Piekło poniedziałku, czyli kilka słów o rutynie

Na zdj. kadr z filmu „Za jakie grzechy”, reż. Jonas Elmer

Na pewno właśnie na tym polega piekło. Na powtarzalności.

Marcin Świetlicki, „Trzynaście”

Zastanawialiście się kiedyś, co Was zabija? Nie wtedy, kiedy problemów faktycznie jest od groma, w pracy deadline goni deadline, a z facetem i z matką zupełnie się nie układa. Ale wtedy, kiedy na pozór wszystko jest dobrze. Kiedy macie świetną posadę, możecie pozwolić sobie na drogie perfumy, a ukochany codziennie wita Was z różą w zębach. A jednak coś jest nie tak. Coś sprawia, że – cytując klasyka – brazylijski serial już nie cieszy jak dawniej. Że nie chce Wam się wstawać rano z łóżka, a dnia nie ratuje nawet piąta z rzędu kawa. Nie wiecie, co to? Podpowiem: rutyna.

Możecie mieć najwspanialszą pracę na świecie. Spełniać się w niej, zgarniać wszystkie premie, dostawać w uznaniu multisporty i prywatną opiekę medyczną. Możecie mieć nawet własne miejsce na parkingu, chociaż w Waszej korporacji pracuje ponad setka ludzi, a takich miejsc jest co najwyżej pięć. Możecie dostawać wolne we wszystkie święta kościelne i niekościelne, spędzać urlopy na Teneryfie i spijać sobie z szefem słodkie słówka z dzióbków. A i tak przeżywać załamanie. Bo jeśli robimy coś codziennie – od tygodni, miesięcy czy lat, może przyjść w końcu moment, w którym mózg powie nam: stop. Nie bójcie się tego momentu. Będzie znaczył dokładnie tyle, że nie jesteście trybikiem w maszynie. Że wciąż macie w sobie dawną ciekawość świata, potrzebę rywalizacji, rozwoju. To normalne, chcieć więcej.

Tak samo w związku – seks jest świetny, ale ile można robić to na pięć tylko sposobów? Wakacje gdzieś w Chorwacji też od lat są wspaniałe, no ale właśnie – od lat. Czy musicie wszystko powtarzać aż do znudzenia? Czy na pizzę musicie chodzić wciąż do tej samej pizzerii, a wino sączyć wieczorami w tej samej knajpce? Czy on musi wciąż dzierżyć w zębach tę różę, kiedy ludzkość poznała już tyle gatunków kwiatów?

A czasem wystarczą naprawdę małe zmiany. A czasem bardzo duże. Czy chodzi o zmianę trasy biegania, rodzaj mleka do kawy czy zmianę stanowiska lub firmy – nie bój się jej. Zmiany są dobre. Nawet jeśli kiedyś dojdziesz do wniosku, że wcześniej było lepiej, przypomnij sobie, jak się wtedy dusiłaś.

Nie rozpamiętuj dawnych czasów, nie żyj mitem, że wszystko, co dobre, masz już za sobą, a teraz już nic, tylko autostradą do nieba. Nigdy na nic nie jest za późno. Nie bój się szukać, nie bój próbować. Zabij rutynę, bo w przeciwnym wypadku to ona zabije Ciebie.

I jeszcze jedno. Swego czasu po Facebooku krążyło pytanie: kiedy ostatni raz robiłaś coś pierwszy raz?

Bo ja, na przykład, pierwszy raz dzisiaj kichnęłam, trzymając w ręku czajnik z dopiero co zagotowaną wodą. Nie rób tak.