimacie. Trzeba wziąć sprawy w swoje ręce i wykorzystać ten czas do maksimum. Żeby to zrobić, musimy zapomnieć o kilku sprawach. Czyli Monika Kamińska z bloga Black Dresses oraz 10 rzeczy, na które nie warto marnować czasu, ponieważ przyszła wiosna.

 

♦ Urodzona w 1988 roku, nie pamiętam już Pewexów i kolejek za wydzielanymi skąpo dobrami, pamiętam za to pomarańcze nie tylko na święta, lalki Barbie i klocki Lego, ortalionowe wiatrówki i dresy z kreszu, składanki ulubionych piosenek na kasetach MC, ręczne przewijanie tychże za pomocą długopisu, magnetowid wciągający taśmy z kaset video. Czyli Tattwa o latach 90., dzieciństwie, które przeżywałyśmy równolegle i nowej, ważnej książce. Na blogu znajdziecie też rozmowę z jej autorką – mowa tutaj o Dominice Słowik i jej książce „Atlas: Doppelganger”.

 

♦ Lubimy być głaskani po głowie. Uwielbiamy słyszeć, że coś nam się udało, że jest w porządku, że należą nam się najszczersze gratulacje i fajerwerki. To nas utwierdza w przekonaniu, że to, co robimy, jest czegoś warte. I w sumie nic w tym dziwnego: niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który nie lubi słyszeć o sobie miłych rzeczy. Kłopot pojawia się wtedy, kiedy bez słów innych ludzi kompletnie nie potrafimy siebie docenić. Czyli Marta Hennig z wpisem pt. Nie musisz mi mówić, że jestem super Żałuję, że w jej wieku nie byłam tak samo mądra. Ani nie jestem też dzisiaj.

 

♦ Wdzięczność to jedno wielkie „dziękuję” dla otaczającego nas świata. To docenienie tego wszystkiego, co dzieje się dookoła. I możesz wpleść w to nawet wszelkich bogów i bożków, ale i tak z końcem dnia, kładąc się spać, masz świadomość, że istniejesz i to wystarczy. Czyli Paweł Bielecki z mądrym wpisem o sztuce bycia wdzięcznym.

 

A na koniec poznajcie 7 powodów, dla których Uber jest lepszy od taksówki. Czyli Janek z bloga Stay Fly po raz kolejny udowadnia, że nie ma sobie równych, jeśli chodzi o wpisy sponsorowane. Jest fajnie, merytorycznie i z klasą, a że sama ostatnio tak po Warszawie jeździłam, to i z Jankiem zgadzam się co do słowa. No i czekam, aż Uber po Krakowie ogarnie także i Wrocław.

A teraz wynocha na słonko!