Open space po raz drugi. Czyli wszystko pięknie, ale…

Na zdj. kadr z filmu „Ona”, reż. Spike Jonze

Pragnę jedynie miękkiej, mglistej przestrzeni, w której mogę żyć, i jeszcze żeby zostawiono mnie w spokoju.

Charles Bukowski, „Kobiety”

Wczoraj zachwycaliśmy się, jak wspaniałym, nowoczesnym i efektywnym rozwiązaniem jest organizacja przestrzeni w duchu open space. A dzisiaj Wam pokażę, że to wcale nie jest takie różowe, jak koktajl malinowy albo grzywa kucyka Pony.

Oto i przed Wami 10 wad pracy w open space:

1. Szum komunikacyjny

Z założenia open space ma ułatwiać komunikację. Usprawniać przepływ informacji, dokumentów, itd. W rzeczywistości oznacza to zwykle, że wszyscy jednocześnie drą gębę. Bez przerwy. Że jeden przekrzykuje drugiego, ktoś stara się zagłuszyć telewizor, a jeszcze ktoś inny zdziera gardło, bo pięć innych osób rozmawia właśnie przez telefon.  Zresztą, to korpo jest. Minimum zaufania, maksimum formalności. Dlatego i tak co ważniejsze info trzeba przesyłać sobie mailem.

2. Nadmiar bodźców

Nierozerwalnie związany z punktem pierwszym. Hałas jest niewyobrażalny – telewizory, telefony, drukarki. Rozmowy, walenie w klawiaturę, szelest wertowanych dokumentów. Nerwowe stukanie o biurko, pstrykanie długopisem. Dookoła dzieje się wszystko, tylko nie cisza i spokój.

3. Utrudniona koncentracja

I znowu patrz punkt wyżej. Open space funduje harmider, w którym naprawdę trudno się skupić. Pół biedy, jeśli czyjaś robota ogranicza się do wydzwaniania Bogu ducha winnych ludzi i wciskania im teflonowych patelni. Ale jeśli ktoś ma przed sobą kreatywną robotę, wymagającą użycia szarych komórek, to naprawdę nie jest mu łatwo. Spróbujcie tak wymyślić hasło reklamowe albo zredagować tekst.

4. Ciągle te same gęby

Jesteś zmuszony do kontaktu z ludźmi. Nawet tymi, których nie lubisz. Widujesz ich absolutnie codziennie, absolutnie bez przerwy. Nie masz dokąd uciec, nie masz drzwi, które mógłbyś im zamknąć przed nosem. Ciągle słyszysz ich głos, widzisz, kiedy przychodzą i kiedy wychodzą. To kłopotliwe, kiedy kogoś lubisz albo na przykład kochasz, a on Ciebie nie.

5. Monarcha i tak tkwi na tronie

Ułudą pracy w open space ma być poczucie równości. Nie ma podziału na lepszych i gorszych, nie ma gabinetów, tabliczek ze stanowiskami, niedostępnych drzwi. Pozornie. Bo tak naprawdę, najważniejsi i tak wolą prywatność. Obok Ciebie może zasiąść co najwyżej podrzędny manager albo zastępca zastępcy. Lew wciąż pozostaje w jaskini.

6. Brak prywatności

Ale to całkowity. Nigdy nie wiesz, czy ktoś Ci nie patrzy przez ramię. Ciągle jesteśmy obserwowani, poddawani kontroli. Każdy słyszy, o czym mówimy. Widzi, co wyświetla się na ekranie naszego komputera. Wielki brat patrzy? Open space to najliczniejsza rodzina na świecie!

7. Poczucie braku bezpieczeństwa

Poczucie bezpieczeństwa to jedna z podstawowych potrzeb każdego człowieka. W momencie, kiedy siedzimy w otwartej przestrzeni, nie wiemy, co czai się nam za plecami. Nie wiemy, kiedy ktoś na nas patrzy, kiedy ktoś się do nas zbliża. Nie mamy możliwości ucieczki, schronienia.

8. Łatwość infekcji

Nie pomagają tu żadne wentylacje, klimatyzacje, itp. Siedzisz z ludźmi, którzy na Ciebie kaszlą, kichają, prychają. Badania pokazują, że przeziębienia, grypy i wszystkie inne choroby, przenoszone drogą kropelkową, w przypadku open space rozprzestrzeniają się o wiele częściej, niż w przypadku klasycznych biur.

9. Koszmarny wpływ na psychikę

Okazuje się, że aż 90 procent pracowników źle ocenia model pracy w open space. Co więcej, są też badania, które pokazują, że to naprawdę źle robi na ciało – większy jest poziom stresu, ludzie częściej chorują na nerwice i nadciśnienie.

10. Wojna o wszystko. Ogrzewanie, klimatyzację, światło

Jedni lubią, kiedy im cieplej, drudzy, jak chłód mrozi im uszy. Jedni wolą palić jarzeniówki, innym wystarcza naturalne światło. Jedni zasłaniają rolety, inni je odsłaniają. Jedni ściszają telewizory, inni pogłaśniają. I tak można by w kółko.

Dlatego open space to pole wojny. Czy tego chcesz, czy nie.