Pigułka „dzień po”, czyli o czym Wy, do cholery, mówicie

Na zdj. kadr z filmu „Plan B”, reż. Alan Poul

Dla niektórych dziewcząt zajść w ciążę jest równie łatwo, jak złapać katar. Była w tym niewątpliwie jakaś analogia. Zarówno katar, jak i dzieci powodowane były przez mikroskopijne żyjątka, które niczego tak nie uwielbiały, jak błonę śluzową.

Kurt Vonnegut, „Galapagos”

Miałam nie poruszać tego tematu, bo wydaje mi się zwyczajnie śmieszny. Z drugiej strony, wiem, że narażam się tak błahym podejściem, bo dla wielu kobiet może stanowić on kwestię być albo nie być. Niemniej, zdania nie zmieniam. Wiecie, dlaczego mnie to śmieszy? Bo nie rozumiem, jak wielkim trzeba być bałwanem, żeby uwierzyć, że kobieta wbrew własnej woli urodzi jakiekolwiek dziecko.

Na wstępie zaznaczam, że ten tekst nie jest wyrazem moich przekonań na temat posiadania dzieci ani też pochwałą antykoncepcji, aborcji, czy czego tam jeszcze chcecie. Jest zwróceniem uwagi na zupełnie inną kwestię, jaką są… pieniądze.

Otóż kobieta, która zaszła w ciążę i nie zamierza urodzić, ZAWSZE znajdzie sposób, żeby się tej ciąży pozbyć. Nawet, jeśli rzuci jej się pod nogi rząd kłód typu: musisz iść do lekarza, dostać receptę, odmówić 5 zdrowasiek i wypić miednicę święconej wody. Jeśli ma pieniądze, nie będzie się zastanawiała CZY usunąć ciążę. Będzie się zastanawiała JAK oraz GDZIE.

Dlatego właśnie odmawianie komukolwiek szybkiego i łatwego dostępu do pigułek „dzień po” jest rzeczą zwyczajnie głupią – każda rozsądna, trzeźwo myśląca kobieta i tak jest pod opieką ginekologa, do którego w sytuacjach kryzysowych może zadzwonić, a on na pewno nie odmówi jej pomocy przez wzgląd na religię, fazy Księżyca czy też ilość masła, jaką nałożył sobie rano na chleb. Nie wiem, czy tacy lekarze przyjmują na NFZ, ale tacy, którym się płaci, zrobią dla swoich pacjentek naprawdę wiele.

Jedyny więc problem, jaki był do tej pory, był czysto logistyczny: trzeba było zadzwonić, umówić się, podjechać po receptę, pójść do apteki. Słowem: zawracanie dupy. Ale zastanówmy się, ile to może trwać? Kilka godzin? Dni? To teraz pomyślcie, ile trwa ciąża. I macierzyństwo. I wspólnie odpowiedzmy sobie na pytanie: serio, którakolwiek kobieta stwierdzi, że eee, za dużo zachodu, już lepiej sobie urodzę?

Podobnie z aborcją. Może być zabroniona w naszym kraju, co nie zmienia faktu, że w wielu innych nie jest. Przy obecnych rozwiązaniach komunikacyjnych i łatwości przekraczania granic to naprawdę nie jest wielki wysiłek, zrobić sobie aborcję gdzie indziej. Tylko wiecie, co trzeba mieć? No właśnie, pieniądze.

Dlatego szczerze gratuluję tupetu tym wszystkim obrońcom życia poczętego, bo w rzeczywistości kopią leżącego, tj. biednych, słabych, niedoinformowanych i niedokształconych. Komplikują życie kobiet, których nie stać na fachową opiekę, niezależnie od szerokości geograficznej i cennika klinik prywatnych. Odmawiając im prawa do zapobiegania czy też przerywania ciąży w humanitarny, bezpieczny i higieniczny sposób, wydają na nie wyrok. Nie chronią dzieci. Zabijają matki.

I nie, nie ma w tym przesady, bo wystarczy wpisać sobie w Google jak wywołać poronienie i znajdziecie tam wszystko, od połykania Bóg wie czego, przez rzucanie się brzuchem na balustrady bądź walenie się w niego pięścią. I możecie się śmiać, że to ciemnogród, ale pojedźcie z tym swoim uśmiechem na polskie wsie albo chociaż zapyziałe, wielkomiejskie śródmieścia. Idę o zakład, że mina szybko Wam zrzednie.

Jasne, że cieszę się, że łaskawie tabletki „po” wreszcie będą i u nas bez recepty dostępne. Ale cieszę się wyłącznie dlatego, że to pomoże słabszym. Biednym, naiwnym, nieśmiałym czy zahukanym dziewczynom, które do lekarza po receptę wstydziłyby się pójść bądź nie byłoby ich na to stać. Cała reszta poradziłaby sobie i bez tego.